poniedziałek, 10 września 2012

One Hundred Ninety - Five

     Ja - najzwyklejsza dziewczyna jakich tuziny chodzą po ziemi, Polka, studentka, mieszkanka mieszkania numer 108. On - najwspanialszy, najmilszy, najsłodszy, najpiękniejszy (i wszystkie inne pozytywne naj) chłopak, zamieszkały pod numerem 109. Czy możliwe jest, aby ta skrajnie różniąca się dwójka, została parą?
- Cholera. - przeklęłam pod nosem. Dochodziła 8, a ja wciąż wylegiwałam się w najlepsze w łóżku. Zamaszystym ruchem zrzuciłam z siebie kołdrę i pognałam do łazienki. Zajęłam się codzienną toaletą, ubrałam się, w biegu zjadłam jakieś śniadanie i wyszłam z mieszkania. Na przystanek dotarłam na tzw. ,,dobieg''.
     Czternasty luty zapisałam na marginesie. Walentynki... Zdecydowanie najgorszy dzień w roku. Nie tylko dlatego, że nie mam go z kim świętować, ale też jako goniec musiałam roznosić po wszystkich biurach, walentynki, kwiaty, bombonierki i inne tego typu pierdoły. Mój wózek uginał się od ciężaru tego badziewia, a oczy wypalały krwisto czerwone dekoracje porozwieszane we wszystkich pomieszczeniach. 42 bukiety, 81 walentynek i 3 serca-poduszki później opatulona szczelnie grubym szalikiem, wyszłam z biurowca obierając jeden jedyny cel - dom.
     Ten przebrzydły dzień dochodził już do końca. Tylko kilka minut dzieliło mnie od zakończenia tej całej miłosnej szopki i zwiastowało stary wystrój redakcji. Przełączyłam na kolejny kanał i już chciałam ziewnąć potężnie, a potem ułożyć się na kanapie, gdy usłyszałam głośny trzask na korytarzu. Wstałam szybko i pomknęłam do drzwi, w które ktoś natarczywie stukał. Otworzyłam je, a moim oczom ukazał się Niall obściskujący się z jakąś brunetką. Oparłam się ramieniem o futrynę sprawiając wrażenie w ogóle nie wzruszonej tym widokiem,  który tak na prawdę przyprawiał mnie o furię i napad szału. Odchrząknęłam.
- Nie te drzwi Horan. - w jednym momencie para oderwała się od siebie i wystraszona spojrzała na mnie. A ja jak gdyby nigdy nic z uśmieszkiem przyglądałam się ich zbladłym twarzom.
- [T.I.], przepraszam. - wydusił ledwo chłopak. Podrapał się po głowie i dodał. - To jest Demi.
- Demi Lovato, tak? - upewniłam się, skinął głową. Zajebiście... - Miło mi cię poznać. - uśmiechnęłam się serdecznie i wyciągnęłam do niej rękę, ta uścisnęła ją, po czym zatrzasnęłam drzwi i tyle ich widziałam.
     Nie myślcie sobie, że wcale mnie to nie ruszyło. Oczywiście, widok chłopaka twoich marzeń w objęciach innej to niewyobrażalnie krzywdzący widok, ale jeśli chciałam utrzymać to co do niego czułam w tajemnicy musiałam skłamać. Niestety uczucia poszły w odstawkę, a na ich miejsce wypełzł ten głupkowaty uśmiech. Wiedziałam, że Niall'owi podoba się Demi, ale nie sądziłam, że ona coś do niego czuje, dlatego tej nocy wypiłam chyba pięć butelek piwa, a że mam bardzo słabą głowę moja balanga zakończyła się snem w przejściu pomiędzy ścianą, a łóżkiem. Rano obudziłam się z ogromnym bólem głowy i gulą w gardle. Wygrzebałam z szuflady kilka opakowań z tabletkami, chwyciłam butelkę z wodą i podreptałam na sofę. Wzięłam tabletki przeciwbólowe i rozłożyłam na się na kanapie. W głowie mi wirowało, a każdy najmniejszy szmer jeszcze pogarszał sprawę. Wtem dookoła mnie rozległ się trzask i brzdęk turlającej się po kafelkach butelki.
