sobota, 20 października 2012

Two Hundred Thirty- Three

Obiecałeś. Mówiłeś, że będziesz już na zawsze. Powtarzałeś, że to co nas łączy jest nie do zabicia. Jest wieczne i nie przerwane. I wiesz co? Okłamałeś mnie. Parszywie łgałeś w żywe oczy. Tak na marginesie, miałeś cudowne oczy. Pamiętam jak podchodziłeś do mnie i bez słowa obejmowałeś. Kochałam to chwilowe zaskoczenie, a potem to ciepło rozlewające się po całym moim ciele. Dziś już wiem, że nigdy więcej nie doznam tego uczucia. To boli. Cholernie boli i wypala moje wnętrzności niczym kwas. I to wszystko przez ciebie. Przez ciebie moje życie straciło sens. Dzięki tobie już nigdy nie będę szczęśliwa. Mam nadzieje, że wyczujesz ten sarkazm w słowie, które brzmi :"dziękuję". Kocham cię, kochałam i zawsze będę kochać. Nie tak jak ty. Ciekawe czy jeszcze pamiętasz kim jestem. Zastanawiam się czasami czy jeszcze patrzysz na mnie ukradkiem, tak jak to robiłeś cały czas tego dnia, podczas którego pierwszy raz się do mnie odezwałeś. Czyż to nie było dopiero wczoraj? Patrzyłeś na mnie cały angielski, a ja starałam się nie roześmiać. Nie wiedziałam czy to dlatego, że byłam nową uczennicą w twojej klasie, czy po prostu wyglądałam na aż taką kretynkę. Jednak to ty byłeś tą osobą, która okazała się idiotą, moim idiotą. Opowiedziałeś mi pół swojego życia w ciągu 10 minutowej przerwy, a ja śmiałam się, bo większość historii kończyła się na twoim zażenowaniu. Byłeś pierwszą osobą, która wywołała uśmiech na mojej twarzy tego dnia. I bardzo bym chciała żebyś był ostatnią, która kiedykolwiek jeszcze to zrobi. Ale odszedłeś. Bez pożegnania. Bez jakiegokolwiek gestu skierowanego w moją stronę. Bez odwrócenia wzroku choć na sekundę. Szkoda, że nie wiesz jak to boli. Mimo tylu pocieszeń i zapewnień, że będzie dobrze, ja w o nie wierze. Dobrze o tym wiesz cwaniaku. Nigdy mnie nie pocieszyłeś, wystarczyło mi to, że byłeś obok mnie i czułam twój delikatny dotyk, nawet najmniejszy. A ty zabrałeś to wszystko ze sobą nie zostawiając nawet nadziei. Tak trudno było się nią podzielić? Jesteś taki bezuczuciowy. Już nawet nie mam siły płakać. Matka natura bardzo mnie kocha i odebrała mi wszystkie łzy. Super, nie? Przynajmniej nie muszę martwić się o rozmazany makijaż. A nie, chwila, ja się nie maluję. Tak, jestem sobą. I ty to akceptowałeś. Imponowało mi to. Bardzo. A dzisiaj nie ma cię przy mnie. Czuję się wyrzutkiem. Widzę codziennie jak ludzie wytykają mnie sobie palcami. Myślą, że to przeze mnie odszedłeś. Ale to nie prawda. Tak? Dziś już niczego nie jestem pewna. Może mogłam uratować ciebie i siebie, ale chyba najwyraźniej zaprzepaściłam tę szansę. Mam nadzieję, że teraz to ty mi wybaczysz. Może nie starałam się tak jak powinnam. A może to twoja wina? A może tak po prostu musiało być? Może nie byłeś tym jedynym? Co ja gadam. Byłeś tym idealnym. Tym najlepszym. Każdy kawałek mojego ciała pała do ciebie głębokim uczuciem, ale co z tego? Ciebie...nas już nie ma. Ale to już wiesz. 
Idę znowu jedną z londyńskich ulic. Deszcz powoli otula całą moją osobę. Nie zważam na to. Pogoda była taka sama kiedy zobaczyłam cię po raz ostatni. I nie, nie będzie następnego razu, nie będzie przypadku, to był najbardziej ostatni raz jaki mógł kiedykolwiek istnieć. 
Skręcam pospiesznie w kolejną uliczkę. Jeszcze tylko kawałeczek i będę na miejscu.
Byłeś najlepszą rzeczą jaka mogła mi się kiedykolwiek przytrafić. Chciałabym być teraz gdzieś razem z tobą. Obojętnie gdzie, to się nie liczy. Ważne, że bylibyśmy tam razem. Ciągle zależy mi na tobie. Czy to normalne? Może jestem dziwna, to prawda, ale nie umiem zniszczyć miłości. Nie potrafię mordować. Przykro mi. Nie zmienię tego.
