piątek, 23 stycznia 2015

Seven Hundred Thirty Seven

Że niby byłeś dla mnie jak tlen ? Teraz nauczę się oddychać azotem. 

To przykre kiedy osoba z którą stworzone zostały wspomnienia sama nim zostaje.  Dziewczyna ostatni raz pogładziła dłonią materiał czerwonej sukienki i weszła do kościoła przybierając sztuczny uśmiech na twarzy. W tłumie ludzi zgromadzonych widziała wiele znajomych osób, przyjaciół jej siostry oraz Jego. Usiadła w ławce zarezerwowanej dla najbliższej rodziny i od razu spłonęła rumieńcem pod ostrzegawczym wzorkiem matki. 
-Nie zepsuj tylko tego-kobieta podejrzliwie spojrzała na młodszą córkę-to jest Jej dzień.
-Nie zepsuję-dziewczyna ledwo wypowiedziała te słowa bo zaczęło drapać ją w gardle a oczy zaszły łzami kiedy wyszedł on z zachrysti wraz ze swoim świadkiem. Teraz wystarczyło czekać na pojawienie się Kate i uczestniczyć w całym wydarzeniu które nie powinno mieć miejsca.

-Moje kochanie, mój skarbie, mój aniele-dziewczyna wtuliła się w ramiona ukochanego który gładził jej nagie ramię i szeptał po cichu do ucha. 
-Nawet nie wiesz jak za Tobą tęskniłam-kreśliła palcem po Jego odkrytej klatce piersiowej a on tylko się zaśmiał pod wpływem jej delikatnego dotyku który powodował łaskotki na ciele. Nie widzieli się dwa tygodnie, kiedy on zajęty był nagrywaniem materiału na pierwszą płytę a ją pochłonęła nauka. Teraz wykorzystali moment kiedy nastolatka została sama w domu, prawie sama. Została tylko jej siostra która cierpiała w ciszy po tym jak zostawił ją chłopak, prawie że narzeczony. 
-Pójdę nam po coś do picia-jej ukochany podniósł się z łóżka. Jego widok w samych bokserkach zapierał dech w piersiach.
-Tylko wróć do mnie szybko.
I wrócił po pięciu minutach, tylko on nie miał być już nigdy jej. 

Zaczęła szybciej oddychać kiedy jedno z ich wspomnień, wspomnienie z ostatniej nocy przypomniało jej się w momencie kiedy on spojrzał na nią. Wierzchem dłoni stara łzę, uważając by nie zepsuć perfekcyjnego makijażu specjalnie na ten dzień. On zamiast słuchać co mówi do niego przyjaciel, uparcie wpatrywał się w nią a w jego oczach dostrzec można było nieme przeprosiny. 
-Muszę stąd wyjść-szepnęła cicho do matki.
-Siedzisz tutaj, to ślub Twojej rodzonej siostry-jej surowy ton sprowadził ją do pionu. Zresztą nie mogła uciec przez wejściowe drzwi bo szykowała się już tam jej siostra wraz z tatą który poprowadzić miał starszą córkę do ołtarza. Wyglądała jak księżniczka, w długiej i drogo zdobionej białej sukni. Wyglądała dokładnie tak jak chciała tego dnia wyglądać ona u Jego boku. Po świątyni rozniósł się marsz Mendelsona a On wpatrywał się w nią jak zaczarowany. Tak jak jeszcze kiedyś patrzył na nią. 

Nie patrz-schowała się za drzwiami-wyglądam okropnie.
Cicho jęknęła kiedy otworzył drzwi i śmiało wszedł do łazienki.
-Dla mnie zawsze wyglądasz jak księżniczka-spojrzał na nią z czułością-nawet kiedy masz 39 stopniową gorączkę. 

Chwycił delikatnie jej dłoń którą wcześniej ucałował ojciec i oboje stanęli pod ołtarzem. Siedziała ze spuszczoną głową byle by tylko na nich nie patrzeć, nie mogła tylko zagłuszyć kapłan który pięknie mówił o miłości dwojga ludzi. 
-Też znajdziesz kiedyś swojego księcia-tato spojrzał na nią z uśmiechem.
Nie odpowiedziała nic tylko uważnie wsłuchiwała się jak wypowiada słowa przysięgi akcentując każdy wyraz. Jej mama obok zaszlochała za szczęścia a jej łzy po twarzy leciały z żalu i bólu po stracie ukochanej osoby

Stała przed starszą siostrą która uśmiechnięta stała tylko w jego koszulce, w drzwiach do jego mieszkania. 
-Ja przyszłam do Harrego-wyjąkala cicho przełykając łzy-jak widać przeszkodziłam. 
Już chciała się wycofać kiedy on podszedł do niej, pocałował w policzek.
-Ktoś przyszedł kochanie?-podniósł głowę i zamarł w pół zdania-T.I.-szepnął.
Dziewczyna pokręciła głową i szybko zbiegła po schodach.
-T.I to nie tak jak myślisz!-usłyszała tylko jeszcze za sobą.

-Jesteśmy rodziną.
Upiła łyk szampana i zaśmiała się gorzko nie odwracając się za siebie. Dokładnie znała tą chrypkę, kiedyś głos ten wywoływał same przyjemne wspomnienia. 
-Jesteś mężem mojej siostry, Wasze szczęście-zadrwiła znów mocząc usta w alkoholu. 
-Nie pij już-próbował jej zabrać kieliszek ale okazał się on już i tak pusty. 
Zaśmiała się gorzko i przywołała do siebie kelnera prosząc tym razem o coś mocniejszego.
-T.I-poprosił cicho. 
Chciał się nad nią pochylić i zabrać od baru jak najdalej. 
-O proszę, Twoja żonka-dziewczyna posłała siostrze nieszczery uśmiech i wzięła od barmana szklankę i wypiła wszystko na raz-już mnie nie ma w waszym ułożonym świecie.
-O czym Ty mówisz ?-Kate nie kryła zdziwienie nienawiścią siostry, w końcu jak można traktować kogoś kto przez kilka miesięcy oszukiwał i kłamał.
-Nigdy więcej się już nie zobaczymy-wstała z krzeseł i mimo wypitego w dużej ilości alkoholu trzymała się dobrze.
-T.I-Harry złapał ją za nadgarstek.
-Żegnajcie-szepnęła-i pamiętaj Harry, nikt nie pokocha Cię tak mocno jak zrobiłam to ja. 

Brak powodów by zostać, to dobry powód by odejść......

Witam was wszystkich od nowa :) Jak wracają wszyscy to i ja się tu pojawię od czasu do czasu. W moim życiu wiele się zmieniło, zdałam w maju maturę, a od października jestem szczęśliwą i pilną studentką, teraz przede mną okres znienawidzony przez każdego studenta, aczkolwiek mam nadzieję,ze nie będzie tak źle. Postaram się pojawiać częściej.

Pozdrawiam xx