sobota, 10 listopada 2012

Two Hundred Fifty-Eight



Spojrzałam na swojego młodszego brata, siedzącego tuż przy moim łóżku na sali szpitalnej i mimowolnie się uśmiechnęłam. Był przytulony do mojego przyjaciela, który trzymając go w objęciach śpiewał mu dziecięcą kołysankę. Podniosłam wzrok na szatyna, który lekko się do mnie uśmiechnął nie przestając uspokajać mojego brata.
- Obiecałam ci, że w te święta dla ciebie zaśpiewam- powiedziałam w kierunku Maxa, który szybko zeskoczył z kolan Liama i znalazł się tuż obok mnie. Posunęłam się, robiąc miejsce swojemu bratu i spojrzałam proszącym wzrokiem na przyjaciela, który skinął głową i podał mi gitarę stojącą w rogu. Zaczęłam przygrywać początki znanego wszystkim świątecznego hitu 'Last Christmas', po chili dołączając również słowa piosenki.
- Nigdy mnie nie opuścisz, prawda?- spytał chłopczyk, wtulając się we mnie. Uśmiechnęłam się pod nosem i pogłaskałam go po plecach, całując w głowę.

- Nawet, jeśli mnie tutaj nie będzie, zawsze będę tutaj. W twoim serduszku, wiesz?- chłopczyk ze łzami w oczach, ze zrozumieniem pokiwał główką i mocniej się do mnie przytulił. Liam, siedzący naprzeciwko nas, ułożył z dłoni serce i szepnął ciche 'Kocham cię'. Zaśmiałam się i ponownie spojrzałam na swojego brata- Miałeś pójść do twojego kolegi, pamiętasz?- zauważyłam, na co on momentalnie zerwał się z miejsca i przecierając oczy, błyskawicznie wybiegł z mojej sali. Z westchnieniem położyłam głowę na poduszce czując napływające do całego mojego ciała ciarki. Liam w bardzo szybkim tempie znalazł się obok i położył tuż koło mnie.

- Wszystko będzie dobrze- szepnął w moją stronę, na co ja przytuliłam się do jego klatki piersiowej, starając się uregulować swój oddech- muszę ci powiedzieć coś ważnego- zaczął, delikatnie mnie od siebie odsuwając. Posłałam mu pytające spojrzenie, na które chłopak wziął głęboki oddech i kontynuował zaczętą myśl- Od dawna, jestem w tobie zakochany. Nie chciałem ci tego mówić, bo sądziłem, że uda mi się wyzbyć tego uczucia i nadal być tak blisko ciebie, jak to tylko możliwe jako przyjaciel. Niestety mi się nie udało. Moje serce nie chce słuchać rozumu i ciągle daje mi do zrozumienia, że jesteś jedyną osobą, którą jestem w stanie pokochać aż tak mocno. Juliette, jesteś miłością mojego życia- dokończył szeptem, wyczekując jakiejkolwiek odpowiedzi z mojej strony. Przyjrzałam się dokładnie jego twarzy i z lekkim uśmiechem, przejechałam dłonią po jego policzku.- Dobrze wiesz, że cię uwielbiam. Jesteś wspaniały, ale nie mów, że nikogo już tak nie pokochasz. Obiecaj mi, że zakochasz się, będziesz miał wspaniałą żonę i świetlaną przyszłość. Nie poddasz się i co by się nie stało, zostaniesz taki jaki jesteś, Liam- chłopak spojrzał na mnie z lekkim strachem i potrząsnął głową, jakby coś z niej wyrzucając. Kilkakrotnie zamrugał powiekami i przyciągnął mnie do siebie tak blisko, jak tylko było to możliwe.

- Kocham cię. Nikt i nic tego nie zmieni- powiedział, po czym złożył na moich ustach pocałunek, jakiego jeszcze nigdy w życiu nie przeżyłam. Był przepełniony uczuciem, co utwierdzało mnie w przekonaniu, że nie kłamał. Poczułam, jakby właśnie w tę chwile wkładał mnóstwo serca, które od dzisiaj biło głównie dla mnie.

- Obiecaj mi- nalegałam, kiedy się do siebie oderwaliśmy. Chłopak puścił mi delikatny uśmiech i wziął mnie za rękę.

