wtorek, 13 listopada 2012

Two Hundred Fifty - Seven Part 2.

Zapraszam was serdecznie na bloga : http://do-not-forget-about-mee.blogspot.com/  . :)

Duża część tej części jest o wszystkich chłopcach, jedynie koniec jest o Harry'm . :)
Miłego czytania. ;d
Cenna uwaga. Powiedzmy, że w opowiadaniu One Direction nie wydało takiej piosenki jak Little Things. ;d
_________________________________________
PART 1 : <klik>

-Do usług pani!
Zaśmiałam się. Kocham tych pozytywnie pokręconych idiotów. Są niesamowici.
-Mamy również dla pani wiadomość. Otóż zważając na fakt, iż dzisiaj mija 3 rocznica Twojego związku z tym oto młodzieńcem - Zayn wskazał gestem ręki na bruneta - Harrold'em, postanowiliśmy zostawić wam wolną chatę, znaczy wolny pałac na cały wieczór jak i noc. Ale zanim oddamy Cię w jego sidła zabieramy Cię na ... zakupy !
Zaczęli odstawiać jakiś dziwny taniec, który o dziwo mi się spodobał.
-No to dawaj maleńka ubieraj się i jedziemy. - powiedział Lou.
Z uśmiechem na ustach poszłam do pokoju. Najpierw wzięłam zimny prysznic, aby się zrelaksować. Następnie uczesałam włosy w niesfornego koka, na twarz nałożyłam delikatny make-up i założyłam wcześniej przygotowane ubrania --->
Schodziłam już ze schodów gdy usłyszałam rozmowę chłopców.
-Nie denerwuj się, wszystko będzie okej - mówił Niall
Lou: Ona świata poza Tobą nie widzi, więc jak mogłaby się nie zgodzić ?
Liam: Dokładnie. Pasujecie do siebie.
Zayn: Wszystko się uda, nie denerwuj się Hazza.
Nie denerwuj się? Ciekawe o czym rozmawiali. Chociaż, może lepiej żebym nie wiedziała.
-Możemy już iść - powiedziałam, a oczy wszystkich skierowały się na mnie. Spojrzałam na Harry'ego który uśmiechał się słodko i spuścił głowę śmiejąc się bezgłośnie.
-Więc chodźmy księżniczko. - Lou wziął mnie na barana, co nie mogło się skończyć dobrze, jednak postanowiłam się mu nie przeciwstawiać, aby nie wysłuchiwać jego wywodów filozoficznych o tym, jaki to On nie jest odpowiedzialny i rozsądny.. Gadaj sobie gadaj Lou, i tak jesteś świrnięty - oczywiście  w dobrym tego słowa znaczeniu.
Wyszliśmy już z domu, w którym zostawiliśmy mojego księcia na białym koniu - Harrold'a Edward'a oraz Liam'a, a sami kierowaliśmy się w stronę centrum handlowego.
Jak każdy z nich dobrze wiedział, kocham zakupy i mogłabym zwiedzać sklepy całymi dniami, więc szybko  nie wrócimy. Zaśmiałam się  duchu.
Wchodziliśmy do parku, a ja ciągle siedziałam na plecach Lou.
Ja: Louis ? Mogę już iść sama ?
Zrobiłam uroczą minkę a'la oczy kota ze Shrek'a
Lou: Pomyślmy...nie.
Zaczął się panicznie śmiać. Bałam się, że w końcu się zapowietrzy, ale coś sprawiło że się zatrzymał i zamilkł. Odetchnęłam z ulgą jednak to tzw. cisza przed burzą. Niespodziewanie zrzucił mnie ze swoich pleców i krzyknął na cały park:
"KEEEEVIIN ! JAK JA ZA TOBĄ TĘSKNIŁEM ! "
Podbiegł do grupy gołębi chodzących po trawie. Te niestety zerwały się i usiały na gałęziach. W tamtej chwili myślałam, że Louis się rozpłacze. Patrzył na nie i mówił :
"To już mnie nie kochasz? A ja myślałem, że między nami jest coś niezwykłego. Miałem nadzieję, że będziemy ze sobą na zawsze. A ty teraz ode mnie odchodzisz."
I uwaga, uwaga, stało się - Louis Tomlinson rozpłakał się na środku parku z powodu gołębia.
Niall: Ehh...takie rzeczy tylko w One Direction.
Zaśmiałam się i podeszłam do bruneta.
Ja: Chodź Louis... będzie dobrze. Kupię Ci taką wielką marchewkę do przytulania. Co ty na to ?
Lou: No dobrze..to chodźmy.
Złapał mnie i Zayn'a za ręce i zaczął podskakiwać jak Sierotka Marysia. Myślałam, że popłaczę się ze śmiechu. Ciekawe co jeszcze dzisiaj wymyśli.
Niall: Ej, ale pójdziemy coś zjeść?
Ja: Oczywiście, Niall'u Wiecznie Nienajedzony Horanie.
Niall: Niee.. wole Niall Władca Nandos Horan.
Zayn: To brzmi dumnie.
Niall: Dokładnie. Wyjąłeś mi te słowa z ust.
Lou: Zastanawia mnie jedna rzecz, Zayn. Potrafiłbyś przeżyć chociaż jeden dzień bez patrzenia w lustro
Zayn:















Wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem. Jego miny są bezcenne.
Nim się obejrzeliśmy staliśmy już przed drzwiami centrum. Zaczął się istny szał. Razem z Lou pobiegłam do pierwszego sklepu. Zakupy to rzecz która nas łączy. Zayn i Niall trzymali się za nami. Zniknęliśmy w tłumie wieszaków i ubrań. Brałam wszystko co wpadło mi w oczy. Dochodząc do przebieralni spotkałam się z Tomlinson'em. Zrobiliśmy sobie mały wybieg, jeżeli można to tak nazwać. Przymierzaliśmy wszystko - nie obyło się oczywiście bez śmiechu, gdyż nagle z kabiny obok wyskoczył Niall w różowej sukience i okularach przeciwsłonecznych.
Niall: Nie wydaje wam się, że mnie pogrubia?
Zayn: Skądże, idealnie podkreśla kolor twoich oczu.
Niall: Aaaww. Dziękuje.
Udał, że się rumieni i zaśmiał się figlarnie. Ja natomiast stałam i próbowałam się nie śmiać - dało radę.
Wyszliśmy ze sklepu z pełnymi torbami. Później był kolejny i następny. Spędziliśmy około trzy godziny na odwiedzaniu różnych przymierzalni i zostawianiu pieniędzy przy kasie.
W końcu udaliśmy się do ziemi świętej Niall'a - czytaj Nandos.
Lou:: Kiedy Niall powie coś, nie zawsze jest to coś co naprawdę ma na myśli, to po prostu wychodzi z niego samo. Teraz wyobraź sobie, że mówi : "Wyjdziesz za mnie? ... O kur*a, cholera... nie miałem Cię o to spytać"


Ja: Hahaha.. no byłoby niezręcznie. Hahaha.
Zayn: A co być zrobiła, gdyby Harry Ci się oświadczył.
Ja: Eee... wiesz, nigdy o tym nie myślałam. Ale biorąc pod uwagę fakt, że cholernie go kocham i ... nie no , o czym ja mówię. Rzuciłabym mu się na szyję i powiedziała tak.
Niall: Jak słodko.
Ja: No wiem.
Lou: Aleś ty skromna.
Ja: No a śmiesz temu zaprzeczyć ?
Lou: Skąd ten pomysł..
Ja: Tak też myślałam.
Uśmiechnęłam się do niego. Nagle telefon Zayn'a obwieścił, że ma nową wiadomość. Po odczytaniu jej spytał.
Z: To jak, zbieramy się do domu.
Ja: Chętnie. Padam z nóg.
Niall: Więc idziemy.
Wychodziliśmy już z centrum, gdy Niall zaczął piszczeć i wbiegł do jakiegoś sklepu. Weszliśmy za nim i zastaliśmy taki widok:

Niall: Biorę go.

Po kilkunastu minutach staliśmy już pod drzwiami naszego domu.
Louis: Kurcze, chłopaki ... zapomniałem kupić El prezent na imieniny. Co ja mam zrobić.
Niall: Hej, nie panikuj. Jedziemy do sklepu. Jedziesz z nami Zayn ?
Zayn: No jasne.
Ja: W takim razie trzymajcie się. Ja wchodzę do domu.
Oni: Paa. Miłego wieczoru. Już nie wrócimy.
Uśmiechnęli się uroczo.
Lou: Jak coś to ja chce być chrzestnym !
Ja: Louis!
A to zdrajca.. chociaż tak w zasadzie, było by miło mieć dziecko z Harry'm. Byłby idealnym ojcem. Chociaż o czym ja myślę, on mi się nawet nie oświadczył, a ja już o dzieciach.
Weszłam do domu.

