piątek, 8 maja 2015

Seven Hundred Forty Nine

- Nie wierzę, że mnie o to prosisz. Zayn, jesteś niemożliwy. - Mówię poirytowana zachowaniem bruneta.
- Ale nie jesteście już razem, więc co to za problem, żebyś teraz przez chwilkę udawała moją dziewczynę? Przecież za pieniądze byłaś fałszywą dziewczyną. Jaki to problem znów ją być? - Mulat bez jakiegokolwiek wyrazu twarzy powiedział swoje zdanie na poruszony przez niego temat, jednak ja z każdą chwilą denerwowałam się coraz bardziej.
- Nigdy się na to nie zgodzę. Załatwiaj swoje sprawy na własną rękę. Ja ci w niczym nie pomogę. - Powiedziałam przez zęby i wstałam od stolika. Chłopak zrobił to samo i chwycił mnie za łokieć w taki sposób, że byłam zmuszona odwrócić się przodem do niego.
- Albo przystaniesz na moją propozycję, albo rozgłoszę jaka była prawdziwa historia wielkiej miłości (T.I) i Louis'a. - Wyszeptał siląc się na obojętność. I w tym momencie nie wytrzymałam.
- A proszę bardzo! - Krzyknęłam wyrywając się z uścisku Zayn'a. Większość ludzi znajdujących się w kawiarni popatrzyła się na nas. - Niech się wszyscy dowiedzą jaka jest prawda! Tak byłam z Louis'em, bo mi płacili! Potrzebowałam pieniędzy na leki dla mojej chorej mamy, a oni chcieli upewnić fanki, że Larry nie istnieje, więc się zgodziłam! Nie ważne jest to, że po pół roku udawania na prawdę go pokochałam! Rozstaliśmy się, ponieważ moja mama mimo leczenia zmarła, a wiedziałam, że Louis mnie nie kocha! Nie chciałam, żeby jego związek ze mną nadal istniał, skoro i tak był nieszczęśliwy, dlatego zerwałam umowę, bo mnie te pieniądze w ogóle nie obchodzą! Taka jest ta prawda! - Wykrzyczałam płacząc. To było za dużo emocji jak na jeden dzień.
- Teraz nie masz na mnie już nic. Zostaw mnie w spokoju. - Powiedziałam ciszej w stronę Zayn'a, zabrałam swoją skórzaną kurtkę wiszącą na oparciu krzesła i szybkim krokiem udałam się w stronę domu. Było ciemno, chłodno i na dodatek zaczęło lekko mżyć, dlatego też narzuciłam na siebie moją ramoneskę i przyśpieszyłam jeszcze bardziej. Do domu udało mi się dojść w kilkanaście minut. Od razu ściągnęłam z siebie kurtkę i powiesiłam ją na wieszaku stojącym w kącie korytarza. Z moich stóp pozbyłam się butów i przeszłam na piętro do mojej sypialni. Torebkę powiesiłam na ramieniu krzesła, z szuflady wyciągnęłam czystą bieliznę i przeszłam do łazienki. Powoli podeszłam do wanny i odkręciłam kurek, aby woda ją napełniła. Następnie podeszłam do lustra i zmyłam z siebie cały makijaż jaki miałam. Kiedy już się z tym uporałam zakręciłam wodę, aby nie rozlała się na całą łazienkę i ściągnęłam z siebie ubrania. Stanęłam przed wanną i przeczesałam ręką włosy. Jedyna rzecz o jakiej teraz marzyłam, to zapomnieć o wszystkim. Powoli zanurzyłam jedną stopę i kiedy moje ciało przyswoiło się do temperatury wody weszłam do wanny i pozwoliłam sobie na chwilę relaksu. Położyłam się wygodnie i z zadowoleniem przymknęłam powieki. Właśnie tego potrzebowałam. Gorąca woda idealnie odprężała moje spięte mięśnie i zmywała wszystkie nerwy.