- Obiecuję- zapewnił, przysuwając moją dłoń do ust i składając na niej pocałunek. Uśmiechnięta pokiwałam głową, czując kolejną falę nieprzyjemnego dreszczu. Liam patrzył w moje oczy i chcąc mnie uspokoić, głaskał mnie po włosach.

- Jesteś wspaniały. Nigdy o tym nie zapominaj- szepnęłam zdając sobie sprawę, z tego co właśnie się ze mną działo. Przez moje ciało przeszedł ogromny chłód. Poczułam, jakby coś wysysało ze mnie wszystko, co do tej pory posiadałam. Wspomnienia, duszę, uśmiech i uczucia. Czułam, że właśnie nadeszła moja chwila. Chwila, na zmierzenie się z czymś, na co powinnam była się przygotować. Nie wydawałam z siebie żadnych dźwięków. Chcąc skończyć to, co właśnie się zaczęło, wymuszając uśmiech na twarzy, zamknęłam oczy i ostatni już raz, ścisnęłam rękę mojego ukochanego.
- To nie może być prawda- spojrzałem przerażony na prostą linię na jednym z maszyn i poderwałem się z miejsca, biegnąc w stronę gabinetu lekarskiego. Resztę, pamiętam jakby przez mgłę. Stłumiony krzyk, zdziwione spojrzenie braciszka dziewczyny, która na zawsze zostawi część siebie w moim sercu, lekarza patrzącego smutno na mamę Juliette, która zauważając co się właściwie stało, wybuchnęła głośnym płaczem i bezsilnie opadła na kolana. Podszedłem do niej i wziąłem w swoje ramiona, chcąc jakoś dodać jej otuchy. Pokazać, że nie jest sama i ma jakieś oparcie. Chłopczyk, nie do końca wiedział co się dzieje. Stał w kącie z przestraszoną miną wpatrując się w szybę. Po chwili również odważyłem się w nią spojrzeć. Julie, moja Julie leżała na łóżku. Była cała blada i widziałem, że przestała oddychać. Wziąłem głęboki oddech, czując łzy spływające po moich policzkach. W tym samym momencie lekarz wyłączył urządzenia i z kamiennym wyrazem twarzy stanął przed nami. Wydukał krótkie 'przykro mi' i ze spuszczoną głową, powędrował w stronę swojego gabinetu. W tym momencie, poczułem jakby moje życie przestało mieć sens. Jakby każda sekunda z mojej przyszłości, nie miała znaczenia. Bez niej, nie było również mnie.

- Dlaczego mamusia płacze?- spytał ośmiolatek siadając obok nas na krzesełku- A dlaczego ty płaczesz?- spytał, wyciągając rączki. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się cieć uśmiechu. Posadziłem chłopczyka na swoich kolanach i spojrzałem na niego- Gdzie jest Julie?

- Julie, jest teraz na pewno bardzo dobrze. Już nie cierpi, wiesz?- chłopczyk uśmiechnął się do mnie i pokiwał głową. Jego matka słysząc moje słowa, po raz kolejny zaszlochała i schowała twarz w dłoniach- Twoja siostra, bardzo cię kocha i teraz patrzy na ciebie z miejsce, do którego ty na razie nie trafisz. Nie będziesz mógł zobaczyć jej, tak jak zawsze, ale ciągle będzie w twojej główce i pozostanie taka, jaką ją zapamiętałeś. Jak ci mówiła, będzie w twoim serduszku na zawsze. Kiedyś, na pewno jeszcze ją spotkasz- chłopczyk spojrzał na mnie podejrzanym wzrokiem i delikatnie się uśmiechnął.
- Liam, co tu się stało?- od samych drzwi dało się słyszeć przekrzykiwanie się moich przyjaciół. Pierwszy stanął przede mną Niall i widząc wyraz mojej twarzy, momentalnie umilkł. Zaraz za nim przybiegła reszta, czekając na jakiekolwiek wyjaśnienie.- Juliette..- zacząłem, jednak urwałem zdając sobie sprawę, że stan mamy dziewczyny chyba wszystko wyjaśniał. Cała czwórka wymieniała spojrzenia i z grobową miną, usiedli na podłodze, tępo patrząc przed siebie.
- Nie wiemy, co powiedzieć- stwierdził Zayn, coraz szybciej mrugając powiekami. Niall, nie zważając na nic wkoło, rozpłakał się i spuścił głowę, krzyżując ręce jak mały chłopczyk. Harry przytulił się do Louisa, również popłakując. Jedynie Zayn, starał się powstrzymywać łzy. Siedzący na moich kolanach chłopiec, zmierzył ich krytycznym spojrzeniem i zeskoczył, patrząc na nas oburzony.

