piątek, 30 listopada 2012

Two Hundred Eighty


Siedziała przy oknie. Zamknięta w czterech ścianach. Cicho westchnęła.
- Kocham Cie – usłyszała Jego ochrypły głos.
- Skoro mnie kochasz… to czemu z nią jesteś ?
- Ponieważ wiem, że będąc z nią nie skrzywdzę Cię.
- Mylisz się – spojrzała w Jego zielone oczy – będąc z nią krzywdzisz mnie jeszcze bardziej.
- Gdyby to było takie proste.
-Co takiego ?
- Móc być z Tobą.
- A to jest trudne ?
- Nawet nie wiesz jak bardzo – zbliżył się do niej.
- Czemu?
- Ponieważ będąc z Tobą mógłbym Cię skrzywdzić, a tego za nic nie chcę. A będąc z nią nic Ci nie grozi.
- Kim Ty jesteś ? – zapytała.
Zbliżył się do niej. Ujął jej twarz w swoje dłonie i pocałował po czym szepnął do ucha.
- Nie chcesz wiedzieć – a Jego szept był jak echo w jej głowie. „Nie chcesz wiedzieć, nie chcesz wiedzieć, nie chcesz wiedzieć”
- Prosimy o zapięcie pasów. Za chwile lądujemy – Wyrwał [T.I] z czytania głos stewardessy. 
Posłusznie zapięła pasy. I powróciła do książki.
Przewróciła kartkę. 10 Rozdział.
- Musisz przestać się z nim spotykać. – Rozkazał Vanessie, dziadek dziewczyny, Peter.
- Nie rozumiesz? Ja go kocham... Kiedy to do was wszystkich dotrze? – Jej głos rozniósł się po całej Sali.
- Ty też nic nie rozumiesz… Ian nie jest dla Ciebie.
- Dlaczego wszyscy zamiast mi powiedzieć kim on jest ciągle mówicie że nie jest dla mnie ? Że może mnie skrzywdzić ? To się nie liczy dla mnie. Ja go kocham. – Zdesperowana krzyczała.
- Nadal nie rozumiesz? Czemu on lubi ciemność ? Czemu nie lubi światła ? Czemu na widok krwi błyszczą mu się oczy ? Podobno czytałaś legendy tego miasta... Sam Ci je opowiadałem ! Dlaczego wciąż nie umiesz zrozumieć że ten chłopak może Cię skrzywdzić ?
- Ponieważ jeśli się kogoś kocha, to akceptuje się Jego wady. Już dawno wiedziałam o tym, że jest... wampirem. Ale mnie to nie obchodzi. Rozumiesz? Kocham go. On kocha mnie.
- Skąd możesz to wiedzieć ? A nawet jeśli to skąd możesz wiedzieć że on się nie odkocha ?
- Ponieważ… Wampiry jeśli kogoś pokochają, to na zawsze. Nie na chwilę, czy dwie. Na zawsze. – Szepnęła. Po jej policzkach poleciały łzy.
- Proszę pani ? – Znów. Po raz kolejny. Z książki wyrwała ją stewardessa.
- Tak ? – Popatrzyła na nią swoimi zielono-brązowymi oczami.
- Już jesteśmy na miejscu. Można wychodzić.
[T.I] zaczęła się rozglądać. Tylko ona i jakieś starsze małżeństwo byli w samolocie.
- Och, no dobrze.
- Też pani to czyta ? – Stewardessa wskazała na książkę uśmiechając się.
- Tak.
- Świetna książka.
- Wiem. Strasznie wciąga. – Zaśmiała się brunetka pod nosem.
Wyszła z samolotu. Przywitało ją gorące i pięknie świecące słońce. Westchnęła.
- Witaj L.A. – Szepnęła po czym biorąc walizki w obie ręce próbowała złapać taxi.
Nagle, zupełnie nieświadomie znalazła się na ziemi.
- Kurczę... – Szepnęła po drodze.
- Przepraszam. – Podbiegł do niej chłopak w kapturze i okularach przeciwsłonecznych. – nie chciałem Cię przewrócić. Po prostu się śpieszę.
- Spokojnie. Nic mi nie jest. – Uśmiechnęła się do niego.
- Na pewno ?
- Tak. Na pewno.
- To fajnie. – Uśmiechnął się słodko, po czym mówiąc ‘muszę lecieć. Pa.’ Pobiegł w odwrotną stronę co ona.
Zaczęła szukać wzrokiem Taxi, jednak nigdzie nie było.
