niedziela, 16 grudnia 2012

Three Hundred Twenty - Six


Leżałam na łące i patrzyłam na niebo. Było takie czyste, takie piękne. Po chwili poczułam muśnięcie na policzku. Uśmiechnęłam się blado. Potem kolejny całus na policzku. Nie zareagowałam. Po co ? Mi tak jest dobrze.
- Wstawaj – usłyszałam Jego głos, który przyprawiał mnie o dreszcze, ale wciąż nie reagowałam – no wstawaj kochanie.
- Zaraz – szepnęłam, usłyszałam westchnięcie i chłopak położył się obok mnie – zobacz – wskazałam na niebo – zobacz jakie piękne – zachwycałam się.
- Niebo, jak niebo. Zwyczajne.
- Oh, faceci. Nie potraficie dojrzeć tego piękna – podniosłam się – przypatrz się. Jest takie całkowicie czyste, bez krzty dodatków. Niebieskie, słoneczne, piękne niebo – uśmiechnęłam się.
- Co Ci się tak wzięło na rozmyślenia ? – spytał mnie.
- Co byś zrobił, gdybym odeszła ? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Głupie pytanie – westchnął po raz kolejny i się położył na trawie.
- Odpowiedz – poprosiłam, po czym zrobiłam to samo co chłopak przedtem.
- Wiesz co bym zrobił ? – przewrócił się na drugi bok, tak by mieć na mnie skupiony wzrok – tęskniłbym. Ogromnie. Nie potrafię sobie wyobrazić uczucia jakie by mną zawładnęły na myśl, że już więcej miałbym Cię nie spotkać. Za bardzo mi na Tobie zależy. Po za tym nie pozwolę Ci odejść.
- Nie potrzebuję Twojego pozwolenia Louis – szepnęłam – nie miałam wpływu na to co się stało wcześniej, tak jak nie mam wpływu na to co jest teraz. Nie zmienisz przeznaczenia.
- Nie zmienię go. To prawda. Ale mogę je oszukać – uśmiechnął się i mnie pocałował.
~*~
Siedziałam w szpitalu, Czekaja na ten moment. Moment, w którym odejdę. Choć nie chcę to będę musiała. Opuścić Louisa. Mojego Tomlinsona. Szansa na to, ze przeżyję jest tak jeden do stu. To niemożliwe. Niby lekarze mówią, że tylko przeszczep serca by się udał, ale nie ma odpowiedniego dawcy. Ja już nie liczę, na to że kiedykolwiek przeżyję. To… niemożliwe. Nieosiągalne.
Któregoś dnia, po przebudzeniu ujrzałam zapłakaną twarz Louis, który trzymał mnie za rękę.
- Dlaczego ? – spytał mnie Lou.
- Nie chcę byś patrzył na mnie taką. Chorą, bladą, brzydką i po prostu nie do życia – Odwróciłam głowę w inną stronę.
- Ja Cię kocham [T.I] Dla mnie zawsze byłaś, jesteś i będziesz piękna – musnął moje usta.
- Lou, to miłe z Twojej strony, ale… ja się z tym nie zgadzam. Nie płacz – poprosiłam – nie warto.
- Dla Ciebie zawsze warto.
Położył się obok mnie i tak wtuleni w siebie milczeliśmy napawając się swoją obecnością.
- Wiesz – zaczęłam – że ja odejdę ? – spojrzałam w Jego błękitne oczy.
- Nie. Nie pozwolę Ci na to – musnął moje usta kolejny raz.
- Wiesz, że nie zmienisz przeznaczenia ?
- Tak. Wiem to. Ale mogę oszukać przeznaczenie.
~*~
Kolejny dzień. Gdy się obudziłam, nie było obok mnie Louisa. Zdziwiło mnie to. Miałam nadzieję, że będzie, a jednak myliłam się. Po chwili do Sali wpadł lekarz prowadzący.
- Mam Dla pani dobra wiadomość – oznajmił – znaleźliśmy Dla pani dawcę.
- Naprawdę ? – ucieszyłam się – to wspaniale.
- Już dzisiaj wieczorem przeprowadzimy tą operację od której zależy czy pani przeżyję.
- O, matko – uradowana skakałam po łóżku – to wspaniale.
Lekarz się uśmiechnął po czym wyszedł z Sali.
~*~
Za chwilę operacja a Jego nadal nie było. Martwiłam się i smuciłam jednocześnie. Czemu w dniu kiedy okazało się, że mogłabym przeżyć Jego przy mnie niema ? Zastanawiałam się czemu. I nie doszłam do żadnego wniosku.
Po chwili przyszła pielęgniarka oznajmiając mi, że za chwilę operacja i muszę się przyszykować.
~*~
Obudziłam się. A to znaczy jedno. Udało się. Przeżyłam. Jedyne co mnie w tym wszystkim smuciło to fakt, że Louisa nadal nie było. Tak bardzo chciałam go teraz przytulić.
Przyszedł lekarz sprawdzając jak się czuję, a ja go spytałam:
- Może mi pan powiedzieć, kto był dawcą ?
Lekarz się zamyślił, po czym odpowiedział coś co sprawiło, że momentalnie się rozpłakałam:
- Louis Tomlinson – rzekł.
To co w tamtej chwili czułam nie da się opisać. To jedna, wielka porażka a to i tak marne słowo.
- Powiedział mi, abym pani przekazał ten list – podał mi kartkę – kazał jeszcze przekazać że bardzo przeprasza.
Wzięłam kartkę i całkiem drętwa ją otworzyłam.
‘Droga [T.I]. Jeśli to czytasz, to znaczy że żyjesz. Nawet nie wiesz jak się z tego cieszę. Wiem, ze teraz jest Ci źle. Ale ja nie mogłem inaczej postąpić. Kocham Cię i dlatego to zrobiłem. Nie bądź zła. Po prostu żyj Dalej, korzystaj z życia. Nie myśl, że byłem samolubny w tym czynie, po prostu nie chciałem żyć ze świadomością że Ciebie nie ma. Wolałem umrzeć z myślą, że Ty żyjesz. Będę patrzył na Ciebie z góry, bądź jeśli Bóg mi pozwoli to będę obok i będę cię strzegł. Znajdź sobie kogoś. Bądź szczęśliwa.
Ps. Przeznaczenia nie zmienisz, ale możesz je oszukać.
Kocham Cię.
Lou xx’
____________________________________
Tak więc Lou za was umarł. 
I jak go oceniacie ?
Mam dzisiaj wyśmienity humor, a imagine wyszedł mi smutny.
A wiecie wyśmienity humor' za sprawą jednego chłopaka ♥
No, ale przejdźmy do imagina.
Moim zdaniem wyszedł tak jakwspomniałam wyżej smutny, no bo uśmeirciłam kochanego Louiego.
Ale ogółem uważam że mi się udał.
Mam nadzieję, że i wy tak uważacie.
Ja spadam i czekam na wasze komentarze.
Laura

5 komentarzy:

  1. Doprowadziłaś mnie do łez xx gdyby tak łatwo było oszukać przeznaczenie. Imagin wspaniały *-* jeżeli lubisz czytać opowiadania zapraszam do siebie http://you-are-my-only-world.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeju, niesamowity. Naprawdę. Doprowadził/doprowadziłaś mnie do płaczu.

    OdpowiedzUsuń
  3. choć historia z przeszczepem serca od ukochanego wszystkim znana i oklepana to tutaj przedstawiłaś wo w niesamowity sposób-oszukanie przeznaczenia :)
    Świetnie

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3