Jeszcze tylko jedna uliczka. Przyspieszam kroku.
Jesteś tak cholernie ważny, zawsze byłeś. Czy to doceniałeś? Nie wiem, nie patrzyłam na to. Byłam zaślepiona tym dziwnym uczuciem. Ale wydaje mi się, że ty też mnie kochałeś. A może dalej kochasz? Nie dowiem się tego nigdy. Szkoda. Nigdy nie byłeś romantykiem. I bardzo dobrze, nie lubiłam tego, dalej nie lubię. Czasem byłeś wobec mnie brutalny i agresywny, ale to mnie w tobie tak bardzo pociągało. I ten cudowny uśmiech... Oddałabym za niego życie. Nie, może to niestosowne stwierdzenie w naszym aktualnym położeniu. 
Wreszcie. Ta ulica. Jeszcze tylko parę metrów. Poczekaj na mnie.
Marzyłam żebyś mi się oświadczył. W zaciszu domu, nie potrzebowałam wykwintnej kolacji. Chciałabym właśnie tobie powiedzieć to słynne "tak". Chciałam urodzić twoje dzieci. Nie urodzę ich, nie powiem "tak". Smutne, ale prawdziwe. 
Wreszcie jestem na miejscu. Teraz kieruje się w stronę ostatniej alejki.
Nigdy mnie nie słuchałeś, kiedy opowiadałam swoje wyimaginowane farmazony. Potem czochrałeś mi włosy i mówiłeś, że to nie prawda. Lubiłam to. 
Już jestem. Stoję na przeciwko czarnego połyskującego pomnika.
Cześć Niall.
Zapalam świeczkę i kładę świeże stokrotki do wazonu. Następnie siadam na ławeczce i patrze się pustym wzrokiem na twoje zdjęcie. Zawsze byłeś taki przystojny.
Tęsknie za tobą, wiesz? Może się powtarzam, ale naprawdę cię kocham. Ale to nie zmieni faktu, że pamiętam ten dzień kiedy umarłeś aż za dobrze.
Była niedziela. 23 października. Jak co dzień przyszedłeś do mojego domu i spędziliśmy miło popołudnie na naszych wygłupach. Byłeś kochany. Zawsze rozbawiałeś mnie do łez. To, że nie żyjesz, to kiepski żart, wiesz? Niestety wieczorem rozpoczęłam głupia kłótnie o nic tak naprawdę. Zacząłeś na mnie krzyczeć. Powiedziałeś, że jeśli nie wierze, że mnie kochasz to ty umrzesz w dowód swoje uczucia. Zadrwiłam z tego. A t wściekły nie rozglądając się na boki ruszyłeś przed siebie. Wprost na ulice. Dokładnie pod koła jakiegoś busa. Ciągle mam przed oczami ciebie przelatującego nad maską samochodu i ostatnie słowa jakie powiedzieliśmy do siebie. "Przepraszam". Zmarłeś w karetce.
Po moim policzku zaczęły spływać pojedyncze łzy. Po chwili to się skończyło. Jak już wspominałam, wszystkie moje łzy wzięły urlop. 
Mam nadzieje, że już niedługo się spotkamy. Nie mówiłam ci o tym, ale myślę, że już wiesz. Od dziecka jestem śmiertelnie chora i czuje się z każdym dniem coraz gorzej. Wiem, że to już moje ostatnie chwile dlatego przyszłam tu pożegnać, a zarazem przywitać się z tobą. Mam nadzieje, ze jeszcze mnie pamiętasz. Miesiąc to nie dużo, musisz pamiętać, 
Wstałam z ławki i ostatni raz spojrzałam na grób chłopaka. 
Więc... do zobaczenia kochanie.



Jeszcze dzisiaj trzy imaginy ^^ Jutro reszta. Dacie radę przeczytać wszystko? xD

8 komentarzy:

  1. Świetny :) tylko brakuje numeru 132 :D jest 131 i od razu ten ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny !
    Ale nie popłakałam się :*
    Dodaj następny, :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny!Ciekawe,kiedy będzie dodany następny...Ale i tak nadążę z czytaniem ich ;) Zapraszam tutaj: http://imaginy-one-direction-another-world.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Od początku skojarzył mi się z Niallem

    OdpowiedzUsuń
  5. Normalnie slow mi zabraklo... :'(

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3