piątek, 31 sierpnia 2012

One Hundred Seventy - Nine

     Wiele razy moja mama powtarzała mi, że w życiu są wzloty i upadki, ale każda prawdziwa miłość przetrwa wszystkie przeciwności losu. Patrzyłam wtedy na nią i tatę, a w głowie ukazywały mi się wszystkie nieprzespane noce, podczas gdy oni się kłócili. Nakładałam w tedy na głowę poduszkę, przyciskałam policzek do pluszowe misia i mimo wszystko próbowałam zasnąć. Czułam się okropnie wiedząc, że moje dziecko przeżywa to samo. Słyszałam jego płacz zza uchylonych drzwi. A przysięgłam sobie, że nigdy nie dopuszczę, by w moim domu działo się coś takiego co przeżywałam ja w dzieciństwie. Mam dość!
     Chciałabym widzieć minę Alana, gdy przyjdzie do domu z pracy, a tam nie zastanie, ani mnie, ani Stephen'a. Ujrzy opustoszałe mieszkanie pozbawione jakichkolwiek sprzętów. Zniknę, znów zniknę...
     Zacznę od początku. Mam na imię [T.I] i mam 20 lat. Jestem mamą dwuletniego Stephen'a. Niestety jego ojciec nie żyje. Po tym, jak powiedziałam mojej mamie, że jestem w ciąży, odwróciła się ode mnie tak, jak ojciec. Wróciłam, więc z powrotem do Angli. Tam poznałam Alana. Zamieszkaliśmy razem, lecz(jak już wiecie) nie układało się nam. Resztę już znacie. 
     Siedzę właśnie w pociągu zmierzającym do Londynu. Tam czeka mnie nowe życie. Mnie i Stephen'a, który bawi się wesoło czerwonym samochodzikiem. Nie wie jeszcze o co chodzi. Zazdroszczę mu. Być znów dzieckiem, nie mieć problemów, zmartwień... Ale teraz moja kolej, aby go od tych problemów uchronić. Krajobraz z rozległych pól i łąk, stał się lasem domów i wieżowców. Zaraz wysiadamy Boże, nie spóźnij się, proszę.
- Gdzie mam panią zawieść? - spytał z życzliwym uśmiechem kierowca czarnej taksówki. Wygrzebałam z kieszeni adres restauracji mojej dobrej przyjaciółki i podałam mężczyźnie. Obejrzał karteczkę i zwrócił. Silnik warknął, a po chwili koła toczyły się już po Londyńskiej ulicy.
- Dziękuję ślicznie. - odebrałam od staruszka resztę za drogę.
- Nie ma za co panienko. - zaśmiał się. - Niech się pani ciepło trzyma, a  i mały dżentelmen też. - podziękowałam jeszcze raz i zatrzasnęłam drzwi pojazdu. Obróciłam się, a moim oczom ukazał się wysoki, zapewne przedwojenny budynek z czerwonej cegły. Przy czarnych, dwuskrzydłowych drzwiach stał mężczyzna w czerwonej kamizelce i machał nam na powitanie.
- To jest pan Manson, kochanie. - powiedziałam synowi. - Będziemy u niego mieszkać. - po wcześniejszym uściskaniu wynajemcy przekroczyliśmy próg restauracji. Pan Manson zabrał nasze walizki do pokoju, a ja próbowałam odnaleźć kierownika sali. Wreszcie się udało i zostaliśmy zaprowadzeni do kierowniczki.
- [T.I]! Nareszcie jesteś! Martwiłam się, że coś się stało, ale widzę, że jesteście cali i zdrowi. Stephen, pamiętasz mnie jeszcze? - chłopczyk ukrył się za moimi nogami. 
- Był zbyt mały, aby cię zapamiętać Kat. - zaśmiałam się.
- Chodźcie! Pokarzę wam wasz pokój. - przyjaciółka chwyciła mnie za rękę i krętymi schodami zaprowadziła na pierwsze piętro.
     Minął miesiąc od mojego wyjazdu. Alan nie daje znaku życia. W sumie nie mam mu tego za złe. Tak jest nawet lepiej. Rano odprowadzam Stephen'a do żłobka i wracam do restauracji. Pracuję do 15, a potem idę odebrać synka. Do 18 mam wolne, a później Kat zabiera go do swojego biura, aż do 20, kiedy kończę pracę. Harmonogram trochę niewygodny, ale to był mój własny wybór. Wolę to niż codzienne kłótnie z Alan'em. Tsa...
- Tarta Tarta Queso, gotowa [T.I]? - zawołała z drugiego końca kuchni Kat. Wbiegłam do chłodni i zabrałam ze swojaka talerz z ciastem.
- Gotowa! - odparłam i podałam dziewczynie danie przez okienko. Wtem do kuchni wparował Terry - jeden z kelnerów.
- Sefowo, proszą panią do stolika szóstego. - powiedział szybko. Kat obrzuciła go wściekłym spojrzeniem. Zdążyłam się przekonać, że takie wizyty na sali źle się kończą. Zwykle po tym ktoś wylatuje. Zdałam sobie sprawę, że do szóstki powędrował mój Tort Wiśniowy. No pięknie! Mogę się już pakować. - pomyślałam, a kuchenne drzwi znów otwarły się z impetem.
- [T.I] na salę! - krzyknęła przyjaciółka. - Do stolika numer sześć. - spojrzałam na nią zdziwiona. Jeszcze nie zdarzyło się, aby poproszono kogoś z kucharzy na salę. Wytarłam ręce, poprawiłam firmowy fartuszek i pewnie pchnęła skrzydło drzwi. Na sali panował nieopanowany gwar. Ani jeden stoli nie był wolny, ale moją uwagę przykula tylko ta nieszczęsna szóstka i on...