     Obudziłam się dosyć późno, bo o dziesiątej. Niczym rasowa kotka rozprostowałam ręce i nogi, oraz się przeciągnęłam. Podniosłam się do siadu i przeczesałam ręką włosy. Głęboko westchnęłam dziękują w duchu Bogowi, że dzisiaj jest sobota i nie muszę iść do pracy. Powoli stanęłam na miękkim dywanie i pościeliłam łóżko. Założyłam na siebie czarne rurki, oraz czarną bokserkę, a na nią zarzuciłam kremowy sweter oversize i gotowa zeszłam do kuchni, w której zjadłam jogurt truskawkowy z płatkami owsianymi. Pogoda na dworze była odpowiednia na spacer, dlatego też postanowiłam się przejść. Założyłam na nogi moje kochane czarne lity i wyszłam z domu. Powoli kierowałam się w stronę parku, ale jedna z gazet w kiosku przykuła moją uwagę. Na pierwszej stronie było moje zdjęcie z wczoraj z rozmowy z Zayn'em i ogromny nagłówek "Cała prawda o 'rzekomym' związku Louis'a i (T.I)?". Nie wiele myśląc kupiłam tę gazetę i zaczęłam przeglądać strony, aby znaleźć pożądany przeze mnie artykuł. Poczułam, że ktoś mnie obserwuje, dlatego też przestałam czytać i rozejrzałam się dookoła. Nie myliłam się. W moją stronę szedł dziennikarz. Nie miałam zamiaru z nikim, a tym bardziej z prasą rozmawiać o wczorajszych wydarzeniach, dlatego też odwróciłam się i ruszyłam w stronę domu. Czułam jak przychodzi ich jeszcze więcej i krzyczą za moimi plecami pytania: 'Czy to co wczoraj powiedziałaś jest prawdą?', 'Jak myślisz, jak na tę wiadomość zareagują fanki?', 'Czy Louis wie o wszystkim?', 'Co na to modest?'. Dosłownie wbiegłam do domu i od razu zamknęłam za sobą drzwi. Szybko przeszłam do salonu i zasłoniłam wszystkie okna, które wychodziły na ulicę. Zmęczona opadłam na kanapę i schowałam twarz w dłoniach. Myślałam tylko o jednym: Dlaczego wczoraj to powiedziałam?!
     Nie wiem ile tak siedziałam, ale z każdą chwilą słyszałam jak przed moim domem robi się spokojniej, więc dziennikarze musieli zacząć się rozchodzić. Po około półgodzinie było już cicho, ale niespodziewanie ktoś zadzwonił do mojego domu. Myślałam, że to któryś z dziennikarzy, dlatego zdenerwowana podeszłam do drzwi.
- Nie mam zamiaru odpowiadać na wasze durne... - przyciągnęłam je do siebie, ale osoby stojącej po drugiej stronie nigdy bym się nie podziewała. - pytania. - Dokończyłam swoją wypowiedź i nie wiedziałam co zrobić. Chyba żadne z nas nie wiedziało.
- Co ty tutaj robisz Louis? - Spytałam się po chwili i uważnie przyjrzałam się szatynowi stojącemu na wprost mnie.
- Chciałbym z tobą porozmawiać. Mogę wejść? - Popatrzył się na mnie tak jak jeszcze nigdy tego nie robił. W jego wzroku dostrzegłam niepewność, zdenerwowanie i... smutek?
- Tak... Tak jasne. Wejdź. - Przesunęłam się i wpuściłam chłopaka do środka. - Chodź do kuchni. Zrobię nam kawy. - Niebieskooki bez słowa podążył za mną. Podeszłam do blatu, na którym postawiłam dwa kubki i wsypałam do nich po jednej łyżeczce kawy rozpuszczalnej. Nalałam do czajnika świeżej wody i podłączyłam go, aby się zagotowała. Odwróciłam się przodem do Louis'a i oparłam się o blat.
- O czym chciałeś porozmawiać? - Cicho się spytałam, choć i tak przeczuwałam czego będzie dotyczyć ta rozmowa.
