niedziela, 14 października 2012

Two Hundred Twenty - Five

Witam po dość długiej przerwie z mojej strony!
Dzisiaj dodaję imagin z Liamem w roli głównej. Mam nadzieję, że się spodoba i pojawi się kilka komentarzy.
Z góry przepraszam za wszystkie błędy i życzę miłego czytania...

piosenka :  http://www.youtube.com/watch?v=OmLNs6zQIHo


Próbowałam otworzyć oczy. Niby proste zadanie, a jednak nie potrafiłam tego dokonać. Kiedy wreszcie je otworzyłam, poraziła mnie jasność. Wszystko w bieli. Ściany, sufit, pościel. Kilka przezroczystych rurek, biegnących wzdłuż moje ciała. Obolała szyja, sztywne ręce i nogi, które nie pozwoliły mi się ruszać. Każdy ruch, choć mały, sprawiał mi ogromny ból. Z wielkim trudem odwróciłam głowę i ujrzałam sylwetkę bruneta. Siedział na krześle tuż obok mojego łóżka. Ręce oparte na kolanach, a w dłoniach ukryta była jego twarz. Nie zauważył tego,że już nie spałam. Po chwili uniósł lekko głowę, a nasze spojrzenia się spotkały.
- Gdzie ja jestem? - zapytałam słabym głosem
- W szpitalu. - westchnął smutno. - Miałaś wypadek. Na przejściu dla pieszych, pod szkołą Twojego brata, potrącił Ci pędzący samochód.
- A gdzie on jest? Jak on się czuje? Wszystko z nim dobrze? - chociaż nie czułam się dobrze, musiałam wiedzieć co z bratem
- Nic mu nie jest. - zamilkł na chwilę. - On stał po drugiej stronie jezdni i czekał na Ciebie. Sprawca wypadku uciekł z miejsca zdarzenia. Ty leżałaś nieprzytomna na jezdni. Mały od razu do Ciebie podbiegł,nie wiedział co się dzieje. Ma w końcu 7 lat. Nikt nie wyzwał pomocy. Przechodziłem tamtędy akurat i zauważyłem zbiegowisko ludzi. Podszedłem bliżej i wszystko zobaczyłem. To ja wezwałem karetkę pogotowia i policję. A o Josha nie musisz się martwić,jest w dobrych rękach... - wytłumaczył mi wszystko
- Czyli gdzie? - dopytywałam
- Policjanci chcieli go zabrać do domu dziecka. Nie mogłem na to pozwolić. Dlatego powiedziałem im,że jestem Twoim narzeczonym i to ja zajmę się Joshem. Chyba nie jesteś zła?
- Nie,wręcz przeciwnie. Jestem Ci bardzo wdzięczna. Tylko zastanawia mnie jedna rzecz,dlaczego nam pomogłeś? - zamyśliłam się na chwilę,wpatrując się w oblicze mojego towarzysza. - Już wiem. Ty jesteś Liam Payne,z zespołu One Direction. Masz serce dużo większe niż normalni ludzie. - uśmiechnęłam się blado
- Podobno. - odchrząknął. - Lekarzom,też powiedziałem,że jesteśmy narzeczeństwem,bo nie mówiliby mi czy z Tobą wszystko w porządku.
- No właśnie co ze mną jest? - zapytałam
- Po wypadku byłaś w śpiączce przez 3 miesiące. Dopiero dzisiaj się wybudziłaś. Masz połamane dwa żebra, prawą rękę i nogę,wstrząs mózgu. No i ogólnie masz kilka ran i siniaków. - wymienił
- Trzy miesiące byłam w śpiączce?! - nie dowierzałam. - Przez ten cały czas,zajmowałeś się Joshem?
- Nie tylko ja. Chłopiec zyskał również 5 nowych wujków. - uśmiechnął się. - Czyli Louisa,Harrego,Nialla,Zayna no i oczywiście Paula,menagera zespołu. W opiece nad dziećmi ta piątka jest niezawodna.
- To skoro to są wujkowie,to kim Ty dla niego jesteś? - zapytałam po chwili
- Też wujkiem. - dodał. - Ja muszę się już zbierać Josh za pół godziny kończy lekcje i trzeba go odebrać ze szkoły. Nie martw się. Przywiozę go jeszcze dzisiaj do Ciebie. Do zobaczenia.
Po chwili Liam znikł za drzwiami prowadzącymi na korytarz oddziału. W dalszym ciągu nie wierzyłam w to co się wydarzyło przed trzema miesiącami. Zapatrzyłam się w okno. Gdy nagle w futrynę drzwi zapukał niski,siwy mężczyzna z okularami na nosie. W ręce trzymał teczkę. Zaczął coś czytać,po chwili znowu wertował kartkami. Ciekawość mnie zabijała od środka,dlatego nie wytrzymałam.
- Kiedy będę mogła iść do domu?
- No cóż. - przełknął ślinę. - Musimy zrobić kilka niezbędnych badań. Trzeba Cię dokładnie zbadać. Sprawdzić,czy na pewno nic Ci nie dolega. Dopiero wtedy będę mógł to powiedzieć. Jeśli wszystko będzie w porządku,to jest szansa,że opuścisz szpital już za trzy dni.
Zanim się tylko zorientowałam doktor opuścił już salę.