     Ojca Stephena poznałam, gdy odwiedzałam Kat w wakacje dwa lata temu. Było to przelotny, lecz bardzo gorący romans. Wszystko skończyło się z telefonem do mnie, że on nie żyje. Zespół przestał grać, pokazywać się publicznie, a ja nim interesować. Dlaczego, więc teraz widzę go z całą resztą siedzącego z innymi przy ty głupim stoliku? I dlaczego muszę tam iść?
- Witam panów. - powiedziałam najpoważniej, jak mogłam, ale widok Niall'a z wąsami z bitej śmietany sprawił, że mimowolnie się uśmiechnęłam.
- To ty zrobiłaś to cudo? - spytał blondyn wskazując na pusty talerz, po deserze.
- Przypuszczam, że tak. - odparłam rozbawiona.
- To był najlepszy tort jaki kiedykolwiek jedliśmy, prawda chłopaki? - zachwycał się Horan. Reszta odparła skinięciem głową.
- Bardzo się cieszę, że wam smakował. - skłoniłam się lekko. - Ale jeśli pozwolicie, wrócę już do kuchni. - odwróciłam się na pięcie i, jak najszybciej mogłam wbiegłam na zaplecze. Oparłam się o śnieżnobiały parapet. Co to wszystko ma znaczyć?
- Mnie tak samo, jak tobie to się nie podoba. - Kat poklepała mnie po ramieniu. Poczułam ogromną złość wypełniającą mnie całą.
- Dlaczego mnie tam wysłałaś skoro dobrze o wszystkim wiedziałaś?! - krzyknęłam zalana łzami. Dziewczyna ścisnęła mnie mocno pozwalając, aby moje łzy mogły wsiąknąć w jej koszulę.
- Bo byś mi nie uwierzyła, mała.
     Minęła 21. Stephen już śpi, a ja nie mogę. Przechadzam się pomiędzy korytarzem, a kuchnią z nadzieją, że znajdę tam odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Zatrzymałam się na schodach. Na sąsiadującej z nimi ścianie wisiało zdjęcie. Moje i Kat. Były młode, głupie... Żyłyśmy z dnia na dzień nie planując przyszłości, nie martwiąc się o jutro. Czy miałoby tak być znów?
     Głośne pukanie w drzwi wejściowe wyrwał mnie z rozmyślań. Moje serce zamarło na chwilę. Podeszłam do okienka z widokiem na salę. Przez szybę dostrzegłam zarys męskiej sylwetki. Schowałam się za ścianką. Moje serce dudniło mi w piersi. Wyjrzałam na salę jeszcze raz. Tajemniczy osobnik wciąż tam stał i walił ręką po szybie. Obudzi mi Stephen'a! - krzyknęłam w myśli. Podbiegłam do drzwi, przekręciłam wszystkie zamki, pociągnęłam za klamkę.
- Zayn? - wyrwało mi się z ust. Chłopak przemoczony do suchej nitki wpatrywał się we mnie, jak w ufoludka. Przełknęłam nerwowo ślinę. Tak dawno nie widziałam tych pięknych czekoladowych tęczówek. Wtem zza moich pleców dobiegł mnie zaspany dziecięcy głosik.
- Mamo, nie umiem zasnąć. - obróciłam się spanikowana. Miałam wielką ochotę zaszyć się gdzieś i płakać, ale nie mogłam przecież poddać się tak łatwo.
- Idź do pokoju, zaraz do ciebie przyjdę. - odpowiedziałam troskliwie, chłopczyk podreptał na górę. Spojrzałam ponownie na Zayn'a. Wyglądał na bardzo zszokowanego. A kto by nie był, po zobaczeniu dziecka wyglądającego identycznie, jak ty? Chwyciłam bruneta za rękę i wciągnęłam do środka. Zakluczyłam drzwi i bez słowa ruszyłam do w stronę kuchni. Poszedł za mną.
- [T.I.] ja nie wiedziałem, że ty... - zaczął niepewnie.
- To ja nie wiedziałam, że żyjesz. - odparłam wkurzona. Wlałam wodę do czajnika, a z szafki wyjęłam dwa czerwone kubki.
- Myślałem, że to ty... Kto ci to powiedział?
- Nie wiem. Ktoś do mnie zadzwonił, a dwa dni potem w internecie przeczytałam, że się rozpadliście. Co miałam zrobić? - z szuflady wygrzebałam dwie łyżeczki. Nasypałam nimi herbatę i zalałam wodą.
- Do mnie ktoś też zadzwonił dwa dni przed rozpadem. To była tego przyczyna. - spuścił smutno głowę.
- Ja? - podałam mu kubek z ciepłą herbatą. Upił łyk.
- Nie, ja. Moja miłość do ciebie. - jestem pewna, że w tym momencie moje oczy świeciły się, jak dwie pięciogroszówki, które dopiero co weszły do obiegu. Zmierzyłam chłopaka wzrokiem.
- Jesteś cały mokry. - odstawiłam kubek i zrobiłam krok w jego stronę. Westchnął ciężko i postawił swój kubek obok mojego. Zdjęłam z niego przemoczoną bluzę i chciałam iść wrzucić go do wanny, ale Zayn zastawił mi drogę.
- [T.I.], ja wiem, że ułożyłaś już sobie życie beze mnie. Masz dziecko... Ale wiedz, że ja cię nadal bardzo kocham, a dzisiaj, gdy podeszłaś do naszego stolika... - przerwał. Nie potrafiłam wydusić z siebie, ani słowa. Czyżby moje wyśnione życie miało się ziścić? Złapałam chłopaka za nadgarstek i ciągnąc za sobą zaprowadziłam do pokoju na piętrze. Stanęłam z nim w progu.
- Stephen? - synek podniósł głowę z poduszki. - Tatuś wrócił.
- Kocham cię. - szepnął mi Zayn do ucha i objął ramieniem, po czym wziął na ręce Stephen'a, który w natychmiastowym tempie znalazł pod naszymi stopami. - Kocham was oboje. - dodał uradowany.


