czwartek, 30 sierpnia 2012

One Hundred Seventy - Two.

Masz mnóstwo problemów choć radzisz sobie z nimi, masz cudownego chłopaka choć bywają też między wami kłótnie, kochasz rodziców choć chwilami ich nienawidzisz, Twoje życie jest piękne choć chwilami chciałabyś je zakończyć .
Ostatnimi czasy praktycznie nic nie szło po Twej myśli. Problemy w szkole. Kłótnie z rodzicami i chłopakiem.
Przerastało Cię to za bardzo.
Właśnie siedziałaś w pokoju przed komputerem, sprawdzając co nowego na twitterze oraz fejsie. Wówczas wparowała mama.
- Czy Ty dziecko nie masz nic innego do roboty ? - wykrzyknęła. - Sprzątać pokój.
- Ale mamo, godzinę temu sprzątałam.
Spojrzała na Ciebie srogo. Po czym zwinęła ręcznik i uderzyła Cię nim. Nie był to pierwszy raz, ale nikomu nie mówiłaś o tym. Wypchnęłaś ją z pokoju. Drzwi zakluczyłaś na klucz. Dobijała się jak opętana.
Usiadłaś na łóżku. Zaczęłaś płakać. Łzy ciekły same. Oderwałaś się z łóżka, wyciągnęłaś z szafy walizkę, spakowałaś swoje rzeczy i uciekłas...
Sama nie wiedziałaś dokąd zmierzałaś, ale było wiadome, że chcesz być jak najdalej od swej rodzicielki.
 Kochałaś mamę, ale przeginała już. Czasami, gdy sobie wypiła była taka, dziwiłaś się, że ojciec nas już dawno nie zostawił.
Twoje nogi niosło do parku. Usiadłaś na jednej z ławek i pogrążyłaś się w myślach. Wówczas podszedł do Ciebie brązowowłosy chłopak. Stanął nad Tobą i zaczął się śmiać.
- Z czego się śmiejesz ? - zapytałaś go.
- Masz słodko ubrudzoną buźkę.
Szybko wyciągnęłas z torby lusterka. Rzeczywiście, byłaś ubrudzona sosem od spaghetti.
Chłopak podarował Ci chusteczkę.
- Dzięki wielkie. - wytarłaś buzię. - Jestem [ t.i ].
- Miło mi Cię poznać [ t.i ], a ja jestem Louis. - podał  rękę. - Co tak sama tu robisz ? Wróciłaś z wczasów ?
- Oh, uwierz chciałabym, ale niestety nie. Uciekłam z domu.
Lou objął Cię.
- Co się stało ?
- Wiesz nie chcę Ci się narzucać.
- Ależ nie będziesz się narzucała, chodź pojedziemy do mojego domu, pogadamy na spokojnie przy jakimś ciepłym piciu.
Przytaknęłaś głową na znak, że zgadzasz się.
Już po upływie 12 minut byliście na miejscu.
- Wejdź, proszę.
- A ktoś jest ? - zapytałaś nieśmiało, sama nie wiedziałaś czemu rzuciłaś tym tekstem.
Lou zaśmiał się.
- Nie, chłopcy pojechali na zakupy, do Londynu.
- Ja... Jacy chłopcy ?
- No Harry, Liam, Niall i Zayn. Nie kojarz ?
Oczy wyszły Ci na wierzch. Nie wierzyłaś. To był Lou, Lu z 1D, Lou, w którym kochałaś się za to jakim jest cudownym chłopakiem.
- Oł, dopiero teraz zajarzyłam.
Chłopak zaśmiał się. Postawił Twoją walizkę na bok i zaprowadził do kuchni.
Wstawił wodę na ciepłą herbatę, usiedliście przy stole i rozmawialiście. Mieliście wiele tematów do rozmów. Czułaś się jakbyś znała go caluteńkie życie. Przy nim zapomniałaś o problemach.
Nagle zadzwonił Twój telefon. Wyciągnęłaś go z kieszeni, patrzysz na wyświetlacz " Oli dzwoni "
- Lou, muszę odebrać. - wyszłaś z kuchni na korytarz. - Tak kochanie ? - zapytałaś.
- Koniec z nami. - rzucił Oli swobodnie.
- Ale Oli, dlaczego ? ! - do oczu napłynęły Ci łzy.
- Znudziłaś mi się, nie było ani zabaw w łóżku, ani nic dużego. - rozłączył się.
Poczułaś się jakbyś była najgorsza. Czy to, że chciałaś mu się oddać dopiero po 18 było złe ? Uważałaś to za stosowne, zresztą on sam powiedział, że poczeka.
Upadłaś na podłogę i znowu zaczęłaś płakać. Z kuchni wybiegł Lou. Objął Cię i powiedział :
- Hej, co się stało ?
- Zerwał... Zerwał, bo nie chciałam mu się oddać.
- Co Ty gadasz ? Na prawdę ?! Nie no, cii, [ t.i ] on nie jest Ciebie wart, na prawdę, nie przejmuj się nim. - chłopak pocałował Cię w czułko.
Nagle do domu weszli chłopcy.
- buuuu, jesteśmy. - krzyknął Liam.
- Mamy wiele ubrań. - powiedział śmiejąc się Harry.
-Nie zapominaj o jedzeniu, jedzenia też jest dużo. - rzucił Niall, wszyscy zaczęliście się śmiać.
- To ja dla odmiany powiem, że gość tu jest chłopcy. - zwrócił im uwagę Zayn.
- [ t.i ] poznaj, od lewej Ha...
- Lou, wiem jak mają na imię. - uśmiechnęłaś się.
- Widzę, że ktoś tu płacze. - oznajmił Hazza.
- Rzucił ją chłopak.
Niall zrobił wielkie oczy, podszedł do Ciebie i zaczął gilgać. Tak, miał w sobie to coś. Samym już wyrazem twarzy poprawiał Ci humor.
Poszliśmy do kuchni zrobić wspólnie obiad.
Mieszkałaś u chłopców już 3 dni. Pewnego ranka dostałaś telefon.
- Dzień dobry, czy rozmawiam z panią [ t.i ] ?
- Tak, kto mówi ?
- Z tej strony doktor Jenson, czy Monica i Taylor to pani rodzice /
- Tak co z nimi ?
- Bardzo mi przykro, nie żyją, godzinę temu przewieziono ich do szpitala w ciężkim stanie. Mieli wypadek samochodowy, zaledwie 20 minut temu zmarli.
Rzuciłaś telefon na podłogę. Pobiegłaś do pokoju Lou.
- Lou obudź się ! Prosze zawieź mnie do szpitala. - krzyczałaś.
- Co się stało?
- Moi rodzicie nie żyją. - zalałaś się łzami.
Oboje szybko się ubraliście i po 15 minutach byliście na miejscu. Strasznie płakałaś. Pożegnałaś się z nimi na zawsze. Bardzo bolała Cię strata rodziców.
Po 4 dniach odbył się ich pogrzeb. Byli przy tobie chłopcy. Zamieszkałaś z nimi,a  swój rodzinny dom sprzedałaś.

