niedziela, 21 października 2012

Two Hundred Thirty-Nine

Kolejny imagin konkursowy. Stwierdzam jednak, że dzisiaj dodam tylko pięć, a następne jutro ;D W ostatniej chwili dostałam jeszcze jednego imagina, więc jutro będzie ich aż 6 xD



Należałaś do typowych buntowniczek. Żyłaś w przekonaniu, że nikt cię nie rozumie. Kilka razy uciekłaś z domu, aż w końcu wyprowadziłaś się parę miesięcy przed swoją osiemnastką. Zrobiłaś to zaraz po wyjściu z poprawczaka. Trafiłaś tam za, między innymi, wandalizm i kradzież.

Tuż po wejściu, naciągnęłaś kaptur na głowę, tak jak reszta. Weszliście na salę, pełną wrzeszczących dziewczyn. Nie rozumiałaś co widzą w pięciu chłoptasiach, którzy nawet się nie starali. Poczekaliście, aż koncert będzie trwał w najlepsze i wyciągnęliście z torby pistolety na kulki z farbą. Mieliście ich nastraszyć, ale wyszło inaczej. Właśnie celowałaś w bruneta w koszuli w kratę, gdy usłyszałaś huk dochodzący zza twoich pleców. Zrozumiałaś co się szykowało-twoi kumple mieli prawdziwą broń, a ty nic nie wiedziałaś, aż do teraz.

Ludzie w panice starali się wydostać z pomieszczenia, tworząc kompletny zamęt. Zauważyłaś ochroniarzy biegnących w twoją stronę. Zostałaś sama, reszta cię zostawiła. Próbowałaś się przepchać przez tłum, nie udało ci się na czas. Nie zdążyłaś nawet trzeźwo pomyśleć, a na twoich rękach już znajdowały się kajdanki i byłaś prowadzona w stronę tylnego wyjścia. Po drodze zobaczyłaś wasze ofiary. Nikomu nic się nie stało, więc odetchnęłaś z ulgą. Teraz już nie wiedziałaś, dlaczego to zrobiłaś. Żałowałaś, jak jeszcze nigdy. Gdy im się przyglądałaś, chłopak, w którego celowałaś, spojrzał ci w oczy. Nie były przepełnione odrazą ani nienawiścią, jak reszty, tylko smutkiem i troską. Przez te oczy spóściłaś głowę i przestałaś się wyrywać.

Na komisariacie byłaś częstym gościem, więc nikt nie był zdziwiony twoją wizytą, raczej twoim zachowaniem. Zawsze byłaś bezczelna wobec każdego, kto się odezwał i przyznawałaś się z dumą do czynu. Tym razem bez zbędnych obelg próbowałaś ich przekonać do twoich zamiarów, ale ci nie wierzyli. Szydzili z ciebie, a potem zamknęli w celi.

Rano pojechałaś do domu, żeby się przebrać i umyć przed rozprawą. Byłaś pewna, że nie masz żadnych szans, bo to gwiazdy, a ty-nie pausjąca do reszty społeczeństwa dziewczyna bez niczego i nikogo. Dopiero w łazience zobaczyłaś jak szkaradnie wyglądasz. Blada, z workami pod przestraszonymi oczami i sinymi ustami. Musiałaś to zmienić, na co miałaś parę godzin.

Ubrałaś jeden ze swoich ulubionych stroi i wyszłaś z kamienicy, w stronę radiowozu.

Przez pierwsze minuty rozprawy wpatrywałaś się w swoje krwistoczerwone paznokcie. Nawet gdy kazano ci wstać, nie zaszczyciłaś nikogo wzrokiem. W końcu podniosłaś głowę i ujrzałaś te same oczy, co poprzedniego dnia. Nadal widziałaś w nich te same uczucia. Tym razem reszta chłopaków patrzyła na ciebie podpobnie, ale nie z taką szczerością.

Reszte rozprawy spędziłaś zamyślona, czekając na ostateczny werdykt.

