wtorek, 18 grudnia 2012

Three Hundred Twenty-Eight

Na początku pragnę wspomniec iż to nie jest mój imagin.
Pewna dziewczyna go wstawiła na bloga z imaginami (ale nie tego)
Czytając to szczerze byłam wzruszona i ogromnie mi się podobał.
Znajdziecie go na tej stronie:
Autorka to Natalia (tak się podpisuję) a jej twórczość bardzo mi się spodobała. ;)
To tyle. ;)
W święta dodam jakiegoś świątecznego imagina (oczywiście mojej twórczości)
Laura
___________________________________________________________

Ostatnie święta.
To był zdecydowanie najlepszy czas w moim życiu. Pełen spokoju, radości i miłości, a także przyjaźni i zabawy. Pamiętam to wszystko, jakby miało miejsce wczoraj. Na środku pokoju stała duża, pięknie przystrojona choinka, a pod nią leżały najróżniejsze prezenty. Ociężale podnoszę się z kanapy, aby podejść do tego miejsca. Wyciągam dłoń i oczami wyobraźni przenoszę się w czasie.

Ostre igiełki klują mnie w palce, kiedy uparcie staram się wcisnąć na gałązkę ostatnią szklaną bombkę z abstrakcyjnym wzorkiem. Odsuwam się nieznacznie, odchylając głowę w tył, aby móc ocenić swoje dzieło. W pokoju jest ciemno, jedyne światło dają migocący sznur lampeczek na drzewku i firance. Słyszę szmer tuż za moimi plecami. Uśmiecham się szeroko i bez odwracania się, mówię:
-Harry, nie skradaj się. Umarłego byś z grobu podniósł takim hałasem.
Chłopak prycha, zabawnie kręcąc przy tym loczkami. Wielce obrażony podaje mi gwiazdkę. Pukam się z otwartej dłoni w czoło.
-I jak ja mam ją teraz wsadzić na czubek? Wiesz co?! Zrobiłeś to specjalnie!- marudzę- Liam!- krzyczę na cały dom- Gdzie jest drabina?
Odpowiedzią jest głośna wiązanka przekleństw i huk pękanych talerzy.
-Mówiłem żebyście mi nie przeszkadzali! Pytaj Zayn’a!- zirytowany Payne mocno trzaska drzwiami.
Harold chichocze, zakrywając usta dłonią. W jego oczach dostrzegam figlarne iskierki. Ach, cwaniak jeden.
-Pomożesz mi?- pytam, pocierając prawą dłonią kark.
-Wiedziałem, że przyjdzie czas, kiedy będziesz błagał mnie na kolanach- unosi z wyższością głowę.
Wzdycham, przewracając oczami. Czasem zachowanie przyjaciela jest dosyć dziwne i nieadekwatne do sytuacji. Wiem, że będę musiał spełnić każdą zachciankę kumpla.
-Mów, czego chcesz- jęczę zrezygnowany.
-Kup mi jako prezent kota.
-Wiesz, że Malik…- zaczynam, ale Loczek ucisza mnie gestem dłoni.
-Jakoś przeżyje- Styles uśmiecha się zadziornie- A teraz daj mi tę gwiazdę, bo za miesiąc jej nie wsadzisz na miejsce.
Lokers każe mi się pochylić, po to, by po chwili móc wspiąć mi się na plecy i barki.
-To jest ten twój genialny plan?- unoszę brwi ze zdziwienia- Przecież nie dosięgniesz.
W tym samym momencie Hazza umieszcza przedmiot na czubku drzewka. Gdy staje na podłodze, posyła mi triumfalne spojrzenie. Dumnie unosi kąciki ust, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Odwzajemniam uśmiech i wyciągam ku niemu dłoń, by odgarnąć niesforny kosmyk, który opadł mu na oczy.


Mrugam energicznie. Ogarnia mnie smutek, kiedy uświadamiam sobie, że to tylko ulotne wspomnienie. Speszony cofam rękę i wsadzam ją do kieszeni znoszonych spodni. Wzdycham głośno, chcąc odpędzić falę obrazów z przeszłości. Wolnym krokiem idę do kuchni, potykając się po drodze o mop i wiadro. Patrzę jak woda rozprzestrzenia się po drewnianej podłodze, aż do drzwi wejściowych.

