poniedziałek, 23 marca 2015

Seven Hundred Forty Five

 ~Muzyka~
Nie wiem, którą kolejkę wódki zamawiałam, ale czułam się wyśmienicie i strasznie radośnie. Nie pamiętałam już dlaczego przyszłam do baru, dlaczego postanowiłam się upić. Nie przejmowałam się tym jak wrócę do domu, czy w ogóle dam radę sama stąd wyjść. Byłam wolna, i tylko to się teraz liczyło.
Gdy barman postawił na stoliku przede mną trzy kieliszki czystej wódki uśmiechnęłam się krzywo i od razu chwyciłam jeden z nich przykładając do moich ust, a potem przechylając. Już nawet nie czułam tego specyficznego pieczenia w przełyku gdy połykałam alkohol. Nie czułam już niczego.
Mój telefon leżący tuż obok mojej lewej ręki znów zaczął wibrować, a na ekranie wyświetliło się zdjęcie człowieka, którego w ciągu kilku ostatnich godzin zaczęłam nienawidzić. W końcu pomiędzy miłością, a nienawiścią jest cienka granica prawda?
Nie wiem co mnie podkusiło aby tym razem odebrać, ale drżącą ręką trzymałam telefon przed swoją twarzą i przesunęłam palcem po ekranie.
- Przy telefonie [T.I]. W czym mogę pomóc? - powiedziałam udając poważny głos po czym zaczęłam się śmiać sama z siebie.
- Boże [T.I] dlaczego wcześniej nie odbierałaś? Martwiłem się - w moich oczach pojawiły się łzy, gdy usłyszałam prawdziwą troskę w jego głosie.
- Jestem na spotkaniu panie Styles. Nie mogę teraz rozmawiać - mój głos drżał i nie wiem właściwie czy to z powodu dość sporej ilości alkoholu w moim organizmie czy może to przez łzy, które powstrzymywałam z całej siły.
- Jesteś pijana. Matko gdzie jesteś? Przyjadę po ciebie - jego głos był tak cudownie zachrypnięty. Uwielbiałam to słyszeć, a szczególnie rano gdy budził mnie pocałunkami.
- Nie potrzebuje ciebie tutaj. Jestem teraz szczęśliwa wiesz? - zaśmiałam się cicho i wypiłam następny kieliszek krztusząc się.
- Powiedz mi gdzie jesteś. Proszę kochanie.
- Nie mów tak do mnie! - krzyknęłam czym zwróciłam na siebie uwagę kilku innych klientów. - Wolę umrzeć niż znów cię zobaczyć - powiedziałam szczerze po czym rozłączyłam się i położyłam telefon na stoliku ze spokojem podnosząc trzeci kieliszek.
Położyłam na stoliku wszystkie pieniądze jakie miałam w kieszeni spodni po czym wstałam i chwiejnym krokiem ruszyłam w stronę wyjścia. Czułam na sobie te wszystkie ciekawskie spojrzenia. Niektórzy pewnie mnie rozpoznali, ale nikt nie miał odwagi aby podejść do całkowicie zalanej dziewczyny Harry'ego Styles'a.
Gdy tylko udało mi się otworzyć drzwi, zimne powietrze uderzyło we mnie tworząc na mojej nagiej skórze ramion; gęsią skórkę.
Nie patrzyłam gdzie idę. Po prostu maszerowałam przed siebie chwiejąc się co chwilę i potykając się o własne nogi. Czasami śmiałam się sama z siebie lub z ludzi, którzy mnie mijali. Podobało mi się to w jakim stanie się znalazłam, i pierwszy raz od bardzo długiego czasu nie przejmowałam się tym, że za kilka godzin pojawię się na pierwszy stronach gazet i jakiś głupi dziennikarz obsmaruje mnie gównem. Albo nie musiałam myśleć też o tym, że prawdopodobnie już w internecie można zobaczyć moje zdjęcia gdzie ledwo utrzymuje się na własnych nogach. Miałam to wszystko w dupie ponieważ już nic się nie liczyło. Nie liczyłam się ja, nie liczył się on.
Nie miałam pojęcia dlaczego zeszłam z chodnika prosto na drogę pełną samochodów. Właściwie śmieszyło mnie to jak kilka całkiem obcych mi ludzi krzyczało za mną, jak samochody hamowały z piskiem opon. Wszystko było zabawne aż do czasu gdy jeden z kierowców nie zdążył zahamować i rozpędzony uderzył w moje chwiejne ciało. Czułam jak przelatuję przez maskę samochodu, a potem spadam na twardy i zimny asfalt. Czułam jak uderzam głową, przez co na chwilę mnie zamroczyło. Czułam jak moja noga wykrzywia się w jakiś niemożliwy kąt. Czułam wszystko, a zarazem nic. Bolało, ale nie byłam pewna co bardziej. Moje poturbowane ciało, czy moje złamane serce.

