czwartek, 27 grudnia 2012

Three Hundred Thirty - Nine

Jak to mówią, święta, święta...i po świętach! Tak też jest moi Kochani! Jednak atmosfera wcale się nie zmieniła...Dzisiaj dodaję napisany już dawno imagin z Louisem :) Mam nadzieję, że choć w małym stopniu docenicie go ^^ Można powiedzieć, że to taki mały prezent ode mnie dla Was na zbliżający się Nowy Rok.
A co za tym idzie? Oczywiście wszyscy będziemy o rok starsi - ZNOWU!!! Dlatego życzę Wam, aby w nadchodzącym 2013 roku nie zabrakło uśmiechu na waszych twarzach, pozytywnego nastawienia. Aby spełniły się wszystkie wasze marzenia, a głównie na myśli mam koncert chłopaków w Polsce! W wielkim skrócie : życzę Wam wszystkiego naj, naj, naj, najlepszego!


piosenka : http://www.youtube.com/watch?v=EzeDqRhM09w


Kolejny ciepły, lipcowy wieczór, spędzony na piaszczystej, włoskiej plaży. Tak mijał ubiegłe 4 dni. Razem z Louisem byłam na wspaniałych wakacjach, których celem było uczczenie naszej rocznicy. Od dwóch lat byliśmy parą. Szczęśliwi już od 24 miesięcy tworzyliśmy związek jakiego mnóstwo ludzi nam zazdrościło. Wiadomo, zdarzały nam się upadki, jednak po nich następowały wzloty, które coraz mocniej grawerowały naszą przyszłość na marmurowych tablicach.
Zachód słońca, szum fal, lekki wiatr muskający nasze rozpalone ciała i ON. Chłopak, którego pokochałam całym swoim sercem, a on dzięki Bogu odwzajemniał moje uczucie.
Leżeliśmy wtuleni w siebie na środku rozciągającej się po wybrzeżach Włoch, plaży. Było dopiero przed dwudziestą, a ona należała wyłącznie do nas. Nikt nie spacerował brzegiem morza, nie ganiał za dzieciakami, czy zwierzętami. Atmosfera była wyjątkowo spokojna, idealna do rozmów. My jednak milczeliśmy i wewnętrznie cieszyliśmy się swoją obecnością. Czuliśmy swoją obecność i to nam wystarczało. Wspólnie wpatrywaliśmy się w pojawiające się na niebie pierwsze gwiazdy. Słońce, które jeszcze przed kilkoma minutami dochodziło do linii horyzontu, całkowicie się za nią schowało, a zastąpił je księżyc. Nastrój stawał się z sekundy na sekundę jeszcze bardziej romantyczny. Nie jeden człowiek zachowywał by się przeciwnie do naszej dwójki. Oboje jednak mocno odbiegaliśmy od społeczeństwa. Różniliśmy się od innych pod każdym względem. Mieliśmy różne zdanie niż pozostali ludzie, inaczej korzystaliśmy z życia. Nawet od siebie bardzo się różniliśmy. To właśnie dzięki tym znaczącym różnicom tak dobrze było nam razem i dlatego byliśmy tak szczęśliwi.
- (T.I.)? - szepnął przerywając panujący spokój.
- Tak? - odpowiedziałam.
- Pomyślałaś kiedykolwiek, aby mnie zdradzić? - zapytał z powagą w głosie.
- Skąd przyszło Ci to na myśl? - usiadłam, a chłopak po chwili uczynił to samo co ja.
- Proszę...Odpowiedź na moja pytanie, ale szczerze. - powiedział cicho.
- Louis...Nigdy nie pomyślałam o czymś takim...A Ty, chcesz mi o czymś powiedzieć? - spojrzałam na niego ze łzami w oczach.
- Tak. - przerwał niewzruszony. - Kocham Cię jak cholera! - krzyknął radośnie, całując mnie w policzek.
- Wariat! - skwitowałam, ocierając łzy.
- Chyba nie pomyślałaś, że mógłbym skrzywdzić Cię aż do tego stopnia?
- Nie, ale powiedziałeś to w taki sposób, że w mojej głowie pojawiło się mnóstwo czarnych scenariuszy, a każdy z nich stawał się bardzo realistyczny. - uśmiechnęłam się niemrawo. - Obiecaj mi, że już nigdy nie powiesz mi czegoś takiego.
- Obiecuję, ale nie musisz się martwić. - przerwał całując mnie w usta. - Ty jesteś dla mnie wszystkim czego potrzebuję do życia. Jesteś moim jednym światem...Teraz Ty mi obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz i nie pokochasz innego faceta...
- Louis...Wiesz, że bardzo chciałabym Ci to obiecać, ale nie mogę... - powiedziałam, a mój głos zaczął się łamać.
- Dlaczego? - szepnął smutny.
- Jestem przekonana, że w moim życiu pojawi się inny chłopak, a będzie nim nasz synek. - uśmiechnęłam się, przykładając swoją dłoń do jego wilgotnego od łez policzka.
