środa, 1 sierpnia 2012

One Hundred Fifteen


Nareszcie nadszedł ten upragniony dzień. Od ponad dwóch miesięcy nie mogłaś myśleć o niczym innym. Na początku zapisałaś się do aeroklubu gdzie poddałaś się wszystkim potrzebnym badaniom, a następnie szkoleniom teoretycznym. Najbardziej bałaś się końcowego egzaminu, ale w praktyce okazał się banalny. Gdy przeszłaś już przez tą całą papierkową robotę dostałaś pozwolenie na skakanie z linką desantową. Cieszyłaś się, owszem, ale to nie było to czego chciałaś. Po około 6 skokach z zabezpieczeniem nadszedł ten moment.  Byłaś świetnie przygotowana i wiedziałaś, że uda ci się skoczyć. Skoczyć ze spadochronem ! Stałaś już na płycie lotniska, z którego miał startować wasz helikopter i starałaś się poprawić kombinezon, w który byłaś ubrana. Towarzyszyło ci 3 mężczyzn przystrojonych w to samo śmieszne wdzianko co ty i z wielkimi goglami na nosach. Usłyszałaś dźwięk skrzypiących drzwi, a następnie odwróciłaś się w kierunku hałasu. Twoim oczom ukazał się  instruktor i jeszcze jeden, wydawało ci się, że dość młody mężczyzna. Mogłaś to wywnioskować jedynie po postawie gdyż był ubrany tak samo jak reszta.  Przywitaliście się tak jak wymaga tego survivr i po kolei zaczęliście   wsiadać do samolotu. Trochę wam zeszło na zajmowaniu miejsc i przygotowaniach do startu, ale w końcu usłyszałaś głośny szum nad głową, a helikopter zaczął unosić się w powietrzu. Wystartowaliście. Pilot osiągał odpowiednią wysokość (4000m.) przez ponad 15 minut, które w tym czasie umiejętnie starał się wykorzystać wasz instruktor na przypomnienie najistotniejszych informacji. Nie słuchałaś go, ponieważ ktoś skutecznie przyciągał twoją uwagę. Tak właśnie, tak... NOWY! Obserwowałaś go przez jakiś czas i zastanawiałaś się co on do cholery jasnej wyprawia?! Chłopak cały czas się kręcił i poprawiał czerwony kombinezon, skutecznie przeszkadzając w ‘ wykładzie ’. Nie dość, że praktycznie nic nie słyszałaś przez ten okropny szum to jeszcze on kręci tyłkiem jakby miał hemoroidy! Ostatecznie postanowiłaś przymknąć na to oko i starałaś się go zrozumieć. Od razu wiedziałaś, że to jego pierwszy skok i to pewnie dlatego tak się zachowuję. Zastanawiałaś się prze chwilę  i w końcu  podjęłaś decyzję, by dodać mu otuchy gdy tylko zwolni się miejsce obok. Poczułaś jak samolot ustatkowuje się co oznacza, że zaczyna  lecieć na odpowiedniej  wysokości.
- Dobra ! Ludzie słuchajcie! – wrzeszczał starszy mężczyzna – Skaczemy w wyznaczonej przeze mnie kolejności! Greg! – wskazał palcem na mężczyznę siedzącego obok wiercipięty i zamaszystym ruchem wskazał drzwi helikoptera, które po chwili otworzył – Ty pierwszy!- Facet w zielono-czarnym stroju odpiął pasy i przygotował się do skoku. Spojrzał na instruktora w oczekiwaniu na znak sygnalizujący ‘ START ’. Staruszek machną ręką, a jeden z twoich towarzyszy wyskoczył.
- Daniel! – teraz wskazał na chłopaka siedzącego obok ciebie – Skaczesz! – chłopak odpiął pasy i poderwał się do góry przy czym strącił butelki wody, stojące na półce nad waszymi głowami. ‘ Kolejny rozgarnięty ’ – pomyślałaś. Skorzystałaś z tego zamieszania i już po chwili siedziałaś obok nowicjusza.
- Hej! – musiałaś krzyczeć tak by mógł cię usłyszeć. Chłopak nie odpowiedział tylko skiną głową na znak, że cie rozumie. Nie wiedziałaś jak zacząć rozmowę więc spojrzałaś na to jak radzi sobie twój znajomy. Zauważyłaś, że butelki stały już na swoim miejscu, a on sam przygotowywał się do skoku.
- Stresujesz się ?! – zwróciłaś się do chłopaka. A on tylko skiną głową.
- Wiem co czujesz ! Ja skacze dzisiaj pierwszy raz bez linki! – po raz pierwszy od momentu gdy się do niego przysiadłaś raczył na ciebie spojrzeć.
- Josh! Rusz się teraz twoja kolej! – usłyszałaś dobrze ci znany głos.
- Boisz się?! – tym razem był to głos nowego. Wydawało ci się czy usłyszałaś w jego głosie... troskę ?
- Tak! Ale już nie mogę się doczekać! – uśmiechnęłaś się, ale on tylko przytakną – Słuchaj ! Nie wiem jak będzie z tobą , ale wiem jak było ze mną ! Strasznie się bałam, a serce waliło mi jak oszalałe! I jak to ze mną bywa w stresie – wszystko leciało mi z rąk , a to znów się potknęłam! Ale dałam radę  i to dzięki temu gościowi! – wskazałaś na staruszka, który już wołał następną osobę, którą oczywiście miałaś być ty.
- [T.I] twoja kolej! – usłyszałaś głos instruktora i ostatni raz uśmiechnęłaś się do chłopaka. Odpięłaś delikatnie pasy i już po chwili stałaś przy mężczyźnie.