- Nie mam ci za złe tego, że wreszcie powiedziałaś prawdę. - Powoli zaczął się do mnie zbliżać. - Fanki One Direction są wspaniałe i nie zasługują na to, żeby ich okłamywać. Dopóki umowa z modest będzie obowiązywać ja nie mogę nic mówić bez ich zatwierdzenia, więc jestem ci ogromnie wdzięczny za to, że powiedziałaś prawdę. - Wypowiadając ostatnie słowa stał tak blisko mnie, że dzieliło nas kilka centymetrów. W tym momencie czajnik zaczął gwizdać, co było oznaką, że woda się zagotowała.
- Na pewno nie przyszedłeś tutaj, żeby za to podziękować. O co chodzi? - Zalałam kawę wrzątkiem i po odstawieniu czajnika przeniosłam swój wzrok na Louis'a. Chłopak wyciągnął w moją stronę rękę i kiedy chwycił moją dłoń przyciągnął mnie do siebie.
- Czy to co pisze w gazecie, to, że mnie kochasz jest prawdą? - Patrzyłam się prosto w oczy chłopaka, w te idealne szaro-niebieskie tęczówki przez które się zakochałam.
- Tak... To prawda. - Powiedziałam cicho i spuściłam głowę. Moje serce przechodziło zawał, a moje ciśnienie było takie wysokie, jakie jeszcze nigdy nie było. Czułam, że się rumienię, a nie miałam pojęcia, co zrobi Louis i to sprawiało, że byłam niesamowicie spięta. Chłopak chwycił mój podbródek w swoje palce i podniósł moją głowę tak, że ponownie byłam zmuszona patrzeć się na jego idealną twarz. Nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć szatyn niespodziewanie mnie pocałował. Ale nie był to pocałunek taki sztuczny jak przed dziennikarzami. On był niesamowity. Taki... prawdziwy. Na początku oddałam się tej niezwykłej chwili i oddałam pocałunek, ale po chwili wszystko do mnie dotarło i się od niego odsunęłam. Nie wiedziałam, co powiedzieć, ani jak się zachować. to wszystko było dla mnie niezrozumiałe.
- Ja... Przepraszam. - Szepnął Lou i opuścił głowę. - Ja... Nie wiem co we mnie wstąpiło. Po prostu... Jak mnie zostawiłaś, odeszłaś, to ogarnęła mnie pustka. Nie miałem co robić w wolnym czasie, wszystko mnie nudziło. Brakowało mi czasu spędzonego z tobą, brakowało mi ciebie. Ja... Dopiero jak cię straciłem uświadomiłem sobie, że... Że kocham cię i to cholernie mocno. A jeszcze jak dzisiaj rano przeczytałem ten artykuł, to... Musiałem do ciebie przyjść i się upewnić, że to nie jest kolejne kłamstwo. Bo ja ciebie naprawdę kocham. - Podniósł swój wzrok na mnie i delikatnie się uśmiechnął. Moje serce znów przeżyło zawał, a w brzuchu poczułam stado motyli. Odwzajemniłam uśmiech i nic nie mówiąc przytuliłam się do chłopaka. Czułam, że na początku był zdezorientowany, ale po chwili wtulił się we mnie i chował swoją twarz w moich włosach. Tak bardzo teraz go potrzebowałam.
- (T.I). - Usłyszałam ciche mruknięcie zaraz obok swojego ucha.
- Hmmm? -Odsunęłam się delikatnie od chłopaka i zaczęłam kciukiem gładzić jego policzek cały czas wpatrując się w oczy Lou.
- Czy... Czy zgodzisz się znowu być moją dziewczyną? Ale tym razem nie na żadne umowy. Taką prawdziwą. - Na pytanie chłopaka szeroko się uśmiechnęłam i kiwnęłam głową.
- Tak. - Po usłyszeniu odpowiedzi na twarzy szatyna pojawił się wielki uśmiech i Louis znów mnie pocałował.

~*~
Cześć wam wszystkim!
Na samym wstępie chcę wam powiedzieć, że to ja Mrs.Tomlinson, lecz zmieniłam nazwę. ;)
A teraz przejdźmy do was. :3
Co myślicie o tym imaginie?
Wolicie takie, czy może krótsze? A może dłuższe?