- To nie ja! - krzyknał Niall z przedpokoju.
     Oczywiście, że to nie on. Tylko ja i butelka, którą opróżniłam wczoraj pod drzwiami użalając się nad swoim marnym życiem! Odkąd odkrył, że nie zamykam drzwi na klucz, zjawiał się u mnie bez zapowiedzi i dosłownie wynosił ze sobą(w sobie) całą zawartość mojej kuchni. Po tym, jak wkurzona kazałam mu po sobie posprzątać on wyśmiał mnie i zadowolony wymaszerował do siebie. Jednak, gdy odkrył, że nie żartowałam, a pudełko po jego pizzy leżało na fotelu prawie tydzień zaczął zwracać uwagę na porządek w kuchni jaki tam zostawiał po jego panowaniu nad kuchenką. Stąd też takie, a nie inne wytłumaczenie.
- Ciszej, proszę. - wycharczałam półgłosem. Chłopak wszedł do salonu, spojrzał na mnie, na stolik i porozrzucane na nim butelki i opakowania po tabletkach.
- Coś ty narobiła? - spytał podnosząc mnie z sofy. - Po co to robisz.
- Co robię? - spytałam chwiejąc się na nogach.
- Nic już nie mów tylko jedziemy do szpitala. - chwycił mnie za ręce i zaprowadził do holu.
- Do szpitala? Po co? - wyrwałam się, przez co straciłam równowagę, ale zręczność chłopaka uchroniła mnie przed bolesnym spotkaniem z terakotową posadzką.
- Gdybyś nie brała tych tabletek razem z alkoholem, nie musiałbym cię tam zawozić. - posadził mnie na drewnianej komodzie i schylił po jakieś buty.
- Ale ja piłam wczoraj. - jęknęłam i zeskoczyłam na ziemię. Powoli sunęłam w stronę pokoju.
- Powiesz mi chociaż dlaczego? Nigdy nie pijesz bez okazji. - dogonił mnie i pomógł dotrzeć do sofy.
- Nie ważne. - odparłam i zrzuciłam jego dłonie ze swoich ramion.
- Ważne. A może ty jesteś alkoholiczką, tylko ukrywasz się przede mną? - wzniósł ręce ku górze.
- Nie! - krzyknęłam, ale szybko tego pożałowałam, bo ból głowy rozpętał się na nowo.
- Na to wychodzi!
- Ja po prostu nie zaliczyłam walentynkowego pieprzenia się z Demi Lovato! - wydarłam się wściekła. Niall patrzył na mnie równie zdziwiony, jak wczoraj. Skrzywdziłam go, kurwa skrzywdziłam... Odwróciłam się i pobiegłam do swojej sypialni, gdzie zabarykadowałam się do wieczora.
     Wyciągnęłam się wygodnie na starym fotelu przewieszając nogi o podłokietnik i sącząc powoli kolejne łyki zielonej herbaty wertowałam kartki encyklopedii. Kac zdążył mi już przejść, ale poczuje winy za to co rano pod wpływem emocji wypłynęło z moich ust wciąż kuł mnie w sumienie. Postanowiłam jednak spróbować trochę skupić się na czymś innym niż ciągłe zawracanie sobie dupy Horanem. Lektura o Traszce Modliszkowatej  tak mnie wciągnęła, że nie zauważyłam nawet, że Niall siedział na przeciwko mnie przypatrując się mi. Podniosła nań wzrok.
- Przepraszam, nie powinnam... - powiedziałam słabo. Chłopak przerwał mi.
- Olej to, a teraz pokaż co masz takiego ciekawego. - wstał i wyrwał mi książkę z rąk. Starałam się mu ją odebrać jednak bezskutecznie, gdy uciekał, robił zwody, uniki i skakał po siedziskach.
