Ogłoszenia,


1. Nabór nadal otwarty ;)

2. DO AUTOREK! Dziewczyny!
-Jeśli nie macie pomysłu, pamiętajcie, że można wykorzystać pomysł naszych czytelniczek, który jest napisany w zakładce "pomysły"!
-Istnieje również zakładka "zamówienia".
-Imaginy to nie opowiadania! Nie ma w nich części!

3.Wyłączona moderacja komentarzy ;D

ZAKŁADKA "AUTORKI" ZOSTAŁA PODDANA EDYCJI. JEŻELI KTOŚ CHCE COŚ ZMIENIĆ PROSZĘ NAPISAĆ W KOMENTARZU W ZAKŁADCE "GRAFIKA". DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ.



piątek, 18 kwietnia 2014

Six Hundred Seventy - Seven











Oczami [T.I]




-Mamusiu, a co się stanie jeśli umrę?- usłyszałam głos córki.
-Nie umrzesz kochanie- pogłaskałam ją po główce- 
Jesteś dzielna, tak?
-Tak- zaśmiała się cichutko, przez co znacznie poprawił mi się humor.
-Gdzie masz swojego misia?- spytałam.
-Tam- wskazała radośnie.

  Wstałam  z  krzesełka idąc w stronę pluszaka. Chwyciłam go w ręce i podeszłam do małej z powrotem wracając na swoje stałe miejsce.

-Tylko go nie zgub- usłyszałam za sobą znajomy głos, podałam misia dziecku i spojrzałam na Niego.
-Tatuś!- krzyknęła Rosie.
-Cześć skarbie- powiedział i pocałował ją w czoło- [T.I]- dostałam buziaka w usta na co dziewczynka się zaśmiała.
-Jak tam w studio?- spytałam.
-Musimy dużo ćwiczyć, niedługo trasa koncertowa- oznajmił przez co zrobiłam się smutna.
-Ale ja chcę żebyś został!- krzyknęła Rosie.
-Też bym chciał zostać, ale nie mogę zrezygnować z trasy. Zresztą to tylko miesiąc, szybko zleci- mówił patrząc to na mnie to na dziewczynkę.
-Będę tęsknić- powiedziałam wtulając się w jego tors.
- Ja też  [T.I] ,  ja  też- westchnął  ciężko   całując  mnie  w  czoło.
-Pani  [T.I]?-  spytała jedna  pielęgniarek,  sprawdzając  dokumenty.
-Tak, a coś się stało?
- Lekarz   prosi    panią    do   siebie -  oznajmiła  wychodząc   z  sali.
- Zostań  z  Rosie,   ja  pójdę  -  powiedziałam   wstając  z  krzesełka.

 Wyszłam z sali dokładnie zamykając drzwi idąc szpitalnym korytarzem.
  W szpitalu znałam każdego i każdy znał mnie, gdyż dosyć często tu przebywałam. Niektórych rodziców, których dzieci także było chory, wspierałam emocjonalnie. Ich pociechy są chore, a nawet śmiertelnie aż żal patrzeć jak szybko umierają. Cóż, śmierć dziecka nie jest zbyt miłym przeżyciem.
 Rosie jest chora na białaczkę. Bardzo to przeżywam jednak nie okazuję jej tego, ponieważ chcę jej ulżyć w cierpieniu. Z Harrym próbujemy jej pomóc jak tylko możemy jednak nawet za największe pieniądze świata nie da jej się uratować. Stadium choroby jest bardzo wysokie. Codziennie modlę się, aby Rosie wyzdrowiała, aby mogła być jak inne dzieci bawiące się na podwórku lepiąc babki z piasku, huśtające się na huśtawkach czy bawiące się w berka lub chowanego. Praktycznie nie wychodzi z łóżka, ponieważ jest zbyt słaba. Serce cierpi na myśl o jej śmierci. Zawsze powtarzam, że trzeba walczyć do końca, nie poddam się...
  Zapukałam do drzwi oczekując pozwolenia na wejście. Usłyszałam 'proszę' i weszłam do środka siadając  na krześle.