Nagle czarny van stanął przed nią. Okno z tyłu się otworzyło a stamtąd wysunęła się czyjaś głowa.
- Podwieź gdzieś panią ? – Odezwał się dobrze znany Jej głos. Głos jej brata.
- Wie pan.. nie wiem czy mogę panu ufać. – Odparła poważnie. Mulat się uśmiechnął.
- Wsiadaj [T.I]. Chłopcy nie mogą się doczekać, aż Cię poznają. – Ukazał szereg białych ząbków.
- Jasne. – Zaśmiała się.
- No.
~*~
[T.I] i Zayna wchodząc do mieszkania chłopaka przywitał zapach jakiegoś pysznego dania przygotowanego przez dziewczynę Zayna, Perrie.
- Mmm.. Co za zapachy. – [T.I] zaczęła wąchać (xD). Poszła w stronę kuchni. Tam zastała Perrie przy kuchence. Uśmiechnęła się na widok przyjaciółki. – Co na obiad ? – Zapytała jak gdyby nigdy nic udając głos Zayna, co wychodziło jej wręcz świetnie.
- Kurczak w sosie pomidorowym, z ziemniakami i surówką Kochanie. – Oznajmiła niczego nieświadoma blondynka.
- Hahahaha – Wybuchnęła śmiechem [T.I].
- Co ? – Odwróciła się. Zastygła w bezruchu zszokowana tym iż siostra jej chłopaka jest właśnie w ich mieszkaniu. – [T.I] ? – Podbiegła do niej i mocno ją przytuliła. – Rany.. Dawno się nie widziałyśmy. Co tutaj robisz?
- Zayn Ci nie mówił ?
Blondynka zaprzeczyła.
-Eh... przez jakiś czas będę z nim mieszkać aż nie znajdę własnego mieszkania.
- Naprawdę ?
- Tak. – Nagle zamyśliła się. – Swoją drogą, dziwne że Zayn Ci nie powiedział.
- Taa. – Perrie skrzywiła się trochę.
- Co jest ? Między wami... psuję się ?
- Wiesz… sama nie jestem tego do końca pewna.
- Jak to ? – Szatynka nie wiedziała co przyjaciółka miała na myśli.
Nagle do kuchni wszedł chłopak bez koszulki.
- Pogadamy potem. – Szepnęła blondynka, a [T.I] kiwnęła głową uśmiechając delikatnie.
- Co to ? Plotuchy ? Pewnie o mnie ? – Skrzywił się Malik.
- Tak braciszku. Bo wszystko o czym rozmawiamy to jeden temat. Ty. – Zaśmiała się sarkastycznie brunetka.
- No oczywiście. Bo jakby inaczej.
- Głodna jestem. – Oznajmiła wszystkim [T.I]. 
Perrie i Zayn tylko się zaśmiali. Od zawsze [T.I] kochała jeść. Pod tym względem była podobna do Nialla. Przyjaciela Zayna.
~*~
Po spożytej kolacji, Malikowa podziękowała i poszła do pokoju by odpocząć. Była 16, więc chciała się zdrzemnąć gdyż o 19 mieli iść do mieszkania Louisa i Harrego by się tam spotkać z wszystkimi i zapoznać. Zasnęła.
~*~
- [T.I]...- usłyszała szept. Nie mogła tylko zrozumieć czyj on jest. – [T.I], siostrzyczko.. – Zayn. Już poznała. – Wstawaj. Zaraz idziemy do Larrego..
- Co? – Spytała zaspana.
- No, do Louisa i Harrego. Moich przyjaciół. Z zespołu. – Tłumaczył jak dziecku. – Naprawdę nie wierzę, że będąc moją siostrą nie wiesz o kim mówię.
- Mnie wystarczy jeden wariat na głowie. Nie potrzebuję znać reszty Jego bandy. – Zaśmiała się.
- Będziesz coś chciała. Oj, będziesz. – Zmrużył oczy.
- Też Cię kocham braciszku.
- Nic nie dostaniesz..
- Serio ? Kochany… na Ciebie zawsze działają moje.. plusy.
- Czyli co ? – Zaśmiał się.
- Domyśl się. – Popatrzyła na niego poważnie. – Znasz mnie w końcu doskonale. – Wybuchnęła śmiechem.
- Czyli, że.. – Już wiedziała o co chodzi. [T.I] kiwnęła głową a ten wybuchnął śmiechem. – Jesteś taka.. crazy. 
