sobota, 13 października 2012

Two Hundred Twenty - three

     Przekroczyłam próg biblioteki. Od razu moje nozdrza uderzył drażniący zapach kurzu. Przetarłam szybko nos rozglądając się dookoła. Bibliotekarka szeptała coś z jakimś facetem w garniturze, kilka osób siedziało przy ciemnych, drewnianych stołach i czytało, inni krążyli między regałami uginającymi się od ciężaru lektur na nich ustawionych. Nic specjalnego? O nie! Cisza, cisza rozlegająca się na pierwszym piętrze i antresoli i czytelni. Cisza, najpiękniejsza rzecz jaką kiedykolwiek Bóg dał światu.
     Przychodziłam tu codziennie. Zwykle nic nie wypożyczałam. Przechadzałam się alejkami, co jakiś czas wyciągałam jakąś książkę, oglądałam dokładnie i z powrotem odkładałam. Moim głównym celem wizyty tu było uspokojenie się. Spokój unoszący się między murami biblioteki działał kojąco na moje zszarpane nerwy. Cisza - lekarstwo na wszystko.
     Dział z książkami przygodowymi ominęłam szerokim łukiem. Przygód mam dosyć już na całe życie. Za to znalazłam się w przedziale z poradnikami. Takie oto głupiutkie książeczki mające nam pomóc, a jeszcze bardziej niszą sprawę. Jednakże moją uwagę przykuł różowy grzbiet książki. Wysunęłam ją z szeregu. Jak narysować prostą linię krzywym ołówkiem? - głosiła okładka. Zaczęłam się dogłębniej przyglądać lekturze. Obracałam ją w dłoniach, przekładałam z ręki do ręki. Coś sprawiało, że nie chciałam jej odłożyć na półkę. Wtem z rozmyślań nad różową lekturą wyrwało mnie chrząknięcie nad prawym uchem. Odwróciłam się w tamtą stronę przestraszona. Stał przede mną chłopak. Kolorowe spodnie z krokiem do kolan, kraciasta koszula, bluza z podwiniętymi rękawami, tatuaże na przedramieniu.
- Wypożyczasz ją? - wskazał na poradnik. Rzuciłam szybkie spojrzenie na książką, a potem na tego chłopaka. Wydawał się być znajomy. Ciemne włosy, ciemne oczy, ciemne wszystko...
- N-nie. - wydukałam i przekazałam mu lekturę. 
     Nie zdążyłam zrobić nawet kilku kroków, a dookoła mnie rozległ się okropny dźwięk tłuczonego szkła. Ludzie zaczęli piszczeć, padły strzały. Czym prędzej położyłam się na ziemi. Tajemniczy chłopak zrobił to samo. Zaczęłam się przysłuchiwać temu co się działo. Wszystko wskazywało na to, że ktoś bierze zakładników.
- Nie powinno mnie tu być. - pisnęłam zrozpaczona i usiadłam na podłodze.
- Agentka w stanie spoczynku? - spytał brunet. Siedział kilka metrów ode mnie. Spojrzałam na niego podejrzliwie. Przysunął się bliżej pokazując tatuaż na nadgarstku. Smoczą monetę idealnie wpasowaną w mikrofon. Podwinęłam rękaw swojej koszuli. To samo. Skinęłam głową.
     Pracowałam dla rządu od szesnastego roku życia. Wiedziałam o tym tylko ja. Moi rodzice wysłali mnie do szkoły z internatem. Myśleli, że uczę się i tak dalej, a tak naprawdę ćwiczyłam skradanie się, obsługę supernowoczesnej broni... Dobrze czułam się wśród innych agentów, a swoje misje wypełniałam najlepiej, jak potrafiłam. Kończąc osiemnaście lat udałam się na bardzo wczesną emeryturę. Zapewniono mi mieszkanie i pracę, a dalej musiałam radzić sobie sama, wrócić już nie mogę...
     - Zayn jestem. - chłopak wyciągnął do mnie dłoń. Uścisnęłam ją i przedstawiłam. Wtem ktoś zaczął krzyczeć "Nie zabijaj mnie!''. Wygrzebałam z torebki lusterko. Podczołgałam się do końca alejki. Wyciągnęłam lusterko na długość mojej dłoni.
- Przechyl je trochę w lewo. Będziesz miała lepszy kąt widzenia. - szepnął Zayn. Spojrzałam na niego podejrzliwie. Wyciągnął z kieszeni identyczne lusterko ze smoczą monetą.
- Muszę się stąd wydostać. - przełknęłam nerwowo ślinę.
- Spokojnie. Wiem, że on wciąż na ciebie poluje. Mam cię chronić. - powiedział. Sir. Facemoth ścigał mnie od kilku lat. Nawet, gdy odeszłam z agencji on wciąż chodził za mną krok w krok. Przypatrywałam mu się z ciekawością. Otworzył różową książkę i ku mojemu zdumieniu wyciągnął z niej mały pistolet.
- Postaram się odwrócić ich uwagę, a ty uciekaj. Jeśli ci się uda weź zakładników.
      - Miał mnie chronić, tak?  - spytałam. - Pozwoliliście komuś takiemu mnie chronić?! - walnęłam pięścią o blat stołu.
- Komuś takie, czyli? - przemówił spokojnym tonem John - mój dawny przełożony. Siedział teraz wygodnie w swoim fotelu, a obok niego jacyś inni wojskowi. Ja krążyłam wokół nich trzęsą się z nerwów.
- Osobie publicznej, rozpoznawalnej! - krzyknęłam. - Jak się wytłumaczycie mediom? Zayn Malik został zastrzelony, bo musiał chronić tajną agentkę rządową?! - opadłam zrezygnowana na krzesło i zaniosłam się płaczem.
- Słuchaj, a może ty się tym tak przejmujesz, bo się w nim zakochałaś? - zaśmiał się jakiś młodziak w mundurze.
- Znałam go dziesięć minut, może mniej, a ty myślisz, że się w nim zakochałam? Zastanów się co mówisz imbecylu! - wstałam i ruszyłam ku wyjściu.
- A ty gdzie? - usłyszałam za sobą złowrogi głos Johna. Odwróciłam się i napotkałam przed swoją głową lufę pistoletu. - Za dużo wiesz. Przykro mi. - ostatnie co usłyszałam to przeraźliwy krzyk, ostatnie co czułam to ciepło oblewające moją twarz. Ostatnie co widziałam to twarz Sir. Facemoth'a - mojego wroga...


