środa, 6 czerwca 2012

Eighty - three

Prosiliście o drugą część tego imagina : http://imagin1d.blogspot.com/2012/06/eighty-two.html
Specjalnie na Wasze życzenie napisałam dalszy ciąg wydarzeń. Mam nadzieję,że się podoba i uzbiera się podobna lub troszeczkę większa ilość komentarzy pod tym imaginem.

Dla umilenia sobie czasu polecam tę piosenkę :  http://www.youtube.com/watch?v=ci5D5r6ZjXA&feature=related

A teraz zapraszam już do czytania :)

Po samotnej pobudce schodzisz na śniadanie, W kuchni,przy świeżo zaparzonej kawie siedzi już Twoja mama. Witasz ją słodkim uśmiechem,po czym od razu zabierasz się do jedzenia posiłku.
- Jak zareagował Liam na wieść,że zostanie ojcem? - zapytała po chwili Twoja rodzicielka
- Nie prawda,że za oknem jest piękna pogoda? - za wszelką cenę starałaś się zmienić temat
- Pogoda jest cudna,ale nie o to pytałam... - oburzyła się. - Zapewne nadal nic nie wie,a Ty nie masz zamiaru go o tym w ogóle poinformować.
- Mamo o co Ci chodzi? To moje dziecko,a nie Twoje więc proszę Cię,nie wtrącaj się. Poza tym,gdyby Liam się o tym dowiedział pewnie zostawił by mnie. Zresztą właśnie rozpoczął wraz z zespołem trasę koncertową i nie zamierzam mu tego psuć....
- Ty myślisz tylko o tym,żeby nie zniszczyć Liamowi życia,a o sobie już nawet nie pamiętasz...Jak Ty to sobie wyobrażasz? Sama masz zamiar wychować dziecko?
- Nie martw się. Liam się dowie,ale jeszcze nie teraz. - odpowiedziałaś i wychodząc z domu pospiesznym krokiem zabrałaś kurtkę. Wybrałaś się na spacer do parku.
Całą drogę rozmyślałaś nad rozmową z mamą. Może miała rację,że Liam powinien dowiedzieć się jak najszybciej o ciąży. Jednak brakował Ci odwagi,aby mu to powiedzieć. Chciałaś aby o tym wiedział. Usiadłaś na ławce i biłaś się z myślami.
Po dwóch godzinach bezczynnego siedzenia zaczął padać deszcz. Wyciągnęłaś z torebki telefon i zadzwoniłaś do swojego ukochanego. Trochę czekałaś żeby odebrać,ale było warto. Rozmawialiście chwilę po czym rzuciłaś się do biegu. Podążałaś w stronę domu. Kiedy po 5 minutach przekroczyłaś jego próg,momentalnie udałaś się do swojego pokoju. Spod łóżka wyciągnęłaś walizkę i zaczęłaś wkładać do środka swoje ubrania,buty,kosmetyki...Po schodach taszczyłaś ją z wielkim trudem,ale Ci się udało. Kiedy Twoja matka zobaczyła Cię,od razu zerwała się na równe nogi.
- Dokąd Ty się wybierasz moja panno? - zapytała patrząc na Ciebie ze zdziwieniem
- Wyjeżdżam. - uśmiechnęłaś się. - Za godzinę mam samolot i lecę do Liama.
- Chyba żartujesz?
- Gdybym żartowała nie spakowałabym się. - wzruszasz ramionami,spoglądając przez okno. - Ja muszę już iść. Taksówka już jest. Do zobaczenia mamo!



