piątek, 10 sierpnia 2012

One Hundred Thirty - Six

Hej :))
Jak pewnie większość z Was zdążyła zauważyć w kolumnie obok,od 15 sierpnia do 1 października mam urlop. Powodów jest wiele. Głównie to powody rodzinne,jak również i szkoła. Od września będę w innej szkole,nie wiem jak sobie poradzę,ale muszę zacząć się już powoli przygotowywać.
Nie mam pojęcia jak często będę dodawać imaginy,ale będę się starała raz w tygodniu. Jeśli w międzyczasie mojego urlopu napisze coś,pewnie dodam.
Dzisiaj dodaję o Liamie. Wiem,często pisze właśnie o nim,ponieważ on jest moim ulubionym członkiem One Direction. Nie mam zielonego pojęcie kiedy pojawi się kolejny imagin mojego autorstwa,ale nie dam o sobie zapomnieć na tej stronie. Zapraszam do czytania i pozdrawiam!


Piosenka : http://www.youtube.com/watch?feature=endscreen&v=4OjiOn5s8s8&NR=1



Początek sierpnia. Miałam się z moim narzeczonym,Liamem,udać na długo oczekiwany wypoczynek. Mieliśmy wyjechać do Hiszpanii. Zamiast tego Liam trafił do szpitala. Problemy ze zdrowiem,jakie prześladowały go w dzieciństwie powróciły i dały o sobie znać ze zdwojoną siłą. Zaczęło się od zwykłego bólu brzucha,a teraz chłopak przebywa na intensywnej terapii i walczy o swoje życie. Z dnia na dzień jego stan się pogarsza. Z tego powodu ja też czuję się coraz gorzej. Mój narzeczony już od prawie dwóch tygodni przebywa w szpitalu. Od tego czasu nic nie jem. Piję tylko śladowe ilości kawy. Całymi dniami jestem przy nim i staram się go wspierać.
Tego dnia również przyszłam go odwiedzić. Od progu szpitala lekarze,pielęgniarki kierowali w moją stronę uśmiechy. Ja jednak nie podzielałam ich radości. Weszłam na odpowiednie piętro,do odpowiedniej sali. Moim oczom ukazał się widok,który zapychał dech w piersiach. Liam uśmiechał się. Znaczna większość aparatury,która jeszcze kilka dni utrzymywała go przy życiu została odłączona. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. W oczach miałam łzy,szczęścia oczywiście. Brunet powoli wstał i podszedł do mnie. Nie chciałam aby się przemęczał,więc zrobiłam kilka kroków w przód,tak żeby być bliżej niego. Liam rozłożył swoje ramiona,a ja wtuliłam się w nie. Pierwszy raz od prawie trzech tygodni byłam tak szczęśliwa. Chłopak rozluźnił uścisk,usiadł na łóżku. Ja natomiast zabrałam krzesło i usiadłam tak blisko niego,żebym mogła trzymać jego dłoń.
- Często tutaj byłaś? - zapytał,przerywając tym samym cisze panująca w pomieszczeniu
- Każdego dnia po kilkanaście godzina. - uśmiechnęłam się. - Czekałam...czekałam aż się obudzisz i będziemy mogli porozmawiać.
- I się doczekałaś. Co u chłopaków? Nie zamęczyli Cię? - zadawał kolejne pytania,a ja posłusznie na nie odpowiadałam
- Mało brakowało. Jednak przeżyłam z nimi. Najbliższe koncerty zostały odwołane,tak samo jak nagrania do nowego albumu. - wzruszyłam ramionami w geście bezradności
- Jeszcze tylko kilka dni i znowu będziemy mogli kontynuować. - nagle twarz Liama zrobiła się strasznie blada. Chłopak opadł na łóżko,jednak nie stracił przytomności. Od razu poderwałam się na równie nogi i ujęłam twarz bruneta w swoje ręce.
- Liam,słyszysz mnie? Kochanie powiedz coś? - jego powieki zaczęły się zamykać,a ja panikowałam. Mój krzyk sprowadził do sali kilka pielęgniarek i lekarzy. Zostałam wyproszona na korytarz. Z moich oczu polały się łzy. Nie wiedziałam co dzieje się z moim narzeczonym. Nagle w szpitalu pojawili się chłopcy. Louis widząc w jakim jestem stanie przyspieszył kroku i jako pierwszy stał obok mnie. Potrzebowałam wsparcia. Chłopak przyciągnął mnie do siebie,a ja płacząc przytuliłam się do niego. Chwilę później obok nas byli już pozostali członkowie zespołu. O nic nie pytali. Pozwolili mi się wypłakać w koszule każdego po kolei.
- Liam...On stracił przytomność...Nie wiem co z nim... - po raz kolejny z moich oczu popłynęły łzy przepełnione smutkiem. Chłopcy również nie kryli swoich uczuć. Wszyscy mocno przytuliliśmy się do siebie.
Drzwi do sali otworzyły się. Stanął w nich lekarz. Podszedł do nas.
- Stan pana Payne jest bardzo poważny. Gdyby nie nasza szybka reakcja pacjent straciłbym życie. Odzyskał przytomność i prosił,aby przyszła do mnie narzeczona. - przestał mówić na chwilę,jakby się zastanawiał co dalej ma nam powiedzieć. - Niech pani do niego wejdzie,ale tylko na chwile. Pan Payne powinien teraz dużo odpoczywać i przede wszystkim nie denerwować się.
Kiwnęłam tylko głową,a lekarz odsunął się i dał mi wejść. Po chwili zostałam z Liamem sama. Łzy spływały po moich policzkach,a ja nawet nie starałam się ich zatrzymać. Złapałam zimną dłoń chłopaka i przyłożyłam ją sobie do wilgotnego policzka.
- Nie płacz z mojego powodu... - odezwał się zachrypniętym głosem
- Kochanie...ale ja nie potrafię. - wyszeptałam. - Obiecaj mi,że będziesz walczył...Proszę...
- Nie. - powiedział stanowczo
- Proszę Cię...zrób to dla siebie. Dla mnie.
- Nie mam siły. Wiem,że nie wygram z chorobą. A Ty...Ułóż sobie życie z kimś innym. Z kimś,kto będzie Ciebie wart. Zapomnij o mnie. - uścisnął moją dłoń
- Musisz być silny...Dla siebie,dla mnie i dla naszego maleństwa... - kolejne łzy zaczęły wsiąkać w mój sweter. - Zostaniesz ojcem.
- Kochanie tak bardzo się cieszę. - przyłożył rękę do mojego brzucha
- Nigdy w życiu nie będę w stanie pokochać kogoś równie mocno jak Ciebie. - spojrzałam w jego cudowne,brązowe tęczówki
- Będę walczyć. Muszę wygrać z ta chorobą dla Ciebie i dziecka...