-Dzień dobry-powiedziałam.
-Nie  wiem  czy  taki  dobry-  zażartował  jednak  po  chwili  stał  się  zupełnie  poważny-  Przejdźmy  do  rzeczy,  z  Rosie  jest  coraz gorzej,  wyniki  są  kiepskie  biorąc  pod  uwagę wcześniejsze,  nawet  chemia  jej  już  nie  pomaga.  Nie  wiemy  ile jeszcze  tak  pociągnie.  Proszę  być  przygotowanym  na  najgorsze- mówił z żalem. 


Przecież to jeszcze dziecko!


-J-jak to? Ona musi żyć- wydusiłam.
-Przykro mi, spróbujemy coś jeszcze zrobić, ale może być już za późno.- rzekł wstając z krzesełka- Przepraszam, ale mam innych pacjentów, do widzenia.
-Do widzenia- mówiłam wychodząc z gabinetu.

  Zsunęłam się po ścianie w dół cicho szlochając.


 Dlaczego właśnie ona?


Oczami Harrego



- Tatusiu, kiedy wróci mamusia?- spytała Rosie.
- Za chwilę przyjdzie, musi porozmawiać z lekarzem- powiedziałem.
-Nie chcę umierać- popatrzyłem w jej zaszklone niebieskie oczka.
-Nie umrzesz- przytuliłem ją mocno do siebie.- Bardzo cię kocham, wiesz o tym?
-Też cię kocham tatusiu- powiedziała, a z jej oczu zaczęły wypływać łzy.
-Rosie, dlaczego płaczesz?- usłyszałem.


Oczami [T.I]


 Wstałam z zimnej podłogi otrzepując kurz z moich spodni. Czas wziąć się w garść.
 Otworzyłam drzwi od sali Rosie wchodząc do środka. 

-Rosie, dlaczego płaczesz?- spytałam podchodząc bliżej małej.
-Nie chcę umierać-mówiła nie wypuszczając z objęć  Harrego.
-Harry, możemy porozmawiać?
-Rosie, za chwilę wrócimy, dobrze?- spytał na co mała pokiwała głową.

  Wyszliśmy z sali, a ja od razu rzuciłam się mu na szyję i zaczęłam płakać.


-Co się stało?- spytał.

-Harry, o-ona umiera- wydusiłam mocniej mocząc jego koszulę.
-J-jak to?
-Wyniki są kiepskie, chemia jej już nie pomaga, ona umrze- wychlipałam.

 Pocałował moje  czoło nie wypuszczając mnie z objęć. Z moich oczu leciały coraz to nowe łzy. 



...


- Będziemy tęsknić- powiedziałam mocno go przytulając.

-Ja też- pocałował mnie w usta- Rosie, pamiętaj, że was bardzo, ale to bardzo kocham- przytulił się do córki.
-Też cię kocham tatusiu, to dla ciebie- mówiła dając mu bransoletkę- Razem z mamą ją zrobiłyśmy, abyś o nas nie zapomniał.
-Nigdy o was nie zapomnę- mówił machając nam aż w końcu zniknął za drzwiami.



...
2 tygodnie później


-Proszę się odsunąć!- krzyczał lekarz.
-Mamo- wyszeptała..
-Rosie!
-Zatrzymanie akcji serca!- krzyczał mężczyzna- Proszę stąd wyjść!

  Pielęgniarki z trudem wyprowadziły mnie z sali. Opadłam bezsilnie na jedno z krzesełek cicho szlochając.

-[T.I]- poczułam ciepłą dłoń na ramieniu.
-Mamo?- spytałam zdziwiona.
-Wszystko będzie dobrze- powiedziała i mnie przytuliła.

...


-Przykro mi- powiedział lekarz wychodząc z sali- Nic więcej nie mogliśmy zrobić.
-M-mogę do niej wejść?- wydusiłam.
-Tak, ale tylko na chwilę.