KONIECZNIE MUZYKA: http://www.youtube.com/watch?v=UxNJNoikrXI

Dookoła było ciemno. Chciałam zapalić światło jednak ktoś złapał moją rękę. Tak, to był Harry. Wszędzie poznam jego ciepły dotyk doprowadzający mnie do skrajności. Jego druga dłoń powędrowała na moje oczy.
-Niespodzianka - szepnął mi do ucha.
-Mmm...zaczyna się ciekawie - zaśmiałam się delikatnie.
-Taki miałem plan - powiedział z zadowoleniem w głosie.
-Oj Styles, jak ja Cię Kocham.
-Ja Ciebie też, kocie. Ale teraz poczekaj tu chwilkę i nie otwieraj oczu, dobrze?
-Oczywiście. - uśmiechnęłam się. Byłam niesamowicie podekscytowana. Słyszałam jedynie jakiś szelest oraz jego kroki.
Poczułam jego oddech tuż za mną.
-Możesz już otworzyć.
Moim oczom ukazał się widok, o którym nawet nie śniłam.
Wszędzie poustawiane były male, czerwone lampiony nadające pokojowi nastrojowy kolor. Na ziemi rozłożony był różowy dywan posypany płatkami róży. Było tam również pełno pięknych kwiatów. Na środku stał niewielki okrągły stolik, na którym znajdowały się jak mniemam przepyszne potrawy. Jednak moją uwagę najbardziej przykuł fortepian stojący tuż przy rozpalonym kominku. Nigdy go tu nie było.
-Podoba się ? - mówił opierając swój podbródek o moje ramie.
-Jest...niesamowicie - z moich oczu spłynęła drobna łza wzruszenia. Dzięki niemu czułam się wyjątkowo i wiedziałam, że komuś na mnie zależy.
-Hej, ale nie płacz. - stanął przede mną i kciukiem zgarnął spływającą łzę z mojego policzka. - jesteś zbyt piękna, żeby wylewać płakać i jeszcze makijaż Ci się rozmaże.
Zaśmiałam się.
-Dziękuję.
Przytuliłam się do niego. Po raz kolejny tego dnia poczułam się bezpiecznie. Tylko on dawał mi taką satysfakcję. Był moim osobistym ochroniarzem.
Po długiej chwili udaliśmy się do stołu.
-Sam to przygotowałeś ?
-Tak.
-A Liam pilnował, żebyś nie spalił domu, prawda ?
-Tak .
-W takim razie, najwyższy kucharzu. Co to jest ?
-Krewetki w sosie żurawinowym z dodatkiem pieczonych pitt, czyli tak jak lubisz.
Zaszalał. Ale racje ma, kocham krewetki.
Z ogromną przyjemnością zabrałam się za kosztowanie niezwykle podanej potrawy. Jak to mówią krytycy - poezja, rozpływa się w ustach. Do tego obok stała lampka czerwonego wytrawnego wina, którego z czasem zaczęło ubywać.
Rozmawialiśmy na wiele mało istotnych tematów, jednak było bardzo miło.
W pewnym momencie Harry spytał:
-Jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość?
-Zawsze marzyłam, aby mieszkać w dużym domu oddalonym od zatłoczonych miast, gdzieś na uboczu - najlepiej nad niewielkim jeziorem. Chciałabym pracować jako projektantka sukni ślubnych. Mieć ekskluzywny samochód oraz najważniejsze wieść szczęśliwe życie z mężem i dwójką ewentualnie trójką dzieci u boku oraz koniecznie kotem. A dlaczego pytasz?
-Tak po prostu.
Uśmiechnął się, na co ja odwzajemniłam gest.
-Chciałbym... - zacisnął pięści z nerwów - abyś czegoś posłuchała.
Wstał od stołu i udał się do czarnego fortepianu stojącego tuż obok. Usiadł na skórzanym stołku i odetchnął głęboko. Powoli otworzył klapę. Jego palce powędrowały na palce. Na początku delikatnie po nich jeździł, aż w końcu instrument wydał pierwsze dźwięki. Miał zamknięte oczy i widać, że był skupiony.
Zaczął śpiewać :
Your hand fits in mine 
Like it's made just for me 
But bear this in mind 

It was meant to be 
And I'm joining up the dots 
With the freckles on your cheeks 
And it all makes sense to me 


W moich oczach zaczęły gromadzić się łzy. 