-Ze względu na 'bogatą' kartotekę <T.I. i T.N.>, powinniśmy panią skazać na dwa lata pozbawienia wolności. Jednakże, pan Liam Payne, i reszta One Direction, stawił się za panią. Dzięki temu, przez następne osiem miesięcy będziesz pracować u boku zespołu.

Kiwnęłaś głową na znak, że rozumiesz i ruszyłaś do drzwi, zaraz po ściągnięciu kajdanek.

Przez następne tygodnie twój dzień był rutyną. Wstawałaś wcześnie i jechałaś do chłopaków. Przez cały czas byłaś do ich usług-sprzątałaś po nich, robiłaś pranie, gotowałaś..... Po prostu spełniałaś ich zachcianki. Z czasem było ich coraz mniej i zostaliście przyjaciółmi. Nie mieli ci za złe już tego wyskoku na koncercie. Podczas tego okresu bardzo zbliżyliście się do siebie z Liam'em, ale menedżer był przeciwny ujawnianiu tego związku, jak narazie.

-Pa, kochanie.

Pocałowałaś bruneta i wysiadłaś z samochodu. Szybkim krokiem ruszyłaś do mieszkania, tak jak cię prosił. Zatrzymałaś się na widok swojej dawnej paczki, przez którą prawie wylądowałaś w więzieniu. Blokowali przejście, nie miałaś szans. Wzięłaś głeboki wdech i ryszyłaś dalej. Dobrze obstawiałaś, myśląc że czekają na ciebie.

-Gdzie ci się spieszy? Już nawet nie przywitasz się z przyjaciółmi?

-Nie jesteście nimi. Zostawiliście mnie.

-Poradziłaś sobie, nie siedzisz. Tylko od kiedy sypiasz z pedałami?

-Liam nie jest pedałem! To mój problem z kim sypiam! On przynajmniej ma odwagę i nie ucieka!

Poniosły ci emocje i uderzyłaś autora wyzwisk w kierunku twojego chłopaka. Rzuciłaś się biegiem po schodach. Dotarłaś do mieszkania, które zamknęłaś na klucz. Słyszałaś pogróżki zza drzwi i dobijanie się. Wyciągnęłaś deskę z podłogi w szafie i wyciągnęłaś pistolet, który trzymałaś na wszelki wypadek. Nie wypuściłaś broni z rąk nawet, gdy zrobiło się cicho.

Zadzowniłaś po Liam'a, który zjawił się niedługo potem. Słysząc otwierające się drzwi, naładowałaś pistolet i wycelowałaś w chłopaka.

-<T.I.>, co ty do cholery robisz?! Odłóż to!

Posłusznie odłożyłaś pistolet na miejsce i rzuciłaś się w jego ramiona. Opowiedziałaś mu całe zdarzenie, a on cię uspokajał, aż zasnełaś.

Rano spakowaliście najważniejsze rzeczy, bo zgodziłaś się zamieszkać z nim i resztą. Przed domem chłopaków stało parę radiowozów. Musieliście się dowiedzieć, o co chodzi.

Okazało się, że odnaleźli narkotyki w rzeczach Liam'a. Wiedziałaś że to sprawka gangu, za wczorajszą akcję i kara za odejście. Mogłaś zrobiż tylko jedno.

-To moje.

To wyznanie zszokowało wszystkich domowników. Kłamałaś, ale żeby ratować swojego ukochanego. Zbyt mocno go kochałaś, żeby pozwolić mu zrujnować swoje życie. Pozwoliłaś się zakuć w kajdanki i wsadzić do radiowozu.

-Przepraszam.-wyszeptałaś-Kocham cię, Liam.

Patrzyłaś na jego zorzpaczoną postać, ledwo powstrzymując łzy.

***



Jeszcze tylko osiem godzin. Niby nic, w porównaniu z tymi pięcioma latami, które tutaj spędziłaś. Tyle że za te osiem godzin masz opuścić miejsce, które zastępowało ci dom, jakby...

