sobota, 17 listopada 2012

Two Hundred Sixty - Two

Witajcie Kochani!
Długo się nie odzywałam , wiem o tym doskonale. Jednak szkoła, nauka i sytuacje ostatnich dni nie pozwalały mi na to. Dzisiaj dodają owoc mojej kilku nocnej pracy! Chciałam napisać coś zupełnie innego, ale wyszło to. Postaram się jeszcze w tym tygodniu coś napisać.
Jak zawsze zachęcam do komentowania!
Dzisiejszy imagin dedykuję wszystkim tym osobom, które straciły kogoś bliskiego. Mam już w tym pewne doświadczenie, ale to jest najmniej ważne. Chcę tym osobom powiedzieć, że wszystko się ułoży! Wszystko będzie dobrze, tylko musicie w to mocno wierzyć! Poza tym w otoczeniu każdego są ludzie, na których możemy polegać. Ja dopiero niedawno znalazłam taką osobę i dziękuję jej za to, że jest i nie zważając na przeciwności losu już od kilku lat mnie wspiera!
Aby jeszcze mocniej utwierdzić Was w przekonaniu, że zawsze trzeba szukać tych lepszych stron, doskonale powie piosenka, którą polecam włączyć przy czytaniu! Wsłuchajcie się w jej refren, a z całą pewnością coś wyniesiecie!

link do piosenki : http://www.youtube.com/watch?v=1ZoBwK7s1l0


24 grudnia jest dniem niezwykłym. Wtedy załagadza się wszystkie spory. W powietrzu unosi się miłość, szczerość i wzajemne dobro. A przede wszystkich jest to czas spędzamy w gronie najbliższej rodziny.
Mój mąż Liam, po raz kolejny nie mógł poświęcić mnie i naszym dzieciom, pięcioletniemu Jamesowi i dwuletniemu Simonowi, trzech dni uwagi. Chłopcom brakowało ręki kochającego ojca. W końcu na wyłączność mieli tylko matkę. Od ponad 6 lat, kiedy Liam jest częścią zespołu muzycznego nasz kontakt uległ zmianie. Pomimo tego wyszłam za niego z miłości i z tej samej miłości mamy dwoje dzieci. Wracając do tematu świąt...Aby dzieciaki nie były smutne, postanowiłam zaprosić moich i Liama rodziców oraz nasze rodzeństwo.
W dniu Wigilii wstałam o szóstej, aby ze wszystkim zdążyć. Zanim zeszłam na dół, zajrzałam jeszcze do pokoju chłopców, by upewnić się, że śpią. Zaparzyłam sobie mocnej kawy i zaczęłam przygotowywać tradycyjne 12 potraw. Po kilku godzinach usłyszałam radosne pokrzykiwania chłopców i tupot ich stóp zbiegających ze schodów. Uśmiechnęłam się sama do siebie, gdy dzieciaki zaczęły się do mnie przytulać.
Po skończonej części gastronomicznej postanowiłam, że spędzę trochę czasu z Jamesem i Simonem. Wspólnie wymyśliliśmy, że wybierzemy się na dwór, by ulepić bałwana. Starałam się zastąpić chłopcom ojca, jednak pomimo moich wielkich starań, nie mogłam do tego doprowadzić.
Zegar wybił 16:30. Na tę godzinę zaprosiłam całą rodzinę. Wszyscy ubrani byliśmy odświętnie. Ja w czarnej sukni kończącej się przed kolanem. Chłopcy w białych koszulach z ciemnymi krawatami i spodniach. Opuściliśmy piętro i razem udaliśmy się na parter. Słysząc pukanie do drzwi bez zastanowienia poszłam otworzyć zostawiając pociechy w pokoju grzecznie bawiące się.
- Witaj (T.I.)! - powiedziała moja teściowa całując mnie w policzek. W podobny sposób powitał mnie teść.
