niedziela, 10 czerwca 2012

Eighty - five

Od kilku miesięcy piszesz z Niall'em. Zaczęło się od tego, że wpadł ci jego adres e-mail i napisałaś do niego tak z głupot. On jednak odpisał i wszystko się zaczęło. Z chwilą skończenia szkoły, oświadczyłaś rodzicom, że na studia wybierasz się do Londynu. Najpierw nie chcieli się zgodzić i odciągali cię od tych myśli, ale ty nie dałaś za wygraną. Postawiłaś na swoim i już po paru w swoim nowym mieszkaniu zabierałaś się za naukę. Niall wiedział, że się przeprowadziłaś i zaproponował ci spotkanie. Umówionego dnia zjawiłaś się w Nandos. Z daleka już widziałaś blondyna siedzącego przy oknie.
- [T.I.]! Na żywo jesteś jeszcze ładniejsza! - powiedział na powitanie.
- Ty też. - odparłaś, a chłopak cię przytulił. Usiadłaś na przeciwko niego.
- Patrz co dla ciebie przygotowałem. - podsunął ci pod nos bilet do kina.
- Wiedziałeś, że chcę na to iść. - uśmiechnęłaś się.
- Owszem i wiedziałem, że zamówisz tylko frytki. - powiedział dumnie.
- I tak ukradnę ci połowę twojego jedzenia. - i oboje wybuchnęliście śmiechem. Po wizycie w Nandos i seansie, Niall zaproponował ci, że odprowadzi cię do domu. Zgodziłaś się. Idąc rozmawialiście.
- I ty na prawdę jeszcze nigdy się zakochałaś? - spytał się ciebie z niedowierzaniem.
- Znaczy zakochałam się, lecz bez wzajemności. - spuściłaś głowę. - Nigdy się nie całowałam, nigdy nie miałam chłopaka... - wymieniałaś.
- Polacy są jacyś dziwni! - przerwał ci gwałtownie. - Jak taka piękna i wspaniała dziewczyna nie może mieć chłopaka?!
- Heh... Dzięki to miłe z twojej strony, ale już przyzwyczaiłam się do tego. Moje koleżanki zawsze miały powodzenie. Gdy one chodziły na imprezy z chłopakami, ja siedziałam w domu z kotem.
- I w ogóle cię to nie smuciło?
- Kiedyś tak, lecz później już nie. Taki to już chyba mój los. Będę starą panną z kotem. - zaśmiałaś się.
- Dlaczego tak sądzisz? - dopytywał.
- Taka jest prawda. Bo ja chyba nie umiem kochać. Jestem od razu o wszystko zazdrosna i w ogóle.
- Ty potrafisz kochać. Każdy umie kochać, tylko ty nie potrafisz otworzyć się na miłość.
- To nie wypali. - stwierdziłaś.
- Dlaczego?
- Jestem zbyt nieśmiała.
- Ty nieśmiała?! Nie żartuj sobie. Czasem twoje pytania były tak dziwne, że zastanawiałem się, czy ty z psychiatryka nie uciekłaś?
- Przez internet to coś innego.
Od teraz szliście w milczeniu. Zacisnęłaś mocniej pas płaszcza. Była już połowa Października. Z dnia na dzień robiło się co raz zimniej. Drzewa powoli traciły liście, a i pogoda bywała kapryśna i nie raz zaskakiwała cię deszczem. Prawdę mówiąc mogłaś się tego spodziewać, bo byłaś przecież w Londynie - najbardziej deszczowym mieście świata. Bez parasolki tu ani rusz, dlatego, gdy byliście już bardzo blisko twojego mieszkania i w świetle latarni już widziałaś drzwi twojej kamienicy i nagle zaczął padać deszcz, ty wyciągnęłaś ją z torebki, tym samym dając schronienie tobie i Niall'owi.
- Dzięki za wspaniały dzień. - powiedziałaś, gdy staliście już pod daszkiem pod drzwiami kamienicy.
- To ja dziękuję. - chłopak uśmiechną się i zrobił krok w tył, abyś mogła otworzyć drzwi. Tak też zrobiłaś. Weszłaś do środka i już stawiałaś nogę na pierwszym stopniu, gdy ktoś chwycił cię za rękę i obrócił w swoją stronę. To był nie kto inny, jak Niall. Spojrzałaś na niego z lekka przestraszona.
- Musiałaś przylecieć tu z daleka, abym mógł wreszcie pojąć, że na daremno szukam tu dziewczyny. Ona jest już w moim życiu od dawna, a ja głupi nie potrafię tego wyrazić słowami, więc po prostu... - i pocałował cię. A potem odwrócił się, wyszedł i zostawił samą w zimnej klatce schodowej ze smakiem swoich ciepłych ust na twoich wargach.
 
***
Głupi, durny, przewidywalny, banalny i nudny, jak flaki z olejem. Tylko to daremne coś wpadło mi do głowy. Oczywiście, w mojej chorej wy