środa, 25 lutego 2015

Seven Hundred Forty Two

Siedziałam w ciemnym pokoiku i cicho nuciłam kołysankę. Mały chłopiec leżący w kołysce spał i mocno trzymał mnie za palec swoją malutką dłonią. Delikatnie się uśmiechnęłam i kiedy skończyłam śpiewać delikatnie cmoknęłam go w czółko i po cichu wyszłam z pokoju. Powoli zeszłam do salonu i usiadłam obok wysokiej blondynki.
- Usnął? - Popatrzyła się na mnie. Nic nie odpowiedziałam, tylko kiwnęłam głową na potwierdzenie. - Powiedziałaś już mu? - Drastycznie zmieniła temat.
- Komu? - Udałam, że nie wiem o co chodzi. Nie miałam najmniejszej ochoty, oraz siły na kolejną rozmowę o całej tej sytuacji. Nie chciałam rozmawiać o NIM.
- (T.I) proszę cię nie ściemniaj. Czy on już wie, że jest ojcem twojego dziecka?
- Zwariowałaś?! - Oburzona patrzyłam się na przyjaciółkę. - Po roku nie kontaktowania się z nim miałam iść do niego i jak gdyby nigdy nic powiedzieć 'Cześć Zayn od pięciu miesięcy jesteś ojcem, ale bałam się powiedzieć ci o tym'? - Mówiłam podniesionym głosem, ale na tyle cichym, żeby nie obudzić mojego śpiącego synka.
- A ile jeszcze będziesz czekać (T.I)? Bardzo dobrze widzę co się z tobą dzieje i mówię ci, że długo tak nie pociągniesz. Mały wymaga opieki non stop, ty sama pracujesz i potrzebujesz kogoś kto cię odciąży. I nie mów, że masz mnie, bo tutaj chodzi o ojca. Dziecko musi mieć i ojca i matkę. - Dziewczyna uparcie się we mnie wpatrywała.
- Dobrze Ivy. Porozmawiam z nim, ale jeszcze nie teraz. - Westchnęłam i spuściłam głowę.
- Kiedy? Kiedy chcesz z nim o tym porozmawiać hm? Jak Luc podrośnie i zacznie się pytać 'mamuś, a gdzie jest tatuś'? (T.I). - Blondynka położyła swoją dłoń na mojej. Powoli podniosłam głowę i popatrzyłam się na przyjaciółkę. - Weź telefon i zadzwoń do niego. Porozmawiaj z nim, wytłumacz mu wszystko. - Włożyła w moją dłoń komórkę i uśmiechnęła się do mnie pokrzepiająco. Westchnęłam i wykręciłam bardzo dobrze znany mi numer. Po trzech sygnałach usłyszałam w słuchawce dobrze znany mi głos, a moje serce zaczęło bić trzy razy szybciej.
Mam 23 lata, a zachowuje się jak nastolatka.
Nie. Ja po prostu nigdy nie przestałam go kochać.
- Słucham?
- Um... Cześć Zayn. Z tej strony (T.I). Przepraszam, że tak długo się nie odzywałam. A tak w ogóle, to ci nie przeszkadzam? - Ze zdenerwowania przygryzłam wargę.
- Cześć (T.I)! Nie, nie. Ani trochę mi nie przeszkadzasz. Co tam u ciebie? - Słyszałam w jego głosie radość.
- Wszystko dobrze. - Zerknęłam na przyjaciółkę, która szeroko się do mnie uśmiechała. - Słuchaj Zayn muszę ci coś powiedzieć...
- Słucham.
- Ale to nie jest sprawa na telefon. Moglibyśmy się spotkać? - Potarłam moją spoconą dłoń o udo.
- Jasne. Może w Starbucks'ie tak za dwadzieścia minut?
- Może być.
- To do zobaczenia. - Rozłączył się, a ja wypuściłam powietrze z ust.
- Zostaniesz z Luc'iem? - Błagalnym wzrokiem popatrzyłam się na przyjaciółkę. Zielonooka kiwnęła głową na zgodę. Podeszłam do niej i ją przytuliłam. Szepnęłam jej do ucha 'dziękuję' i wyszłam z domu.
Chcę mieć to już za sobą. 
Na miejscu byłam około piętnastu minut później. Usiadłam przy jednym z wolnych stolików i czekałam, na szczęście nie długo, ponieważ po chwili do lokalu wszedł wysoki brunet. Moje serce od razu zaczęło szybciej bić i chciałam uciec jakimś tylnym wyjściem, ale się powstrzymałam. Chłopak zaczął się rozglądać, a kiedy jego wzrok zatrzymał się na mojej osobie delikatnie się uśmiechnęłam. Na twarzy bruneta pojawił się wielki uśmiech i ruszył w moją stronę.
- Cześć (T.I)! Jak miło cię widzieć. - Mocno mnie ścisnął, co lekko odwzajemniłam.
- Ciebie też Zayn. - Delikatnie się zaśmiałam. Usiedliśmy po przeciwległych stronach stolika i podeszła do nas kelnerka. Ja zamówiłam herbatę, a Zay kawę. Rozmawialiśmy o wszystkim i niczym. Kiedy otrzymaliśmy swoje zamówienia i zostaliśmy sami przy stoliku twarz chłopaka spoważniała.