Jego słowa spełniły się. Po kilku kolejnych tygodniach Liam opuścił szpital. W przeciągu 3 miesięcy wzięliśmy ślub. Byliśmy bardzo szczęśliwi. Z niecierpliwością wyczekiwaliśmy tego dnia, w którym to na świat miała przyjść nasza córeczka - Sophie.
Podczas porodu mój mąż stał obok mnie,mocno trzymał za rękę i starał się dodać mi otuchy. Gdy razem z Sophie wyszłyśmy ze szpitala Liam,nie odstępował nas na krok. Był bardzo opikuńczym i troskliwym mężem,jak również i ojcem. Kiedy nasza córeczka miała za sobą pierwszy rok życia,dowiedziałam się,że jestem po raz drugi w ciąży. Na te wiadomość Liam bardzo się ucieszył. Tym razem mia być to chłopiec,któremu pragnęliśmy nadać imię James.
Mój mąż,aby móc być częściej z nami zakończył swoją karierę. Zespół One Direction przeszedł do historii,a jego członkowie również założyli własne rodziny. Wszyscy często się spotykaliśmy,a nasze dzieci traktowały się jak rodzeństwo. W końcu nic dziwnego,podobnie było z ich matkami i ojcami.  

10 komentarzy:

  1. wzruszający. :))

    Zapraszam do mnie, mam nadzieję, że Cię zaciekawi:
    http://endless-world-of-emotions.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Wzruszający imagin prawie doprowadziłaś mnie do łez masz talent dziewczyno:)

    OdpowiedzUsuń
  3. już myślałam :ccc
    dobrze, że wyratowałaś, bo nie lubię smutasów ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja się popłakalam ;( a tuu szczęśliwy koniec !
    Cudowny imagin !

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja miałam łzy w oczach. ; D Świetnie piszesz . <33. czekam na następnego. ; * ! Od 1 w nocy do prawie drugiej przeczytałam kilkanaście twoich imaginów . ! One są takie wciągające, wzruszjące i sexyyy. . ! ; ))) Bardzo lubie je czytać. ; DDD . Pozdroo. xdd

    OdpowiedzUsuń
  6. Aż się wzruszyłam. Pięknie piszesz ! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Kolejny raz wzruszyłam się czytając twojego imagina.. ;) I jeszcze ta piosenka,ciary na plecach normalnie.. ;p Ale serio genialny ! ;)

    Pozdrawiam bardzo serdecznie i czekam na następnego... ;) Mam nadzieję że nie zarwiesz kolejnej nocki.. ;p

    Asia ;)

    *sorki,ale nie chciało mi się troszeczke logować... ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. suuper :)
    zapraszam do mnie:
    http://1dopowiadania123456.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3