sobota, 7 lipca 2012

One Hundred One

     ,,Najgorsze uczucie świata to miłość nieodwzajemniana. Nie brak papieru toaletowego w łazience. Nie ostatni żelek na dnie opakowania. Nie ból małego palca u stopy po zderzeniu z komodą. Miłość. Najgorszy błąd ludzkości? Powiedźmy, że masz przyjaciela, okej? I ten przyjaciel jest... jak by to... Z innej półki. Z wyższej półki! I doskonale wiesz, że on ma cię tylko za przyjaciółkę, a i tak brniesz w to dalej! Zatapiasz się w tym bagnie po sam nos i stwierdzasz, że nie potrafisz z niego wyjść. Ktoś powinien ci pomóc. Podać pomocną dłoń, albo gałąź, aby sobie rączek nie pobrudzić. Ale nie! Zapomniałaś? Jesteś tu sama i masz tylko jego. To się nazywa błędne koło. Idzie on, idziesz ty. Wraca on, wracasz ty. I nagle pewnego dnia on mówi ci, że się zakochał. Że to mądra, zabawna dziewczyna, która uszczęśliwia go za każdym razem, gdy ją spotyka i tak dalej bla, bla, bla... W tedy uświadamiamy sobie, że nie potrafimy wyjść. Mimo iż chcemy, pragniemy tego ze wszystkich sił, aby schować się pod kocem i płakać w kącie, to nie potrafimy. Coś nas paraliżuje, nie pozwala na jakikolwiek rusz wstecz. Dalej w to brniemy. Serce krwawi, zapas łez się kończy, snujemy się za nim ostatkiem sił, na skraju załamania nerwowego. Ale i tak nadal za nim podążamy, bo to podobno jest przyjaźń do jasnej cholery! Głupia przyjaźń! Ona jest przeszkodą! Przyzwyczailiśmy się do niego, nie potrafimy bez niego żyć, bo istnieje przyjaźń. I gdyby nie ona to dawno byśmy z tego wyszli. Podążyli inną ścieżką, może bezpieczniejszą. Szkoda tylko, że jesteśmy w tym sami, prawda? I w tedy przydał by się przyjaciel, ale to on nim jest. W tym cały problem...''
    Przerwałam pisanie na chwilkę. Wstałam, podeszłam do lustra i przyglądałam się swojemu odbiciu. Czy naprawdę wyglądałam tak strasznie, jak się czułam? Wróciłam na swoje stare miejsce - wnękę między wanną, a umywalką. Dlaczego pamiętnik pisałam właśnie w łazience? Łazienka to takie specyficzne miejsce. Zawsze jest w niej ciepło i cicho. Może wyda wam się to dziwne, ale czuję się tam bezpiecznie. Każdy ma taką miejscówkę, a moja znajduje się w łazience. Chwyciłam do ręki srebrny, metalowy długopis i piszę dalej.
     ,,Dzisiaj do mnie przyszli. Wszyscy i ON. Wypiliśmy parę piwek, obejrzeliśmy mecz, pośmialiśmy się, pogadaliśmy. Wiecie, jak trudno było mi na niego patrzeć i mieć tą świadomość, że gdzieś po świecie chodzi taka szczęściara, która kiedyś będzie nosiła jego nazwisko. Będzie nosiła jego dziecko pod sercem i razem z nim je wychowa i będą razem do końca ich dni. A co jeśli ja bym chciała być tą szczęściarą? Nie... Widocznie Góra chcę, abym była użalającą się nad sobą starą panną z kotem. A co jeśli mam inne plany? Nie? Dobra, to idę kupić kota.''
      Wtem usłyszałam dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć i stał tam, oczywiście, on. Z całą tą swoją idealnością. Uśmiechnął się delikatnie, przeczesał ręką włosy.
- Cześć. - przywitał się nieśmiało. Nieśmiało? Jeśli ktoś miałby tu być nieśmiały to tylko ja.
- Hej. - odparłam wesoło, aby ukryć przed nim, że ostatnią godzinę spędziłam na pisaniu smętnych wywodów w pamiętniku.
- Wiesz, chłopcy porozjeżdżali się do domów, a ja nie mam ochoty na wysłuchiwanie współczujących mówek moich rodziców. Tak, więc pomyślałem, czy może przejdziesz się ze mną na spacer? - podniósł pytająco brwi. Idę, brnę w to dalej. Nie mam wyjścia.
- Tak, jasne. - skinęłam głową. - Ubiorę buty i możemy iść.