- Proszę daj to. - zrezygnowałam.
- Nie. - zeskoczył z fotela i przekartkował encyklopedię. - Co my tu... [T.I.]?! - zrobił wielkie oczy i uśmiechnął się złośliwie. - Ja nie wiedziałem, że ty czytasz takie rzeczy?
- Co niby? - skrzyżowałam ręce patrząc na niego wściekła.
- Stosunek płciowy w przekroju! - krzyknął i wetknął mi rysunek pod sam nos. Chwyciłam książkę i wyrwałam mu ją z rąk.
- Zboczeniec. - odpowiedziałam rzucając lekturę gdzieś w kąt. - Ile mam lat, aby nie wiedzieć takich rzeczy, debilu!
- A wiesz? - spytał podchodząc bliżej mnie.
- Może tak, może nie. - odparłam tajemniczo. Chłopak wciąż zbliżał się do mnie na ,,niebezpieczną'' odległość. Moje serce zaczęło bić mocniej, a na czoło wstąpiła kropla potu. Ale, czy nie tego właśnie chciałam?
- Po tym co powiedziałaś wywnioskowałem, że tego chcesz, więc dlaczego się cofasz? - spytał przyciskając moje ciało do ściany. - Jesteś młoda, głupia, a ja mogę to wykorzystać...
     I zrobił to, a ja się dałam... Głupia debilka oddała się jakiemuś idiocie, w którym była zakochana, a on ją wykorzystał, a potem zapomniał... Pieprzony przyjaciel!
***
     Chłopak skrzywił się i odłożył kartkę na stół. W milczeniu analizowałam jego twarz. Nie podobało mu się. Na pewno mu się nie podobało!
- To według mnie wyglądało nieco inaczej. - przemówił po chwili.
- Wiem, ale to tylko opowiadanie, na ocenę. Tylko my dwoje i moja nauczycielka je przeczyta. - odpowiedziałam nerwowo zgniatając swój sweter.
- To chociaż imię mi zmień, bo wyjdę na jakiegoś gwałciciela. - zaśmiał się, a ja wiedziałam, że to ten mój Niall, który nigdy przenigdy nie zrobiłby mi krzywdy. Usiadłam obok jego, aby wtulić cię w jego zieloną bluzę.
- Wiesz, nie zawsze ten idealny tak naprawdę jest idealny. - szepnęłam zataczając kółka na jego otwartej dłoni.
- Masz coś na myśli? - podniósł głowę i spojrzał na mnie wymownie.
- Nie, ty jesteś idealny...


***
Na dobry początek tygodnia Niall. Mam nadzieję, że się Wam podoba, bo napisałam go kilka miesięcy temu i z początku mi się nie podobał, ale trochę (a nawet bardzo) podrasowałam!
/Klik\
Ollie
Ps. Jak tam szkoła? U mnie trzecia zmiana planu lekcji, spokospoko!


7 komentarzy:

  1. świetny końcówka mnie rozwaliła byłam w szoku jak to czytałam!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny imagin !
    A szkoła, zapowiada się ekstra dostałam 5 z matmy buahaha - 8 cud świata ;D
    ~Miśkaa

    OdpowiedzUsuń
  3. Imagin jest fenomenalny ! Jesteś boska :)
    A co do szkoły to szkoda gadać...

    OdpowiedzUsuń
  4. Swietny swietny wspaniały wspaniała osłoda :-) zycze duuuuuuuzo weny :-D

    OdpowiedzUsuń
  5. Po prostu zajebisty imagin! A ten koniec to po prostu jest genialny! Nie spodziewałam się takiego zakończenia. A szkole wszystko dobrze narazie ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie no... Świetny :] I naprawde znakomicie napisany!!! Pogratulować :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3