- Dzień dobry! Zapraszam. - uśmiechnęłam się promiennie wpuszczając przybyłych gości do domu. - Gdzie Liam? Jeszcze w pracy? - zdziwiła się siostra wcześniej wymienionego
-Tak. - odpowiedziałam krótko. - Z tego co mi mówił, nie będzie go na Wigilii. Wróci dopiero po Nowym Roku.
Weszliśmy w ciszy do pomieszczenia, gdzie chłopcy bawili się samochodzikami. Dziadkowie, podobnie jak ciocie wyściskali, wycałowali ich. W końcu ostatni raz widzieli swoich wnuków miesiąc temu.
Ponownie w domu rozległo się donośne pukanie do drzwi. Bez dłuższego zastanowienia udałam się otworzyć.
- Kochanie. - przytuliła mnie moja mama, a następnie tata i młodsza siostra. - Tak dawno Cię nie widziałam. Zmizerniałaś trochę.
- Wydaje Ci się. - wysiliłam się na lekki uśmiech, chociaż nie potrafiłam. Chciałam spędzić te święta w gronie rodziny, jednak zabrakło w nich najważniejszej dla mnie osoby. - Liam nie mógł być razem z nami. - opowiedziałam na wcześniej zadane przez ojca pytanie.
- A miałem taką nadzieję, że spróbuje tego wina. Przywiozłem go z Włoch, specjalnie dla mojego zięcia. - marudził tata
- Pewnie będzie na to jeszcze inna okazja. -odpowiedziałam bez uczucia.
- Więc to Cię gryzie. -powiedziała z przenikliwym spojrzeniem matka. - Powinnaś porozmawiać z Liamem na ten temat. W końcu jesteście małżeństwem, a jego ciągle nie ma w domu.
- Proszę Cię...Wiem, że nie Ci się to podoba, jednak bardzo Cię proszę, nie psuj magii tych świąt. - złapałam ją za rękę.- Jak tylko Liam wróci do domu, obiecuję, że zaraz z nim porozmawiam.
Przystanęliśmy na tym i z uśmiechami na twarzy wkroczyliśmy do dużego pomieszczenia, gdzie przebywała obecnie reszta rodziny. Przywitali się, a ja zarządziłam, że to już najwyższy czas na rozpoczęcie kolacji wigilijnej. Na stole znajdowało się 11 nakryć. W prawdzie było nas tylko dziesięciu, jednak według tradycji powinno znajdować się o jedno nakrycie więcej dla jakiegoś przybysza. Już mieliśmy zaczynać konsumowanie jedzenia, gdy po raz kolejny usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Przekonana byłam, że to któryś z sąsiadów przyszedł coś pożyczyć. Myliłam się. Po otwarciu moim oczom ukazał się mój mąż w czapce Świętego Mikołaja. Stałam w bezruchu patrząc na niego, po czym rzuciłam się na jego szyję, a on po odłożeniu walizek na podłogę mocno przyciągnął mnie do siebie.
- Liam... - wyszeptałam, a z moich oczu popłynęły łzy. Tym razem były to łzy oznaczające szczęście.
- Jak ja się za Tobą stęskniłem. - powiedział całując mnie we włosy. - Gdzie chłopcy?
- Ja za Tobą też. - wtuliłam się w niego mocniej. - Spędzamy właśnie Wigilię w rodzinnym gronie. Są tutaj moi rodzice, Twoi rodzice oraz rodzeństwo, a chłopcy? Jak to chłopcy, już siedzą przy stole. Chodź! Zajmiesz jedenaste, dodatkowe miejsce.
Wypuściliśmy się wzajemnie z objęć i wcześniej zabierając pakunki Liama, weszliśmy w głąb domu. Zdziwienie, a za razem ogromna radość malowała się na twarzach wszystkich, gdy ujrzeli nas, a w szczególności mojego męża.
Po zjedzonej wieczerzy wigilijnej, udaliśmy się do drugiego pokoju, gdzie miejsce miała wielka choinka, a pod nią sterty prezentów. Chłopcy, których razem z Liamem trzymaliśmy na rękach, momentalnie wyślizgnęli nam się i ruszyli w kierunku drzewa iglastego, przyozdobionego mnóstwem świecących lampek i kolorowych bombek.
