Ogłoszenia,

1. Pilnie poszukiwana osoba, która potrafi robić kategorie na blogu, proszę o kontakt jeśli ktoś potrafi się tym zająć! (gg:2203710)

wtorek, 19 sierpnia 2014

Seven Hundred Twenty Three


- Harry daj spokój. - przewróciłam oczami.
- Czemu Ty jesteś taka uparta (t.i)? - zirytował się loczek.
- Harry posłuchaj... - chwyciłam go za rękę. - Nie mogę tam przyjść, ale będę Cię wspierać duchowo. Świetnie sobie dacie radę.
- Teraz Ty posłuchaj (t.i)... - spojrzał na mnie przenikliwie. - Nie przeżyję tego, jeśli na moim ślubie zabraknie jednej z najważniejszych osób w życiu.
- No właśnie. To Twój ślub, więc najważniejszy masz być Ty i Rose. W końcu to Wasz wielki dzień. Nie chcę tego zniszczyć.
- Jeśli się pojawisz z pewnością go nie zepsujesz.
- Oboje wiemy, że to nieprawda. Gdy On zobaczy mnie w takim stanie... - rozpłakałam się.
- Mimo, że jest moim przyjacielem, prawie bratem, drużbą na weselu, niech tylko spróbuje Ci coś powiedzieć, a nie ręczę za siebie nawet na moim własnym ślubie! - Harry zrobił groźną minę. - Proszę... zrób to dla mnie.
- Jesteś nieznośny. - zaśmiałam się i przytuliłam chłopaka.
- Ale i tak mnie kochasz siostrzyczko! - pocałował moje czoło, gdyż nawet siedząc tuż obok mnie, był o wiele wyższy.
Harry się żeni! To aż niemożliwe, że znalazł wreszcie miłość swojego życia, której chce przyrzec sakramentalne „tak”. A ja? Ja natomiast wolałabym zostać w domu, niż iść na tą cholerną uroczystość. Nie to, że nie cieszy mnie szczęście brata, bo cieszy, ale spotkam tam go. Moją jedyną, prawdziwą miłość i ojca mojego nienarodzonego jeszcze dziecka. I to jest właśnie to! Ojciec, a raczej przyszły ojciec, w dodatku on sam nie wie o swoim przyszłym tacierzyństwie. Rozstaliśmy się.

~*~

Przygotowania do ślubu ruszyły pełną parą!
Sala na wesele od dawna jest już zarezerwowana. Ostatnie ustalenia odnośnie menu zostały załatwione. Suknia ślubna Rose już wisi w jej szafie i czeka aż ta ja założy. A garnitur Harry'ego?
- Nie uważasz, że marynarka jest za luźna? I po co komu kamizelka? - marudził na ostatniej przymiarce.
- Harry to ślub. Musisz wyglądać jak człowiek. - upomniałam go. Chociaż był ode mnie starszy o dwa lata, to nigdy swoim poziomem inteligencji nie dorównywał przedszkolakowi.
- Ale to zupełnie nie mój styl. - upierał się. - Ten kołnierz taki sztywny. Kto w ogóle wymyślił, żebym założył muszkę?!
- Wyglądasz idealnie. - uśmiechnęłam się w jego kierunku.
- W sumie nie jest aż tak źle. - odpowiedział przeglądając się w lustrze i gładząc po materiale. - Skoro mojej ukochanej siostrze się podoba, to...
- To co? - spojrzałam na niego i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- To jestem w stanie wytrzymać ten jeden dzień w życiu w to ubrany. - zaśmiał się, a po chwili zniknął w przebierali, aby zmienić garnitur na swoją ulubioną koszulkę i spodnie.
Przeglądając krawaty, czekałam na brata, żebyśmy mogli wrócić do domu. Ślub Harry'ego już za trzy dni, a ja w dalszym ciągu nie wiem, co powiem ojcu mojego dziecka, kiedy go spotkam. Nie było dotychczas czasu, żebym w spokoju mogła to przemyśleć.
- Muszkę zmienimy na krawat? - ujrzałam tuż obok siebie szatyna, który przypatrywał mi się z nadzieją.
- W tej muszce Ci do twarzy. - puściłam mu oczko i ruszyłam w stronę wyjścia. Chłopak westchnął głęboko, po czym udał się do kasy, aby zapłacić, następnie stanął przy mnie.
- Słyszałem, że jeszcze nie kupiłaś sukienki na ślub.
- Niech zgadnę. Mama? - pokręciłam głową. - Prosiłam ją, żeby...
- Żeby mi nie powiedziała, że nie wybierasz się na ślub? - spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Mniej więcej. - odparłam zawstydzona.
- W takim razie dziś podbijemy wszystkie sklepy w galerii i wybierzemy Ci coś ładnego. - pociągnął mnie za rękę w stronę pierwszego sklepy z damskimi ubraniami.