- Haha, no wiem. Mam to po Tobie.
~*~
- Jesteśmy ! – Zayn wszedł bez pukania do Larrego.
- Siema ! – Naskoczył na niego, chłopak z brązowymi, kręconymi włosami. Obaj się zaśmiali. Nagle uwagę Harrego przyciągnęła mulatka. Brunetka, szczupła wysoka dziewczyna. Był nią wprost oczarowany. – Witam, milady. – Ujął jej dłoń i pocałował w nią. – Harold jestem.
Brunetka się zaśmiała.
- [T.I], milordzie.  – Chłopak zawtórował jej śmiechu.
- Chodź. – Złapał jej dłoń i poprowadził do salonu, ta ukradkiem spojrzała na brata który pomagał swojej dziewczynie zdjąć płaszcz. ‘O co jej chodziło ? Przecież Zayn traktuję ją jak… księżniczkę.’ – pomyślała, jednak nie dane było jej dłużej myśleć gdyż poczuła przyjemny zapach dochodzący z kuchni. Przeprosiła chłopaka i podążyła za zapachem.
- Mmm. – Zaciągnęła się zapachem kolacji. Spojrzała a w kuchni siedział chłopak o brązowych krótkich włosach, czytający gazetę oraz dziewczyna – brunetka z falowanymi włosami. – proponuję dodać listka mięty. – Zawróciła się do chłopaka.
Podniósł wzrok z nad gazety i Spojrzał na dziewczynę. Zastygł. Czyżby to ona..? Dziewczyna z lotniska ? – przeszła mu myśl przez głowę.  Odkąd ją niechcący przewrócił był oczarowany jej wyglądem, uśmiechem, dokładnie… wszystkim.
- Proponujesz? A co jeśli nie skorzystam z tej propozycji ? – Zalotnie się uśmiechnął ignorując złe spojrzenie brunetki siedzącej obok niego, która była Jego – dziewczyną.
- Wtedy potrawa będzie bez żadnego akcentu, że tak się wyrażę i nie będzie smaczniejsza od tej potrawy którą stworzył Autor dania.
- Interesujesz się kuchnią ?
- Przed Tobą stoi przyszła sławna na cały świat kucharka oraz pani psycholog. – Uśmiechnęła się dumnie.
- A tu – podeszła do niej Eleanor, dziewczyna chłopaka. – przyszła żona Tego mężczyzny – wskazała na Louisa – więc łaskawie nie bajeruj go i odejdź, zajmij się sobą. – Warknęła na nią.
- Eleanor... nie denerwuj się. To tylko… Tak właściwie jak masz na imię ? – Spytał mulatkę.
- [T.I]. – I już wiedziała jakie będzie kolejne pytanie Tomlinsona. – Tak. Siostra Zayna.
- Louis jestem, milady. – Pocałował rękę dziewczyny.
- Rany.. Co wam tak odbija ? Wcześniej Harry.. teraz Ty. Jestem [T.I], nie milady czy ktoś taki tylko [T.I]. – Warknęła. – Rozumiesz ? Czy bardziej Ty to uzmysłowić ?
- Ostra. Lubię takie. – Zaśmiał się.
- Louis ! – upomniała go Eleanor.
- No co ? – Próbował się bronić.
- Sory [T.I] za tego głupka ale czasami nie rozumie jak się mówi ‘nie’. – Zwróciła się do zaskoczonej mulatki.
- Yyyy.. okej.
~*~
Kolacja minęła spokojnie. Eleanor pogodziła się z Louisem, który jej obiecał że więcej tego nie zrobi. [T.I] poznała się z każdym członkiem zespołu, przez których została mile powitana w Directionerowej rodzinie. 
Gdy było już późno Harry zaproponował Zaynowi, Perrie oraz [T.I] by zostali na noc gdyż o tak później porze nie wiadomo co może się stać.
~*~
I tak mijały tygodnie, miesiące aż w końcu rok.
[T.I] stała się wspaniałą przyjaciółką dla chłopak którzy także byli dla niej wspaniałymi przyjaciółmi. Wspierali się nawzajem, pomagali sobie. Tworzyli szczęśliwą rodzinkę. Jednak z dnia na dzień dziewczyna zaczynała czuć coś więcej do jednego z nich. Pamiętała słowa brata przez telefon przed jej przyjazdem do L.A.
- […] polubisz ich. – Powiedział Zayn.
- Pewnie tak. – Cicho westchnęła.
- Tylko wiesz, jest sprawa..
