poniedziałek, 3 września 2012

One Hundred Eighty - Four

     Ciężkie basy wciąż dudniły mi w głowie, a przed oczyma widziałam Chris'a przedstawiającego mi swoją nową dziewczynę. Uciekłam... Tak po prostu uciekłam od niego z fałszywym uśmieszkiem. A gdybym powiedziała mu wcześniej co do niego czuję? Jakby w tedy wyglądało moje życie? Nie musiałabym teraz marznąć na chłodzie przemierzając opustoszałe Londyńskie ulice? Siedziałabym na kanapie z pudełkiem lodów i pilotem w ręce? Topić smutki i rozpamiętywać... to nie w moim stylu?
     Brzęczenie telefonu wydobyło się z mojej torebki. Odszukałam komórkę i bezastanowienia wcisnęła zieloną słuchawkę.
- [T.I.?! Co się stało? Gdzie jesteś? Cassidy dzwoniła, że nie umie cię znaleźć. - w moim uchu rozbrzmiał głos przyjaciela - Harry'ego. Chłopak był ode mnie o kilka lat starszy i co rusz ganił za nieodpowiedzialność lub coś podobnego.
- Miałeś racje! Chris to palant! - powiedziałam głośno, czym zapewne zgorszyłam trzy staruszki idące przede mną. Z resztą co one robią tu o trzeciej w nocy? Może wyszły już w nocy, aby zdążyć na poranną mszę?
- Mówiłem. - stwierdził srogo Harry. - Idź do domu. Powinienem być przed południem.
- Co? To ty jesteś w Cholmes Hapel? Czemu Cassidy pytała się ciebie?
- Ona nie wiedziała. I nie ma żadnego ale! Potrzebujesz mnie, a ja jestem twoim przyjacielem. - w tym momencie po prostu rozłączył się. Z nim nie ma się co patyczkować. Jeśli już coś postanowi, to to zrobi. Wiele razy już się o tym przekonałam. Na przykład na żarty powiedziałam kiedyś, że zrobię sobie tatuaż na osiemnaste urodziny. Zapamiętał sobie to, a od roku na moim lewym nadgarstku swoje miejsce zajmuje znak nieskończoności. Nie zostało mi nic innego, jak wrócić do domu i czekać.
     Jest godzina 14:32. Gdyby nie przybycie Harry'ego, pewnie nadal bym spała. Po dotarciu do mieszkania, padłam na sofę i zaległam na niej na kilka godzin. Harold jednak tłucząc się w przedpokoju, a  potem urządzając mi kazanie na temat ,,Dlaczego zamyka się na klucz drzwi wejściowe'' nie pozwolił mi na słodkie leniuchowanie. Tym samym przypomniał mi co wydarzyło się w nocy.
     Siedziałam ,,po Turecku'' na obrotowym krześle przed oknem. Głowę oparłam na skrzyżowanych rękach ułożonych na parapecie i obserwowałam krople wody spływające po szybie. Czasem jedna spadała szybciej, czasem zatrzymywała się co kilka milimetrów... Nieraz siadałam tak w czasie ulewy i oglądałam te ,,wyścigi''. Nie musiałam być smutna, jak w tedy, po prostu siadałam i już. Obróciłam głowę tak, że mogłam obserwować twarz Harry'ego stojącego obok mnie. Był zmęczony. Parę godzin spędził w samochodzie, aby przyjechać tu specjalnie dla mnie, a ja nie raczyłam go, ani jednym słowem. Przekręciłam się do poprzedniej pozycji.
- Lubię burzę. - zaczęłam. - Każda jest inna, wyjątkowa... Czasem pada mocniej, innym razem słabiej, czasami nie widać błyskawic, a czasem jest ich tak dużo, że nie wiadomo, na którą patrzeć. Ogólnie lubię deszcz. Lubię wyjść na spacer, gdy pada. Inni ludzie uciekają do domów, ukrywając się pod parasolami, daszkami, a ja nie. Idę po ulicy i moknę. Jest taka jedna polska piosenka.
Ciągle pada! Asfalt ulic jest dziś śliski jak brzuch ryby,
Mokre niebo się opuszcza coraz niżej,
żeby przejrzeć się w marszczonej deszczem wodzie. A ja?
A ja chodzę desperacko i na przekór wszystkim moknę,
Patrzę w niebo, chwytam w usta deszczu krople,
patrzą na mnie rozpłaszczone twarze w oknie, to nic.