Popatrzyłam na męża wzrokiem przepełnionym czułością, a on odwzajemnił ten gest przyciągając mnie od tyłu do siebie i składając na moim policzku delikatnego całusa. Z radością patrzyliśmy jak nasze dzieci otwierały duże pudła z prezentami. W końcu dosiedliśmy się do nich i zaczęliśmy odpakowywać podarki, które otrzymaliśmy. Było przy tym wiele śmiechu, który niósł się echem po domu.
- Dostaniesz jeszcze jeden prezent, ale później. - wyszeptał mi na ucho Liam
- Ty również. - uśmiechnęłam się składając swoją dłoń na jego. Wszyscy obecni w pomieszczeniu zwrócili wzrok na nas, patrzących sobie prosto w oczy.
- Może zaśpiewamy kilka kolęd? - zaproponował mój tata
-Z wielką przyjemnością. - powiedziałam, a Liam wstał i udał się na górę po swoją gitarę. Zanim zaczęliśmy radosne śpiewanie, każdy założył czapkę Świętego Mikołaja. Z podłogi przenieśliśmy się na obszerną kanapę zaczynając śpiewać. Chłopcy, którzy do tej pory pochłonięci byli zabawą dołączyli do nas. James usiadł pomiędzy mną a swoim tatą, co wywołało piękny uśmiech na jego twarzy, natomiast Simon rozsiadł się wygodnie na moich nogach. Wyglądaliśmy wtedy jak prawdziwa, kochająca się rodzina. Zresztą po co kogoś okłamywać. My właśnie taką rodziną byliśmy.
Na wspólnym muzykowaniu spędziliśmy kilka godzin, w międzyczasie chłopcy zasnęli w naszych objęciach. Razem z Liamem udaliśmy się na górę, aby położyć ich wygodnie spać. Po opuszczeniu pokoju stanęliśmy wtuleni w siebie opierając się o ramę drzwi.
- To są najlepsze święta w moim życiu... - szepnęłam patrząc na nasze dzieci. - Byłam pewna, że nie będzie Cię z nami podczas świąt. - na samą myśl w moich oczach stanęły łzy. Nie umknęło to jednak uwadze bruneta.
- Skarbie...Nie płacz, nie jestem wart Twoich łez. - otarł je delikatnie swoją dłonią, uśmiechając się przy tym lekko. -Najważniejsze jest to, że jesteśmy tutaj wszyscy razem.
Zeszliśmy na dół trzymając się za ręce i uśmiechając do siebie zalotnie. Kiedy stanęliśmy na ostatnim schodku, usłyszeliśmy rozmowę rodziców.
- Żeby im się już teraz dobrze wiodło! - powiedział triumfalnie tata Liama
- Masz rację. - zgodziła się moja mama. - Jak się dowiedziałam, że planują ślub, byłam w pełni przekonana, że po kilku miesiącach będzie rozwód. Minęło właśnie 6 lat od zawarcia tego związku, a ja nadal mam wrażenie, że oni dopiero co się poznali.
Spojrzałam na Liama, któremu uśmiech nie schodził z twarzy. Ścisnęłam mocniej dłoń chłopaka, po czym on głośno odchrząknął, jakby chciał oznajmić naszym rodzicom, że właśnie wchodzimy do pokoju. Przekroczyliśmy jego próg i usiedliśmy na swoich wcześniejszych miejscach.
Pogrążeni rozmową nie zwracaliśmy uwagi na nic, co działo się wokół nas. Tę sielankę przerwał głos mojego taty, który oznajmił Liamowi, że ma dla niego obiecane wino. Mój mąż ruszył za teściem do kuchni, a wracając z niej trzymał kieliszki do wina.