- Jaka ?
- Bo muszę mieć pewność.
- Do czego ?
- Że się w żadnym nie zakochasz..- Szepnął.
- W nich ? Zwariowałeś ? Jasne, że nic nie poczuję. Nie ma takiej mowy.
- Ale obiecaj. – Tego nie mogła zrobić, choć powinna. Życie lubi płatać figle.
- Czemu Ci tak na tym zależy?
- Ponieważ… kocham Cię. Jesteś moją siostrą, a oni moimi przyjaciółmi. Nie chcę by którakolwiek ze stron miała przykrości.
- To znaczy ?
- Ty na pewno byś ich nie skrzywdziła, ale boję się, że oni.. skrzywdzą Ciebie. Nie to że nie mam do nich zaufania ale znam ich długo i wiem jakie są ich związki, nie chcę by Cię skrzywdzili.
- Spokojnie. Nie skrzywdzą. Nie dopuszczę do tego. Nie zakocham się w żadnym. Obiecuję.
I tak właśnie obietnica którą złożyła bratu została… przerwana.
Zakochała się.  W niewłaściwym chłopaku. O niewłaściwym czasie i miejscu.
~*~
- Co chcesz na kolację ? – Zapytał Louis wyrywając [T.I] z rozmyśleń.
- Hm… a co proponujesz? – Zalotnie się uśmiechnęła.
- Hm... Naleśniki.
- Hm... To ja się skuszę. – Wtem do kuchni weszła Eleanor. Zmierzyła ich dwoje wzrokiem, westchnęła, wzięła jabłko i wyszła.
~*~
Zsunęła się po ścianie. Chłopak na nią napierał. Była przerażona ale i szczęśliwa. Dziwne, ale prawdziwe. Chłopak jej marzeń próbował właśnie…
- Co Ty robisz ? – Zapytała go patrząc wprost w Jego niebieskie oczy.
- Próbuję Cię uwieźć.
- Serio ? I myślisz, że Ci to wychodzi ?
- A, nie ?
- No nie wiem, nie wiem. Co z Eleanor ?
- Olać ją. Liczy się chwila.
- Lou… - Nie zdążyła nic więcej powiedzieć, gdyż ją pocałował.
- Sh.. Żyj chwilą. Nie przejmuj się jutrem. – Szepnął znów ją całując. – Kocham Cię.
~*~
Nie skończyło się na jednym razie. Było ich kilka.
Nie dawali poznać po sobie że coś ich łączy.
A łączy wiele.
Aż do pewnego momentu.
~*~
Mieszkanie Louiego i Harrego. Są wszyscy. Dokładnie wszyscy. Nawet rodzice każdego z chłopców i dziewczyn obecnych tu w mieszkaniu. Wszystko zorganizował Lou. Coś chciał powiedzieć.
- Moi drodzy – zaczął – zaprosiłem was wszystkich tutaj po to by na waszych oczach poprosić o coś moją ukochaną – w tym momencie [T.I] myślała że to o niej. Może to głupie. Ale przez te kilka tygodni to ona była Jego ukochaną. Mówił, że ją kochał. – Eleanor – i wtedy świat [T.I] się popsuł. Ale to nie koniec ‘niespodzianek’ – wiesz, że Cię kocham. Nie jestem idealny, czy jakikolwiek z typów cud chłopcze czy coś, ale jeśli kocham to szczerze – [T.I] prychnęła co nie uszło uwadze Harrego siedzącego tuż obok niej, objął dziewczynę. – mam do Ciebie pytanie. Wyjdziesz za mnie ? 
- Tak. Louis, wyjdę za Ciebie. – Pocałowała go, po mieszkaniu rozległy się oklaski, a z oczu  [T.I] Popłynęły łzy. Starając się to ukryć przeprosiła wszystkich i wyszła mówiąc że musi do łazienki. Zayn to zauważył. Podążył za nią. 
~*~
- Co się dzieję ? – Zapytał siostrę.
- Nic. – Odparła.
- Jak to nic ? Przecież widzę.
- Nic. Naprawdę. Zdaję Ci się.
- Jasne. – Powiedział z sarkazmem. – Chodzi o Louisa prawda?
- Co ? Nie. Skąd Ci to przyszło do głowy ?
- [T.I].. Znam Cie od dziecka. Potrafię powiedzieć kiedy kłamiesz a kiedy nie. Już od dawna czułem między wami coś w rodzaju więzi większych niż u przyjaciół. Powiedz mi.. co was łączy ?