Dokładnie 10 minut temu samolot wylądował na jednym z wielu lotnisk w Ameryce. W kraju,gdzie obecnie Twój chłopak z zespołem ma trasę koncertową. Czekasz już przed terminalem,skąd ma Cię odebrać Liam. Rozglądasz się dookoła. Jednak nigdzie go nie ma. Chcesz już wykonać do niego telefon,kiedy nagle słyszysz,że ktoś wykrzykuje Twoje imię. Podnosisz głowę i jakieś 200 metrów naprzeciw Ciebie stoi Liam. Nie patrzysz na nikogo,tylko rzucasz walizkę i biegniesz w jego stronę. W stronę Twojego wybawcy....
- Jak ja się ciesze,że Cię widzę. - mówisz prawie płacząc
- Ja też,ale proszę....Nie płacz,bo ja też zaraz zacznę. - powiedział ocierając Twoje łzy. - Coś się stało,że tak nagle przyjechałaś?
- W sumie to tak. Stało się. Musimy koniecznie porozmawiać... - milczysz chwilę. - Nie obawiaj się. To nic poważnego,ale wolę żebyś już teraz o tym wiedział....
- Chodź. Pojedziemy w jakieś spokojniejsze miejsce i tam wszystko mi wyjaśnisz. - zabrał Twój bagaż i poszliście w kierunku samochodu.
Jak się okazało pojechaliście do ogromnej posiadłości Liama na obrzeżach Los Angeles. Trzymając się za ręce udaliście się do wspaniałego budynku. Chłopak walizkę zaniósł do sypialni,a Ty poszłaś wziąć prysznic. Po niespełna pół godzinie opuściłaś łazienkę i w trochę przydużej bluzce swojego ukochanego udałaś się do salonu. Najpierw wspólnie zjedliście kolację przy zapalonych świecach po czym Liam włączył jakąś komedię romantyczną. Wtuliłaś się w tors chłopaka i oglądaliście film. Nagle Liam przerwał ten moment słowami :
- O ile mnie pamięć nie myli,chciałaś mi o czymś ważnym powiedzieć...
- Tak,tak... - przerwałaś na chwilę. - Tylko jest jeden warunek. Daj mi dokończyć,a potem mów.
W odpowiedzi pokręcił jedynie głową,co miało oznaczać,że się zgadza. Wzięłaś głęboki oddech i powoli zaczęłaś tłumaczyć.
- Ostatnimi czasy bardzo źle się czułam. Dlatego poszłam do lekarza. Ten natomiast stwierdził,że jestem w 3 miesiącu ciąży. Ojcem dziecka jesteś Ty. Tylko mam jeszcze jedno pytanie,czy Ty chcesz tego dziecka,czy nie?
Liam milczał,Ty zresztą też. Nie wiedziałaś co masz teraz zrobić,jak się zachować. Wstałaś z kanapy i prosto w oczy powiedziałaś do swojego chłopaka :
- Wiedziałam,że tak będzie....Pewnie nie chcesz tego dziecka. W takim razie znikam z Twojego życia. Nie chcę żebyś przeze mnie był nieszczęśliwy.
Odwróciłaś się na pięcie i poszłaś,a raczej pobiegłaś w stronę drzwi prowadzących do ogrody. Po Twoich policzkach płynęła już ''rzeka'' łez. Usiadłaś na ławce i płakałaś. Przez to,że miałaś zamknięte oczy nie widziałaś czy ktoś przy Tobie jest. Nagle na swoich ramieniu poczułaś czyjąś dłoń. Wiedziałaś,że to Liam. Odwróciłaś twarz w jego stronę,a on ujął ją w swoje dłonie i wyszeptał - Jak mogłaś pomyśleć,że nie chcę tego dziecka? Może moja reakcja mówiła sama za siebie,ale ja byłem po prostu w szoku. Szoku szczęścia. Chcę żebyś urodziła to dziecko i wychowała je razem ze mną....
- Ale Liam... - powiedziałaś płacząc
- Proszę...Nie przerywaj mi...Niczego nigdy bardziej nie pragnąłem niż założenia rodziny. Założenia jej właśnie z Tobą [T.I.]. Być może nie brzmi to obiecująco,ale przyrzekam,zrobię wszystko żebyśmy byli szczęśliwi i bezpieczni. - dłonią otarł Twoje łzy,po czym delikatnie musnął Twoje usta
- To jest nie możliwe,bo ja jestem chora...Nieuleczalnie chora. Mam białaczkę. - odwróciłaś głowę ponieważ nie chciałaś widzieć jego reakcji
- Kochanie...Będziemy walczyć o Twoje życie. Urodzisz to dziecko i zaczniesz się leczyć. Ja z całego serca będę Cię wspierał...
- Nie,to się nie uda...To jest zbyt poważna choroba,żebym mogła z nią wygrać...
- Moja matka też tak mówiła. Też miała białaczkę. Nie chciała się leczyć i po dwóch latach zmarła... - posmutniał
- Jej. Przykro mi. Nic nie wiedziałam,ale pomimo tego nie mam zamiaru się leczyć. Obiecaj...Jeżeli urodzę to dziecko,a sama umrę zaopiekujesz się naszym maleństwem jak najlepiej będziesz tylko mógł.
- Nie może być inaczej...Zrobię wszystko,aby było szczęśliwe. - uśmiechnął się,a po jego policzkach popłynęły łzy,które tym razem otarłaś Ty.