- Ja nie będę piła. -powiedziałam, gdy brunet wręczał mi napój procentowy
- Święta są! Nie bądź taka sztywna! - przekonywała mnie siostra. Ja jednak niezachwianie trzymałam się swojej racji. W końcu debaty na ten temat ustały, a ja oparłam swoją głowę o ramię siedzącego obok mnie Liama.
Po minięciu kolejnych kilku godzin, cała rodzina, oprócz naszej dwójki udała się do swoich pokoi, by tam odpocząć. My położyliśmy się na kanapie, tuląc się do siebie i delektując swoją obecnością jednocześnie wpatrując się w dużych rozmiarów świecącą choinkę.
- Może wybierzemy się na spacer? - zaproponował przerywając harmonijną ciszę
- Kochanie...Już przeszło 22, a Ty chcesz iść na spacer? Szybko Ci się o tym przypomniało. - podniosłam się do postawy siedzącej
- Wiem która godzina, ale przecież na dworze nie jest wcale aż tak mroźno. - upierał się. Uniosłam kąciki ust ku górze, co dla Liama oznaczało tylko jedno, że się zgodziłam na jego propozycję.
Szybko ubraliśmy się w ciepłe, zimowe kurtki i wzajemnie się obejmując ruszyliśmy w kierunku pobliskiego parku. Po drodze rozmawialiśmy na wszystkie możliwe tematy. W końcu ostatni raz wiedzieliśmy się dobrych parę tygodni wstecz. Idą główną alejką parku przeszedł mnie zimny dreszcz. Liam zatrzymał się, zdjął swój szal i owinął nim moja szyję. Patrzyłam w jego nieziemskie tęczówki, które przyciągały mnie jak magnesy.
- Jeszcze się przeziębisz. - powiedziałam ściągając długi materiał ogrzewający moją szyję.
- Ja mogę, Ty nie. - pocałował mnie troskliwie w czoło.
- Pamiętasz jak w domu powiedziałam Ci, że dostaniesz jeszcze jeden prezent? - zapytałam dopiero po chwili
- Pamiętam doskonale. - pogładził mój zimny policzek
- W takim razie, oto ten prezent. - podałam mu białą kopertę. Liam spojrzał na mnie pytającym wzrokiem, ja jednak gestem ręki zachęciłam go do zobaczenia zawartości. Niepewnie chwycił kawałek papieru przyglądając się mu. Po kilku minutach zdobył się na odwagę i otworzył ją. Przejrzał kilkakrotnie znajdujące się w środku kartki, po czym schował je znowu do środka i uważnie spojrzał na mnie.
- Chciałam Ci tylko powiedzieć, że zostaniesz po raz trzeci tatą. - wyszeptałam, a po moich policzkach zaczęły płynąć łzy. Odwróciłam się od niego i ruszyłam w kierunku domu. Nie uszłam daleko, ponieważ poczułam delikatne ściśnięcie nadgarstka.
- Jak mogłaś tak pomyśleć? - zapytał ujmując w dłonie moją twarz. Nie odpowiedział mu nic, jednak nawet nie czekał na to, gdyż momentalnie kontynuował swój monolog. - Nigdy, przenigdy nie śmiałbym kazać dokonać Ci aborcji. Może zachowałem się źle, pokazując moją reakcję dotyczącą tej wiadomości, ale chciałbym abyś wiedziała, że Ty i dzieci jesteście dla mnie najważniejsze. A fakt, że już za kilka kolejnych miesięcy między nami znajdzie się jeszcze jedno maleństwo bardzo mnie zadowala. Całe życie obiecywałem sobie, że znajdę kobietę, która będzie ze mną z miłości do mnie, a nie moich pieniędzy.
- Przepraszam... - przytuliłam go
- Nie jesteś niczemu winna. - uśmiechnął się pokrzepiająco.
- Może wróćmy już do domu. Jeszcze dzieci się przebudzą... - powiedziałam nadal tkwiąc w jego objęciach
- Oczywiście kochanie. - odpowiedział całując mnie w czoło. Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy naprzód.
