wtorek, 21 sierpnia 2012

One Hundred Thirty - Nine

Pełna radości i pogody ducha, pewnym, i swobodnym krokiem zbiegła ze schodów. Falowane, kasztanowe włosy chaotycznie opadały na ramiona, na które zarzuciła wzorzysty, w żywych odcieniach szal niemal sięgający ziemi. Świetnie zgrywał się z prostą, pastelową sukienką, odsłaniającą zgrabne nogi; sandałkami na koturnach, całym mnóstwem ciekawej biżuterii i małą torebką zawieszoną przez ramię. Lekko przekroczyła próg kuchni, podeszła do stołu ze stosem ciepłych, apetycznych tostów i wzięła jeden.
-Najedz się spokojnie i solidnie – zakomunikowała jej mama, niewysoka brunetka o pełnych troski, niebieskich oczach, głosem pełnym wyrzutów.
-Mamo! Śpieszę się troszeczkę. – usprawiedliła się z uśmiechem i złożyła pocałunek na policzku rodzicielki, po czym mocno ją przytuliła. Kierując się do holu napotkała ojca, którego również obdarowała całusem i czułym uściskiem.
-Dziękuję za wybornego tosta! Jak obiecałam : przyniosę na podwieczorek to pyszne ciasto z cukierni na rogu. Będę o czwartej. Kocham Was! – zapewniła, posyłając ciepłe spojrzenie i wyszła.
***
-Robi naprawdę świetne zdjęcia. Mam identyczny. – usłyszałem dziewczęcy głos za ramieniem, który wyrwał mnie z zamyśleń na temat aparatu fotograficznego znajdującego się na wystawie. – To znaczy będę miała, ale już go wypróbowałam. – dokończyła, gdy odwróciłem się do niej przodem. Ujrzałem uśmiechniętą szatynkę, wyciągającą w moją stronę dłoń. – Jestem [T.I.].
-Harry. Bardzo mi miło. – odwzajemniłem gest i uśmiech. – Serio? Niezbyt znam się na takim sprzęcie, a chciałbym zrobić prezent siostrze. Zawsze marzyła o dobrej lustrzance. – wyznałem.
-Oczywiście. Na pewno się nie zawiedzie. – rzekła z ogromnym przekonaniem. 
-Chyba spadłaś mi z nieba. – obdarowałem ją najpiękniejszym uśmiechem, na jaki było mnie stać.
***
Spacerowaliśmy londyńskimi przedmieściami. Moja towarzyszka zgodziła się na spacer i teraz z nowo nabytym aparatem, odebranym w sklepie, w którym zakupiłem ten sam model, fotografowała prawie każdy napotkany obiekt: gołębie spoczywające po długim locie na wieży katedry; dwóch staruszków zacięcie rywalizujących w grze zwanej szachami; zakochaną parę, wyznającą sobie miłość po wyryciu swoich inicjałów na ławce; i wiele innych.
-Po co Ci tyle zdjęć budynków, ptaków i przypadkowych przechodniów? – zapytałem w pewnym momencie.
-Magia tkwi w prostocie. – odpowiedziała tajemniczo nie przerywając swojego zajęcia. Nadal nieoświecony sensem robienia owych zdjęć zastanawiałem się nad kolejnym pytaniem. Jednak ciekawy jakości fotografii, poprosiłem ją, by mi je pokazała. Usiedliśmy przy fontannie i podała mi swoje urządzenie. Przeanalizowałem dokładnie każde dzieło. Dokładnie, dzieło. Idealnie uchwycała emocje panujące wokół: miłość, smutek, radość, fascynację..
-Wow. – udało mi się wydusić po obejrzeniu owoców jej pracy. – One są .. świetne, wspaniałe. Wow. – powtórzyłem. Nie potrafiłem wyrazić swojego uznania. Po raz pierwszy w życiu.
-Wcale nie. Takie zwyczajne.. – oświadczyła. – Jednak z tego jestem dumna. – rzekła, po czym pokazała zdjęcie, na którym pierwszoplanową postacią jestem ja. Pewnie je ominąłem. Widziałem wiele zdjęć, które robiono mi z zaskoczenia. Jednak to było niezwykłe. Uchwyciła jakby uczucia, panujące we mnie: zakłopotanie, zamyślenie. Idealne światło, tło i drugoplanowe eksponaty, jakby specjalnie przygotowane. -Wydaje mi się, że jako pierwszy podziwiam prace najsłynniejszej na świecie pani fotograf, która wkrótce zrobi ogólnoświatową karierę. – pochwaliłem ją z głębi serca, gdy odzyskałem mowę. – Za kilka lat będę mógł się chwalić, że poznałem Cię osobiście, [T.I.]. – dorzuciłem głosem pełnym dumy. Miałem nadzieję, że ujrzę jakąkolwiek inne emocje na jej twarzy, niż .. smutek. Rozważyłem każde ze słów, jakiekolwiek powiedziałem. Nie było w nich nic złego.
-Wydaje mi się, że nie będzie to możliwe. Za kilka lat.. – przerwała. Spojrzałem na nią pytająco. Podniosłem jej podbródek i spojrzałem prosto w jej piękne oczy. - .. nie ma możliwości, by to, co mówisz się ziściło. To naprawdę bardzo miłe, ale nierealne. – dokończyła, lekko podnosząc kąciki ust do góry. Spuściła głowę i wyłączyła aparat.
-Jak to? Całe życie przed Tobą! – stwierdziłem z entuzjazmem, odgarniając jej włosy za ucho.
-Mam białaczkę.. ostatnio się nasiliła. – oznajmiła, a jej twarz widocznie pobledła. Nadal dostrzegałem uśmiech. Czułem, że w środku załamała się przez moją dociekliwość. Brakowało tego, bym głupio dorzucił : „Żartujesz?”. I tak, jak przeczuwacie, zrobiłem to.