~*~

Czas jaki pozostał do ślubu szybko minął. Wszyscy już od samego rana biegali po domu i coś szykowali. To sukienki, to krawaty. To koszulę, to biżuterię. To buty, to spodnie. Przez dom przewijało się mnóstwo ludzi – fryzjerzy, makijażyści, fotograf i kamerzysta. Modliłam się w duchu, aby tylko chłopaki nie pojawili się zbyt wcześnie. Na całe szczęście moje modły zostały wysłuchane.
Ceremonia zaraz miała się rozpocząć, więc po dotarciu pod kościół udałam się do wnętrza usiąść. Większość ławek była już zajęta przez gości. Organista już grał, a do ołtarza zaczęły się zbliżać dzieci sypiące kwiatami, z obrączkami, następnie pojawiły się druhny, Pan Młody, za nim drużbowie, a na samym końcu do ołtarza podeszła Panna Młoda w towarzystwie swojego ojca.
Do tej pory ignorowałam jego obecność przy ołtarzu. Skupiałam się wyłącznie na nowożeńcach.
- Zebraliśmy się tu po to, aby związać tych dwoje węzłem małżeńskim. - powiedział do zebranych kapłan.
- Ja Harry, biorę Ciebie Rose za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. - drżącym głosem powtórzył loczek.
- Ja Rose, biorę Ciebie Harry za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci. - nie mniej drżącym głosem powtórzyła Rose.
Ceremonia dobiegła końca, dlatego wszyscy udali się na huczną zabawę w domu przyjęć.
- Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia. - uściskałam i wycałowałam świeżo poślubionych małżonków.
- Cieszę się, że jesteś tutaj ze mną – szepnął mi Harry ściskając przy tym rękę.

~*~

Zabawa była wspaniała, jednak w moim stanie było niewskazane dużo się wysilać, dlatego też udałam się na taras zaczerpnąć świeżego powietrza. Młodzi, jak i wszyscy goście bawili się w najlepsze. Cieszyłam się, że nie doszło do konfrontacji pomiędzy mną, a Nim. Widziałam jak patrzył na mnie czasem, jednak puszczałam to mimo woli. Nie istniał już dla mnie. Był mi obojętny. Ale czy na pewno?
- (t.i)... - usłyszałam za sobą głos. Przerażona odwróciłam się w stronę jego właściciela i wtedy właśnie zobaczyłam Go. Wyglądał jak młody bóg. Włosy miał idealnie zaczesane. Dwudniowy zarost na twarzy dodawał mu męskości. Doskonale dopasowana biała koszula z muszką i czarny garnitur. Na koniec spojrzałam w jego przenikliwe, czekoladowe oczy, które od zawsze mnie fascynowały. Zatonęłam w nich.
- Liam... - powiedziałam niepewnie i natychmiast pod wpływem jego wzroku obie dłonie ułożyłam na moim wypukłym już brzuchu, w końcu to szósty miesiąc ciąży.
- Szybko się pocieszyłaś. Minęły cztery miesiące odkąd mnie zostawiłaś, a jesteś już w tak zaawansowanej ciąży. Gratuluję. - prychnął, a ja poczułam jakby pieczenie na oczach.
Nie płakałam, gdy dowiedziałam się o jego zdradzie. Nie płakałam, gdy lekarz powiedział mi o ciąży. Nie płakałam, gdy zostałam sama w najtrudniejszych chwilach. Nie płakałam, gdy wyprowadzałam się z jego domu. Nie płakałam, gdy po tak długim czasie go zobaczyłam, więc i teraz nie mogę płakać.
- Dziękuję. - odpowiedziałam oschle. Nie miałam najmniejszej ochoty z nim rozmawiać.
- Powodzenia na nowej drodze życia. - kontynuował naszą dość napiętą wymianę zdań.
- Możesz mi powiedzieć o co Ci chodzi? - zirytowałam się, chociaż było to niewskazane w moim stanie.
- O nic. Po prostu życzę szczęścia mojej byłej w związku z następnym facetem. - wzruszył ramionami i zaciągnął się papierosem.
- Dziękuję za troskę, ale nikogo takiego nie ma. Moje dziecko nie będzie mieć ojca. - podniosłam ton głosu. - Poza tym, od kiedy palisz? To dla Ciebie szkodliwe.
- A od kiedy Ty tak się o mnie martwisz? - zrobił w moim kierunku kilka kroków, co przestraszyło mnie nie na żarty.
- Jeśli się kogoś kocha, to się o niego troszczy. - odpowiedziałam cicho i spuściłam głowę.
- Gdybyś naprawdę mnie kochała, wybaczyłabyś mi. - prychnął.
- Gdybyś naprawdę mnie kochał, nie zrobiłbyś mi czegoś takiego. - powiedziałam, po czym szybkim krokiem wyminęłam go i ruszyłam z powrotem ku bawiącym się gościom.