***
     Wyglądała zjawiskowo, jak zawsze. Była wesoła, jak zawsze. Beztrosko patrzyła na świat. Nie wiem, czy istnieje taka rzecz, która mogła by ją zasmucić. Odkąd ją poznałem nigdy nie widziałem jej smutnej. Wszedłem to księgarni w poszukiwaniu czegoś o żółwiach. Przechadzałem się pomiędzy regałami zapełnionymi różnego rodzaju publikacjami, gdy zobaczyłem ją. Wykładała poradniki lecznicze na wysoką półkę. W tedy jeden wypadł jej z rąk i spadł na głowę. Podszedłem do niej, aby się dowiedzieć, czy wszystko jest w porządku i tak to się zaczęło. Przychodziłem do tej księgarni bardzo często. Wydawałem fortunę na różne książki i udało się. Zdobyłem jej numer i została moją przyjaciółką. Chociaż tak właściwie to od początku liczę na coś więcej. Zakochałem się. Mogę to przyznać otwarcie, ale czy ona kocha mnie? Dlaczego to ja zawsze mam takie problemy?!
     Szliśmy opowiadając sobie historie ze szkoły co jakiś czas wybuchając głośnym śmiechem. Uwielbiam, jak się śmieje. Dlaczego tak piękną chwilę musiał zniszczyć nam ten przebrzydły deszcz? Spadł nagle z nieba znacząc nasze ubrania. Pobiegliśmy do jej mieszkania.
- Trzymaj. - powiedziała i rzuciła w moją stronę szare spodnie dresowe. Zastanawiające, skąd ona je ma. Po chwili otrzymałem jeszcze t-shirt.
- Po co ci męskie ubrania? - spytałem podejrzliwie. Przewróciła oczami.
- Właśnie po to, żeby ci je dać, gdy na spacerze złapie nas deszcz. - zaśmiała się i popchnęła do łazienki. Przebrałem się szybko, a gdy podnosiłem z ziemi moje przemoczone jeansy zauważyłem leżący na skraju wanny zeszyt. Nie jestem wścibski, ale gdy odkryłem, że to jej pamiętnik od razu wziąłem się za jego lekturę. Zacząłem od notki z dzisiaj, potem przekartkowałem na poprzednie dni i 6 maja - dzień naszego poznania.
Ja + Liam = ♥

Zeszyt wypadł mi z rąk. Wyszedłem z łazienki i kierowałem się do jej sypialni. Drzwi były uchylone. Jeszcze się przebierała. Ubrała szarą bokserkę i chwyciła telefon leżący na łóżku. To moja szansa. Wykorzystam to i nic mnie nie powstrzyma. Stanąłem tuż przednią. Patrzyłem wprost w jej piękne oczy. Malował się w nich strach, nie, nie to nieśmiałość. Zawsze uciekała wzrokiem gdzieś indziej, gdy to robiłem. Ale teraz nie. Jedną ręką objąłem ją w tali, a drugą odgarnąłem jej z czoła niesforną grzywkę. Narzekała na nią, ale za nic na świcie na dała jej sobie spiąć.
- Też cię kocham. - powiedziałem. Zrobiłem to? Usłyszała? Chyba tak, bo jej usta stworzyły podkówkę. Chwyciła mnie za policzki, przysunęła do siebie i pocałowała. Nie mogłem uwierzyć, że to dzieje się na prawdę.

