sobota, 20 października 2012

Two Hundred Thirty

Kolejny imagin z konkursu :) Dzisiaj pojawi się jeszcze ich kilka, mam nadzieję, że dam radę wszystko dodać i wyrobić się do jutra ^^



Od kilkunastu lat mieszkasz z przyjaciółka w Holmes Chapel. Na początku nic nie czułaś… Wywieziono cię z Polski na siłę. Każdy się pewnie domyśla… Rozwód rodziców i takie tam. Wasze mamy bardzo ze sobą związane postanowiły zmienić swoje życie i przy okazji miejsce zamieszkania. Poznałaś Harry’ego, który jakiś czas temu dołączył do zespołu w X-FACTOR’RZE. Znaliście się od dziecka. Mimo iż zawsze coś do niego czułaś, nie mogłaś pozwolić, by się o tym dowiedział. Dlaczego? Otóż [I.T.P.] jest jego dziewczyną. Cóż za ironia… Nigdy jej nie powiedziałaś o swoich uczuciach. Może dlatego, że bałaś się o waszą przyjaźń? Coś, co jest dla ciebie najważniejsze? A może chciałaś uniknąć niepotrzebnych kłótni i rozczarowań, przez ciągłe podejrzenia?

Kilka następnych lat spędziłaś z nimi. Harry, Zayn, Liam, Louis, Niall i [I.T.P.]. Trasy koncertowe, imprezy, gale, rozdania nagród… Wszystko kręciło się wokół was. Nie naciągałyście ich, gdyż same byłyście gwiazdami. Nikt nie mógł wam nic zarzucić. Kolejne tygodnie mijały tak samo. Oprócz tego chłopcy szukali mieszkania. Bałaś się, że odejdą. Przeprowadzą się gdzieś daleko i nigdy nie będziesz mogła być z nimi na co dzień. Po kryjomu wyłapywać zapach perfum Harry’ego, przez przypadek dotykać jego dłoni… To wszystko miało się skończyć w chwili, gdy znajdą odpowiednie mieszkanie.

Stało się coś nieoczekiwanego. Świat obrócił wam się o 180 stopni. Znaleźli mieszkanie… Tylko że zaproponowali wam je wspólnie. Nie mogłaś ukryć swojej radości. Będziesz go miała 24 godziny na dobę. Tylko był jeden problem… Przecież twoja przyjaciółka była jego dziewczyną. Oznaczało to wspólny pokój, pieszczoty cały czas, na okrągło, przytulanki i całusy. Byłaś silna, wmawiałaś sobie, że dasz radę! Do czasu…

Nadszedł dzień przeprowadzki. Wszyscy przywieźli swoje rzeczy, ale ty jak zwykle się nie wyrobiłaś. Wyszykowani na imprezę pakowali się do aut. [I.T.P.] miała do ciebie bezgraniczne zaufanie. Możesz powiedzieć to samo. Zawsze mogłyście na siebie liczyć. Nie ma sprawy, którą byś się z nią nie podzieliła, i na odwrót. No może jest jeden wyjątek… W deszczu nosiłaś kartony do swojego nowego pokoju. Wyczerpana opadłaś na sofę w salonie. Przypomniał ci się jeden szczegół… Harry z nimi nie jechał. Doczołgałaś się na górę i wpadłaś do jego pokoju. Miałaś urocze powitanie.
-„Dziewczyno! Jak ty wyglądasz, zaziębisz się!” – krzyknął i od razu zjawi się przy tobie.
Twoje nozdrza od razu wychwyciły cudowny zapach… Jego zapach. Zdjął z siebie fioletową bluzę Jack’a Wills’a. Gdy miałaś ją na sobie czułaś cudowne ciepło jego ciała. Otarłaś krople deszczu z twarzy i spojrzałaś na niego. Błyski w oczach, rumieńce, trzęsące się ręce, wewnętrzna euforia. Cała ty. Nachylił się nad tobą. Musnął delikatnie twoją skroń, policzek, kącik ust. Powoli docierał do malinowych warg. Tych, które były dla niego stworzone. Dokładnie twoich.

-„Co z [I.T.P.]?” – zaczęłaś się cofać.
Odpowiedzi zabrakło. Nie mogłaś się oprzeć. Usprawiedliwiałaś się tym, że nikt by nie mógł. Bluza zsunęła ci się z jednego ramienia. Składał pocałunki na twojej szyi, obojczyku. Muskał twoje ramię, dekolt. Nie mogłaś się opanować, gdy powrócił do twoich ust. Ust, które pragnęły go od kilku lat. To nie było sprawiedliwe względem twojej przyjaciółki, ale nie miałaś sił. Wszystkie opuściły cię, gdy tylko poczułaś jego dotyk na swojej skórze.

