niedziela, 18 listopada 2012

Two Hundred Sixty - Four

     Siedziałam wygodnie opatulona kocem na białej kanapie. Każde kolejne przeczytane słowo zatapiało mnie jeszcze bardziej w lekturze. Delikatnie przejeżdżałam palcem po z lekka zżółkniętej kartce tym samym dając sobie wyraźne znaki, gdzie kończy, a gdzie zaczyna się kolejny wers opowieści. Byłam tak zaczytana, że żadna ludzka, ani kosmiczna siła nie byłaby w stanie odciągnąć mnie od dalszego czytania. Co jakiś czas ciszę w pomieszczeniu przerywał szum przewracanej strony. Po tym znów moje oczy wędrowały za tekstem. 
     Za oknem ściemniło się już. Białe płatki śniegu wesoło tańczyły spadając z nieba, by z wielką gracją opaść na ziemię i wszystko inne co napotkały na swojej drodze. Wkrótce na parapecie za oknem leżała już kilku centymetrowa warstwa białego puchu. Nie oszczędził nawet krzaczka bazylii, o którym zapomniałam i stał tam biedny już kilka miesięcy. Całe miasto pogrążone w mroku stawało się dużo bardziej piękne i magiczne, gdy przystrajała je biała pierzyna, a na ulicznych latarniach zawieszono pierwsze świecące dekoracje.
     Zgrzyt klucza w zamku na długo przerwał ciszę. Do przedpokoju z wielkim rumorem wparowało pięciu chłopaków, którzy z szumem ściągali buty, czapki, szaliki, rękawiczki płaszcze lub kurtki. Ich obecność w ogóle nie odciągnęła mnie od dalszego zgłębiania się w historie Hobbita. Olałabym ich i ich problemy  kompletnie, dopóki dopóty jeden z nich nie wyrwał mi książki z rąk.
- Księżniczko, przyszedł twój książę i przyprowadził ze sobą całą zgraję zwykłego, szarego plebsu, aby z całym należytym ci szacunkiem oddać zaszczyt wybrania świątecznej choinki.- powiedział Zayn podnosząc mnie za ręce z kanapy.
- Szlachta ma sztuczną.- odparłam z uśmiechem.
- Właśnie dlatego mamy tu gazetki z czterech największych supermarketów w Londynie.- pocałował mnie. Przywitałam się z resztą i poszłam do kuchni zrobić im coś ciepłego do picia, ponieważ te mózgi przyszły do mnie na piechotę, urządzając sobie po drodze bitwę na śnieżki. Na drewnianej tacy postawiłam sześć czerwonych, ręcznie malowanych kubków [mniej więcej takich] wypełnionych gorącą, zieloną herbatą i powoli wniosłam je do salono-sypialni, w której już usadowili się moi goście. Każdy wybrał sobie jeden i rozpoczęliśmy dyskutować nad kolorem bombek i lampek. Po dwóch godzinach ciągłym kłótni i sprzeczek przerywanych nagłymi salwami głośnego i nieokiełznanego śmiechu ustaliliśmy, że kupią gęste, sztuczne drzewko z ciemno zielonymi igłami, a wisieć na nim będą śliczne, kolorowe bombki w najprzeróżniejszych kształtach. Poczynając od zwykłych kuli, na domkach i Mikołajach kończąc.
     Siedząc tak i słuchając, jak chłopcy rzucają kolejnymi fenomenalnymi pomysłami rozmyślałam nad świętami w moim domu. Pachnąca w całym domu ryba, barszcz gotujący się na wolnym ogniu, ciepła moczka, kluski z makiem... Co jak co, ale Wigilia w moim domu zawsze kojarzyła mi się dobrze. Chociaż nie było idealnie. Zazwyczaj szybko odchodziłam od stołu, aby przejrzeć prezenty i tradycyjnie obejrzeć ,,Kevin sam w domu''. Jednak lubiłam patrzeć, jak choinka iskrzyła się od białych światełek, a pokój odbijał się w niektórych bombkach. Oczywiście do czasu, gdy mój kot nie skoczył na jedną z gałązce przewracając całe drzewko. Kolędy i Pasterka to nie moja bajka. Siedzieć w nocy w zimnej ławce śpiewając? Nie ma mowy!