***
*6 miesięcy później*
     - Młoda, rozpakuj Historię Nowoczesną, a potem sprawdź, czy mamy na zapleczu Oko konstruktora! - krzyknęła do mnie Pam. Pam była moją szefową, właścicielką księgarni. Miała około 45 lat i rzadko kiedy nazywała mnie inaczej niż Młoda. Nigdy też się nie uśmiechała. Wciąż krzyczała i wydawała rozkazy. Dostać u niej wolne - graniczyło z cudem. Z pokorą wykonywałam każde jej polecenie. Skończyłam już z Historią i poszłam na zaplecze. Przeszukiwałam kartony z książkami, gdy zadzwonił mój telefon. Liam. Odebrałam.
- Hej! Lądujemy za godzinę, będziesz? - spytał się. W tle słyszałam krzyki chłopców. Co oni musieli wyprawiać w tym samolocie?
- Niestety nie. Lora jest chora i muszę wziąć jej zmianę. Przykro mi kochanie. - kopnęłam jeden karton, aby utorować sobie drogę do następnego.
- Szkoda. - posmutniał. - No trudno, ale wpadniesz do mnie po pracy?
- No pewnie. - przerzuciłam stos książek zawadzający mi obok nogi. - Prosto z księgarni idę do ciebie. - zapewniłam. - Muszę kończyć. Pa! - rozłączyłam się, gdy kilka kartonów stojących obok mnie przewróciło się. Trochę dłużej zajęło mi mocowanie się z Okiem Konstruktora. Około 45 minut później wyniosłam z magazynku dwa ostatnie egzemplarze.
- Młoda, chodź do mnie! - krzyknęła Pam ze swojego pokoiku. Siedziała w nim cały dzień zamawiając nowe kolejne książki.
- Tak? - stanęłam przed jej biurkiem. Popatrzyła na mnie spod byka.
- Co ty tu jeszcze robisz? Zmiataj! - ręką wskazała mi drzwi.
- Ale ja posprzątałam... - zaczęłam się tłumaczyć. Pam zaśmiała się. O to dziwne.
- Nie zwalniam cię! Możesz wyjść wcześniej do tego twojego... - nie dokończyła.
- Ale dlaczego... Skąd pani wie? - nie mogłam uwierzyć w to co słyszę. Czy ona właśnie pozwoliła mi wyjść wcześniej, aby przywitać Liam'a?
- Nie pytaj się, bo zmienię zdanie. - uśmiechnęła się serdecznie i gestem wskazała wyjście. 
     Wybiegłam z księgarni w zawrotnym tempie. W biegu zakładałam płaszcz, aby zdążyć na autobus. Udało mi się dotrzeć na przystanek i w ostatnim momencie wejść do czerwonego pojazdu. Wysiadłam po 10 minutach i nadal biegnąc zmierzałam na lotnisko. Widziałam już budynek i taksówki podjeżdżające po swoich pasażerów. Wyciągnęłam z kieszeni telefon i wybrałam numer Liam'a. Byłam już całkiem blisko wejścia do gmachu, gdy zobaczyłam jego! Szukał nerwowo komórki w plecaku.
- Liam! - krzyknęłam. Chłopak odwrócił się w moją stronę. Rzucił torby, które właśnie trzymał w rękach i zaczął biec w moim kierunku. Przytuliłam go mocno, a on podniósł mnie i okręcił dookoła.
- Tak za tobą tęskniłem. - powiedział, gdy już mnie postawił. - Myślałem, że nie przyjedziesz.
- Pam okazała skruchę nad moją biedną osóbką. - zaśmiałam się. Brunet jeszcze raz mnie przytulił, a potem obejmując zaprowadził do reszty chłopców. Przywitałam ich, a potem pojechałam z Liam'em do jego domu.
     ,,Podobno powinnam słuchać starszych, ale czy w tym wypadku też tak jest? Pam zakochała się kiedyś w gwiazdorze. Rozkochał ją w sobie, a potem zostawił z dzieckiem. Kobieta poroniła z wycieńczenia. Po tym incydencie zamknęła się w sobie. Otworzyła księgarnię i zamieszkała w mieszkaniu nad nią. Postanowiła żyć samotnie. Ale, czy gdybym sugerując się jej opowieścią postąpiłabym właściwie? Nie wiem kim był ten facet, z którym była w ciąży, więc nie wiem, czy Liam jest taki sam. Każdego dnia budzę się ze strachem, że to wszystko co mam jest tylko snem, ale gdy widzę go leżącego obok mnie z błogim wyrazem twarzy, jestem pewna, że to rzeczywistość. Warto było brnąć w tym bagnie i ciągnąc tą przyjaźń. Bo w końcu po każdej burzy wyjdzie słońce. I siedzę teraz w tej łazience i piszę to, a z okna wpadają do środka promienie słońca i oświetlają pomieszczenie.
     Przyjaźń ma dwa końce. Jeden szczęśliwi, a drugi smutny. Możesz zakończyć z kimś przyjaźń i każdy pójdzie w swoją stronę i nikt nigdy się do drugiego nie odezwie. Lecz w momencie, gdy będziesz tego kogoś potrzebować on ma pełne prawo do odwrócenia się i zniknięcia. Mało optymistyczny scenariusz.  Jest też inne wyjście. Możesz zostać. Zostać z wszystkim tym co dotąd miałeś i cieszyć się tym nadal. A nawet bardziej. If you know what I mean...''
 ***
Mimo iż dzisiaj sobota zdecydowałam się na imagina. Bardzo się cieszę, że spodobał Wam się ostatni. To dużo dla mnie znaczy. Nie będę ukrywać lubię czytać komentarze, bo w tedy wiem, że ktoś to czyta i docenia moją pracę. Mam nadzieję, że dobrze minął wam pierwszy tydzień wakacji. Za tydzień postaram się coś jeszcze dodać, a potem wzium! I kolonie! Wracając do tematu. Pierwsza cześć udana, a druga nie do końca. Trzymajcie się! ;) 

