poniedziałek, 22 października 2012

Two Hundred Fourty-Five


Jadę przepełnionym autobusem ze słuchawkami w uszach, patrzę na przesuwający się krajobraz jesiennego Londynu. Ludzie w okół mnie rozmawiają, uśmiechają się, a ja? A ja pragnę zniknąć z tego świata jak najszybciej. Nie jestem nikomu potrzebna. Moje życie z dnia na dzień traci sens. Teraz pewnie zapytać dlaczego? Już Wam mówię. Jestem [T.I] i pare dni temu dowiedziałam się, że mam raka. Moje dni są już policzone. Lekarze dają mi zaledwie dwa miesiące życia. Super prawda? Nie mam nawet dla kogo walczyć. Jestem sierotą mieszkającą w domu dziecka. Nic, ani nikt już mi nie może pomóc. Za dwa dni kończe 18 lat wychodzę z siorocińca. Jeszcze nie wiem dokąd pójdę, przecież nic nie mam, nikogo nie znam. Jestem sama na tym wielkim świecie. Pewnie wyląduje pod mostem. Ale co z tego? Skoro i tak za kilka tygodni umrę. Czy to ważne gdzie? Dla mnie nie.

Wysiadam przepychając się przez tłum ludzi. Przed oczami pokazuje mi się brama cmentarzu, a obok niej staruszka stojąca tu w najmroźniejsze dni. Posyłam jej smutny uśmiech, chowam dłonie do kieszeni kurtki i wolnym krokiem przekraczam bramę. Nie lubię tego miejsca. Panuje tu smutek, szarość. Ludzie w okół sprzątają groby swoich bliskich, a ja idę na sam koniec brukowej ścieżki. Zatrzymuje się przy dwóch grobach. Widząc dwa imiona, które były mi kiedyś tak bardzo znane moje oczy zalewają się łzami. Trace powoli siły w nogach, siadam na ławeczce i wpatruje się w nie. Nie powstrzymuje łez, płyną swobodnie po moich policzkach by potem zatopić się w grubym wełnianym szaliku. Nagle czuje czyjąś obecność obok siebie. Doskonale wiem kto to jest. To Harry.

-Znowu to robisz. Obiecałaś, że przestaniesz-rzekł z wyrzutem.

-Nie potrafię innaczej. To samo pęka we mnie za każdym razem gdy tu jestem-odrzekłam ocierając dłonią swoje policzki.

-Kłamiesz. Jesteś silna. Płaczesz tylko wtedy gdy masz problemy z którymi nie możesz sobie poradzić-powiedział spoglądając na moją twarz. Delikatnie złapał moją lewą dłoń-Powiesz mi?-zapytał patrząc mi w oczy. Jego przeszywający wzrok przerażał. Szybko oderwałam od niego spojrzenie i wbiłam je w grób moich rodziców.

-Co mi to pomoże?-odpowiedziałam pytaniem. Jego brew podniosła się ku górze czekając na rozwinięcie-Mówiąc Ci o tym tylko Cię zmartwię. Wolę to zostawić dla siebie. I tak za dwa miesiące się o tym dowiesz-dodałam ostatnie zdanie mówiąc szeptem.

-Jak to? [T.I] co się dzieje?-zapytał z lekkim przerażeniem w głosie. Jego dłoń mocniej ścisnęła moją.

-Nic wielkiego, Harry. Ja po prostu umieram-zaśmiałam się smutno-Mam raka. I zostało mi dwa miesiące życia-kontynuowałam uśmiechając się przez płacz. Twarz chłopaka zbladła. Jego dłoń poluzowała uścisk, a jego usta delikatnie rozchyliły się. Jego oczy zaszkliły się. Wyglądał jak sparaliżowany. Po chwili doszedł do siebie i mocno mnie do siebie przytulił. Wtulił swoją głowę w moje włosy.

-To nie może być prawda-oznajmił szepcząc w moje włosy-Przecież ty nie możesz mnie tu zostawić samego, co ja bez Ciebie zrobię?-zapytał ze łzami w oczach przyglądając się mi.