Tak jak powiedział lekarz. Wszystko było w jak najlepszym porządku. Mogłam wreszcie opuścić szpital i wrócić do domu. Od samego rana ze zniecierpliwieniem oczekiwałam,aż na zegarze pojawi się godzina 14:30. O tej właśnie godzinie,miał przyjechać po mnie Liam. Chłopak codziennie mnie odwiedzał,a na dzień mojego wyjścia ze szpitala powiedział,a raczej stwierdził,że zamieszkam z nim. Nie mogłam podejmować się wielkiego wysiłku,miałam dużo odpoczywać. Brunet znał już całą historię mojej i brat przeszłości. Ojciec,który pochodził z rozbitej przez śmierć rodziny. Najpierw stracił tatę,a dzień przed moimi narodzinami mamę. Matka,którą wychował dom dziecka,którego nie wspominała dobrze. I ja miałam pozwolić,na to,aby mój brat wylądował również w tym miejscu? W sumie,to ja na to nie pozwoliłam i nie wybaczyłabym sobie gdyby tak się stało. To dzięki Liamowi,Josh nie został nowy podopiecznym tej instytucji.
Mój brat był jeszcze w szkole. Według planu nic nie wiedziało tym,że dzisiaj będę już w domu. Ze szkoły miał go odebrać Louis. Po czym oby dwaj mieli zjawić się w posiadłości zespołu. Weszliśmy do wspaniałego budynku. Liam zaniósł moje rzeczy a górę do pokoju,a ja poszłam tam razem z nim. Ja,wraz z Joshem zajmowaliśmy pokój,do którego brunet z pomocą chłopaków z zespołu przywiózł do ich wspólnego domu,w którym do teraz mieliśmy mieszkać również ja i mój młodszy brat.
Zobaczyłam,że przed domem stoi samochód Louisa. Siedziałam obecnie w pokoju Liama,tak żeby Josh mnie nie widział. Słyszałam przez uchylone drzwi pokoju jak wita się z Liamem,Zaynem, Niallem i Harrym. Josh przyszedł do swojego pokoju odłożyć tornister szkolny. Gdy tylko mały zbiegł z powrotem,na górze pojawił się Liam,pod pretekstem,że musi coś sprawdzić. Chłopak delikatnie złapał mnie za rękę i powoli pomógł mi zejść ze schodów. Gdy schodziliśmy, usłyszeliśmy rozmowę chłopaków z Joshem.
- Co dzisiaj na obiad? - Josh zwrócił się do Malika
- Warzywa na parze. - westchnął Zayn. Panowie nie jedli zdrowych potraw,woleli raczej zjeść fast food. Jednak od kiedy Josh z nimi zamieszkał Liam postawił na zdrowe odżywianie się. Najbardziej z tego powodu niepocieszony był Niall. Kiedy stanęliśmy w jadalni Josh zerwał się z miejsca przy stole i przybiegł do mnie. Chłopiec mocno mnie przytulił,również z wzajemnością. Josh usiadł na swoje miejsce,tuż obok niego ja,a kolejne krzesło zajął Liam.
Po zjedzonym posiłku udałam się do pokoju mojego i Josha,aby pomóc małemu w odrobieniu pracy domowej. Siedział tak blisko mnie,że czułam jego oddech na mojej szyi. Poszło dość sprawnie,bo zależało mu strasznie na tym,aby ze mną porozmawiać.
- (T.I.) tak za Tobą tęskniłem. - przytulił mnie po raz kolejny
- Ja za Tobą też. - pogładziłam jego policzek
- Oni są fantastyczni. - zaczął opowiadać o chłopakach. - Opiekowali się mną,czytali książki. Wszyscy w szkole zazdroszczą mi,że mam takich fajnych wujków. A Liam to jest w ogóle super. Jest taki jak tata. Chciałbym abyś go poślubiła i żebyście mnie zaadoptowali. No i żebym mógł mówić do was mamo i tato.
Kątem oka zobaczyłam Liama,który stał oparty o ramę drzwi i przysłuchiwał się naszej rozmowie.