      Z rozmyślań wyrwał mnie głos Niall'a, który dotychczas udzielał się najmniej, bo zajęty był bliższym zapoznawaniem się z pierniczkami i opakowaniem po nich.
- A co się u was je w święta?- oblizał usta z czekolady, którą zdążył już pochłonąć.
- Rybę, moczkę, kluski z makiem, barszcz czerwony...- zaczęłam wymieniać wszystkie znane mi potrawy.
- A co to jest moczka?- wtrącił się Liam.
- Ehm... To są różne bakalie ugotowane wraz z kompotem na przykład z truskawek i agrestu. Dodaje się także starty piernik i gotuje prawie cały dzień. Niebo w gębie.- wytłumaczyłam rozmarzona.
- A kluski z makiem?- dodał Louis.
- Bakalie, makaron i mak. Nie przepadam za tym, ale podobno dobre.- uśmiechnęłam się i wzięłam łyk kakao. Na mojej twarzy został tak zwany "wąs".
- Coś tu masz.- pokazał palcem Zayn.
- Gdzie? Tu?- starałam się wytrzeć.
- Nie, nie. Czekaj ja to wytrę.-  zaproponował i przybliżył swoją twarz do mojej, po czym cmoknął w usta. - Gotowe.- poruszał zadowolony brwiami i podał mi chusteczkę, którą wytarłaś sobie buźkę.
- A może skoro masz spędzać z nami wigilię to zaprosisz swoją rodzinę tak jak my?- zaproponował Liam. Zdziwiłam się i chciałam jak najszybciej odmówić, ale chłopcy nalegali, żebym się zgodziła.
- Zastanowię się, okej?- odparłam po chwili, a oni umilkli.
     Po pół godziny poszli sobie, lecz Malik został pod pretekstem sprzątania, ale tak naprawdę chodziło mu o coś innego. Praktycznie cały wieczór wmawiał mi, że powinnam pogodzić się z rodzicami. Starał mi się wytłumaczyć, że po mimo iż zbytnio mi tego nie okazywali to na pewno mnie kochają.
- Nie, nie i jeszcze raz nie! - krzyknęłam odkładając kubki do zmywarki. - Ile razy mam ci to jeszcze tłumaczyć? Oni nie chcą mnie, ja nie będę im przeszkadzać. - zamknęłam sprzęt i wróciłam do chłopaka, siedzącego wygodnie na kanapie.
- Ale ktoś musi przełamać pierwsze lody, prawda? - spytał obejmując mnie swoim ramieniem. Wtuliłam się w niego.
- A ty obchodzisz w ogóle gwiazdkę? Przecież jesteś... - starałam się zmienić temat, na marne.
- Nie kombinuj. - zagroził Zayn. - To jak będzie? - zaprzeczyłam ruchem głowy, na co on zaczął mnie gilgotać po brzuchu. Ostatecznie zgodziłam się, aby go im przedstawić, ale o zaproszenie ich na święta nie wchodziły w grę.Wychodząc oddał mi książkę.
     Obudziło mnie słońce wdzierające się do pomieszczenia przez szparę między roletą, a oknem, świecące bezczelnie prosto mi w oczy. Zasnęłam na kanapie z książką z rękach późno w nocy. Spojrzałam na zegarek, stojący na komodzie i ze zgrozą odkryłam, że jest już grubo po 9. Szybko wbiegłam do łazienki i przebrałam się w firmowe wdzianko. Włosy spięłam w coś z coś co miało być kucykiem. Prawie biegiem wpadłam do autobusu i odetchnęłam z ulga siadając na wolnym fotelu. Pracowałam w pralni. Hah, śmieszne, prawda? Dziewczyna Zayn'a Malik'a wrzuca brudne szmaty do automatu, klika przyciski, dodaje proszki, płyny, prasuje... Codzienność.
     Dzień przed wigilią w domu Liam'a, który był największy i w nim organizowaliście tą wielką wigilię, zrobiło się już dosyć tłoczno. Przyjechali rodzice Niall'a, Liam'a i Zayn'a. Najbliżsi Harry'ego i Louis'a mieli pojawić się dopiero jutro. W salonie ustawiono już choinkę i wszyscy zabrali się do jej ubierania. Matki chłopców krzątały się w kuchni, a ojcowie zacięcie majstrowali coś przy lampkach choinkowych. W całym tym zgiełku zgubił się gdzieś Zayn. Szukałam go po całym domu, lecz bezskutecznie. Poszłam do jego sypialni. Że ja głupia nie wpadłam na to szybciej?! Stał w oknie, cichaczem zakradłam się do niego i nakryłam mu oczy dłońmi.