 Weszłam do sali gdzie spała Rosie, już na zawsze...
 Moje oczy znów łzawiły, czułam pustkę.

-Kocham cię Rosie- wyszeptałam po chwili znów wybuchając płaczem.- Co ja mam teraz zrobić?- łkałam.


...


-Wróciłem- usłyszałam jednak nie drgnęłam.


Śmierć to taki stan
kiedy wszyscy wokół płaczą
za zmarłą osobą, a ona nie
ma o tym pojęcia.
To najgorsze co może się
zdarzyć w rodzinie
kiedy umrze dziecko, a 
rodzice stoją nad jego
trumną



     Przez te ostatnie tygodnie nie wychodziłam z domu, nie odbierałam  telefonów, nie jadłam, nie piłam, siedziałam wciąż w tym  samym miejscu.  Zamknęłam się w pokoju Rosie, w ten sposób choć w połowie czułam się lepiej.
    Obejmuje cię ból i smutek jeżeli bliska  osoba ci umiera, a wtedy uświadamiasz sobie, że już jej więcej  nie zobaczysz.        Tęsknie za nią, za  jej niebieskimi jak ocean oczami,  za jej  uśmiechem, za jej zarażającym  śmiechem, za jej poczuciem humoru, tęsknie za całą nią. Najgorsze było to, że nie powiedziałam o jej śmierci Harremu, dziwne prawda? Nie wiedzieć o śmierci własnej córki, lecz nie miałam odwagi ani siły, aby mu o tym powiedzieć. Kiedy chwytałam telefon od razu go puszczałam. Nie umiałam i nadal nie umiem pogodzić się z jej śmiercią. Stałam się wrakiem człowieka. Diametralnie schudłam, nie mam na nic siły. Nawet parę razy próbowałam popełnić samobójstwo poprzez żyletkę, która była odskocznią od rzeczywistości, jednak nie były to aż tak poważne rany. Gdy przeglądałam zdjęcia w albumie rany rozdrapywały się na nowo, przez co żyletka szła w ruch. 

-[T.I]- słyszałam przerażenie w jego głosie.
-Idź stąd- szepnęłam.
-Dzwonie po karetkę- oznajmił.
-I tak to mi nic nie pomoże- powiedziałam.
-Gdzie jest Rosie?- spytał niczego nieświadomy.
-W lepszym świecie.
-O czym ty mówisz?
-Ona umarła..

Przez całe życie powtarzał,
że nie boi się jej śmierci.
A jak przyszła to płakał jak małe dziecko


-Kiedy? Jak? Dlaczego?- opadł bezsilnie na podłogę- [T.I] dlaczego mi nie powiedziałaś?
-Nie umiałam- szepnęłam, Harry próbował mnie przytulić jednak się odsunęłam- Nie dotykaj mnie- syknęłam.
-[T.I], proszę- powiedział, a z jego oczu wypłynęła pojedyncza łza, a potem kolejna i kolejna.
-Niech ona wróci-wyszeptałam wtulając się w jego tors po raz kolejny wybuchając płaczem.


...


 Trumna trzymana na linkach zniknęła w dole. Mężczyźni ubrani na czarno zakopali małą dziewczynkę.

-Harry, czy ona kiedyś wróci?- spytałam.
-Już nie wróci- odpowiedział, a z jego oczu wypłynęły łzy.
-Już nigdy- wyszeptałam .





____________________________________
Witam wszystkich serdecznie!
Więc zostałam (chyba) przyjęta na blog  
z czego ogromnie się cieszę.
Cóż, ten imagin wysłałam do 
naboru więc postanowiłam go tutaj umieścić,
tak na dobry początek.
Podoba się?
Lubię pisać imaginy o smutnym
charakterze, więc możecie się
takich spodziewać jednak nie
wykluczam, że pojawią się też
wesołe.
Prowadzę także blogi takie jak:
To tyle na dzisiaj, mam nadzieję,
że imagin wam się spodobał..
Pozdrawiam, Truth.
Będę się tak teraz podpisywać :)