wtorek, 7 sierpnia 2012

One Hundred Twenty - Five

     Zostaw ją, słyszysz?! - krzyknął inny głos. Zayn? Co on tu robił?
- A jak nie, to co? - odparł wesoło dyrektorek. Odwróciłam się, aby móc upewnić się, czy mam racje. Stali naprzeciw siebie niebezpiecznie zmniejszając dzielącą ich odległość.
- To ten głupkowaty uśmieszek już nigdy nie zagości na twojej twarzy. - zagroził Malik. Przeciwnik odpowiedział mu głośnym, nieprzyjemnym rechotem.
- A co? Botoks mi wstrzykniesz?
- Może. - odparł spokojnie Zayn. - Wynoś się, Smith.
- Uspokój się chłoptasiu. Chciałem tylko porozmawiać z moją pracownicą. - wskazał na mnie palcem. Chłopak spojrzał w pokazywaną stronę i chyba dopiero teraz zorientował się kogo broni.
- Tkniesz ją, a pożałujesz patisonie. - Mulat zmrużył oczy i przecząco pokiwał głową.
- Nigdy więcej mnie tak nie nazywaj! - krzyknął Smith i ruszył z pięściami na Zayn'a.
     Wydałam z siebie jęk przerażenia, gdy obaj padli na ziemię wzajemnie okładając się po twarzy. Zaraz po tym Malik wykręcił przeciwnikowi rękę i obrócił się tak, że teraz on siedział na nim. Przycisnął mu kolanami ręce do ziemi, chwycił go za kołnierz i potrząsnął nim kilka razy zanim Smith nie zaczął błagać go, aby przestał.
- Nic się nie zmieniłeś pozerze. - wysyczał obolały i wstał ze swojej ofiary. Podszedł do mnie rozmasowując sobie szczękę. Złapał mnie pod rękę i szybko wyprowadził z uliczki. Nie odważyłam się odezwać, dopiero, gdy weszliśmy na główną ulicę, a światło latarni oświetliło jego twarz, zatrzymałam się gwałtownie.
- Zayn, krwawisz. - wyszeptałam bliska płaczu. Wyciągnęłam rękę, aby zetrzeć mu krew z nosa, lecz on obrócił głowę i zrobił to sam.
- Nic wielkiego. - pociągnął nosem.
- Jak to nic wielkiego. Prawdopodobnie uratowałeś mnie przed najgorszym, a ty mówisz, że to nic? Proszę nie żartuj. - głos mi się łamał od powstrzymywania łez.
- Lepiej się tłumacz co cię zaciągnęło na tyły klubu. - przerwał mi zirytowany.
- Ty. - spuściłam głowę. - Nie było cię z nami, więc poszłam cię szukać.
- Po co? - jego głos stał się łagodniejszy i cieplejszy. - Naprawdę tak się o mnie martwiłaś? - nie odpowiedziałam. Chłopak znów chwycił mnie pod rękę i poprowadził w stronę mojego mieszkania. Bałam się cokolwiek powiedzieć. I tak już mu się dość naraziłam. Minęliśmy kilka uliczek i teraz wystarczyło tylko iść prosto.
     Bloom Street zawsze wydawało mi się być spokojną, spokojną ulicą. Za dnia jeździło tędy mało samochodów przez co na asfalcie powstawały kredowe arcydzieła. Chodnik pomimo codziennych starć z rolkami, deskorolkami, rowerami lub hulajnogami wciąż dobrze się trzymał. Na klonach oddzielających jezdnię od deptaka dzieci przyczepiały swoje prace i nikt nie miał im tego za złe. W świetle słońca wyglądało to pięknie, wręcz magicznie, lecz nocą nawet najmniejszy szmer kartki, czy pozostawionej gdzieś gazety wprawiał mnie w przerażenie. Zacisnęłam mocniej dłoń za ramieniu chłopaka.
- Zrobił ci coś? - spytał. Przełknęłam nerwowo ślinę. Nikomu nie mówiłam o zajściu sprzed dnia.
- Nie. - odparłam. Po chwili dodałam. - Skąd go znasz?
- Chodził ze mną do szkoły. Nigdy mnie nie lubił. - wykrzywił twarz w grymasie. Przeszliśmy kilka kroków i znajdowaliśmy się już przed schodkami prowadzącymi do mojego mieszkania.
- Może wejdziesz? Doprowadzę do porządku twój nos... - zaproponowałam nieśmiało. Uciekłam wzrokiem, gdy przytrzymał mnie za przedramię.
- Nie, to nie będzie konieczne. - rozejrzał się po okolicy. - Mam prośbę. - na dźwięk tych słów momentalnie spojrzałam na niego. - Nie mów nic o tym Niall'owi, okej?
- Okej. - szepnęłam i skinęłam głową. Chciałam już iść, aby móc wreszcie wybuchnąć histerycznym płaczem, ale ręka Zayn'a wciąż mnie trzymała.
- Poczekaj, jeszcze coś. - powiedział obracając mnie w jego stronę, po czym najbezczelniej w świecie mnie pocałował. Przez pierwszą sekundę zadziwiła mnie delikatność jego pocałunku, lecz w porę się opamiętałam. Oderwałam się od miękkich ust zadałam cios z otwartej dłoni w policzek. Idąc tyłem wyszeptałam jedynie nikłe ,,Przepraszam'' i wbiegłam do mieszkania.
     Zatrzasnęłam za sobą drzwi i zsunęłam się po nich na podłogę. Wsunęłam kolana pod brodę i schowałam twarz z rękawach mojej bluzy. Łzy wypływały z oczu i natychmiast wsiąkały w pachnący materiał. Uderzałam plecami w drzwi, które roznosiły po domu głośne trzaski zagłuszające mój szloch. Wtem usłyszałam kroki, a później skrzyp szóstego stopnia schodów.
- [T.I.] ?! - go moich uszu dotarł zatroskany głos mojego chłopaka. Mimowolnie podniosłam głowę. Niall... Słodki blondynek otoczył moje drobne ciałko swoimi ramionami. Przestraszony moim stanem szeptał mi we włosy wciąż to samo pytanie: Co się stało? A ja nie potrafiłam mu odpowiedzieć. Skuliłam się, więc jeszcze bardziej i czekałam, aż stanie się cud. Niestety, ten nie nastał.

***
Oto i wyczekiwana część druga. Pojawi się jeszcze trzecia. No cóż, imagin miał być o Niall'u, a większy udział bierze w nim Zayn. Dziwnie to troszkę wyszło, prawda? No, ale mam nadzieję, że kontynuacja się Wam spodoba. Jest troszkę krótka, ale chyba Wam to nie przeszkadza?
http://zwiastun-raju.blogspot.com/    -    Zapraszam Was również na moje nowo powstałe opowiadanie. Oczywiście to nie znaczy, że zaniedbam was z imaginami. Co to to nie ;)


6 komentarzy:

  1. Jaaaa <3
    Zarąbiste :3
    Osobiście wolę Zayna od Nialla :)
    Kocham ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże...
    Cudnie <33
    Takie słodkie to było a zarazem wzruszające. Jestem taka miękka że się powoli rozpływa. Teraz to bym cały czas mogła pisać ,,Awww" i ,,Oooo".
    Zdążysz jutro dodać cz. 3 ?
    *___*
    :***

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudne. Jeszcze nigdy mnie nic tak nie poruszyło...

    OdpowiedzUsuń
  4. Super tylko pytanie to Niall był w jej domu?

    OdpowiedzUsuń
  5. no to czekam z niecierpliwością na trzecią ;d
    cudny <333

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3