-LOUIS!!!!- moich uszu dobiega krzyk Niallera, potem tupot bosych nóg, plusk i przeciągłe jęknięcie.
Odwracam się na pięcie, przekrzywiając głowę w bok. Zdezorientowany Irlandczyk siedzi na mokrych deskach i rozgląda się dookoła. Wtem jego wzrok łączy się z moim.
-Z tego co mi wiadomo, to inaczej myje się podłogę, Loueh. Chciałeś zrobić mini basen czy wykombinowałeś, że lepiej łazienkę przenieść na dół?
-Za dużo rozumujesz, Niall- podaję mu rękę i podciągam go na równe nogi.
-Coście znowu zrobili?- Liam staje w progu ze ścierką przewieszoną przez ramię i w szarym fartuchu. Z szeroko otwartymi oczami patrzy to na mnie, na Horana, a potem znów na wodę- No jak z dziećmi. Chociaż z drugiej strony wyręczyliście mnie. Weźcie tylko szmaty ze schowka i posprzątajcie to.
Kiwam potulnie głową i ciągnę kumpla do piwnicy. Po drodze zakładamy kalosze, a blondyn wyciera ręcznikiem mokre włosy. Bierzemy potrzebne rzeczy i wracamy, by naprawić szkody. Klęcząc w chłodnej cieczy, dyskutuję z roześmianym Niallem.
-Zapomniałem spytać- zauważam po chwili- Wołałeś mnie w jakimś konkretnym celu?
-A tak- chłopak kończy wycierać swoją część podłogi- Chciałem spytać, czy wieczorem zrobisz te pyszne pierniczki- Horan rozmarzonym wzrokiem patrzy gdzieś w dal i się oblizuje.
-Jasne. Tylko kupię potrzebne składniki- zgadzam się.
Wstaję, otrzepując spodenki. Zwijam przemoczoną szmatkę i wyciskam z niej ostatnie krople wody.
-Pojedziesz ze mną?



Nie uzyskuję odpowiedzi. Pociągam nosem i wrzucam ścierkę do pustego wiadra. Odstawiam go w kąt i udaję się na górę do swojego pokoju. Cisza panująca w domu jest nie do zniesienia. Wnika w każdy skrawek mojej duszy, paraliżując mnie i strasząc. Chwytam się poręczy, by nie upaść. W kilka sekund dobiegam do sypialni. Szybko zamykam drzwi i opieram się o nie. Przylegając plecami do drewna, osuwam się na miękki dywan w kolorze oczu Harolda. Podkulam nogi i obejmuję je ramionami, zwijam się w kłębek. Nie chcę, aby wspomnienia dużej mnie prześladowały. Czego bym nie dotknął, gdzie bym nie poszedł, zawsze znajdzie się coś, co w jakiś sposób wiąże się z moją przeszłością i ludźmi, którzy w niej uczestniczyli. Z drugiej jednak strony chwytam się ich niczym tonący koła ratunkowego. Potrzebuję ich, by przetrwać. Nie mam przyszłości. Teraźniejszość też nie istnieje. Jest tylko to, co było. Coś, co odeszło. Bezpowrotnie.


-Jak myślisz? Danielle bardziej spodoba się naszyjnik z granatowym oczkiem czy ten ze srebrnym?- Liam siedzi na moim łóżku. Na jego kolanach spoczywa otwarty laptop. Chłopak pochyla się nad nim i uparcie przegląda kolejne strony poświęcone modzie i biżuterii dla kobiet.
Marszczę czoło, rozchylam wargi i chcę coś powiedzieć, gdy głos więźnie mi w gardle.


Ze świstem wypuszczam powietrze z płuc. Oddycham szybko i nierównomiernie. Po raz kolejny wydawało mi się, że rozmawiam z prawdziwymi przyjaciółmi, że przeżywam jeszcze raz te same chwile. „Nie, Louis, opanuj się. Zacznij normalnie żyć”- myślę, wstając. Podchodzę do biurka, otwieram szufladę i wyciągam z niej portfel. Zaglądam do środka, a następnie chowam pieniądze do tylnej kieszeni spodni. Z szafy wyjmuję suchy podkoszulek Zayn’a i rozciągnięty sweter Harry’ego. Zdejmuję mokre ubranie i zakładam czyste i świeże. Kiedy chcę wyjść z pokoju, moja dłoń zamiera na klamce.