-To jest prawda, Harry. Nic już nie mogę na to poradzić. Rak jest nie wyleczalny. Mogę jedynie czekać na nadchodzącą śmierć-odpowiedziałam, a po moich policzkach poleciały gorzkie łzy. Otarł je opuszkiem palca i znów mocno mnie do siebie przytulił. Tym razem sama się w niego wtuliłam chowając swoją głowę w jego bluze. Moje łzy wsiąkały w niego. Jego dłoń delikatnie gładziła moje plecy w geście pocieszenia. Trwaliśmy tak dobre kilkanaście minut. W końcu jednak oderwałam się od niego i spojrzałam głęboko w jego zielone tęczówki-Dziękuje za wszystko, Harry-rzekłam cicho delikatnie dotykając jego policzka swoimi wargami. Poczułam na ustach słony smak łez. Posłałam mu słaby uśmiech i wstając ze swojego miejsca ruszyłam do wyjścia. Przy samej bramie poczułam szarpnięcie. Odwróciłam się i ujrzałam burze loków. Po czym poczułam wbijające się we mnie jego usta. Odwzajemniłam pocałunek, łącząc nasze wargi jeszcze mocniej. Nagle nad nami zaczął padać jesienny deszcz. Nie przejmowaliśmy się tym. Nadal chcieliśmy czuć smak naszych ust. Oderwaliśmy się od siebie po dłuższej chwili. Spojrzeliśmy w zaczerwienione oczy od płaczu. Jego dłoń delikatnie pogłaskała mój policzek.

-To nie jest jeszcze pożegnanie, skarbie-powiedział posyłając mi niewyraźny uśmiech. Pokiwałam tylko głową i ruszyłam do wyjścia. Wsiadłam do nadjeżdżającego autobusu i ruszyłam do tak zwanego domu.

A jednak było. Następnego dnia moje siły zmniejszyły się. Nie miałam ochoty walczyć, po tamtym wieczorze z Harrym byłam szczęśliwa i umarłam z uśmiechem na ustach.

***Dzień pogrzebu***

Ona odeszła. Zostawiła mnie bez pożegnania. Nie podjęła się walki. Po prostu odpuściła. Ale wiem, że chociaż przez całe życie miała pod górkę umarła z uśmiechem na ustach. Teraz wylewam łzy nad jej grobem. Nie mogąc się z tym pogodzić.

-[T.I] opuściłaś mnie. A w dzieciństwie obiecałaś mi, że zawsze będziemy razem, że będziemy się wspierać. Nie dotrzymałaś obietnicy-zacząłem ocierając pierwsze łzy płynące po moim policzku-Nawet nie zdąrzyłem Ci powiedzieć jak bardzo Cię kocham, kochałem i kochać będę. Od zawsze byłaś dla mnie ważna nawet bardzo ważna. Nigdy Ci tego nie powiedziałem ale wiem, że Ty o tym wszystkim bardzo dobrze wiesz. Byłaś moją pierwszą miłością. A ten pocałunek w deszczu...-wziąłem głeboki wdech-...był zawsze moim marzeniem. Cieszę się, że to właśnie z Tobą go przeżyłem. Żałuje tylko, że nie powiedziałem Ci o moich uczuciach szybciej. Może wtedy miałabyś motywację do walki. A teraz...teraz jest już za późno, Ty jesteś tam u góry, a ja tu sam na ziemi. Nie wiem jak sobie poradzę bez Ciebie ale wszystko co będę robić, będę robił dla Ciebie. Zawsze będę o Tobie pamiętał [T.I]. Kocham Cię. Kiedyś znów połączymy się razem-dokończyłem ledwo mówiąc ostatnie słowa. Dławiłem się już własnymi łzami. Ale wiem, że ona stała koło mnie i słuchała. Może już nie będzie przy mnie ciałem ale zawsze będzie przy mnie duchem. Jej choroba sprawiła, że teraz mam nad sobą nawspanialszego Anioła Stróża.





Przepraszam, że zaczynam dopiero teraz, ale z przyczyn nie zależnych ode mnie musiałam iść do dentystki :(
Przed wami jeszcze 5 imaginów. Jutro po południu pojawi się dopiero sonda z której to wy wybierzecie najlepszy wyciskacz łez. Będzie jeszcze notka, które imaginy brały udział w konkursie, gdyż z tego co widzę autorki pododawały nowe imaginy, chociaż pod jednym z pierwszych pisałam aby te kilka dni sobie odpuściły i dałam im mały urlop... No ale nic ;) Miłego czytania i oczekiwania na następny imagin, który ukaże się za jakieś pół godziny ;D

2 komentarze:

  1. http://verosiema.blogspot.com/ Zapraszam do siebie :) i oczywiście świetny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Prawie nigdy nie płaczę czytając imaginy. Ale ten naprawdę mnie poruszył. Piękny...

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3