Obojętność. Tylko to mogłaś wyczytać następnego dnia z jego oczu. Stał u jej boku, trzymając rękę na jej biodrze. Żałowałaś, że nigdy się tak nie poczujesz. Zostały ci tylko wspomnienia z ostatniego wieczoru i nocy. To uczucie między nimi, gdy podczas robienia obiadu wygłupiali się i obdarzali pocałunkami co 2 sekundy. Bezradność. To opisywało ciebie, twój stan. Zastanawiałaś się, dlaczego to ty nie możesz być szczęśliwa. Zawsze uśmiechnięta u boku swojego ukochanego. Nie winiłaś za to nawet swojej przyjaciółki. Przecież życzyłaś jej dobrze…

Następny samotny wieczór. Wybyli na imprezę. Smutna muzyka, kubek kakao, parapet. Wszystko czego w tamtej chwili było ci trzeba. Myślałaś… Ciągle robiłaś tylko i wyłącznie to. Myślałaś nad utratą dziewictwa wraz z nim, tego pamiętnego wieczoru.
-„Mogę?” – usłyszałaś.
To był on. Nie czekał na odpowiedź. Po sekundzie był już przy tobie. Ukrywał cię przed niebezpieczeństwami tego świata. Tak przynajmniej to sobie wyobrażałaś.
-„Nie jestem dziwką” – warknęłaś znajdując odrobinę godności, żeby się postawić.
Uśmiechnął się delikatnie. Pogładził kciukiem twój policzek.
-„Nie… Jesteś moją ukochaną” – szepnął.
Nic więcej nie potrzebowałaś. Oddałaś się mu. Cała. Znowu. Leżąc naga, przytulona do jego torsu wsłuchiwałaś się w bicie jego serca. Serca, w którym byłaś ty. Wierzyłaś w to.
-„Dlaczego byłeś taki oschły?” – zapytałaś po chwili.
Nie zdążył nic wytłumaczyć. Do twojego pokoju wpadł Niall. Wszyscy wiedzieli o tym, co zobaczył zanim zdążyliście zejść na dół. Poleciały wyzwiska, przekleństwa, słowa, które zraniły cię gorzej niż nóż w sercu. Głębiej i boleśniej. Do końca.

-„Masz się wyprowadzić, sukinsynu” – zwróciła się do Harry’ego [I.T.P.]
Poszedł na górę. Odwrócił się na chwilę i obdarzył cię spojrzeniem, którego nie zapomnisz do końca życia. Pełnym bólu, rozpaczy, udręki. Nie żałowałaś swoich czynów, wiedziałaś, że go kochasz. Skierowałaś się do siebie. Drzwi zamknęłaś i oddałaś się melancholii.
Minęło kilka tygodni. Wyjechał. Zostawił cię. Nie wychodziłaś z pokoju. Miałaś tam wszystko co potrzebne. Swoje uczucia... I ostateczne środki. Wzięłaś kopertę, którą wsunął pod drzwiami przed swoim wyjściem. Połknęłaś żyletkę złożoną na pół i owiniętą nitką. Wiedziałaś, że kwas rozpuści nitkę. To srebrne gówno zniszczy cię od środka, tak jak i niespełniona miłość, która spierdoliła twoją psychikę i duszę. Otworzyłaś kopertę. Nie mogłaś wytrzymać z bólu. Krzyczałaś… Zaczęło się. Wrzaski zza drzwi, kopanie, walenie w drewno. Nie odpowiadałaś na to. Tylko żałośnie krzyczałaś z bólu. Otworzyłaś kartkę. Napisy rozmazały się od jego łez.


„WRÓCĘ PO CIEBIE, OBIECUJĘ…
HARRY XX”
Mogłaś otworzyć ten list wcześniej. Czekałabyś… Było jednak za późno. Przytuliłaś do siebie fioletową bluzę Jack’a Wills’a. Jedyna pamiątkę. Wydałaś ostatnie krwawe jęknięcie… Ta męczarnia była niczym w porównaniu do bólu, jaki odczułaś po jego odejściu.

Tak jak obiecał… Wrócił. Powiadomiony przez media o twojej śmierci.

5 komentarzy:

  1. CUDNY !!! ;( :D
    zapraszam www.love-story0onedirection.blogspot.com milego czytania ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja pierdole, genialny kurwa! GENIALNY!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zajebisty. Serio. Nie lubię smętów, ale ten akurat jakoś mnie 'porwał' ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3