poniedziałek, 7 maja 2012

Sixty-two

Siedziałaś na łóżku z nogami podciągniętymi do brody. Znowu płakałaś. Krzyki dobiegające z dołu domu nie pozwalały ci zasnąć. Już cię to męczyło. Codzienne kłótnie, przemoc fizyczna i psychiczna. To było wszystko w Twojej rodzinie. Nie było w Niej miłości tylko ciągłe krzyki. Gdyby był jeszcze na tym świecie Twój tata było by inaczej. Nigdy by na to nie pozwolił. Jednak już go z Tobą nie ma. Odszedł i nie wróci. Zasnął na wieki...Czasami masz ochotę do Niego dołączyć, ale potem myślisz o swoim bracie, który ma zaledwie 8 lat. Co by zrobił jakby Ciebie nie było? Co chwilę zadajesz sobie to pytanie. Nie wiadomo co cię czeka. I nie wiadomo kiedy Twoje życie się zakończy. Krzyki stawały się coraz głośniejsze. Szybko zbiegłaś na dół. Twój ojczym znowu przyszedł pijany. A twoja mama? Nie może nic zrobić. Strach ją sparaliżował. Oparłaś się o futrynę i przyglądałaś się wszystkiemu. To co usłyszałaś zabolało Cię najmocniej. 
-Albo Ja albo te bachory!-krzyknął w stronę mamy. Nie spodziewałaś się po Niej tego że wybierze Jego a nie Was. Poczułaś jak łzy spływają po Twojej twarzy. Spojrzałaś na swoją matkę z pogardą i pobiegłaś do Siebie do pokoju. Otworzyłaś szufladę i szukałaś czegoś co może ci pomóc. W rękę wpadła ci żyletka. Wzięłaś ja i usiadłaś na podłodze pod ścianą. Patrzałaś na jej kształt. W twoich oczach był idealny. Usłyszałaś kroki w drzwiach zobaczyłaś swojego brata.
-Ty mnie nie zostawisz [T.I] prawda?-powiedział mały a po jego policzkach spłynęły słone łzy. Wstałaś szybko i do Niego podeszłaś.
-Jasne że nie. Przecież Cię kocham-powiedziałaś i Go do Siebie przytuliłaś.
-Tęsknię za tatą. Wiesz?-Spojrzałaś w Jego zaszklone oczy. Nie mogłaś patrzeć na Niego gdy był smutny. Bolało Cię to najbardziej. Chciałaś aby miał wspaniałe dzieciństwo, ale jak na razie tak nie było.
-Wiem. Ja też.-przytuliłaś go jeszcze mocniej. Tak jakby to był wasz ostatni raz.-A teraz idź spać. Jutro będziemy mieć ciekawy dzień-powiedziałaś i pognałaś brata w stronę łóżka. Położyłaś go i przykryłaś kołdrą. Podeszłaś do drzwi i zgasiłaś i chciałaś już wyjść.
-[T.I] a opowiesz mi bajkę?-wróciłaś się i usiadłaś na końcu łóżka.
-Dawno, dawno temu żyła sobie szczęśliwa rodzina. Mieli wszystko. Kochali się nawzajem a to się najbardziej dla nich liczyło. Jednak pewnego dnia wszystko prysło jak bańka mydlana. Bajka zamieniła się w koszmar. Stracili wszystko co mieli. Musieli się wyprowadzić z pięknego zamku. Nie było im łatwo. Jednak nadal mieli swoją miłość, która im pomogła. Wierzyli w siebie nawzajem i na nowo odnaleźli szczęście. Nie było to miejsce takie jak poprzednie, jednak oni widzieli je inaczej bo mieli Siebie.
-A jak się to skończyło?
-Wszystko skończyło się dobrze mały.-Cmoknęłaś go w policzek i już chciałaś wyjść.
-Pomogła im miłość tak?-zapytał
-Tak to dzięki miłości.-powiedziałaś i się promiennie uśmiechnęłaś. 
-Czyli jak my będziemy kochać mamę to też wszystko co złe szybko się skończy?-Nie wiedziałaś co powiedzieć. Zatkało Cię zadał pytanie na które nie znałaś odpowiedzi,bo wiedziałaś że może tak nie być.
-Dobranoc.-zgasiłaś światło i wyszłaś z Jego pokoju. Na dole było już cicho. 
-Czyli pewnie śpią-pomyślałaś i skierowałaś się w stronę swojego pokoju. W głowie miałaś tyle pomysłów. Wiedziałaś że jutro nie będzie już tu ciebie ani małego. Wyszłaś szybko z domu i skierowałaś się na most. Nawet nie zorientowałaś się kiedy się tam znalazłaś. Usiadłaś przy krawędzi i spojrzałaś w dół. Woda wolno płynęła. Miałaś różne myśli. Podniosłaś się do pionu i stanęłaś na krawędzi murka. Jeden ruch i skoczyłabyś. Byłaś już zdecydowana. Zobaczyłaś tylko światło. I pisk opon. Nawet się nie odwróciłaś.
-Nie rób tego!-usłyszałaś za sobą. Odwróciłaś się ujrzałaś chłopaka.
-Idź sobie!-krzyknęłaś.
-To co się stało na pewno nie jest warte twojego życia.!
-Nie znasz mnie-odpowiedziałaś. Usłyszałaś jak się zbliża.-Nie podchodź bo skoczę!
-Nie tylko ty masz problemy nie rób tego!-z twoich oczu poleciały łzy wytarłaś je ręką. Nie byłaś w stanie skoczyć. Nie zostawiłabyś Sama samego. Jest za mały i Ciebie potrzebuję.
-Chodź!-powiedział chłopak i wyciągnął w Twoją stronę rękę. Chwyciłaś ją a po chwili byłaś w objęciach chłopaka. Łkałaś w Jego bejsbolówkę. 
-Przepraszam-powiedziałaś i odskoczyłaś od Niego. Spojrzałaś w Jego oczy. Ich kolor był cudny a jego dotyk przyprawił Cię o dreszcze. 
-Jestem Zayn-powiedział i podał ci rękę.
-[T.I]-powiedziałaś i odeszłaś. Nie wiedziałaś czy jeszcze go kiedyś spotkasz. Jednak wiedziałaś że on był jakby twoim aniołem stróżem. Możliwe że byś skoczyła. Jednak on Zayn cię powstrzymał. Wiesz że zapamiętasz go do końca życia bo był wyjątkowy...



Koniec spieprzyłam no ale cóż myślę że chociaż jednej osobie się spodoba. ;* 

7 komentarzy:

  1. mi sie podoba <3
    zapraszam do komentowania u mnie nowego 19 rozdziału :)
    http://galaxy-strawberry.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny ^^ Choć nie taki bardzo wzruszający żeby łzy popłynęły, a tylko ostatnio takkie czytam ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny ; ))

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny! Cudowny! Niesamowity! Smutny i taki inny od pozostałych, bo tam chłopcy pojawiają się już na początku i nie na dwa zdania ;) niech będzie 2 cz. tego! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Spoko orinoko jak powiada moje babcia ;{

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz talent...dawaj nastepny ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Większość Twoich imaginów to smutne historie.
    Ale to nie szkodzi, bo jak wiadomo świat nie jest taki kolorowy. ;)
    @xoliwiaaax

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3