- Skarbie, ja nie chcę Ci niczego sugerować, jednak nasz dom znajduje się w drugą stronę. - odezwałam się widząc kierunek do którego zmierzaliśmy. Liam nic mi nie odpowiedział, tylko nadal prowadził mnie w przeciwnym kierunku. Weszliśmy do jednej z najpiękniejszych dzielnic Londynu. Po obu stronach obszernej jezdni wybudowane były ogromne domy, o jakich mogłam jedynie marzyć. Podziwiając piękno budynków szliśmy chwile w milczeniu. Zatrzymaliśmy się nagle, patrząc na wspaniały dom. Wykonany niezwykle dokładnie. Zachwycałam się nad nim.
- I co, podoba się? - zapytał widząc jak z uśmiechem przyglądam się willi
- Jeszcze pytasz?! Przepiękny ten dom, tylko szkoda, że nie jest nasz. - posmutniałam
- Właśnie, że jest! - krzyknął uradowany. - Obiecałem, że mam dla Ciebie jeszcze jeden prezent, a tym prezentem jest właśnie nasz nowy, wspólny dom. W obecnym już ledwo się mieścimy, nie wspominając, że za niedługo potrzebny będzie kolejny pokój dla naszego maleństwa. James też wkrótce zacznie domagać się własnego królestwa. Wyjdzie to również na naszą korzyść, ponieważ jest tutaj o wiele większa sypiania.
Weszliśmy do środka budynku. Ja nadal nie mogłam pojąć tego, w jaki sposób ta willa może teraz należeć do nas? Oczywiste jest to, że dzięki pracy Liama żyliśmy w dobrobycie. Nigdy nikomu z nas niczego nie zabrakło, a pomimo pokaźnych sum pieniędzy na naszych bankowych kontach, staraliśmy się, aby dzieci nie odczuły za bardzo tego, iż ich tata jest sławny i zarabia mnóstwo pieniędzy.
- Boże jak tu pięknie! - rozglądałam się po budynku. Wszędzie wisiały nasze wspólne zdjęcia pięknie grające całość. Wchodząc do salonu czekała na mnie jeszcze jedna niespodzianka. A mianowicie ujrzałam olbrzymią sosnę stojącą w prawej części pokoju, przyozdobioną mnóstwem bombek i migoczących światełek. - Sam to wszystko przygotowałeś?
- Nie, chłopcy mi pomogli. - otarł łzy, które pod wpływem wielkiego szczęścia pojawiły się na moich policzkach. - Od czterech dni przygotowywaliśmy wszystko,aby Ci się spodobało.
- Wiem, że już raz Ci to mówiłam, ale powtórzę się. Zdecydowanie są to najlepsze święta w moim życiu! - na potwierdzenie tych sł ów musnęłam delikatnie wargi bruneta. Te natomiast poprzez pocałunek uśmiechnął się.
- Mam dla Ciebie jeszcze jedną nowinę. - powiedział przytulając mnie od tyłu. Wpatrzeni byliśmy w skaczące płomyki ognia w kominku.
- Zamieniam się w słuch. - odpowiedziałam nie odrywając wzroku od pomarańczowego blasku
- Doskonale wiem, co przeżywasz Ty, co przeżywają dzieci, kiedy wyjeżdżam. Ostatnio zdarzało się to bardzo często, bo ciągle mieliśmy jakieś koncerty. W ciągu ostatnich dni, jakie spędziliśmy na przygotowaniu tego wszystkiego wiele rozmawialiśmy. Zeszliśmy również na temat, zakończenia działalności zespołu. Postanowiłem odejść od chłopaków, abym mógł poświęcić się rodzinie. Chłopcy pewnie nawet nie wiedzą, że jestem ich tatą. Muszę to zmienić, tak dalej być nie może. Na najbliższym wywiadzie, który będzie tuż po świętach, oficjalnie zakończymy istnienie zespołu. Nadal będziemy utrzymywać kontakt, ponieważ panowie kupili domy w sąsiedztwie. - uśmiechnął się
- Skarbie...Bardzo doceniam to co dla nas robisz, ale nie mogę pozwolić, aby Twoje marzenia legły w gruzach. - protestowałam
- Jakie marzenia? - powtórzył zdziwiony. - Wszystkie marzenia jakie miałem spełniły się. Byłem sławny, wiem co to światła reflektorów, mam wspaniałą żonę, cudowne dzieci. Razem tworzymy kochająca się rodzinę! Czego mógłbym chcieć więcej?
