sobota, 20 czerwca 2015

Seven Hundred Fifty

  Kolejny łyk czerwonego wina sprawił, że po moich policzkach zaczęły spływać gorzkie łzy. Siedziałam w salonie na kanapie z podkulonymi nogami, oraz opatulona kocem i opróżniałam trzecią już butelkę alkoholu. Dopiłam do końca to, co miałam nalane w kieliszku i wzięłam do ręki butelkę. Przyglądałam się cieczy, zastanawiając się jak długo Xavier miał zamiar mnie okłamywać. Byliśmy parą przez cztery lata, nawet miałam cichą nadzieję, że mi się oświadczy i założymy szczęśliwą i kochającą się rodzinę. A co zobaczyłam, jak do niego poszłam? Owiniętą w ręcznik szumowinę, która wołała do niego "kochanie, nie wiesz, gdzie zostawiłam swoją sukienkę?". Nawet nie próbował mnie przeprosić... Nawet nic nie powiedział... Nic! Dupek! Dupek i świnia do kwadratu!
   Przybliżyłam butelkę do mojej twarzy, a kiedy moje usta dotknęły zimnego szkła zaczęłam pić trunek. Nie obchodziło mnie to, do jakiego stanu się doprowadziłam, ani jak pójdę do swojego pokoju, skoro wiadome było to, że na pewno nie będę w stanie stanąć na nogi. Mój przyjaciel i zarazem współlokator nie będzie zachwycony. Zaśmiałam się histerycznie, kiedy tylko wyobraziłam sobie, jak widzi mnie zalaną w trupa. Zawsze był opiekuńczy i opanowany. Nie to co ja. Roztrzepana blondynka, która wszędzie widzi tylko zabawę. Ze smutkiem dostrzegłam, że butelka nie miała już w sobie ani deka alkoholu. Niezdarnie postawiłam ją na podłodze i z lekkim problemem wstałam z kanapy. Od zbyt dużej ilości procentów w mojej krwi szumiało mi w uszach i delikatnie kręciło się w głowie, dlatego musiałam przytrzymać się kanapy, aby w miarę bezpiecznie podejść do barku. Mijając odłożoną wcześniej butelkę niechcący ją przewróciłam, ale nie przejęłam się tym zbytnio, tylko dziarsko podążałam w wyznaczonym przez siebie celu. Kiedy zadowolona stanęłam przed meblem i wyciągałam kolejną butelkę wina, – tym razem białego, bo czerwone się skończyło –  usłyszałam czyjś głos.
 — (T.I) – powoli się odwróciłam i zobaczyłam stojącego w progu Liam'a.
   Szeroko się uśmiechnęłam, oraz pomachałam do chłopaka.
 — Cześć Liaś. Napijesz się ze mną? – wybełkotałam.
 — Coś ty ze sobą zrobiła?
   Liam nie odpowiedział na moje pytanie, tylko powoli do mnie podszedł i wyciągnął mi z ręki wino, które następnie schował do barku.
 — Ej – popatrzyłam się na szatyna tak, jak dziecko, któremu odebrano zabawkę.
  Chłopak stał naprawdę blisko mnie. Dzieliło nas może kilka centymetrów i pocałowałabym go, gdyby nie zadał tego jednego pytania.
 — (T.I), jesteś pijana. Kto doprowadził cię do tego stanu?
    Poczułam jak nogi się pode mną uginają, a po policzkach zaczynają spływać kolejne łzy. Schowałam twarz w dłoniach i rozbeczałam się na dobre. Payne nic nie mówił, tylko powoli podszedł do kanapy, a kiedy bezpiecznie na niej usiedliśmy przytulił mnie do siebie. Objęłam go w rękami w pasie, głowę schowałam w zagłębieniu jego szyi i beczałam jak bóbr. 
 — To... To wszystko... To wina Xavier'a. Ja go kochałam... Ja... Ja myślałam... Jaka byłam głupia! – szlochałam.
 — Co on ci zrobił? – Głos Liam'a był spokojny, ale pewny.
 — On mnie zdradził. I to jeszcze z jakąś byle jaką dziewuchą, bo nawet nie znał jej imienia! – rozryczałam się jeszcze bardziej, mocząc tym samym biały top chłopaka.
 — Zabiję gnoja. Normalnie go zabiję – wyszeptał i poderwał się z kanapy, ale udało mi się złapać go za rękę, przez co się zatrzymał i popatrzył na mnie.
 — Nie... Liam proszę... Zostań ze mną – wychlipałam.
   Chłopak westchnął, ale podszedł do mnie, wziął na ręce i wyniósł z salonu.
 — Mogę wiedzieć co robisz? – powiedziałam niewyraźnie.
 — Zabieram cię do sypialni. Idziesz spać – odparł jak gdyby nigdy nic.
   Po wyjściu na piętro chciałam, aby chłopak odstawił mnie na ziemie, ale on miał inny plan. Po podejściu do drzwi pomogłam mu i to ja je otworzyłam. Payne delikatnie położył mnie na materacu, a następnie przykrył kołdrą. Już miał wyjść z pokoju, ale go zawołałam.
 — Liam.
 — Tak (T.I)?
 — Miałeś mnie nie zostawiać.
 — Ale ty teraz idziesz spać.
 — To śpij ze mną – zrobiłam minę kota ze shrek'a.