-No powiedz mi, Loueh. Który jest ładniejszy?- Liam podsuwa mi pod nos otworzoną stronę internetową- Muszę dziś zamówić, aby na święta doszło.
-Eem- zastanawiam się- Ten jaśniejszy zdecydowanie bardziej przypadnie do gustu Dan. Podkreśli jej cerę i oczy.
-Och, dzięki- Payne ze śmiechem klepie mnie po ramieniu.


Wzdrygam się. Dotyk Liama jest tak prawdziwy, że aż zapiera mi dech w piesi. Chłód ogarnia moje ciało. Pośpiesznie zbiegam na dół, łapiąc po drodze kluczyki do samochodu. Zarzucam na ramiona grubą kurtkę, naciągam czarną czapkę aż na czoło. Siadam na taborecie i drżącymi palcami staram się zawiązać niesforne sznurówki, które ciągle wypadają mi z rąk. Po kilku minutach jestem gotowy do wyjścia. Staję przed domem i prawie spadam ze śliskich schodów. Całe pokryte są lodem. Spoglądam na ogródek- biały puch zakrył wszystko dookoła, począwszy od drzew i krzewów, na domach kończąc. Nawet słupy wysokiego napięcia są pod cienką kołderką śniegu. No tak, mój samochód również. Tak to się właśnie kończy, kiedy człowiek jest leniwy. Dzień wcześniej zapomniałem schować go do garażu. Z ledwością otwieram bagażnik i wyciągam z niego szczotkę i skrobaczkę do szyb.

-Ho ho ho! Nie wierzę własnym oczom!- Malik śmieje się gorzko- Chyba zrobię ci zdjęcie, Louis.
-Mógłbyś sobie nie drwić, tylko mi pomóc?- rzucam sarkastycznie, odśnieżając dach.
-Zero poczucia humoru- Zayn bierze ode mnie przedmiot i skrobie przednią szybę- Coś ty taki przewrażliwiony dzisiaj? Człowieku, święta są. Uśmiechnij się.
-Od kiedy to ty święta obchodzisz?- wołam zza zaspy śniegu.
-Pomyślałem, że skoro i tak zostaję z wami na ten czas, to nie zaszkodzi kupić komuś prezent.
Zrzucam puch z rękawiczek i czapki. Kątem oka patrzę na zadowolonego bruneta.
-Tym „kimś”- robię cudzysłów w powietrzu- jest Perrie, prawda?- pytam.
Policzki Zayn’a robią się jeszcze bardziej różowe, niż do tej pory. Gratuluję sobie w duchu, bo umieć przejrzeć i odgadnąć uczucia Pakistańczyka to wcale nie takie proste.
-Zaproś ją- sugeruję, chowając szczotkę na swoje miejsce- Byłoby miło.
-Nie będziesz miał nic przeciwko?- uśmiecha się- Przecież to twój dom.
-Skądże. Lubię ją. A skoro jest dla ciebie ważną osobą, to dlaczego miałoby jej z nami nie być? Poza tym wpadnie też Eleanor i Danielle, więc nie powinna narzekać na męskie towarzystwo.
-Loueh, wiesz co?- Malik patrzy mi prosto w oczy- Jesteś naprawdę wspaniałym przyjacielem.
-Ty też- mówię i dopiero po chwili uświadamiam sobie, że chłopak i tak nie usłyszy moich słów. Wsiadam do auta i powoli wyjeżdżam z podwórka. Drogi są odgarnięte ze zbędnego śniegu, gdzieniegdzie ktoś posypał jezdnię piachem. Poprawiam lusterko, aby lepiej widzieć samochody jadące za mną. Kieruję się w stronę ogromnego centrum handlowego. Nie mam czasu jeździć do stu miejsc na raz, a tam przynajmniej wszystko co mi potrzebne, jest w jednym budynku. Parkuję w jedynym wolnym miejscu, obok znajomego mi pojazdu. Harry? Zdziwiony zaglądam do środka pojazdu, a kiedy zauważam na półeczce stosik płyt, jestem pewien, że auto należy do kumpla. Wzruszam ramionami i idę w stronę wejścia. Przechodzę przez obrotowe drzwi. Gdzieś w tłumie miga mi czupryna Styles’a. Zmierzam w przeciwnym kierunku. Wchodzę do kilku sklepów, ale nie znajduję tam niczego, co byłoby godne mojej uwagi.