Dwa lata później :
Właśnie leżysz w białej sali...Czujesz się fatalnie. Resztki sił jakie Ci pozostały wykorzystujesz na kilkuwyrazową wymianę z Twoim ukochanym mężem i ojcem synka,Jacoba,Liamem...
- Liam...Ja wiem,że to już koniec i nic z tym nie zrobisz...
- Proszę Cię,nie opuszczaj nas. Bez Ciebie moje życie nie ma sensu. - zapłakał żałośliwie
- Masz jeszcze Jacoba,to dla niego musisz żyć...Pamiętasz jak obiecałeś mi,że zrobisz wszystko aby nasze dziecko było bezpieczne?
- Pamiętam doskonale...
- No właśnie,teraz nadszedł czas,kiedy to Ty musisz mu to zapewnić....Dla mnie to koniec ziemskiego życia,ale spotkamy się jeszcze. Będę się Wami tam z góry opiekować,a Ty z pewnością dasz sobie świetnie radę...
- [T.I.] Proszę Cię,nie rób mi tego. - złapał Cię za rękę
- Ale ja muszę. Opowiedz kiedyś naszemu synkowi o mnie,a teraz już żegnaj. - to były Twoje ostatnie słowa. Nagle powieki stały się dla Ciebie bardzo ciężkie. Nie mogłaś utrzymać ich w górze. Dlatego opuściłaś je...Twoje niebieskie oczy już nigdy więcej nie ujrzały światła dziennego. Jacob i Liamem świetnie sobie radzili. Pomagał im cały zespół One Direction,który wspierał ich obu w najgorszych chwilach. Po kilku kolejnych latach Jacob był wspaniałym dzieckiem,bardzo dobrze wychowanym. Liam natomiast związał się z pewną kobietą. Ona pomogła mu opiekować się Twoim synem. Rok później Liam wraz z Danielle ( dziewczyną z którą się związał ) spodziewali się potomstwa. Ty,gdy spoglądałaś na nich zza chmur byłaś przepełniona szczęściem,że Twój ukochany zaczął układać sobie życie nie zapominając o waszym synku.   

14 komentarzy:

  1. Świetne imaginy : *
    Zapraszam do mnie
    http://imagine-kamy.blogspot.com/
    Mam nadzieję że się spodobają : D

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietne! Jejku jaki cudowny! Kocham tą strone i wasze imaginy <3

    OdpowiedzUsuń
  3. kocham <33333
    zapraszam na mojego bloga gdzie własnie pojawił sie 28 rozdział :)
    http://galaxy-strawberry.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Kocham <3 ; * .
    niesamowity

    OdpowiedzUsuń
  5. świetnee imaginy piszesz <33

    zapraszam do komentowania :*
    http://mysterious-crescent.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. jejkuu,mam łzy w oczach ♥ zazdroszczę talentu ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki talent co wcale :)
      Ale i tak dziękuję za miłe słowa ;**

      Usuń
  7. Kocham.Kocham.Kocham.
    Wasze Imaginy <3
    Fajnie, że dodajecie często ;PP

    + Chętnych zapraszam na mojego bloga:
    http://mojahistoria1d.blogspot.com/

    Zapraszam ;**

    OdpowiedzUsuń
  8. Ech...
    jak TY świetnie piszesz...
    też bym tak chciała :)
    a co do Imagina do boski z resztą jak wszystkie
    Pozdrawiam i czekam na następne ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Normalnie, aż się popłakałam. Cudnie piszesz :)
    I w wolnej chwili zapraszam do mnie : http://lifechangeseveryminute.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Tee imaginy wszystkie sa świetne !!! CZekam na inne ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Super imagin ! ;) Naprawdę świetny....i tak jak mówiłam nie przestawaj pisać... ;) Do zobaczenia i do następnego ;) ^^

    OdpowiedzUsuń
  12. świetny, jak reszta.... Czekam na następne.
    Jeśli możesz w wolnej chwili zapraszam do siebie
    http://chlopaki1d.blogspot.com/2012/06/100-wypadek.html

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3