***
Miałem czekać na nią na ławce w miejskim parku obok pomnika. Musiałem przeprosić za swoje zachowanie. Myślałem nad tym całą noc i postanowiłem, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, by umilić jej czas.
-Mam nadzieję, że nie spotkałeś się ze mną przez litość i wyrzuty spowodowane moją chorobą. – powiedziała, gdy pojawiła się obok mnie. Odpowiedziała jej głucha cisza z mojej strony. – Aha. Czyli tak? Naprawdę nic się nie stało. Pogodziłam się z tym i rozumiem to. Każdy tak reaguje.
-Przepraszam. – wydukałem i wstałem, łapiąc za dłoń. Obserwowałem jej pełne radosnych iskierek brązowe oczy i szczery uśmiech. Podziwiałem jej piękną figurę, którą wdzięcznie odziewały czerwona spódniczka oraz marynarka w tym samym kolorze ,a pod nią biała, zwiewna bluzka. – Ładnie dziś wyglądasz. – wypaliłem.
-Dziękuję. – zachichotała, lekko rumieniąc się. – Serio chodziło o te zdjęcia, czy to pretekst?
-Serio, serio. – poruszyłem na swój specyficzny sposób brwiami, co ją rozbawiło. – Chociaż.. to byłby rzeczywiście niezły pretekst. – dopowiedziałem po krótkiej chwili zastanowienia, uśmiechając się.
***
Mijały najpiękniejsze miesiące mojego życia. Nasza przyjaźń przerodziła się w głębsze uczucie. Spędziłem wiele czasu z nią i jej rodzicami. Czułem się, jakbym był częścią tej rodziny. I tak mnie traktowano. Udało mi się to połączyć z karierą, którą [T.I.] jak najbardziej popierała. Pewnego dnia, jak zawsze, gdy mam wole, poszedłem do jej domu, by przeżyć z nią kolejne wspaniałe chwile. Dostrzegłem karetkę na podjeździe. To po nią.
***
 -Nieustannie przy niej czuwałem. Bezradnie patrzyłem jak uchodziło z niej życie. Jak jej oczy gasły. Jak stawała się coraz słabsza. Jak choroba ją pokonywała. A ona nadal się uśmiechała. Wydawała się szczęśliwa, gdyż była kochana; przeze mnie i jej rodziców. Dzięki niej przez te kilka miesięcy nauczyłem się więcej niż przez całe moje wcześniejsze życie. W końcu poznałem prawdziwą definicję szczęścia. Wiedziałem, że go nie można kupić za pieniądze. Prawdziwe szczęście jest rzeczą wysiłku, odwagi i pracy. Nie jest ani dziełem przypadku, ani darem bogów. To coś, co każdy musi wypracować dla samego siebie. To pogoda umysłu, zadowolenie, beztroska, uśmiech życia. Jest to choćby chęć otworzenia oczu o poranku. Ono jest tam, gdzie je widzimy. Bez niej nie zrozumiałbym szczęścia i podążałbym za czymś, co nim nie jest. Umieć wykorzystać czas – to jest szczęście! Ona go wykorzystała i była szczęśliwa. Nie śmiem wątpić, że teraz także się uśmiecha. Nauczmy się tej definicji i bądźmy szczęśliwi, mimo tej bolesnej straty i pustki. Ona tego by chciała.[T.I.], dziękuję. Kocham Cię. Zawsze będę Cię kochał. – zakończyłem mowę pożegnalną. Podszedłem do jej trumny, położyłem na niej białą różyczkę i złożyłem pocałunek na brązowym wieku. Cofnąłem się o kilka kroków i obserwowałem kolejne obrzędy pogrzebu mojej ukochanej. Może i te słowa wydawały się dziwne, ale płynęły prosto z mojego serca.
Usłyszałem brawa. Obejrzałem się iw progu pokoju ujrzałem ją.
-Za każdym razem ta historia brzmi inaczej. – podeszła do mnie i złożyła ciepły pocałunek na moich ustach, ukazując rząd białych zębów. Jej brązowe kosmyki musnęły moją twarz. Zwinnym ruchem sprawiłem, że żona siedziała na moich kolanach. – A jak Wam się podobała? – zwróciła się do dwójki uważnie słuchających dzieci. Ośmiolatek i sześciolatka spojrzeli na siebie, po czym razem zaczęli przedstawiać swoje pozytywne opinie, które składały się głównie z `Bardzo, bardzo, bardzo(…)`.
-A teraz pora spać. –oznajmiłem. Zerwaliśmy się z krzesła, złożyliśmy całusy na czołach pociech, otuliliśmy je kołderkami i kierowaliśmy się do wyjścia.
-Ale co z tymi zdjęciami? – rzekł nagle chłopiec. Odwróciliśmy się w jego stronę. Położyłem ręce na biodrach [T.I.] i wzrokiem błagałem o pomoc.
-No właśnie. Co z tymi zdjęciami? – zapytała przedrzeźniając mnie i targając moje loki. Czule złożyłem pocałunek na jej ustach cały czas zastanawiając się, jak wybrnąć z tej sytuacji, by spędzić z nią cudowny wieczór.
_____
dziś Harry :)
jak Wam się podoba? :)
zapraszam również na mojego bloga . <klik>
xoxo

5 komentarzy:

  1. Fajny ;) Pisz dalej bo jesteś naprawde dobra <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne!!! Czekam z niecierpliwością na kolejne :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. ej no nie rozumiem :D ona umarła czy nie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niee ;) to zmyślona opowieść Harry'ego :)
      aż tak kiepsko to wyszło? :o

      Usuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3