16 komentarzy:

  1. Imagin jest świetny do końca trzymał mnie w niepewności... Masz ogromny talent pisz jak najczęściej uwielbiam twoje opowiadania trafiają nie tylko do sarca ale i duszy Pozdrowienia Nina:)

    OdpowiedzUsuń
  2. cudo ;p
    zapraszam: http://imaginy-one-direction-fans.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały jest. Masz naprawdę talent

    OdpowiedzUsuń
  4. Imagin jest wspaniały. Tylko pozazdrościć talentu do pisania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialny < 33
    Zawsze czytam twoje imaginy i każdy mi się podoba : dd

    OdpowiedzUsuń
  6. Super!!!!!!!!!!!! Dopóki nie pojawiła się wzmianka o żółwiach, nie miałam pojęcia, o którego chłopaka może chodzić. Oby takich więcej ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. wspanialy. naprawde ., super. czekam na takich wiecej . ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie no ten blog wymiata <333 kocham ! Wszystkie Imagine są cudowny ! wszystkie bez wyjątku. Cudowny język ! Idealnie dobrane słowa ! Po prostu cudowny ! <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Super! naprawdę ! genialny!
    zapraszam też do mnie na nowego bloga:
    http://www.fans-fans-blog-o-one-direction.blogspot.com/

    : D

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne. Czytałam kilka razy i nadal jest tak samo cudowny.
    Dobrze, że piszesz. Rozwijaj swój talent. Bo to bezapelacyjnie jest talent ;* ;D

    OdpowiedzUsuń
  11. jak na razie najlepszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kooocham jak piszesz!! ♥
    Wgl. taki wstęp, przy nim myślałam że znasz moje życie na pamięć ;p

    OdpowiedzUsuń
  13. Piszesz genialnie, skąd ty masz takie pomysły. Tylko pozazdrościć pomysłów.

    OdpowiedzUsuń
  14. jejuuuu... jaki ładny!

    OdpowiedzUsuń
  15. Super!! Zapraszam do siebie:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3