-Wiem ile znaczy dla Ciebie muzyka.... - nie dawałam za wygraną
- Jest dla mnie ważna, ale nie najważniejsza! - przerwał mi. - To, że nasz zespół zaprzestanie pracy, nie oznacza, że zupełnie rezygnuję z muzyki. Postanowiliśmy z chłopakami założyć wspólną wytwórnię płytową, tutaj w Londynie.
- Jesteś pewien, że taka praca będzie Ci odpowiadać?
- Jestem o tym święcie przekonany. Zresztą już mnie nie przekonasz, decyzja została podjęta. Klamka już zapadła. Teraz skupię swoją uwagę na was. - pocałował mnie w czubek nosa.
- Wiem, że taka romantyczna chwila może się więcej nie powtórzyć, ale czy nie powinniśmy już wracać do domu? Chłopcy zostali sami, co może skończyć się źle. - powiedziałam dopiero po kilku minutach wspólnego milczenia i korzystania z danej chwili.
- Może i powinniśmy, ale nigdzie nie idziemy. Dzieci są z rodzicami. - uśmiechnął się. - Powiedziałem im o wszystkim. Byli wtajemniczenia w ten plan, który miał okazać się dla Ciebie niespodzianką!
- Czyli jak zwykle to ja się o wszystkim dowiaduję ostatnia? - udawałam urażoną.
- Gdybyś dowiedziała się wcześniej nie byłoby niespodzianki! - wzruszył ramionami
Jeszcze przed Nowym Rokiem wprowadziliśmy się do domu kupionego przez Liama. Dzieci były bardzo zadowolone, podobnie jak nasza dwójka.
Z radością przyjęliśmy wiadomość, jak również i rodzice, o narodzinach naszej córeczki, której nadaliśmy imię Martha.
Tak jak Liam obiecał mi w Wigilię, zespół zakończył swoją działalność. Od tej pory więcej czasu spędzał w domu z rodziną. James szybko dorastał, chcąc być takim mężczyzną w przyszłości jak jego ojciec. Simon w wieku 10 lat zaczął rozwijać swój talent muzyczny, a my jako rodzice bardzo wspieraliśmy. Wszystko układało nam się znakomicie, dzięki ogromnej miłości jaką darowaliśmy sobie wzajemnie...

6 komentarzy:

  1. W KOŃCU JAKIŚ NORMALNY IMAGIN NA TYM BLOGU! Super, bardzo realistyczny, mało błędów, jestem zachwycona! Pisz częściej, bez Twoich imaginów ten blog byłby zalosny...

    OdpowiedzUsuń
  2. jaki piekny i taki noo prawdziwy :)
    pozdrawiam xxX

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem, co mam napisać... Jestem pod wrażeniem! :)
    Tak jak napisał Anonim, w końcu jakiś normalny i realistyczny imagine na tym blogu. Mało gdzie takie są!
    Gorąco pozdrawiam xoxo !

    OdpowiedzUsuń
  4. O jezusku to jest chyba najlepszy Imagin jakiś życiu czytałam!!!! Aż czuje zbliżające się święta! Po prostu przepieknyyy!! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Dawno nie czytałam tak wspaniałego imagina <3 jestem nim zachwycona i nie wiem co powiedzieć. Dziewczyno masz tak wielki talent ze nie jestem w stanie go opisać. Masz ogromny talent. Jestem pod wrażeniem. :-) wyruszylam sie ale przez cały czas miałam ogromny uśmiech na twarzy :-) po prostu ideał. Poproszę wiecej TAKICH imaginow :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3