***
Mam totalny zapierdziel w szkole. Dlatego Was ostatnio zaniedbałam. Udało mi się coś wyskrobać. Lubicie filmy akcji? Taki maluteńki zalążek wybuchowego kina. Beznadziejny! Boże widzisz, a nie grzmisz?!
Pozdrawiam!

11 komentarzy:

  1. Ojej.... Szkoda, że tak szybko urwałaś. Zapowiadało się ciekawie xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeszkoda pierwsza: Skończyły się chrupki! Chrupki się skończyły!
      Przeszkoda druga: Wypiłam całe dwa litry Ice Tea z biedronki, a dupska się nie chce ruszyć po nektar bananowy.
      Przeszkoda numer trzy: Ślęcząca ci nad uchem pięciolatka błagająca o oddanie jej słuchawek, bo ona chce pograć w simsy. Jak wiadomo bez słuchawek, czyli bez muzyki - nie napiszę nic więcej!
      Przeszkoda numer cztery: Natrętne okienko wyskoczyło mi na środku ekranu. Coś o baterii, że tylko 5%. Sranie w banie kokardeczka.
      Przeszkoda numer pięć: Szkoła...

      Usuń
    2. Hahahahah xD Bo bez jedzenia, picia i muzyki nie ma jak pisać. Znam to. Chociaż sama nie wiem, czy ja jestem głodna, czy po prostu znudzona o.o
      Nie ważne!
      A ostatnią przeszkodę totalnie rozumiem... Masakra jakaś, tyle powiem!

      Usuń
  2. Świetny! Zapraszam na bloga --> http://polska-imaginy-one-direction.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. świeże to są te odmrożone truskawki, które właśnie skonsumowałam! pyszności :)

      Usuń
  4. Ollie, dodawaj więcej takich. Przyjemna odmiana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziwnie się czyta, gdy piszesz do mnie Ollie... A że piszesz to często... Dziwnie, że się jeszcze nie przyzwyczaiłam ,co?

      Usuń
  5. Kochanie , masz talent. Proszę cię pisz częściej. Dobrze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochanie? ^^ Za tak przekonywujący argument może uda się coś napisać, kosztem kartkówki z niemieckiego... Ale po co mi niemiecki?! Ważne, że na angielski umiem!

      Usuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3