- Zgadnij, kto to?- szepnęłam mu na ucho, chwycił moje ręce.
- Księżniczka.- uśmiechnął się, odwrócił i cmoknął w nos.
- Idziemy stroić drzewka na dworze. Idziesz z nami?- spytałam z nadzieją, że uda się go wyciągnąć z domu.
- My, czyli kto? - podniósł jedną brew uśmiechając się cwaniacko.
- Ja, chłopaki,wasze rodzeństwo... - wymieniłam licząc wszystkich na palcach. Zgodził się. Wyszłam z pomieszczenia. Ubrałam brązowe emu i granatowy, dwurzędowy płaszczyk z pięknymi złotymi guzikami, a na głowie pojawiła się różowa czapka z pomponem. Z kieszeni wyłowiłam łososiowe rękawiczki. Chłopak dołączył do mnie chwilę później i razem wyszliśmy na podwórze. Po godzinie nieudolnych starań z użyciem drabiny, patyków i innych różnych (czasem absurdalnych) sprzętów, lampki zostały rzucone na wielki krzak rosnący przed domem. Komicznie to wyglądało. Każdy dom obok przystrojony wężami rozwieszonymi w równych odstępach, a tu taka sterta lampek na malutkim krzaczku. Musimy nabrać w tym jeszcze wprawy.
     Wieczorem zaczęłam powoli zbierać się do domu. Poszłam do Zayn'a prosić, aby cię zawiózł. Leżał na łóżku zamyślony. Wskoczyłam na miejsce obok niego.
- Odwieziesz mnie do domu?- zrobiłam minę kota ze Shreka.
- A musisz wracać? Nie możesz zostać ze mną? - marudził przyciągając mnie do siebie i całując w czoło.
- Macie i tak już dużo gości. Nie będę zabierać miejsca. To co odwieziesz? Chyba, że mam ryzykować i iść w ciemny, chłodny wieczór sama do domu. Samotna i  bezbronna, łatwy cel będzie ze mnie.-próbowałam go podpuścić.
- Zawiozę.- zaczął mnie gilgotać, a ja jego. Powoli wygrana przechodziła na moją szalę, bo chłopak zaczął błagać, abym go puściła. Nagle drzwi pokoju otworzyły się i stanęła w nim mama Zayn'a. Zawstydziłam się z zaistniałej sytuacji, bowiem siedziałam na nim gilając go po karku. Zeszłam z niego szybko, usiadłam obok i nakryłam twarz poduszką. Chłopak podniósł się zaskoczony, pomógł mi wstać i podeszliśmy do jego mamy.
- Cześć mamo.- przytulił ją. - Myślałem, że będziecie jutro.
- Chcieliśmy wam zrobić niespodziankę.- uśmiechnęła się serdecznie przenosząc wzrok na mnie.
- Wyszło wam.- po chwili dodał.- Ehm... to jest [T.I.].- pociągnął nerwowo nosem.
- Miło mi panią poznać.- uśmiechnęłam się i podałam jej dłoń.
- Mi również.- uścisnęła mnie i puściła oczko do Zayn'a. Było mi strasznie głupio, że weszła do pokoju akurat w takim momencie. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, dlatego pociągnęłam Malik'a za rękę  i zeszliście na dół. Pożegnałam się z wszystkimi i kazałam mu zawieść mnie do domu.
     - Chciałbym wreszcie powiedzieć o nas całemu światu. O tym, że cie kocham - rzucił bez tematu chłopak przerywając ciszę, która towarzyszyła nam w jeździe samochodem. Popatrzyłam na niego zdziwiona. Byliśmy już ze sobą kilka miesięcy i te jego wszystkie fanki i tabloidy zaczęły się domyślać, że coś tam między nami jest, ale nie wydawało mi się, że jest to koniecznie potrzebne.
- Nie musisz. Wystarczy, że powiesz to mi. - odparłam patrząc na niego. Zayn zatrzymał się na poboczu, przetarł dłońmi twarz i spojrzał na mnie.
- Kocham cię.
- I to mi odpowiada. - uśmiechnęłam się, a on złożył na moich ustach słodki pocałunek.