***

Starałam się unieść swoje zmęczone powieki, ale za każdym razem gdy ujrzałam chociaż trochę otaczającego mnie świata moje oczy znów się zamykały, a ja musiałam toczyć wojnę z własnym ciałem.
Minęło kilka minut gdy wreszcie udało mi się całkowicie otworzyć oczy. Ostre światło uderzyło w moje wrażliwe siatkówki, przez co chciałam zasłonić oczy ręką, ale gdy tylko nią szarpnęłam poczułam silne ukłucie przez co cicho syknęłam.
Spojrzałam na swoją rękę, w której miałam wbity wenflon. Skrzywiłam się i poczułam jak robi mi się słabo przez widok igły pod moją skórą.
Rozejrzałam się na boki i mimo wszystko na mojej twarzy pojawił się delikatny uśmiech gdy ujrzałam chłopców pod ścianą. Siedzieli w czwórkę z wyprostowanymi nogami i spali widocznie zmęczeni.
Mimo tego, że kilka godzin temu wykrzyczałam Harry'emu prosto w twarz, że go nienawidzę chciałam aby był teraz tutaj przy mnie.
- [T.I]? - w drzwiach stał blady Harry, który spoglądał na mnie ze strachem wypisanym na twarzy. - Boże jak dobrze, że się obudziłaś - brunet wszedł do sali z wyraźną ulgą. Od razu podszedł do łóżka, na którym leżałam i chciał chwycić mnie za rękę, ale ja szybko ją zabrałam od razu tego żałując. Skrzywiłam się gdy poczułam jak tępy ból opanowuje całą moją rękę.
- Nie dotykaj mnie - powiedziałam cicho. Mój głos drżał i był zachrypnięty. W ustach miałam strasznie sucho i marzyłam o gazowanej wodzie.
- Co się tam stało? Dlaczego znalazłaś się na drodze? - Harry postanowił zignorować mój komentarz o nie dotykaniu mnie, a jego długie palce, delikatnie pogładziły mnie po policzku.
- Nie wiem - wyszeptałam i zamknęłam oczy. - Było mi tak źle z myślą, że ty... Dlaczego mi to zrobiłeś? Jak mogłeś... - mój głos się załamał, a kilka łez wypłynęło spod moich zamkniętych powiek. Wszystko mnie bolało, a najbardziej moje biedne, złamane serce.
- Przepraszam kochanie. Tak bardzo przepraszam ja... Nie wiem co mi strzeliło do głowy - zachciało mi się śmiać słysząc jego wytłumaczenie. Spodziewałam się raczej wersji z tym, że był pijany, albo że to ta dziewczyna go uwiodła.
- Wyjdź stąd - powiedziałam cicho z wciąż zamkniętymi oczami. Nie byłam w stanie spojrzeć na niego i dobitnie powiedzieć, że to koniec. Byłam za słaba na takie coś.
- [T.I] proszę daj mi to wszystko wytłumaczyć. Przecież wiesz, że ja....
- Wyjdź!

***

Po wyjściu ze szpitala moje życie powinno wrócić do dawnego rytmu. Powinnam robić wszystko co robiłam przed tym wszystkim. Powinnam z ochotą chodzić na uczelnie, przygotowywać się do egzaminów, spotykać się z przyjaciółmi. Tylko, że to wcale nie było takie proste. Wszystko przypominało mi o tym co straciłam. Z każdym najmniejszym przedmiotem w moim mieszkaniu wiązały się wspomnienia, które chciałam wymazać ze swojej pamięci.
Pozbyłam się każdego naszego wspólnego zdjęcia, wyrzuciłam każdy prezent jaki kiedykolwiek otrzymałam od Harry'ego, ale mimo wszystko on nadal siedział w mojej głowie i co najgorsze w moim sercu.
Po nocach śniłam o tym jak przyłapałam go z jakąś obcą dziewczyną w naszym wspólnym łóżku. Każdego ranka zmagałam się z chęcią rozpłakania się i zostania w domu. Musiałam wytrzymywać ciągłe spoglądanie na mnie i szeptanie za moimi plecami.
Czy dawałam radę? Nie. Nie potrafiłam już żyć tak jak kiedyś.
Gdy wkraczałam w życie Harry'ego wiedziałam, że nie będzie łatwo. On sam niejednokrotnie mówił mi, że mój związek z nim wiąże się z kilkom konsekwencjami. Ostrzegał mnie, że gdy kiedyś się rozstaniemy to mnie wszystkie fanki będą o to obwiniać nawet jeżeli wina będzie leżała po stornie Harry'ego. Wtedy się tym nie przejmowałam bo byłam pewna, że my zawsze będziemy razem. Jak bardzo się wtedy myliłam...
Ktoś mógłby zapytać dlaczego nie wrócę do Harry'ego. Dlaczego skazuję samą siebie na cierpienie. Powrót do niego wiązałby się z jeszcze większym cierpieniem.
Harry był moim księciem z bajki. Był kimś o kim zawsze marzyłam, ale nasza bajka nie kończy się hucznym weselem i szczęśliwym wspólnym życiem.
Nasza bajka kończy się dwoma złamanymi sercami.