czwartek, 3 maja 2012

Forty-four

Piękny, słoneczny dzień. Jak zwykle siedzisz sama w domu, gdyż twoi rodzice są w pracy, a tobie właśnie zaczęły się wakacje z których nie korzystasz, bo ciągle się uczysz języka Angielskiego. Twoim marzeniem było wyjechanie do Londynu, ale rodzice nie chcieli Cię samej tam puścić. Mimo to i tak nie traciłaś wiary w to, że tam pojedziesz i nadal się uczyłaś angielskiego by umieć go perfekcyjnie. Zresztą musiałaś umieć inny język niż swój ojczysty –włoski. W końcu nie zostało Ci dużo do nauki, tylko kilka czasów i to wszystko. Zmęczona odłożyłaś książki, zeszyty na bok i włączyłaś sobie TV, na kanał muzyczny. Pogłośniłaś nieco muzykę i zaczęłaś tańczyć i śpiewać piosenki, które znałaś.

Po kilku godzinach do domu przyszli rodzice, jakoś dziwnie szczęśliwi.
-Mamo, tato, a wy co tacy radośni?- zapytałaś widząc ich. Ci tylko się uśmiechnęli.
- Do jutra się spakuj, razem wyjeżdżamy do Londynu! Dostaliśmy awans i tam będziemy teraz pracować!- Prawie krzyknął twój ojciec. Ty ze zdziwienia i niedowierzania wywaliłaś oczy na wierzch.
-Ale…. poważnie?!- Pisnęłaś. Twój ojciec z mamą pokiwali twierdząco głowami, a ty z radości rzuciłaś się im w ramiona. Po chwili twoi rodzice poszli się pakować, a ty jeszcze chwilę dumałaś nad wyjazdem. Nareszcie twoje marzenie się spełni, ale nie tylko o wyjeździe tam na wakacje. Spełni się to, że kiedyś chciałaś tam zamieszkać. Szybko pobiegłaś do pokoju i zaczęłaś się pakować. Wrzuciłaś do jednej z toreb swoje ciuchy. W drugiej wszystko co by ci przypominało o tutejszych przyjaciołach, a w trzeciej torbie resztę najpotrzebniejszych rzeczy. Gdy tylko to wykonałaś wybiegłaś z domu i poszłaś pożegnać się ze znajomymi, choć nie było ci łatwo. Wieczorem zmęczona wróciłaś do domu, wykonałaś wieczorną toaletę i poszłaś spać.

Rano obudził cię tata, który zabierał twoje torby do samochodu. Widząc go od razu się zerwałaś łóżka i powędrowałaś do łazienki gdzie się ubrałaś i pomalowałaś. Zeszłaś na dół, dopakowałaś do niewielkiej torby mamy swoje kosmetyki i zjadłaś śniadanie.

Siedziałaś w samolocie koło 5 chłopaków, gdyż twoi rodzice siedzieli dwa rzędy dalej od ciebie. Próbowałaś się skupić na dalszej nauce angielskiego, ale nie mogłaś, gdyż oni cały czas się wygłupiali. Westchnęłaś tylko i wyjęłaś telefon. Chciałaś napisać smsa do koleżanki, ale chłopak siedzący obok, zaczął panikować, wyrwał ci z ręki telefon, wyłączył go i włożył ci do kieszeni . Popatrzyłaś na niego zdziwiona.
-Przepraszamy za zachowanie kolegi, ale ten panicznie boi się latać samolotem. Ahhh Liam, dorośnij w końcu.- Westchnął chłopak w koszulce w paski.
-Aha. Okej.- zaśmiałaś się i uśmiechnęłaś ciepło w kierunku właśnie Liama, tego który wyłączył Ci telefon.
-A tak przy okazji Louis jestem.- Uśmiechnął się w twoim kierunku. Już chciałaś mu odpowiedzieć, ale pozostała trójka, bo Liam siedział cicho zaczęła przekrzykiwać swoje imiona. Zaczęłaś się śmiać.
-A ja jestem [T.I.]- Powiedziałaś tylko właściwie do Louisa i Liama. – Oni tak zawsze?- Spojrzałaś na trójkę prawie bijących się chłopaków.
-Tak, tak. Żeby rozluźnić Liama, ale tak to o wiele gorzej.- Westchnął chłopak, a Liam pokiwał głową. Lot zaczął ci mijać dosyć przyjemnie, rozmawiałaś i również wygłupiałaś się z chłopakami. Twoja mama i tata widząc to zaczęli się z ciebie śmiać, ale ty sobie nic z tego nie zrobiłaś. W połowie trasy chłopcy zmęczeni posnęli, a bynajmniej nie wszyscy, bo Liam siedzący obok Ciebie tylko udawał. Postanowiłaś wyjąć swój szkicownik i nabazgrać tam, śpiących chłopaków. Minęło jakieś pół godziny, a Liam się wyprostował i spojrzał ci z nad ramienia.
-Ładnie. gdzie się nauczyłaś tak rysować?- trochę cię zatkało, ale odwróciłaś głowę w jego stronę.
-Sama nie wiem.- Odpowiedziałaś zgodnie z prawdą. Odłożyłaś szkicownik, a Liam korzystając z okazji, wziął go do ręki, otworzyła ostatniej stronie i coś napisał. Spojrzałaś na niego zszokowana widząc jego numer, ten się tylko uśmiechnął. Resztę lotu przegadaliście i prześmialiście. Nim się zorientowałaś byłaś w nowym, dużym domu. Od razu pobiegłaś ze swoimi torbami do góry i wybrałaś dla siebie urządzony pokój.

Mijały tygodnie, zaprzyjaźniłaś się z chłopcami. Jakiś czas temu powiedzieli ci, że śpiewają w zespole, co miło Cię zaskoczyło. Gdy usłyszałaś ich głosy byłaś w niebo wzięta.

Po roku znajomości Liam poprosił Cię o chodzenie. Zgodziłaś się ponieważ od jakiegoś czasu zaczęłaś czuć do Liama coś więcej niż tylko przyjaźń. Nie było to żadne zauroczenie. Nigdy czegoś takiego nie czułaś. To była miłość. W dodatku odwzajemniona.

Od tej chwili jesteście szczęśliwą parą. Jeździsz z chłopakami na koncerty i wspólnie tworzycie małą Directionową rodzinkę.
THE END

Taki trochę zamulający. Starałam się pisać ze wszystkich sił, jednak wena nadal mi nie dopisuje :(.
Imagin dedykowany Nel i Agnieszce.
NABÓR NADAL OTWARTY.
p.s. nie mogłam zamieścić zdjęć ;( Mam nadzieję, że mimo to i tak wam się podoba xd

2 komentarze:

  1. Fajny, fajny :D Mi się bardzo podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  2. super :) podoba mi sie :)
    zapraszam do mnie gdzie wstawiłam dzisiaj 18 rozdział :)
    69-imagination.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3