- Pamiętasz czego cię uczyłem ?! – ty tylko skinęłaś głową – To dasz radę mała! – obserwowałaś mężczyznę w oczekiwaniu na znak, a gdy tylko zobaczyłaś, że machną ręką zrobiłaś to co twoi poprzednicy . Leciałaś w dół swobodnie i bez żadnych oporów przez kilkadziesiąt sekund. Czułaś jak szybko bije twoje serce. To nie to samo co skok z linką. Byłaś przerażona i kompletnie bezradna, a na dodatek leciałaś w dół z prędkością 200km/h. Wyczułaś odpowiedni moment i pociągnęłaś za linkę. Ale spadochron się nie otworzył. Pomyślałaś, że pociągnęłaś za lekko. Spróbowałaś jeszcze raz.Tym razem z całej siły. Znowu nic! Poczułaś okropny ucisk w klatce piersiowej, a całe życie przeleciało ci przed oczami. Te dobre i złe chwile. Zaczynając od 7 urodzin do momentu skoku . Miałaś wrażenie, że twoje serce staje, a całą ciebie oblewa fala gorąca . Próbowałaś nabrać powietrza do płuc, ale na marne. Przerażona obserwowałaś jak powoli zaczynasz zbliżać się do ziemi. Zaczęłaś panikować. Nie wiedziałaś co robić. Do upadku zostało ci już jakieś 2000m czyli polowa dystansu. Postanowiłaś ostatni raz spróbować otworzyć czasze. Kolejna próba spełzła  na niczym. Gdy nagle poczułaś sine szarpnięcie. Tak! Zapasowa czasza! ( Otwiera się automatycznie gdy główna nie zostanie użyta) Czasza wypełniła się powietrzem, a ty zaczęłaś sterować lotem. Udało ci się ! Po ok.20s. od otworzenia zapasowej czaszy wylądowałaś bezpiecznie na łące. Poczułaś jak cały stres ustępuje miejsca radości. Usiadłaś na trawie i schowałaś twarz w dłonie. Nie mogłaś uwierzyć w to co się stało. To było jak najgorszy koszmar. Wizja tego, że mogłaś stracić życie była okropna. Nie zdążyłaś nawet złapać oddechu, a już poczułaś na ramionach ciepłe dłonie znajomych mężczyzn. Oglądali cię z każdej strony sprawdzając czy wszystko z tobą w porządku i czy na pewno nie odniosłaś większych obrażeń. Siedziałaś w ciszy i pozwalałaś im sprawdzać stan swojego zdrowia, gdy nagle poczułaś jak ktoś próbuje odwrócić cię do tyłu. Podniosłaś wzrok i pierwsze co zrobiłaś to rzuciłaś się mu na szyję wykrzykując.
- Żyje! Hahahah! – usłyszałaś męskie śmiechy za swoimi plecami. Chłopak w czerwonym wdzianku postawił cię na ziemi i wytrzeszczył na ciebie oczy.
Czułaś jak do twoich policzków napływa fala gorąca. Dobrze, ze miałaś na sobie ten tandetny kombinezon bo inaczej wszyscy zobaczyliby jak ‘ pięknie ’ się czerwienisz. Sama nie wiedziałaś dla czego tak się zachowałaś. Nie powinnaś była. Co jeśli on sobie tego nie życzył. Od samego początku był oschły.
- To ty jesteś DZIEWCZYNĄ?! – wykrzyczał w ciężkim szoku, a śmiechy za twoimi plecami nasiliły się .
 - Tak mi się wydaje... – spojrzałaś po sobie. Na potwierdzenie swoich słów zdjęłaś okulary i rozpięłaś kombinezon. Spojrzałaś na chłopaka i tylko się uśmiechnęłaś, ale on już się nie odezwał. Po chwili podjechał po was samochód i zabrał z powrotem na lotnisko. Całą drogę powrotną, żadne z was się nie odzywało. Ty obserwowałaś mijane krajobrazy a chłopak ciebie. Doskonale wiedziałaś, że się na ciebie gapi, ale nie chciałaś reagować. Do tego cała drogę wszyscy w koło powtarzali jakie to miałaś szczęście.  Na miejscu jako pierwsza wysiadłaś z samochodu i dosłownie pobiegłaś do szatni. Za tobą ruszył ten idiota, który nie odróżnia faceta od kobiety, a za nim reszta grupy. Ogarnięcie się i wzięcie prysznica zajęło ci około godzinę. Miałaś nadzieje, że uda ci się wyjść z budynku nie wpadając na tą bandę idiotów. Już miałaś przekroczyć progi terminala i wydostać się na wolność gdy nagle  ktoś złapał cię za  nadgarstek i obrócił w swoją stronę.
-Przepraszam... – wyszeptał prawie niesłyszalnie. Dobrze wiedziałaś, że to ten cały nowicjusz. Przez jakiś czas patrzyłaś na czubki swoich butów, ale po krótkim upływie czasu postanowiłaś sprawdzić jak on wgl. wygląda. Podniosłaś powoli głowę i nie mogłaś wydusić z siebie ani słowa. Pierwsze co rzuciło ci się w oczy to jasne, blond włosy i niebieskie oczy. Całą resztę zobaczyłaś później. Chłopak był o głowę wyższy od ciebie. Miał na sobie kremowe rurki i turkusową, sportową bluzę. Jeszcze raz spojrzałaś na jego twarz i dopiero teraz cie uderzyło. To Niall Horan! „ Ale jakim cudem... ” – myślałaś i wlepiałaś wzrok w blondyna, który ‘ dzielnie ’ lustrował czubki swoich sportowych najek. Chłopak z 1D, którego z resztą lubiłaś najbardziej, stoi przed tobą i przeprasza ?! Wow!
-Ekhmm... ? Słucham? – wykrztusiłaś po chwili. Chłopak podniósł głowę i spojrzał ci w oczy. Odniosłaś wrażenie, że jego policzki zrobiły się bardziej różowe niż zwykle.
-Przepraszam – powtórzył głośniej.
- Wporządku – rzuciłaś oschle i odeszłaś. Wyszłaś z budynku, ale blondyn nie ustępował. Prawie cię dogoniał więc przyśpieszyłaś. Zmusiłaś go tym samym do biegu, ale nawet to mu nie przeszkadzało. Gdy już stał przy tobie zaczął się tłumaczyć i przepraszać i Bóg jeden wie co jeszcze robił. W sumie to on chyba sam się nie orientował . Widziałaś jak się męczy więc postanowiłaś przystanąć na chwile i pozwolić mu dokończyć swój monolog.  Po kilku minutach wybaczyłaś mu to jak się zachowywał i jakimś cudem zgodziłaś się by odwiózł cię do domu. Po drodze dowiedziałaś się dużo o nim, ale gdy tylko on chciał dowiedzieć się czegoś o tobie zręcznie unikałaś odpowiedzi. Bo po co ma coś o tobie wiedzieć skoro i tak już cie nigdy więcej nie zobaczy? Gdy dojechaliście na miejsce podziękowałaś ładnie za pomoc i pożegnałaś się z chłopakiem po czym weszłaś do budynku.