-Obiecałeś, że kupisz mi kota, Lou- Hazza szepcze mi do ucha, a jego oddech ociepla nagą skórę mojej szyi.
-W galerii kupisz wszystko, ale przykro mi. Zwierząt nie- mówię.
-A kto powiedział, żebyś kupował mi go tutaj?- Loczek ciągnie mnie do wyjścia.
-Harry, dopiero co przyszedłem- lamentuję, starając się go zatrzymać.
Nic niewzruszony chłopak taranuje ludzi, którzy stoją mu na drodze, tylko po to, by wywlec mnie siłą z centrum handlowego.
-Dobra. Puść mnie. Sam pójdę- oznajmiam.
-Zawsze twierdziłem, że jesteś grzeczny- Lokers uśmiecha się szeroko, ukazując szereg białych zębów.


Wybudzam się z transu, kiedy lodowaty wiatr wdziera się pod moją kurtkę. Z niedowierzaniem spoglądam na zaśnieżoną okolicę. Jakim cudem się tu znalazłem? Przecież ledwo co przeglądałem stos krawatów i dodatków dla mężczyzn! Przykładam dłoń do dudniącego serca, starając się opanować. „Spokojnie, Loueh. To tylko takie złudzenie, nic się z tobą nie dzieje. Jesteś po prostu zmęczony i niewyspany.”-pocieszam się, choć marnie mi to wychodzi. Podchodzę do swojego samochodu i dopiero po kilku minutach zdaję sobie sprawę z tego, że pojazdu Harolda już nie ma. A wcześniej był. Przysięgam!
-Powinienem chyba iść do okulisty- mamroczę pod nosem, zapinając pasy- I gdzie ja mam tak w ogóle jechać?- pukam dłońmi w kierownicę.

-Zapomniałeś, gdzie jest pedał gazu? Mam cię zastąpić?- Styles wydyma wargi w geście frustracji- Louisie Williamie Tomlinson! Ocknij się, no! Kotek na mnie czeka!

Blednę. Pocieram oczy, gorączkowo myśląc nad udaniem się do specjalisty. Patrzę na siedzenie obok. Puste. Zacieram dłonie i chucham w nie.

-Jeśli ci zimno, to po prostu włącz ogrzewanie. W tej chwili jedź!- Harry wierci się zniecierpliwiony.

Otrząsam się. „Wspomnienia nie mogą zawładnąć moim racjonalnym myśleniem”- przebiega mi przez głowę. Wyjeżdżam z parkingu, a po chwili przemierzam kolejne kilometry po autostradzie. Nie wiem dokąd jadę. W innym kierunku niż do domu, po prostu czuję, że muszę.

-A teraz zjedź w tę drogę po lewej stronie. Nie, nie w tą, Loueh! To jest lewa?- Lokers kpi- Kto ci dał te prawo jazdy?
-Możesz się w końcu zamknąć?- warczę- Gdybym skręcił przejechałaby nas ciężarówka! Chcesz zginąć w tak młodym wieku?- prycham, wrzucając kierunkowskaz.
-Nie wiesz czego chcę- burczy Styles, odwracając się w stronę okna.