~ Dwa lata później ~
Od roku jesteś w szczęśliwym związku z Lou. Niestety wszystko niszczy pewne zdjęcie w gazecie.
Zdjęcie Lou i Elenator. Zabolało Cię to bardzo. Chciałaś skończyć ze sobą. Poszłas do łazienki. Chciałaś już podcinać sobie żyły, ale do środka wszedł Harry.
- Co Ty wyprawiasz ?
- On mnie zdradził !
- [t.i] co Ty gadasz ? Lou ? Lou Cię by nigdy nie zdradził. Jeśli chodzi o to zdjęcie to nie przejmuj się. Wiesz jacy są paparazzi.
Te słowa dały Ci do myślenia, objęłaś Hazze i podziękowałaś mu.
Około godziny 21 do domu wrócił Lou.
- Cześć kochanie. - przywitał Cię pocałunkiem.
- Cześć skarbie, chodź musimy pogadać.
Ruszyliście do salonu.
- Lou, czy Ty i El.. Czy was... Czy was coś łączy ?
Chłopak się zaśmiał. Wziął Cię na kolana, pocałował w czółko i powiedział :
- Nie kochanie, to tylko paparazzi uchwycili nową sensację. Kocham tylko Ciebie i udowodnię ci to. - Chłopak wstał, a z kieszeni wyciągnął małe czerwone pudełeczko.
- [t.i] kocham Cię najbardziej na świecie, chciałbym, żebym została na zawsze cząstką mnie, zgodzisz się zostać moją żoną.
Łzy płynęły jak opętane. Podbiegłaś do niego, pocałowałaś w usta i rzekłaś czule :
- Tak kochanie, zostanę Twą żoną.

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. fajny tylko z tymi rodzicami lekka przesada, za dużo złego jak na jeden raz, ale reszta ok :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze imaginy o Lou są najlepsze i ten jest dobry :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Imagin fajny. Tylko trochę że dużo złych zdarzeń ale ogółem to jest super. Podoba mi.się :-D

    OdpowiedzUsuń
  5. Sporo złego wcisnęłaś ;/ Ale i tak wyszedł zawalisty.
    Pozdrawiam cieplutko !

    http://existsonlyforyou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3