I know you've never loved 
The crinkles by your eyes when you smile 
You've never loved 
Your stomach or your thighs 
The dimples in your back at the bottom of your spine 
But I'll love them endlessly 


Harry otworzył oczy i spojrzał na mnie. Ja uśmiechnęłam się do niego i udawałam spokojną, jednak emocje buzowały we mnie niezwykle silnie.

I won't let these little things slip out of my mouth 
But if I do, 
It's you, 
Oh it's you, 
They add up to 
I'm in love with you, 
And all these little things 
You can't go to bed, 
Without a cup of tea, 
And maybe that's the reason that you talk in your sleep 
And all those conversations 
Are the secrets that I keep 
Though it makes no sense to me 

Zaśmiałam się. Zawsze wypomina mi, że mówie przez sen, a to przecież nie moja wina.

I know you've never loved the sound of your voice on tape 
You never want to know how much you weigh 
You still love to squeeze into your jeans 
But you're perfect to me 

I won't let these little things slip out of my mouth 
But if it's true, 
It's you, 
It's you, 
They add up to 
I'm in love with you, 
And all these little things 

You'll never love yourself 
Half as much as I love you 
You'll never treat yourself right, darlin' 
But I want you to, 
If I let you know, I'm here for you, 
Maybe you'll love yourself, 
Like I love you 
Oh...


Nagle przestał grać i podszedł do mnie, uklęknął tak aby mógł spojrzeć w moje oczy.

And I've just let these little things slip out of my mouth, 
'cause it's you, 
Oh it's you, 
It's you, 
They add up to 
And I'm in love with you, 
And all these little things, 


Po tych słowach rozpłakałam się na dobre. On natomiast wciąż patrzył na mnie i się uśmiechał. W pewnym momencie wyjął coś z kieszeni. Ponownie odetchnął głęboko próbując opanować swoje emocje i zapytał:
"Wyjdziesz za mnie?"
Wtedy czułam się jakbym zatrzymała się w czasoprzestrzeni. Jego słowa brzmiały w mojej głowie. Harry, mój Harry, właśnie oświadczył, że chce spędzić ze mną resztę życia ... to było takie... nierealne. Moje serce biło stanowczo za szybko, a ręce zaczęły się trząść.
Po długiej chwili trwania w bezruchu powiedziałam bardzo ciche "tak"
Po tych słowach brunet musnął moje usta. Ja powili rozchylałam je, abyśmy mogli pogłębić pocałunek. Chłopak przyssał delikatnie moją dolną wargę, co zawsze wywołuje fale dreszczy na moim ciele.
Ta chwila trwała jak wieczność - przyjemna wieczność.
Na koniec Hazza powiedział.
-Kocham Cię już na zawsze.

__________________________________________
I oto 2 część ;d .
Mi się nawet podoba.
Czekam na wasze opinie i do następnego . x
P.s. Lajk .:)

11 komentarzy:

  1. boże świetna, słodkie jak jej śpiewał. i zapraszam do siebie w wolnym czasie http://swag-love-and-you.blogspot.com/2012/11/rozdzia-10.html

    OdpowiedzUsuń
  2. OMG !!!!!111 to jest boskie popłakałam się na końcówce aawwwww <3<3 niesamowite emocje :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny cudowny idealny! Dziękuje, że napisalas coś tak wspaniałego! <3

    OdpowiedzUsuń
  4. To zajebiste , bardzo mi się podobało !! <3 Popłakałam się na końcu . Będzie następna część ?<333

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiam się nad tym i najprawdopodobniej napisze jeszcze jedną część, jednak opublikuje ją na swoim blogu, ponieważ tutaj są tylko dwupartowce. :)
      Link oczywiście podam gdyby tak się stało. ;d

      Usuń
  5. o boże *______*
    to jeest cudowne , nawet nie mam słów żeby to opisać <3

    OdpowiedzUsuń
  6. jak opublikujesz 3czesc to powiadom mnie na moim blogu: http://cody-simpson-is-on-my-mind.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. cudoooo !!!!! *____*

    P.S najśmieszniejszy moment gdy poszli na zakupy ha ha :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3