Wysiadam przed niewielkim budynkiem na uboczu. Przedzieram się przez zaspy, które sięgają mi za kolana. Swoją drogą, czemu nikt nie zadbał o to, by odśnieżyć dojście do sklepu? Zaciskam dłonie w pięści, gdy upadam w śnieg. Jestem zdenerwowany, ale dziwna siła pcha mnie do tego pomieszczenia. Po wielu trudach, docieram do drzwi. Pukam. Nikt nie odpowiada. Uchylam je i zaglądam do środka.
-Halo?- pytam cicho- Jest tu kto?
Stwierdzam, że i tak nic nie tracę, rozglądając się po domku. Wolnym krokiem podchodzę do kominka, w którym pali się brzozowe drewno. Kucam i wyciągam ku niemu zmarznięte dłonie. Czuję, jak przyjemne ciepło ogarnia moje ciało.
-Widzę, że dotarłeś- słyszę za plecami głos staruszki.
Podskakuję, przewracając przy okazji stojącą obok wieszaka parasolkę. Podnoszę ją, kiedy uświadamiam sobie, że identyczną miał Liam.
-Tak, dobrze myślisz- kobieta jakby czytała w moich myślach- Usiądź, porozmawiamy.
Posłusznie wykonuję jej polecenie. Siwowłosa wręcza mi kubek z parującą kawą. Dziękuję skinieniem głowy.
-Jak się czujesz, Louis?- pyta, bujając się w wiklinowym fotelu.
-Skąd pani zna moje imię?- krztuszę się napojem.
Kobieta uśmiecha się tajemniczo. Wyciąga zza kanapy pudełko, z którego wyjmuje kłębek włóczki i druty. Zaczyna robić szalik, jak gdyby nigdy nic.
-Nękają cię wspomnienia z przeszłości?- bardziej stwierdza niż pyta, po dłuższej chwili milczenia.
-Znała pani moich przyjaciół?
-Chyba nawet lepiej niż ty sam- stwierdza staruszka- Wiem, że strata tylu kumpli i ich dziewczyn jest straszna i bardzo boli. Dobrze, że chociaż ty nie jechałeś wtedy razem z nimi.
-Żałuję, wie pani? Wolałbym zginąć z nimi, niż żyć z tą świadomością. Co ja mówię! Przecież ja już nie żyję. Jestem wrakiem człowieka- śmieję się gorzko, a w kącikach moich oczu pojawiają się łzy- Od tamtego dnia minęły dwa miesiące, a rana jest nadal świeża.
-Musisz wiedzieć o czymś bardzo ważnym, Louis- kobieta odkłada robótkę i wstaje- Eleanor…- zacina się na moment.
-Była w ciąży- uzupełniam- Miała zaraz rodzić. Straciłem nie tylko żonę, ale i dziecko- samotna łza płynie po moim policzku. Zagryzam wargi i zaciskam palce na kubku.
Siwowłosa podchodzi do kominka i dorzuca drewna. Podnosi z niskiego, brązowego stolika ramkę ze zdjęciem. Jakiś mały, czarny kotek z białymi łapkami plącze się jej pod nogami.
-To Loueh- kobieta wskazuje na zwierzę- Kot Harolda.
-Nazwał kota moim imieniem?- wycieram oczy.
-Byłeś dla niego ważny. Spójrz- podsuwa mi pod nos.
Fotografia przedstawia naszą śmiejącą się piątkę wraz z dziewczynami w ubiegłe święta. Uśmiecham się mimowolnie, gdy przejeżdżam palcem po szklanej szybce.
-Louis, powinieneś kogoś poznać.- staruszka ciągnie mnie do innego pomieszczenia. Zapala w nim światło. Jasny, przestronny pokój, a w nim tylko ciemna komoda i dziecięce łóżeczko. Zaciekawiony zaglądam pod baldachim, a moim oczom ukazuje się piękna dziewczynka. Spogląda na mnie dużymi oczami. Jest tak podobna do Eleanor. Dotykam jej miękkich włosów. Biorę dziecko na ręce i delikatnie do siebie przytulam.
-To twoja córka, Lou. Byłam z twoimi przyjaciółmi w dniu wypadku. Udało mi się uratować tylko dziewczynkę- mówi, spuszczając wzrok.
-Jestem pani dozgonnie wdzięczny.
Moim ciałem wstrząsa szloch. Tym razem płaczę ze szczęścia. Tulę do siebie jedyną nadzieję, jaką mam na tym świecie. Kiedy podnoszę wzrok, kobiety już nie ma w pokoju.
Chcę wyjść, ale coś mnie zatrzymuje. Odwracam się i widzę przyjaciół.

-Dbaj o nią, Loueh- prosi Hazza, obejmując Eleanor. Dziewczyna ma łzy w oczach, ale uśmiecha się szczerze- Cieszę się, że w końcu ci się udało. Udało ci się, Louis. Słyszysz? Nie, nie oszalałeś. Po prostu twoja miłość jest silniejsza niż śmierć…

26 komentarzy:

  1. Nie, nie gniewam się :). Cieszę się, że spodobał Ci się mój imagin :) To miłe :D
    I dziękuję, że napisałaś skąd pochodzi moja praca i kto jest autorem, bo wiem z doświadczenia, że wiele osób tego nie robi i bez wiedzy autora kopiuje czyjeś prace :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że nie miałaś nic przeciwko. Nie mogłabym tego zrobić, bez poinformowania Ciebie o tym. Nie jestem jakąś kopiarą która przypisuję sobie czyjeś pracę. Ogromnie mi się on spodobał, dlatego zanim go wstawiłam poinformowałam cię o tym. Nie chciałam żadnych niedopowiedzeń. No nić. miejmy nadzieję, że będzie sporo komentarzy ;)
      Laura