Czwarta rano, a ty siedzisz na piętrowym łóżku, próbując wypatrzeć coś zza krat. Pomijając fakt, że jest ciemno, dostrzegasz jedynie zarys muru i drutu kolczastego, którym jest zakończony. To właśnie na tym kończył się twój świat, wtoje życie, a niedługo stanie się przeszłością. Tylko do czego wracasz? To pytanie męczyło cie od dłuższego czasu, a gdy się nad tym zastanawiałaś, twoja dłoń wędrowała pod lewą pierś, zupełnie jakby to miejsce paliło. Nie musiałaś widzieć tego, żeby rozróżnić poszczególne litery tatuażu, które tworzyły imię, które tyle dla ciebie znaczyło - Liam.

Właśnie, Liam..... Nie pomyliłam się, pisząc w czasie przeszłym. Na początku widywałaś się z nim bardzo często, przy każdej możliwej okazji. Z czasem zaczął przychodzić raz na jakiś czas, a dwa i pół roku temu był u ciebie ostatni raz.

Gdy się zorientowałaś, że widziałaś go ostatni raz, zrobiłaś sobie tatuaż w kształcie małej dziury po kuli, dokładnie w miejscu serca.

Nadal nie wiesz, czemu cię zostawił. Nie chciał mieć nic wspólnego ze skazaną? Choć poświęciłaś się dla niego? Znudziłaś mu się? Znalazł sobie lepszą, ładniejszą? Odstraszyłaś go swoim stanem? Przecież schudłaś w więzieniu i to sporo, byłaś bledsza, straciłaś ten blask w oku, miałaś tatuaże, znowu przebijałaś różne części ciała - język, wargę, brew, uszy.

Ale obiecałaś mu, że nie będizesz się pakowała w kłopoty, że będziesz się starać o wcześniejsze zwolnienie, za dobre sprawowanie. Tak też było, ale kiedy cię zostawił, to po co?



Wybiła dwunasta. W końcu ujrzałaś świat poza murami więzienia. Inaczej to sobie wyobrażałaś. Łudziłaś się w podświadomości, że jednak Liam będzie na ciebie czekał, ale nie. Pewnym siebie krokiem ruszyłaś do domu. Ludzie mierzyli cię wzrokiem, szczególnie bogaci i wytapetowane dziewczyny. Twój wzrok, kierowany do nich, był pełen pogardy.

W mieszkaniu panował porządek, żadnego kurzu, choć nie było ciebie tam przez pięc lat, ale nia zastanawiałaś się nad tym. Włączyłaś swoją ulubioną płytę Limp Bizkit i zniknęłaś w łazience. Spędziłaś tam parę godzin, wsłuchana dokładnie w każdy moment muzyki, która była zbyt agresywna dla twojego BYŁEGO chłopaka, więc wtedy słuchałaś tego rzadziej i ciszej. Teraz nikt cię nie kontrolował.

Na dworze zapanowała już ciemność, gdy skończyłaś doprowadzać się do porządku. Naciągnęłaś na siebie dżinsy z obniżonym krokiem i bokserke. Wychodząc z łazienki, spodziewałaś się ciemności, ale tak nie było. Dodatkowo źródłem światła były neoświetliki (jak w Step Up 3). Podążyłaś za nimi an zewnątrz, po dordze zakładając adidasy i kurtkę. Światło doprowadziło cię nad Tamizę. W ten sposób trafiłaś na London Eye. Bez problemu dostałaś się do odpowiedniej kapsuły, gdzie światła zapaliły się dopiero, gdy kapsuła się zamknęła się. Wtedy zobaczyłaś Liam'a. Chciałaś to zronić od dawna. Podeszłaś do niego i wymierzyłaś mu najmocniejszy policzek, na jaki było cię stać. Brunet przyjął go, nadstawił drugi i czekał na cios. Nie zamachnęłaś się po raz drugi.

-Na co czekasz?-uśmiechnął się drwiąco- Przecież zasłużyłem, a ty chcesz to zrobić.

-Żal mi ciebie. Dlaczego?

Nie musiałaś kończyć, bo dobrze wiedział o co ci chodzi.