Ciągle pada! Ludzie biegną, bo się bardzo boją deszczu,

Stoją w bramie, ledwie się w tej bramie mieszcząc,
ludzie skaczą przez kałuże na swej drodze. A ja?
A ja chodzę, nie przejmując się ulewą ani spiesząc,
Czując jak mi krople deszczu usta pieszczą,
ze złożonym parasolem idę pieszo, o tak! -
wyrecytowałam. - Szkoda, że nie rozumiesz tego co mówię.
- A co jeśli rozumiem? - spytał wciąż obojętnie chłonąc panoramę pogrążonego w deszczu miasta.
- Niby jak? - zaśmiałam się. - A może ty nie jesteś Harry, tylko Henryk, co?
- Harold. - poprawił mnie. Spojrzał na mnie w dół, jak na małą dziewczynkę. Dokładnie tak się teraz czułam. Bezbronna, niewinna... - Idziesz na ten spacer?
- Nie wiem. - wzruszyłam ramionami. - Pójdziesz ze mną? - skinął głową i przetarł oczy.
- Tylko się przebierz. - przejrzałam się w lustrze. Krótka, czarna, koronkowa sukienka nie jest dobrym wyborem na przechadzkę po deszczu, nawet jeśli chce się specjalnie zmoknąć. Ogarnęłam się trochę i wyszliśmy.
     Uphil Road jest typową ulicą na przedmieściach miasta. Wzdłuż niej stoją domki jednorodzinne. Takimi uliczkami przechadzam się prawie każdego dnia, aby odkryć ich tajemnice, a przy okazji tajemnice ich mieszkańców. Przez szalejącą ulewę ludzie stali się tu zupełnie niezauważalni, samochody także jakby unikały tej ulicy. Na naszą korzyść... Na początku szłam skulona, musiałam się przyzwyczaić do atmosfery panującej na zewnątrz. Dopiero po kilku minutach zdjęłam kaptur mojej turkusowej bluzy i z podniesiona głową zbierałam wszystkie krople spadające mi na twarz. Harry początkowo patrzył na mnie, jak na wariatkę, dopiero, gdy podstępem odebrałam mu parasol, zgodził się iść nie chroniąc głowy.
- Podoba ci się? - spytałam rozmarzona. Czułam się już o wiele lepiej i przestałam przejmować tym debilem. Przytaknął. Zrobiło się dziwnie. Tak ponuro i nieprzyjemnie. - Co jest? Jesteś zmęczony? Możemy wrócić.
- Wszystko jest w porządku. - odpowiedział. I znów to zimno wkradło się do mojego ciała. Może oschłość jego słów sprawiała, że czubek nosa prawie mi zamarzł, na rękach pojawiła się ,,gęsia skórka''.
- Harry, przecież widzę, że nie. - zatrzymałam się. - Może teraz nadszedł wreszcie ten czas, abym ja ci pomogła?
- Tylko ty możesz mi teraz pomóc. - obrócił się do mnie. Staliśmy parę kroków od siebie, a i tak w jego oczach dostrzegałam głośne wołanie o pomoc.
- W takim razie pozwól sobie pomóc, ale wytłumacz, dlaczego?
- [T.I.]... - westchnął. - Bo widzisz, jest pewna dziewczyna, kompletny dzieciak... Za to tak pocieszny, że nie do się jej nie lubić. Problem w tym, że ja kocham tego dzieciaka. - nie bardzo zrozumiałam co miał na myśli. - I pomagam jej, staram się uczynić ją dobrym człowiekiem, aby mogła kiedyś uszczęśliwić kogoś wyjątkowego...
- Co masz na rzeczy?! - wybuchłam. Chłopak bełkocze, jak powalony o jakiejś dziewczynie! Ileż można tego słuchać?! - myślałam. Znał rozwiązania na najbardziej skomplikowane sprawy mojego życia, a ze swoim nie potrafił sobie poradzić?
- Ja nie jestem wyjątkowy. - powiedział smutno. - Mnie nie pokocha...
- Jeśli będziesz tak o sobie myśleć to na pewno nie. - pokręciłam przecząco głową. Zrobiłam kilka kroków w jego stronę. - Ale jeśli powiesz sobie, że jesteś super przystojniakiem ze zniewalającym urokiem osobistym i seksownym głosem to...
- To? - dodał z nadzieją. Wypuściłam z płuc powietrze. Świat, jakby zamarł, bo... Bo uświadomiłam sobie, że on trzyma moją zmarzniętą dłoń. Splata moje skostniałe palce powodując przyjemne ciepło gdzieś w okolicy serca...
- To... - powtórzyłam bez zastanowienia. Zatrzymaliśmy się w czasie, zatopieni we własnych spojrzeniach... A dwie minuty dwadzieścia trzy sekundy później obdarzył moje usta delikatną pieszczotą. Tak lekką, że gdyby nie to, że czułam jego oddech okalający moje policzki w ogóle nie zauważyłabym, że to się właśnie wydarzyło. Zacisnęłam usta i spuściłam wzrok... - Przepraszam. - szepnęłam próbując powstrzymać rzekę wzbierającą się we mnie.
- Za co? Że jesteś wyjątkowa? Tak wyjątkowa, że nie każdy jest w stanie cię zrozumieć?
- A ty rozumiesz? - mruknęłam. Szczęka mi drgała, ręce mi drgały, kolana mi drgały... - Rozumiesz, że się boję, że nie znam tego świata?
- Rozumiem, dlatego znów ci pomogę. - po mojej twarzy przemknął nieśmiały uśmiech.