- Ale przecież sam mówiłeś, że tam gdzie jest jest jej dobrze! Powinniście przestać ryczeć jak pięciolatki i chociaż w myślach pokazać jej, jak bardzo ją kochamy! Chyba, że wy jej nie kochacie, bo ja bardzo- wyrzucił z siebie i szybkim krokiem ruszył przed siebie, stając przy drzwiach wejściowych do sali w której leżała dziewczyna. Jego matka również wstała i posyłając mi wymuszony, jednak ciepły uśmiech zniknęła za drzwiami do sali.
- Co teraz będzie?- spytałem, jakby sam siebie i oparłem głowę o ścianę.
- Jak to co?- odezwał się Niall, siadając obok mnie- Pokażesz jej, że dzięki waszej miłości, możesz przezwyciężyć wszystko- popatrzyłem na niego trochę zaskoczony. Nawet nie wiedziałem, że ten pozornie przeciętny i zawsze skryty w sobie Irlandczyk, powiedziałby mi słowa, które tak dużo dały mi do myślenia. Ma całkowitą rację. Czuję jakby ktoś wyrwał mi serce z piersi, po czym włożył z powrotem pozostawiając na nim jedną wielką ranę. Mam do siebie żal, że nie potrafiłem powiedzieć jej tego wcześniej. Mógłbym spędzić z nią więcej czasu, pokazać jej jak bardzo ją kocham. Pokazywałem, tylko w taki sposób którego ona nie musiała dostrzegać. Kochałem ją coraz bardziej, cierpiąc coraz głębiej, że właśnie jej się to wszystko przytrafiło. Choroba, odrzucenie i smutek, którego nigdy nikomu nie pokazała. Mimo to, wiem że głęboko w niej siedział. Ale wiem też, jak bardzo zależało jej na naszym szczęściu. Na tym, żebyśmy nie odczuwali tego co ona czuje. Nie będę mógł jej już przytulić, ale mogę zawsze o niej pamiętać i nadal kochać całym sercem. Nie przestanę, choćby nie wiem co miało się stać.**


Od Autorki : Praca jest zapożyczona od Cappy.
http://widzanyprzezjejokulary.blogspot.com/
Proszę was abyście weszły. Nie jest to opowiadanie o one direction , lecz pamiętnik. Mam na razie wprowadzenie i bohaterów. Może skomentujecie a może zaczniecie obserwować. Lepiej od razu zacząć dobrze. Czekam na was na moim blogu. Mam nadzieję ,że okażecie się łaskawe.
http://widzanyprzezjejokulary.blogspot.com/

7 komentarzy:

  1. jejku,taki wyciskacz łez...uwielbiam takie *___*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ah, piękny ! Jestem twoją fanką, napewno mnie znasz ;) {to ten Filip z konopi :P} ooo, matko a napiszesz o Zaynie ? Już dawno nikt o nim nie pisał.
    Pozdrowionkaa :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam. I dawno nie widziałam komentarzy od ciebie :(

      Usuń
  3. świetny, czytam chyba wszystkie:D czekam na kolejny i w wolnym czasie zapraszamy do siebie! http://swag-love-and-you.blogspot.com/ - Lexi <3

    OdpowiedzUsuń
  4. moglaby ktoras napisac iamgina z Zaynem bo ostatnio go tu nie ma . ;c

    OdpowiedzUsuń
  5. Piekne!! Prosze oweacje na stojaco dla tej pani jak by to Lou powiedzial GIVE IT UP FOR HER!! :p piekne .. Lza sie w oku kreci.. Prosze nastepny z Harrym lub Zaynem w sumie mi obojetne zapraszam do siebie takethehappines.blogspot.com i stop-the-words-juls.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3