-Wiem, co myślisz. Wykorzystałem cię i znalazłem inną. Wstydziłem się ciebie, bo psułaś moją reputację. Ale to nie tak.

-A jak? Menedżer ci zabronił? Zespół był ważniejszy?

-Nie. Chciałem nam oszczędzić bólu tych rozstań.

-Nam? Nie żartuj ze mnie. Chyba sobie. Byłam w tym piekle tylko dla ciebie. A ty co? Zostawiłeś mnie, bo nie chciałeś cierpieć. A to ja powinnam narzekać, przecież to ja spędziłam pięć lat w wiezieniu. Robiłam sobie tatuaże i kolczyki, bo to przyzwyczajało do bólu i miałam spokój.

-Masz rację, tamto wyjaśnienie sobie wmawiałem. Chcę cię prosić o drugą szansę i nie wyjdziemy stąd, aż jej nie dotanę.

Teraz zauważyłaś że zatrzymaliście się na samej górze. Nie żartował.

-Myślisz, że mogę ci znów zaufać?

-Kochasz ryzyko, więc próbuj.

-Już zaryzykowałam i zobacz, co mi po tym zostało.

Pokazałaś mu tatuaż z imieniem i raną.

-Rozumiem.-zadzwonił gdzieś-Ściągajcie mnie na dół.

Na dole, brunet wyszedł jako pierwszy i chciał zniknąć jak najszybciej. Ty stałaś i wpatrywałaś się w jego sylwetkę, aż zniknęła. Dopiero wtedy wróciłaś do mieszkania. Rzuciłaś się na łóżko i starałaś się zapomnieć. Nie mogłaś, nie byłaś w stanie. Przemyślałaś wszystko jeszcze raz.

Założyłaś buty i ruszyłaś do domu chłopaków. Wiedziałaś, że spottkasz tam tylko Liam'a, bo reszta siedziała albo w klubie albo u swoich sympatii. Zapukałaś do drzwi, a właściwie to waliłaś w nie pięściami, aż w końcu chłopak ci otworzył. Był wyraźnie zaskoczony twoją wizytą, o takiej porze. W końcu była czwarta rano.

-Oferta nadal aktualna?

-Zawsze.

Wpuścił cię do środka i skierowałaś się do jego sypialni. Tam już miałaś pewność, że podjęłaś właściwą decyzję. To, co widziałaś wzruszyło cię i zalało falą ciepła. Całą ścianę przy łóżku pokrywały zdjęcie, twoje z Liam'em. Podeszłaś bliżej. Zauważyłaś parę zdjęć z więzienia, co udowodniło że nigdy cię nie zostawił. Brunet był speszony całym tym zjeściem i obawiał się twojej reakcji. Rzuciłaś mu się w ramiona.

-Byłeś obok, zawsze. Jak anioł stróż.

-Bardziej jak bezgranicznie zakochany idiota.

-Teraz już wiem.

-Co?

-Że cię kocham.

Pocałował cię, delikatnie, z czułością, której tak bardzo ci brakowało przez te lata. Jemu zresztą też. Pragnęłaś czegoś więcej, ale odsunął cię lekko, jak na złość. Zaczął gładzić twój policzek kciukiem.

-Może chociaż resztę nocy byś przespała? Założę się, że jesteś na nogach conajmniej dobę. Przebierz się i chodź spać.

Niechętnie poczłapałaś do garderoby, bo czułaś się w pełni sił. Tam spotkały cię kolejne niespodzianki. Pół garderoby zapełniały twoje ubrania i jeszcze jakieś nowe, w twoim rozmiarze. Szybko się przebrałaś i wskoczyłaś do łóżka, obok chłopaka, którego pocałowałaś w polik.

-Ile jeszcze niespodzianek na mnie czeka?

-Jutro będzie ostatnia, jeśli pójdziesz już spać.

-Dobranoc.

Zamknęłaś oczy i w tej samej chwili odpłynęłaś.



Następnego dnia naprawdę była ta niespodzianka - zaręczyliście się, żeby już nic wam nigdy nie stanęło na przeszkodzie.




3 komentarze:

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3