- Jezu...Jakim ja jestem szczęściarzem, że mam przy sobie taki skarb. - musnął moje wargi. Znowu położyliśmy się na nagrzanym za dnia przez promienie słoneczne piasku wtulenie w siebie. Zaprzestaliśmy wymiany zdań, tylko patrzyliśmy w niego, układając swoją wspólną przyszłość.
- Chciałbym, aby nasze szczęście nigdy nie znikło. - po raz kolejny przerwał milczenie.
- Dobrze wiesz, że jest to niemożliwe. - podniosłam swój wzrok na bruneta
- Ale jak to, przecież mówiłaś, że mnie kochasz?
- Bo kocham, tylko doskonale zdajesz sobie sprawę, że przyjdzie taki dzień, w którym jedno z nas będzie musiało udać się na drugą stronę...
- Nie chcę aby kiedykolwiek nastąpił taki dzień. - powiedział ze smutkiem w głosie
- Ja również, ale proszę, cieszmy się tą chwilą....
~*~
Krótko po naszym powrocie do domu Louis zachorował na bardzo ciężką chorobę. Lekarze wykryli u niego raka płuc. Dostaliśmy również propozycję operacji. Rak mógł zostać usunięty poprzez kilkugodzinny zabieg. Ostateczna odpowiedź z naszej strony wpłynąć miała po upływie dwóch tygodni czasu, które to postanowiliśmy spędzić razem. Za wszelką cenę starałam się przekonać Tomlinsona, aby zgodził się na operację, jednak moje starania poszły na marne. Chłopcy z zespołu mocno nas wspierali i podobnie jak ja,chcieli wpłynąć na decyzję Louisa. Ich starania również zostały wystawione na próbę. Chłopak był nieugięty.
Czas, jaki pozostawał na ostateczną odpowiedź, był coraz krótszy. Próbowaliśmy wszystkiego aby przekonać mojego chłopaka.
Pewnego dnia, jaki spędzaliśmy wszyscy razem, czyli ja, Louis, Liam, Niall, Zayn i Harry, mój stan zdrowia bardzo się pogorszył. Omdlenia, nudności, osłabienie... Tomlinson twierdził, że jak najszybciej powinnam pójść do lekarza. Jako, że i on nie czuł nie najlepiej, towarzyszyć miał mi Liam. Na prośbę całej piątki zgodziłam się na wizytę u lekarza.
Po kilku godzinach od badania, jakie spędziłam z Payne'm w klinice, zostałam poproszona do gabinetu. Opinia lekarza była jednogłośna...
- Jest pani w ciąży! Gratuluję! - powiedział zadowolony. Moja twarz przybrała lekki grymas. Skoro Louis nie chce się leczyć w przeciągu kliku miesięcy, może lat, umrze. Co oznacza tylko jedno...Kiedyś i tak zostanę sama z dzieckiem.
Mężczyzna w białym fartuchu podał mi receptę na witaminy, którą od razu schowałam do torebki. Wstałam z krzesła i podziękowałam za wszystko. Gabinet opuściłam w towarzystwie lekarza, a gdy tylko Liam ujrzał, że wychodzę, poderwał się na równe nogi i podszedł do mnie. Doktor jednak, wyprzedził wszystko to, co miałam zamiar powiedzieć brunetowi.
- Jest Pan wielkim szczęściarzem! Gratuluję! - uśmiechnął się lekarz, po czym ruszył w kierunku drzwi. Payne po usłyszanych słowach był w wielkim szoku. Pokierował na mnie pytający wzrok.
- Nie tutaj. Chodźmy stąd. - wyszeptałam i ruszyłam do drzwi wyjściowych. Chłopak postąpił podobnie jak ja.
- Może teraz powiesz mi o co chodziło tamtemu gościowi? - zapytał mnie siadając na ławce przed kliniką.
- Będziemy z Louisem rodzicami... - załkałam.
- Ale przecież... - nie dokończył, bo zdążyłam mu przerwać.
- Tak...Louis nie chce poddać się tej operacji, więc za jakiś czas zostanę sama z dzieckiem. - skwitowałam łamliwym głosem.
- Nie możesz tak mówić! Gdyby cokolwiek stało się Louisowi masz jeszcze mnie, Zayna, Harrego i Nialla! - prawie krzyknął.
Przed wejściem do domu, poprosiłam Liama, aby wiadomość o ciąży została na kilka dni tylko pomiędzy nami. Chłopak zgodził się na taki układ.
Został ostatni dzień na podjęcie decyzji o operacji. Louis był nieugięty. Ja również, chciałam aby wszystko się ułożyło. Wstałam wcześniej rano, aby móc przygotować pyszne śniadanie dla naszej dwójki. Z racji tego, że pogoda była wspaniała, postanowiłam, że zjemy wyjątkowo na tarasie. Zanim Tomlinson się obudził, wszystko było już gotowe. Usłyszałam kroki chłopaka po schodach. Po chwili znalazł się obok mnie całując i przytulając.
- Dzisiaj śniadanie na świeżym powietrzu! - oznajmiłam po miłym powitaniu
- Dopiero początek dnia, a tu takie atrakcje... - zaśmiał się melodyjnie. Ruszyliśmy w znakomitych humorach na taras,by spożyć wspólnie posiłek.