4 tygodnie później
Od twojego pierwszego i ostatniego skoku ze spadochronem minęły już równo 4 tygodnie. Tyle samo co od spotkania z Niallem. Chłopak odwiedza cię codziennie, a swoje wizyty tłumaczy tekstami typu „ Harremu zabrakło cukru, a robi z Louisem ciasto. Pomyślałem, że może masz trochę na zbyciu.” .Po pierwszej wizycie myślałaś, że źle zrobiłaś zgadzając się by cię wtedy odwiózł, ale z czasem polubiłaś jego towarzystwo, a najbardziej głupie wytłumaczenia.  Jutro wraz z resztą zespołu wyjeżdża w trasę koncertową, ale poprosił cie, abyś przyjechała do nich na tydzień. Zgodziłaś się głównie, dlatego że będą grali wtedy na Jamajce i będziesz miała okazję poznać resztę zespołu. A najbardziej ‘ nie pasuje ’ ci fakt, że będziesz zmuszona spędzić z tym idiotą 24 godziny na dobę 7 dni w tygodniu.  

I jak? Wydaje mi się, że początek jeszcze ujdzie, ale końcówka to... wgl. szkoda gadać -.-'

5 komentarzy:

  1. Super!!!
    Piękne <3
    Kocham imaginy wychodzące "spod Twojej ręki" :3
    Bredzisz, że "szkoda gadać" o.O
    Kocham ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Super <333
    Niall *.* Pisz kolejne :D

    OdpowiedzUsuń
  3. super jest ! zajrzysz do mojego bloga? http://one-direction-imaginy-blogger.blogspot.no/

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3