***
Tak męczyliście o tego Zayn'a i męczyliście, że przegrzebałam moje stare blogi i znalazłam taką fajną scenkę, którą odrobinę podrasowałam. Wy zboczuchy chciałyście +18, ale one nie są moją dobrą stroną z resztą ja się na TYM nie znam i zrezygnowałam, ale widzę, że tę prośbę spełniła inna autorka. ^^ Pisałam przy Somewhere over the rainbow Israel'a Kamakawiwo'Ole'a. Mi tam od razu przychodzą na myśl święta i Listy do M. A z okazji zbliżającej się wielkimi krokami, jak reklama coca coli gwiazdki ogłaszam Wam, że postaram się zadbać o świąteczne imaginy. Chyba takie lubicie, prawda? A co się będziemy?! Już w listopadzie! :)
*klik*

16 komentarzy:

  1. Moczka to u ciebie 'różne bakalie ugotowane wraz z kompotem na przykład z truskawek i agrestu. Dodaje się także starty piernik i gotuje prawie cały dzień'? Wow. U mnie moczka to zupa (jest tam m.in. ryż, mięso, warzywa).. Widać, że w każdym zakątku Polski obowiązują różne nazwy. W jakim regionie Polski mieszkasz, jeśli można wiedzieć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem ze śląska :) A ty?

      Usuń
    2. Nie wiem skąd jest Anonim ;D ale tak między wierszami, ja jestem z dziury pod Warszawą :)

      Usuń
    3. A ja zupełnie nie wiedziałam cóż to ta 'moczka' ;)

      Usuń
    4. Ojojoj! Niby głupia (smaczna, pychotka!) moczka, a tyle emocji! Normalnie trudne sprawy, albo ukryta prawda! Wpadnijcie do mnie na święta i poczęstuje Wam tym moim specjałem!

      Usuń
  2. Wydaje mi się, że już go czytałam, w poprzedniej wersji, ale i tak mi się podoba! Tylko Ty Ollie potrafisz wszystko tak dokładnie opisywać, bez przynudzania ... nie dorastam Ci do pięt!
    No i bardzo dobrze, że to nie +18! Takie są fajniejsze!

    www.catsbooksandally.blogspot.com <-- nie umieszczę imagina o Harrym dla Ollie, jeśli pod #2 i #3 nie będzie po 5 komentarzy! 5 to naprawdę nie wiele ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Świąteczne imaginy w Twoim wykonaniu-jak najbardziej jestem za :P

    Ależ się zrobiło miło, cieplutko i świątecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zostałaś nominowana prze ze mnie Liebster Award Więcej informacji u mnie na blogu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. P.S uwielbiam Twojego bloga dziewczyno ! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaa, mi też kojarzy się z Listy do M!A u mnie też jest "moczka" ! :) A ja niestety pochodze z dziury pod Mławą ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajny film :D
      Wy piszecie, że z dziur jesteście, a ja mimo iż ze wsi takie małej to nie uważam jej za dziurę do czasu, gdy mam tam zasięg w telefonie i internet!

      Usuń
  7. Super... Ja nawet nw co to moczka nigdy nie bylo u mnie czegos takiego hAhaha a to co ty nazwalas moczka to u mnie jest suszka ...

    OdpowiedzUsuń
  8. Aahh kocham świąteczne imaginy! Mają w sobie taki czar, że aż czuje zbliżające się wielkimi krokami święta! Cudownieeeeeee <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3