   Szatyn wywrócił oczami, ale zamknął drzwi i z powrotem podszedł do łóżka. Zdjął T-shirt, wraz ze spodniami i położył się obok mnie. Było między nami trochę miejsca, dlatego też przysunęłam się do niego tak, że głowę wraz z lewą ręką miałam położoną na jego klatce piersiowej. Podniosłam głowę go góry, a kiedy napotkałam wzrok Liam'a słodko się uśmiechnęłam, szepnęłam cicho "dobranoc" i zamknęłam oczy.
   Kiedy się obudziłam było sporo po południu, bo słońce znajdowało się wysoko na widnokręgu. Próbowałam podnieść się do siadu, ale mój kac dał o sobie znać. Ból głowy był tak ogromny, że opadłam z powrotem na materac i głośno jęknęłam. Jedyne, co z wczoraj pamiętam, to moment, w którym Liam zanosił mnie do pokoju. Wystraszyłam się, że mogło między nami do czegoś dojść, a to mój przyjaciel, dlatego też zerknęłam pod kołdrę. Poczułam wielką ulgę, kiedy zobaczyłam na sobie moje wczorajsze ubrania.
 — Widzę, że już nie śpisz.
   Do pokoju wszedł Payne. Usiadł obok mnie na łóżku, postawił tacę z kubkiem, wraz z jakimiś tabletkami na etażerce i uśmiechnął się do mnie pogodnie.
 — Jak tam? Kac już dał o sobie znać?
   Miałam zamiar pokiwać na potwierdzenie, jednak mój wróg znowu wygrał i zamiast tego kolejny raz syknęłam. Szatyn zaśmiał się dźwięcznie i bez słowa podał mi tabletkę, oraz kubek z wodą. Nie musiał mówić, co mi daje. Bardzo dobrze wiedziałam, że to środek przeciwbólowy. Grzecznie wszystko wypiłam i opadłam z powrotem na łóżko.
 — Idę na dół zrobić ci śniadanie. Jak poczujesz się na siłach zejdź na dół – powiedział i wyszedł z mojego pokoju zabierając uprzednio tacę.
   Westchnęłam cicho i przeciągnęłam się niczym rasowa kotka. Bardzo powoli podniosłam się do siadu, a przez ustający już ból chwyciłam się jedną ręką za głowę. W takim samym tempie usiadłam na kraju łóżka, a następnie stanęłam na moim puszystym szarym dywanie. Nie bez przeszkód, ale udało mi się podejść do szafy, z której wygrzebałam moje białe spodnie dresowe i czarny podkoszulek z żółtym znakiem batmana, który kiedyś podwędziłam Liam'owi. Włosy przeczesałam dłonią i skierowałam się na dół. Nie wiem jakim cudem, ale udało mi się zejść ze schodów, anie spaść, przez co zadowolona weszłam do kuchni.
    Mój uśmiech powiększył się dwukrotnie na widok szatyna robiącego mi śniadanie. Powoli podeszłam do wyspy kuchennej, a następnie na niej usiadłam. Uważnie obserwowałam każdy, nawet najmniejszy ruch przyjaciela. 
 — Już czujesz się lepiej? – rzekł Liam nawet na mnie nie zerkając.
 — Dużo – odpowiedziałam, kiedy on nakładał moją jajecznicę na talerz.
 — Dziękuję – szepnęłam i wyciągnęłam rękę w stronę Payne'a. Ten bez namysłu ją chwycił i podszedł do mnie tak, że stał między moimi nogami – jesteś najlepszym przyjacielem, jakiego można mieć.
    Przytuliłam się do chłopaka, ale on nie odwzajemnił mojego gestu, tylko odsunął się tak, że dzieliło nas kilka centymetrów. Zdezorientowana przypatrzyłam się mu i czekałam na wytłumaczenie jego zachowania.
 — Przepraszam, jeśli tym co teraz powiem zniszczę naszą przyjaźń, ale już dłużej nie mogę tego w sobie dusić. Zakochałem się w tobie (T.I). Kocham cię cholernie mocno i teraz mogę to powiedzieć bez żadnych przeszkód. Możesz mnie znienawidzić za to, co powiedziałem, za to, co teraz zrobię, ale ja mam dosyć duszenia tego w sobie. Ja chcę należeć tylko do ciebie (T.I).
   Nim zdążyłam zrozumieć, przetrawić to, co do mnie powiedział chłopak wpił się w moje usta, a ja poczułam się tak, jak jeszcze nigdy się nie czułam. Odsunęłam się od Liam'a, który popatrzył się na mnie smutno i już miał zamiar odsunąć się ode mnie, ale go powstrzymałam. Zarzuciłam swoje ręce na jego szyję, oraz uśmiechnęłam się zadziornie.
 — A ja chcę należeć do ciebie – szepnęłam mu na ucho i dostrzegłam, jak przechodzi po nim dreszcz.
   Popatrzyłam się jeszcze raz na brązowookiego, po czym to ja wpiłam się w jego usta.

▲▼▲
Cześć!
Tym razem imagin z Liam'em. Co i nim sądzicie?
Wiem, że ostatni był wieki temu, ale proszę was o zrozumienie, ponieważ jest już koniec roku i musiałam zawalczyć o kilka ocen.
Nightingale