~*~

- Dziękuję, że przyszłaś. - ucałował mnie Harry, a zaraz po nim jego żona.
- To ja wam dziękuję za świetną zabawę i zaproszenie. - uścisnęłam ich dłonie.
- Masz jak wrócić do domu, czy dzwonić po szofera? - zapytał mój brat.
- Taksówka już na mnie czeka. Bawcie się dalej tak dobrze jak dotychczas. - pożegnałam się, po czym ruszyłam w stronę wyjścia.
W połowie schodów dogonił mnie nie kto inny jak Payne. Nie chciałam się z nim kłócić. Za bardzo go kochałam. Mimo wszystko nadal mi na nim zależało.
- To moje dziecko, prawda? - złapał mnie za nadgarstek.
- Nie. - chciałam brzmieć wiarygodnie.
- Powiedz mi prawdę, proszę. - złagodniał trochę. - Błagam...
- Boże Liam... - złapałam się za głowę. - To i tak już niczego nie zmieni, zrozum.
- Czyli to ja jestem jego ojcem? - nie dawał za wygraną.
- Tak. - powiedziałam wreszcie, a po mojej twarzy zaczęły płynąć łzy.
- Odwiozę Cię. - złapał mnie pod rękę i zaczął prowadzić w kierunku swojego samochodu. Na nic się zdały moje protesty. Kiedy już posadził mnie w pojeździe, ruszył do wcześniej zamówionej przeze mnie taksówki i zapłacił na niewykonany w prawdzie kurs.
- Dokąd? - zapytał wyjeżdżając z parkingu.
- Do domu. - nie patrząc na niego odpowiedziałam.
Cała droga minęłam nam w ciszy. Jedynie czasem na siebie spoglądaliśmy. Krępowało mnie jego towarzystwo. Jeszcze kilka miesięcy temu brakowało czasu żeby o wszystkim porozmawiać, a teraz brakuje tematów.
- Dlaczego jesteśmy przed Twoim domem? - odezwałam się, gdy chłopak zgasił silnik.
- Mój dom jest Twoim domem. - spojrzał na mnie. Tym razem jednak w jego wzroku można było dostrzec czułość, troskę, a może i miłość.
- Liam... - westchnęłam.
- Nie (t.i) posłuchaj mnie teraz uważnie. Mam Ci dużo do powiedzenia. - odwrócił się w moją stronę. - Popełniłem w życiu wiele błędów, a największym z nich było pozwolenie Ci odejść. Do końca życia nie daruję sobie, że nie poszedłem wtedy za Tobą. Byłaś, jesteś i zawsze będziesz całym moim światem. Brzydzę się sobą na myśl, że zostawiłem Ci w momencie, kiedy najbardziej potrzebowałaś mojej pomocy. Nienawidzę się za to! Jesteś moim największym skarbem, a dziecko... - uśmiechnął się poprzez spływające łzy. - Już je kocham. Nie zasługuję na miano taty, ale jeśli dasz mi tę jedną, jedyną, ostatnią szansę, przyrzekam, że wykorzystam ją najlepiej jak tylko będę potrafił. - po raz pierwszy położył swoją dłoń na moim brzuchu, momentalnie zamknął oczy, z których wydobywał się potok łez.
- Kocham Cię. - odpowiedziałam po chwili, delikatnie kładąc moją dłoń na jego. Liam natychmiast otworzył oczy i zaczął jeszcze mocniej płakać. Moją drugą, wolą rękę ułożyłam na jego twarzy, kciukiem ocierałam jego łzy.
- Kocham Cię (t.i). - mówił uspokajając się.
- Liam? - spojrzałam na niego uważnie.
- Słucham. - posłał mi najpiękniejszy jaki tylko mógł uśmiech.
- Skąd ta blizna na Twoim czole? - zdziwiłam się.
- To pamiątka po Harry'm. - zaśmiał się. - Dość brutalnie mnie potraktował, gdy dowiedział się, że się rozstaliśmy, ale jestem mu za to wdzięczny.
- I jeszcze jedno. - uśmiechnęłam się do niego.
- Tak?
- Będziesz najlepszym tatą dla naszego synka. - ścisnęłam jego dłoń spoczywającą na moim brzuchu.
- A Ty będziesz najlepszą mamą dla Jamesa. - pocałował mnie delikatnie.