***
Dzisiaj bardziej osobisty. Bardzo się wczułam pisząc końcówkę. Może to śmieszne(żałosne!), ale ja bym się na prawdę tak zachowała. Mówi Ollie - Wasz dzieciaczek. Ogólnie jest źle, a mówiąc źle, mam na myśli tragicznie!
*klik*
Pakować plecaki i do piekarni - po ptysie !


7 komentarzy:

  1. Cudownyyyy!!!!! Ślicznie to napisałaś <3 brak mi słów żeby to opisać. Po prostu zachwycił mnie pozdrawiam cieplusieńko xox

    OdpowiedzUsuń
  2. Holmes przez samo 'H' chyba xD. imagin jest genialny, miałam ciarki jak go czytałam. Pisz jak najwięcej <3.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo popłakałam się aż :') jest cudowny ! Ile ja bym dała, żeby znaleźć kogoś tak słodkiego <3

    OdpowiedzUsuń
  4. skoro harry jest pare lat starszy to jakim cudem 'mialam XD' 18 urodziny rok temu ? XD

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta ... magicznym ;) Czar pisania to się nazywa. A tak w ogóle ( do dziewczyny dwa komentarze wyżej : masz szacunek - pisz Harry a nie harry, dobrze ? Denwrwujesz mnie -,-
    A co do imagina - świetny jak oczywiście wszystkie twoje ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. JA PIERDOLE ;___;
      ONA CIĘ DENERWUJE BO NIE NAPISAŁA IMIENIA HARRY'EGO DUŻĄ LITERĄ? -,-
      NO KURWA PRZECIEŻ TO JEST GÓWNO DO TEGO JAK LUDZIE TERAZ BŁĘDNIE PISZĄ ;____;
      NA PEWNO MA DO NIEGO SZACUNEK ALE BEZ PRZESADY TO TYLKO KOMENTARZ !
      NIE RÓB Z IGŁY WIDŁY !
      SAMA PEWNIE KIEDYKOLWIEK ZROBIŁAŚ BŁĄD,ALE CZY KTOKOLWIEK NP.NAUCZYCIEL POWIEDZIAŁ CI ŻE GO DENERWUJESZ ?
      SAMYMI TAKIMI KOMENTARZAMI WIDAĆ JACY SĄ LUDZIE
      A TY PEWNIE JESTEŚ WKURWIAJĄCA ;O;

      Usuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3