***
Pierwszy raz przytrafiło mi się coś takiego, abym nie potrafiła nic tu(chodzi o moje mówki) napisać. Może jest to spowodowane ciągłym tupotem nóg mojej siostry, która robi kilometry z jednego pokoju do drugiego? A wiecie, że moja siostra też jest fanką 1D? 5 lat ma skubanica, a już się za tak poważne rzeczy bierze! Ale skoro ma się tak dziwną siostrę, jak ja nie da się nie zbzikować. Ciekawostka: Moja rodzina zaakceptowała chyba moją obsesję? Wreszcie zrozumieli kto to Kevin ;P
Zapraszam Tu ;)
Ostatni piątek wakacji? Ale nie roku!


11 komentarzy:

  1. Sliczny piękny cudowny!!! Na prawdę mistrzostwo ! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio duzo z dziećmi czytam, ale każdy mi sie podoba, a zwłaszcza ten, ktory wyszedł z pod Twojej ręki. Fajny Pomysl ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. wow :) zrobiło na mnie ogromne wrażenie!
    czekam na kolejny rozdział z niecierpliwością
    zapraszam do czytania i komentowania długo wyczekiwanego 1 rozdziału
    http://charming-anthem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Na koniec czytałam taka skupiona i nagle zobaczyłam malutki błąd, a mianowicie "odstawiłam kubek i zrobiłam kubek w jego stronę.". Od razu uśmiechnęła mi się morda ;) imagin świetny ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje myśli błądziły wokół czerwonego kubka z herbatą stojącego obok mnie i strachem, aby moja siostrunia nie wylała ma mnie jego zawartości. Dziękuję ci, że to zauważyłaś, bo ja mechanicznie pomijam niektóre fragmenty podczas ponownego czytania ;) Moja mordka się cieszy, że twoja się uśmiechnęła.

      Usuń
  5. Przeeśliczny <33 I właśnie, ten błąd xd Dobre ;D Ale tam...pf ;P Napiszę jeszcze raz : PrZeŚlIcZnY ;**
    Zapraszam na http://foreveryoungonedirection-a.blogspot.com/
    Opowiadania O Louis'ie ;D Już jest 1 rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Straszne mi się podoba ! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Prześliczny :D
    Nie widziałam błędu ale i tak moja mordka się cieszyła :D
    Czekam na następny!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3