      Usuń
  2. coś pięknego :) ale trzeba mieć głowę by takie coś napisać. Podziwiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku piękne.*.*
    Miłość silniejsza od śmierci.;*
    Pojawił się pierwszy rozdział. Opowiadanie o One Direction. wbijajcie.;
    http://max-kocham.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja bym na taki imagin nie wpadłą . *______________*
    Piękny . ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Imagin świetny, ale już go czytałam i liczyłam, że na twoim blogu znajdę coś innego, równie ciekawego, a nie skopiowanego z tamtego bloga. Pozdrawiam xX

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na samej górze przed imaginem napisałam ze jest z innego bloga, więc bez pretensji do mnie proszę. A jak coś nie pasuję to tam w prawym górnym rogu jest czerwony krzyżyk i możesz go wcisnąć.
      Ps. Czytajcie informacje zawarte przed albo pod imaginami bo tam gdyby były jakies skopiowane czy coś to wszystko zapisuję, więc nie miejcie do mnie potem o to pretensji.
      Laura

      Usuń
    2. Wiem o tym, przeczytalam informacje ma górze juz wcześniej. Nie chciałam abyś zrozumiała mnie źle. Chodziło mi o to, że sama piszesz wspaniałe imaginy i nie ma potrzeby aby kopiować prace z innego bloga, skoro sama możesz napisać równie dobrą :)

      Usuń
    3. Dziękuję ;) To miłe z Twojej strony. Masz rację - źle zrozumiałam. ;) Ale widzisz... nie każdemu podoba się moja praca i niektórzy czytelnicy nie chcą mnie tutaj. No cóż nie uda mi się trafić w gust każdego z nich. A to, że ta praca się tu pojawiła to za zgodą autorki i dlatego ją dodałam bo chciałam by tak popularny blog jak ten zauważył jej starania. Nie robiłam tego dla własnych korzyści żeby nie było. ;)
      Pozdrawiam Laura

      Usuń
  6. Piękny imagin, a autorka miała niesamowity pomysł ... Przy końcówce popłakałam się ... To było cudowne ;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Albo skopiowałaś imagina albo ktoś od ciebie - http://imaginy-one-direction-fans.blogspot.co.uk/2012/12/184-louis.html?showComment=1355857532605#c3394599122120317505

    taki sam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boże... przeciez to napisałam na samej górze. Ludzie ! Czytajcie uwazniej !
      Laura

      Usuń
  8. Mam pytanie: Jak skopiowałaś pracę, skoro na naszym blogu jest blokada? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, jesli ma się operę to wszystko jest możliwe ;)
      Ps. Skopiowałam za zgodą autorki ;)
      Pozdrawiam. Laura ;)

      Usuń
  9. Jaki talent ♥____♥ Cudowny noo ! :)
    http://do-not-forget-about-mee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. To jest zdecydowanie NAJLEPSZY Imagin jaki czytałam ever.!!!!!! Przepiękny :')

    OdpowiedzUsuń
  11. To jest zdecydowanie NAJLEPSZY Imagin jaki czytałam ever.!!!!!! Przepiękny :')

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się z osobą, która napisała, że to najlepszy imagin jaki czytała. On jest świetny. Taki prawdziwy i wzruszający... :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pomysł zgapiony z filmu. już nie pamiętam jak się nazywa ale fabuła była taka sama.

    OdpowiedzUsuń
  14. Śliczny, poryczałam się jak głupia.. ;*

    OdpowiedzUsuń
  15. I'm really enjoying the design and layout of your website. It's a very easy
    on the eyes which makes it much more enjoyable
    for me to come here and visit more often. Did you hire out a designer to create your
    theme? Great work!

    Also visit my site - registry cleaner
    my page > windows xp registry cleaner

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie skłamię mówiąc, że jest to najleszpy imagin z wszystkich, które dotychczas przeczytałam. Mam łzy w oczach/

    OdpowiedzUsuń
  17. Jak był ten kawałek o tym jak zobaczył samochód Stylesa to pomyślałam najpierw, że może oni wszyscy się tylko pokłócili i na koniec wszyscy się pogodzą i wgl. A na końcu takie rozczarowanie :c

    OdpowiedzUsuń
  18. Oto pierwszy imagin, który, w czas gdy ko czytałam, przyprawił mnie o prawdziwy ból serca. Naprawdę.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3