wtorek, 8 maja 2012

Sixty - three

Wigilia Bożego Narodzenia. Po raz kolejny polały się łzy, a w twoją stronę poleciały ostre słowa.
- Jesteś nieodpowiedzialną smarkulą! Nie niszcz innym świąt swoim egoistycznym zachowaniem! - krzyczała do ciebie matka.
- To nie ja niszczę tylko ty! - odparłaś jej bezczelnie i szybkim krokiem weszłaś do swojego pokoju i chwyciłaś wcześniej już przygotowaną torbę.
- Gdzie się wybierasz panienko! - podążała za tobą.
- Tam gdzie cię nie ma! Gdzie nie ma tej całej głupiej i bezsensownej paplaniny!
- Czyli gdzie?! - chwyciła cię za nadgarstek.
- Oj ty już dobrze wiesz! - wyrwałaś się jej.
- Nigdzie się stąd nie wybierasz! Nie pozwalam! - zastawiła ci drzwi.
- Nie jestem już małym dzieckiem! Skończyłam 18 lat i od teraz wyprowadzam się z tego domu!
- Na prawdę? Dobrze! Tylko nie wracaj z płaczem, że ten twój chłoptaś was nie chce! - zagroziła.
- Nie wrócę! - rzuciłaś na pożegnanie i wyszłaś trzaskając drzwiami. ,,Może się uda znaleźć chociażby jeden bilet?'' - ta myśl zaprzątała ci głowę. Jeśli się znajdzie to w Wielkiej Brytanii zabawisz na dłużej, bo twoje oszczędności pozwalały ci tylko na bilet w jedną stronę. Udało ci się! Zostawiłaś za sobą zasypaną grudniowym śniegiem Warszawę i siedziałaś w ciepłym samolocie, który miał dostarczyć cię do Londynu. Z lotniska udałaś się na dworzec i ostatnim pociągiem dotarłaś do Wolverhampton. Usadowiłaś się wygodnie na drewnianej ławce i z kieszeni zimowego płaszczyka wyciągnęłaś telefon. Wybrałaś numer Liam'a.
-  [ T. I ] ! Jak tam święta?! - krzyczał uradowany w słuchawkę.
- Eh... No nie za dobrze... - Pfu... święta? Nie w tym roku, chociaż... - Liam przyjedziesz po mnie?
- Haha! Tak jasne za dwa dni może dojadę. - zaśmiał się.
- Ale ja mówię poważnie! Jestem na dworcu w twoim mieście i czekam.
- Że co?! Zaraz tam będę! Nie ruszaj się! - rozłączył się szybko. Zaśmiałaś się. ,,Otuliłaś'' rękami swój brzuszek. Tak! Byłaś w ciąży i to był powód twoich kłótni z rodzicami. Niestety, Liam o niczym nie wiedział. A fakt, że nosisz pod sercem jego dziecko stawał się coraz trudniejszy do ukrycia. Całe szczęście twój płaszczyk ci to jeszcze uskuteczniał. Po pół godziny bezczynnego siedzenia twoim oczom ukazała się nerwowa twarz ukochanego. Gdy tylko cię zobaczył od razu rzucił się w bieg, aby się uściskać. Jak dżentelmen chwycił cię pod rękę i zabrał twoją torbę do swojego samochodu. Pytał się dlaczego przyleciałaś i nic mu o tym nie powiedziałaś? Odparłaś, że chciałaś mu zrobić niespodziankę. Jadąc do domu jego rodziców przejeżdżaliście przez las, do którego chodziliście na spacery, gdy byłaś tu na wakacje.
- Liam, zatrzymaj się. - powiedziałaś jak zahipnotyzowana.
- Po co? - zdziwił się.
- Nie pytaj się, tylko się zatrzymaj. - rozkazałaś rozmarzona, wykonał twoje polecenie. Rozpięłaś pasy i wyszłaś z samochodu.
- Gdzie ty idziesz? - zapytał się patrząc jak znikasz w mroku lasu.
- Nie marudź i chodź ze mną. - machnęłaś ręką, a on posłusznie udał się z tobą. Szliście w milczeniu. Chłopak dlatego, że nie wiedział, gdzie go prowadzisz, a ty ponieważ przypomniały ci się wakacje i wszystkie szczęśliwe chwile spędzone z Liam'em. Zatrzymałaś się pod dwoma wierzbami, które swoimi gałęziami tworzyły nad waszymi głowami coś w rodzaju dachu, który chodź na chwilę uchronił was od padającego śniegu.
- Liam, pamiętasz, jak zabrałeś mnie tutaj latem? - zapytałaś niespodziewanie wpatrując się w drzewa.
- Tak. - uśmiechnął się. - Byliśmy bardzo szczęśliwi. - odpowiedział.
- A teraz nie jesteśmy? - oderwał cię swoją odpowiedział z rozmyślań.
- Oczywiście, że jesteśmy. - zapewnił pośpiesznie.
- A wiesz co się jeszcze wtedy wydarzyło? - pokiwał przecząco głową. - Stworzyliśmy tego maluszka. - uśmiechnęłaś się szeroko i położyłaś jego dłonie na swoim brzuchu. Patrzyłaś na jego zdziwioną twarz, a uśmiech na twojej twarzy zmienił się w wyraz głębokiej rozpaczy. Chłopak milczał, nie potrafił wydusić z siebie ani jednego słowa. - Aha, rozumiem. - spuściłaś głowę, odwróciłaś się i odeszłaś. Widział cię ostatni raz, jak znikasz w mrocznej czerni zaśnieżonego lasu.


***
Zwaliłam go! Kurde! 15 minut do końca baterii, ale nie! Ja jestem leniwa i za *** nie pójdę po kabel.

8 komentarzy:

  1. i co, i co się stało ? Wciągają Mnie te imginy : 3

    OdpowiedzUsuń
  2. PO proszę o dalszą część bo ten imagin jest genialny .
    I zapraszam do mnie
    http://imagine-kamy.blogspot.com/
    Mile widziane Komentarze : D

    OdpowiedzUsuń
  3. EJ NASTĘPNA CZĘŚĆ MA BYĆ ;* !

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekam na nastepna czec, super jeeest *-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Będzie kolejna część?

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję, że będzie dalsza część ?
    Jak zwykle suuper ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Napisz kontynułację .....

    OdpowiedzUsuń
  8. Ej zrobisz drugą część tego ?

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3