- Zmieniłeś swoje zdania na temat operacji? - zapytałam przerywając milczenie
- Nie. - odpowiedział twardo i krótko. - Jestem za młody, aby położyć się pod nóż.
- Jesteś za młody żeby umierać. - powiedziałam stanowczo.
- Może i tak, ale nie mam najmniejszego zamiaru narażać się na ryzyko powikłań pooperacyjnych!
- Nie miałam zamiaru Ci tego mówić, ale widzę, że jednak muszę! - uniosłam głos
- Więc zamieniam się w słuch...
- Jestem w czwartym miesiącu ciąży, co oznacza, że za kilka tygodni zostaniesz ojcem. Jeżeli nie poddasz się tej operacji prędzej, czy później umrzesz. Nie chcę, aby nasze dziecko wychowywało się bez taty. Chcę abyś zawsze był przy nas, dawał bezpieczeństwo, był fundamentem rodziny. - z moich zaszklonych oczu popłynął potok łez.
- Naprawdę, będziemy rodzicami? - nie dowierzał.
- Tak, nigdy Cię nie okłamałam, a zwłaszcza w tak ważnej kwestii.
- W takim razie, zgadzam się. Chcę aby przeprowadzili tę operację! - powiedział uradowany
Nadszedł dzień operacji. Wszyscy, czyli pozostali członkowie One Direction i ja byliśmy obecni w szpitalu. Przed wprowadzeniem Louisa w stan śpiączki farmakologicznej, lekarz wyraził zgodę na krótką wymianę zdań z Tomlinsonem. Weszłam do sali razem z chłopakami.
- ( T.I. ) zawsze Cię kochałem, kocham i będę kochać. Gdyby coś mi się stało musisz dbać o siebie i o dziecko, pamiętaj! - powiedział z uśmiechem na ustach, a ja lekkim skinieniem głowy przytaknęłam mu. - Chłopaki, dziękuję Wam za wszystko. Zawsze byliście dla mnie jak bracie i już zawsze tak będzie, gdyby podczas operacji coś poszło nie tak, proszę zaopiekujcie się nimi. - wskazał na mnie, a chłopcy domyślili się, że jestem w ciąży.
Operacja dłużyła się nam wszystkim niemiłosiernie. Byliśmy pewni, że wszystko pójdzie zgodnie z planem. Nikt z nas nie dopuszczał do siebie nawet innej myśli. Po około 3 godzinach zasnęłam na szpitalnym krześle w objęciach Liama. Gdy się obudziłam obok naszej dwójki nie było już nikogo. Spojrzałam pytająco na Payne'a i oczekiwała odpowiedzi.
- Operacja się udała. Louis leży w sali i czeka, aż się obudzisz i przyjdziesz do niego. - powiedział przytulając mnie, co było oznaką radości. Weszłam do wskazanego pomieszczenia i ujrzałam tego, którego tak bardzo kochałam. Na jego twarzy gościł uśmiech, a na mój widok rozpromienił się jeszcze bardziej. Zdążyłam go tylko przytulić, kiedy to nasze czułości zostały przerwane przez lekarza prowadzącego operację.
- Udało nam się wyciąć raka. - uśmiechnął się triumfalnie. - Jeżeli wszystko będzie w porządku, pan Tomlinson zostanie wypisany ze szpitala w ciągu tygodnia.
Zdrowie Louisa od tej pory już nie szwankowało. Wręcz przeciwnie, zyskał wiele nowej siły do życia, którą wykorzystywał bardzo pozytywnie. W trzecią rocznicę naszego związku urodziłam bliźniaki. Dzieci otrzymały imiona Sophie i Michael. Z Louisem pobraliśmy się i stworzyliśmy wspaniała rodzinę, której wszyscy bardzo nam zazdrościli...

7 komentarzy:

  1. Świetnie napisane... ♥
    Aż mam łzy w oczach!
    Baaardzo się wzruszyłam!
    Cieszę się, że Lou wyzdrowiał i gratuluję mu bliźniaków! ♥
    Żony oczywiście również, hahah. :3
    Pozdrawiam cieplutko! ♥
    marrymeharrystyles.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. nie wiedziałam że raka można wyciąć ^^ :P ale imagin jest cudowny :**

    OdpowiedzUsuń
  3. o matko juz sie balam ze nie przezyje ! oczywiscie ze mozna go wyciac ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaah xd .
    W świeci Imaginów o One Direction jest wszystko możliwe, nawet wycięcie raka . :P
    Teraz musze trochę spowarzniec i wyrazic opinię :
    Fajny, chociaż wiele imaginów czytałam takich podobnych, a zamiast wycięcie raka, poleciała bym raczej usunięcie raka .
    No i to tyle moich zdań na temat tego imagina . :)

    OdpowiedzUsuń
  5. jaki piękny ; ) czytałam go ze łzami w oczach .!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeju, piękny! Popłakałam się jak chyba przy każdym z Waszych imaginów. Piszcie dalej, bo na prawdę umiecie to robić :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3