- My.. Ja.. go kocham. – Szepnęła ocierając łzy.
- Co ? Ale obiecałaś...
- Myślisz, że da się od tak nie kochać ? Nie... A wiesz co najgorsze ? On mówił, że też mnie kocha.
- Rany.. – Zayn złapał się za głowę. – Mam nadzieję, że wy nie.. Zabezpieczyliście się chociaż?
Po policzkach Laury spłynęły łzy. Zayn już wiedział co to znaczy. Zdenerwował się.
- Zabiję go. Normalnie go zabiję. – Warknął i nie zważając na wołanie [T.I] pobiegł na dół do Louisa, podszedł do niego i walnął mu z całej siły w twarz. – Jak mogłeś ? Jak mogłeś, co ?
- Ale o co Ci chodzi ? – Udawał, że nie wie o co chodzi.
- Nie wiesz ? Nie udawaj głupiego. Przespałeś się z [T.I]. – Warknął. – W dodatku jak sądzę nie jeden raz..  Nie dość, że zdradziłeś Eleanor to jeszcze.. skrzywdziłeś [T.I]. Zraniłeś ją. – Znów go uderzył.
- Hahaha, co ? Naopowiadała Ci takich głupot ? – Zaśmiał się Louis. – Boże… Nie. Nie spałem z nią. Robi Cię w konia Zayn. Okłamuję Cię.
- Tak ? To co powiesz na to, że [T.I]… jest w ciąży?
- Co ? – Oczy Louisa zrobiły się jak talerze. Tak wielkie. – J..Jak to w ciąży ? Przecież my…
- Widzisz ? Przyznałeś się ! – Zayn. – Zrobiłeś jej dziecko ! Nienawidzę Cię. To koniec naszej przyjaźni.
Wyszedł. Wkurzony, smutny i rozczarowany. Nie tylko Louisem ale i zachowaniem [T.I]. Było tyle chłopaków, a ona spośród nich musiała wybrać akurat tego… Louisa Tomlinsona.
~*~
Stała tam. W białej sukience. Dwoma rękoma trzymała się za obręcz. Oddychała. Spokojnie. Po chwili puściła jedną rękę, a potem drugą.
- Kocham Cię. – Szepnęła i spadła z mostu na samo dno morza. 
Zabiła się. Z miłości, ponieważ została skrzywdzona.

Nikt, nie potrafi sobie wyobrazić co wtedy czułam... Byłam taka zagubiona. Tak jak jedna mała mucha pośród stada pająków. Bezradna, rozczarowana ponieważ żaden z przyjaciół nie mógł mnie uratować. Może i jestem naiwna, głupia i nie wiem jeszcze jaka... ale jeśli kocham, to szczerze i na zawsze”

- Nigdy więcej mnie nie opuszczaj. – Powiedziała Vanessa przytulając Iana.
- Już nigdy nie opuszczę. – Szepnął i na jej ustach złożył słodki, czuły pocałunek.
______________________________________________________________
Zawaliłam, prawda ?
To jeden z moich one-shotów, ale pozmieniałam z imienia na [T.I]
No, ale szczerze oceńcie go dobra ?
Sory, że was dziewczyny pozabijałam w tym imaginie, już raz zostałam ochrzaniona za tą końcówkę na jednym z moich blogów.
Nie poprawiałam go dłużej, ponieważ za chwilę idę się pakować i jadę na nockę do przyjaciół ♥
Jeśli chcecie poczytać co nie co recenzji czy czegoś zapraszam tutaj:
a jeśli chcecie linki do moich blogów (z opowiadaniami) to piszcie na TT, to wam podam.
@L_Directionerxd <---- My Twitter
No i dziękuję za komentarze przy imaginie o Liamie (ten sajnsz fikszyn)
Ogromnie miło mi się zrobiło dzięki wam.
Laura

10 komentarzy:

  1. boże jakie to piękne <3
    szkoda , że uśmierciłaś nas :D :D
    ale i tak piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Całkiem fajny ;3. Mam prośbę. Nie pisz wyśrodkowaną czcionką (? Xd. wiesz ock xD) po prostu kiepsko się czyta . A imagin fajny. Podoba mi się ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. fajne :)
    Zostałaś nominowana do LIBSTER AWARDS. Więcej informacji na moim blogu http://newlife-1direction-love.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. przez ciebie ryczę ! ; ) cudo <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Co to za książka z tą Vanessą? ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3