- Zasnął. - powiedział wchodząc do pokoju.
- Pewnie jesteś zmęczony. Pójdę już do siebie. - chciałam opuścić jego pokój jednak nie pozwolił mi na to
- Chcesz go obudzić? To był dla Josha dzień pełen wrażeń. Nie idź tam. Zostań tutaj. Ja pójdę spać do salonu. - zdecydował brunet.
- Skoro ja mam spać w Twoim pokoju,Ty też tutaj zostajesz. - uśmiechnęłam się zadziornie. - Wiem,że jesteś strasznie nieśmiały. Dlatego postanowiłam,że ja zacznę. Kocham Cię,rozumiesz?
- Jeśli tylko sobie tego życzysz. - odpowiedział. - Też Cię kocham (T.I.).
Po minięciu godziny oboje leżeliśmy w łóżku. Liam objął mnie swoimi silnymi ramionami,w których znalazłam miłość,bezpieczeństwo,spokój i schronienie.
- Słyszałem Twoją rozmowę z małym. Powiedział,że jestem taki jak Twój ojciec. W takim razie jaki on był? - zapytał przerywając milczenie
- Tata zawsze był nieśmiały,opanowany,opiekuńczy,szczery,troskliwy. Nigdy nie złamał przysięgi małżeńskiej. Kiedy byłam w wieku Josha zastanawiało mnie to,a teraz wiem,że z mamą był szczęśliwy.
- A jaki jestem według Ciebie? Jestem podobny do Twojego taty?
- Jesteś jego kopią,tylko,że młodszą,idealną dla mnie. Cenię sobie wszystkie Twoje zalety, najbardziej Twoją wyrozumiałość i romantyzm. - rozmarzyłam się
- A gdyby pomiędzy nami było tak jak powiedział Josh,czyli wzięlibyśmy ślub,stali się jego rodzicami adopcyjnymi i na wieki wieków,bylibyśmy razem szczęśliwi i sobie oddani?
- Nie miałabym nic przeciwko temu. Ale wiesz...Ja już pierwszy krok zrobiłam,teraz Twoja kolej.
- W takim razie,czy mógłbym...
- Tak mógłbyś... - uśmiechnęłam się przerywając mu. Liam przybliżył swoją twarz do mojej,ujął ją delikatnie w ręce i połączył nasze usta w namiętnym pocałunku.  

8 komentarzy:

  1. OOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOO CUDOWNY !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. jeszcze nigdy w życiu nie czytałam tak wspaniałego imagina=]♡

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialny !! ;)
    Pisz,pisz,pisz ! Nie poddawaj się ;) Bo tak piszesz że szok !;) Tylko tak dalej ;D

    Pozdrawiam, Asia ;***

    OdpowiedzUsuń
  4. wspaniały, kocham imaginy o Liamie *________*

    OdpowiedzUsuń
  5. śliczny.... masz niesamowity talent

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3