- Co takiego się stało, że chciałaś ze mną porozmawiać osobiście? I dlaczego rok się do mnie nie odzywałaś? - Położył swoją dłoń na mojej i delikatnie ją ścisnął.
- To właśnie chciałam ci wytłumaczyć. Wiem, że możesz mnie za to znienawidzić, ale ja już dłużej nie mogę w sobie tego dusić, a ty nie zasługujesz na to, żeby być okłamywanym. - Popatrzyłam się w oczy bruneta i dostrzegłam w nich ciekawość i lekkie zdziwienie. - Pamiętasz tę imprezę, na którą ostatni raz poszliśmy razem? - Nie odrywałam wzroku od chłopaka. Na potwierdzenie moich słów kiwnął głową, a ja mówiłam dalej. - Ty byłeś już wtedy wstawiony, ja też nie byłam zupełnie trzeźwa i się przespaliśmy. Mówiłeś mi wtedy, że jestem piękna, niepowtarzalna, a ja byłam w tobie zakochana i ci uległam. Zresztą nadal jestem.
- To dlatego najpierw tak dziwnie się zachowywałaś, a potem uciekłaś?
- Nie dlatego uciekłam. - Odpowiedziałam na pytanie chłopaka, który na twarzy miał wypisane zdziwienie. - Po tej imprezie strasznie źle się czułam, miałam mdłości, często zmieniał mi się nastrój i już dłużej nie wytrzymałam. Poszłam do lekarza, a wynik badania obrócił mój świat o sto osiemdziesiąt stopni. Dowiedziałam się, że byłam w ciąży. W ciąży z tobą. - Popatrzyłam się na Zayn'a.
- Co? Ale go nie usunęłaś?
- Nie. Od razu pokochałam tę małą istotę, którą w sobie nosiłam. Nie chciałam niszczyć ci kariery, poza tym nawet nie byliśmy parą, a ta wpadka z ciążą zniszczyła by ci reputację i podjęłam decyzję, że najlepiej będzie, jak zniknę razem z Lucas'em z twojego życia.
- Lucas'em? - Uważnie się mi przyjrzał.
- Tak. To jest chłopczyk. Jest strasznie podobny do ciebie wiesz? Rozmawiałam dzisiaj z moją przyjaciółką Ivy i doszłam do wniosku, że musisz poznać prawdę. Ja już sama nie daję rady z tym wszystkim. - Skończyłam mówić i czekałam na reakcję chłopaka.
- Jestem tatą... Mam synka Lucas'a... - Mówił po cichu, jakby chciał siebie przekonać do tego, co przed chwilą usłyszał. - Jestem tatą! - Krzyknął na cały lokal, przez co niektórzy się na nas popatrzyli. Zayn zerwał się z krzesła, podszedł do mnie, objął w pasie i zaczął obracać się dookoła własnej osi. Kiedy się zatrzymaliśmy spojrzałam w oczy chłopaka i dostrzegłam w nich łzy.
- Nie płacz Zayn. - Wytarłam kciukiem jego policzek. Brunet szeroko się uśmiechnął i brutalnie wpił się w moje usta.
- Kocham cię (T.I) - Wyszeptał, kiedy już się od siebie odsunęliśmy. - I dziękuję, że powiedziałaś mi prawdę. Zawsze marzyłem o założeniu rodziny, a ty dałaś mi największy skarb jaki miałaś. Siebie i jego. - Wpatrywał się we mnie przez całą swoją odpowiedź.
- Zrobiłam to, bo ciebie kocham. - Pocałowałam go, a następnie chwyciłam za rękę i pociągnęłam w stronę wyjścia.
- Gdzie idziemy?
- Chcesz zobaczyć swojego synka? - Popatrzyłam się na bruneta, który kiwnął głową. - To chodź.
Do domu dotarliśmy w piętnaście minut. Ivy kiedy tylko nas zobaczyła opuściła nasz dom. Przeszłam z Zayn'em na piętro i weszliśmy do sypialni naszego synka. Wyjęłam go z kojca i dałam go brunetowi. Chłopak wpatrywał się w niego jak w obrazek. Lucas się obudził i myślałam, że będzie płakał, ale nic takiego się nie stało. Najpierw zrobił wielkie oczka i wyciągnął do góry rączki, a kiedy dotknął zarostu Zayn'a uśmiechnął się szeroko i zaczął się śmiać.
- Mój synek... - Wyszeptał cicho chłopak i również się uśmiechnął. - To jest najszczęśliwszy dzień mojego życia (T.I). - Schylił się do mnie delikatnie i złożył na moich ustach pocałunek.
- Mój też... - Wyszeptałam i szeroko się uśmiechnęłam.

~*~
Cześć! Dzisiaj mam dla was takiego wesołego imagin'a.
Mam nadzieję, że się wam spodobał ;)
Buziaki! :*