sobota, 5 stycznia 2013

Three Hundred Fifty - One

#muzyka

Jego delikatny dotyk otulał moje ciało, sprawiając że unosiliśmy się w górę, do gwiazd - gdzie wszystko jest przyjemniejsze, piękniejsze. Jego oczy wpatrujące się we mnie na  każdym kroku dawały odwagi. Jego ramiona w których odnalazłam swoje miejsce na ziemi, trzymały mocno przy sobie. Chłopak, który był moim przeznaczeniem, azylem którego potrzebowałam. Najdrobniejszy jego gest w moją stronę, był niezwykły.
On, zmienił moje nastawienie do życia. Zrozumiałam po co żyjemy, co jest celem naszej ziemskiej wędrówki.
Miłość. Tylko w niej możemy odnaleźć szczęście i spełnienie.

Jednak...

Zabrali mi ją. Brutalnie wyszarpali mi go z rąk i pozbyli się. Rozerwali nas, ciałem. Bo w końcu duszą jesteśmy nieśmiertelni i nic nie jest w stanie zniszczyć naszych wspomnień i marzeń.
Dziś siedzę skulona na wilgotnej ziemi i czuje jak malutkie krople deszczu spadają na moje wychłodzone ciało. Dookoła panuje niczym nie zmącona cisza, a ja powracam do niego..myślami. Tylko to zostało.

Delikatnie opuszkiem palca wyznaczył krętą ścieżkę po moim zaczerwienionym z lekkiego zawstydzenia policzku, a następnie wplótł go w pasmo moich włosów. 
-Wiesz, że zawsze będziesz wszystkim co mam, czego potrzebuje - powiedział, łapiąc moją dłoń a następnie składając na niej delikatny pocałunek. Jego usta wędrowały wzdłuż ramienia. Z mistrzowską dokładnością całował każdą część mojego ciała. Swoimi ponętnymi wargami przesunął po obojczyku, a po chwili zatopił je w szyi. Moje nogi momentalnie zmiękły, a ręce zaczęły drżeć. 
-Co ty ze mną robisz - zaśmiałam się cichutko, na co on spojrzał w moje oczy swoimi błękitnymi tęczówkami i odpowiedział:
-Nawzajem księżniczko - i złożył namiętny pocałunek na moich wygłodniałych jego smaku ustach. 

Uwielbiałam gdy tak do mnie mówił. Wtedy miałam pewność, że nic poza nami się nie liczy.
Niespodziewanie wiatr zerwał się poruszając pobliskimi drzewami. O dziwo nie był on nie przyjemny. Rozgrzewał mnie, tak jak on kiedyś.

Na zegarach wybiła północ, a my ciągle błąkaliśmy się nieco nietrzeźwi po opustoszałych już ulicach Londynu. Nasz śmiech,mógł obudzić wszystkich śpiących w swoich mieszkaniach, ale nie przejmowaliśmy się tym. Liczyliśmy się tylko my i nasze uczucie. Trzymaliśmy się mocno za ręce, co jakiś czas całując się namiętnie. 
Nagle ni stąd ni zowąd zerwał się silny wiatr, a deszcz lunął niczym z cebra. Przez moje ciało przebiegł dreszcz, a ja automatycznie złapałam się za ramiona pocierając je dłońmi. Jednym słowem, było mi zimno. Jednak jak to On, zaopiekował się mną i mocno otulił mnie swoim ramieniem, złapał za dłonie pocierając je i ściskając w celu rozgrzania. 
-Dziękuję - powiedziałam cicho i jeszcze szczelniej wtuliłam się w jego ciepły tors.

Poczułam jak jego dłonie zasłaniają mi oczy. 
-Wróciłem - szepnął mi czule do ucha i złożył krótki pocałunek na moim obojczyku - Tęskniłaś?
-Jeszcze się pytasz? - odparłam i odwróciłam się szybko wtulając się w niego i zaciągając jego zapachem. 
-Mam coś dla Ciebie. 
-Tak?
-Daj rękę. 
Podałam mu swoją dłoń, a chłopak założył na mój palec piękny pierścionek. 
-To tak na przeprosiny, że musiałaś tyle beze mnie wytrzymać. 
Uśmiechnął się czarująco i zatopił nasze usta w upragnionym pocałunku.

-Tęsknie za Tobą, Louis. - szepnęłam łamiącym się głosem, spoglądając na jego zdjęcie przywieszone do marmurowego pomnika - Nawet nie wiesz jak bardzo.
Niczym na zawołanie, łzy zaczęły sączyć się z moich oczu i spływać bezsilnie po policzkach. Moje ciało zaczęło drżeć, a ja dłońmi podparłam się o mokrą ziemię.
-Ja Cię potrzebuje - mówiłam, z nadzieją że mnie słyszy - jak nigdy wcześniej. Można rzec, że popadam w jakiś chory obłęd. Niezależnie gdzie jestem, czuje jakbyś ty i tak był przy mnie. Czuje twoje ciepło bijące prosto z serca. Mam wrażenie, że słyszę twój delikatny głos, mówiący kocham i zawsze będę.
Zatrzymałam się na chwilę, wzięłam głęboki oddech i zaczęłam mówić dalej. Mój głoś stawał się coraz bardziej histeryczny.
-Chciałabym znów poczuć twój dotyk. Chcę wrócić do czasów, gdy swoimi dłońmi błądziłeś po moim wygłodniałym pieszczot ciele. Kiedy swoimi ponętnymi ustami tworzyłeś nowe ścieżki na mojej skórze. Chcę znów doznać tych uczuć, jak za tamtych czasów. Pragnę ponownie poczuć się bezpiecznie, topiąc się w twoich umięśnionych ramionach i nigdy, ale to przenigdy ich nie opuszczać. Nawet nie wiesz ile bym dała, żebyś teraz tu był, trzymał mnie mocno za rękę i opowiadał mi kolejne żarty, z których nie zależnie od sytuacji bym się śmiała.
Ja po prostu nadal Cię kocham i nigdy nie przestane! - wykrzyczałam.
Nagle poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu. Szybko odwróciłam wzrok. Zobaczyłam tam starszą panią, która powoli usiadła koło mnie.
-Życie wcale nie jest takie kolorowe jakby się mogło wydawać, prawda? - zaczęła - Mówią, że miłość pomoże, ale nikt nie wziął pod uwagę, że ludzie nie żyją wiecznie i odchodzą w najmniej spodziewanym momencie.
-Ale skąd..? - spytałam zdezorientowana, przecierając piekące oczy.
-Mój mąż zginął 35 lat temu. Mieliśmy wtedy po 27 lat i byliśmy świeżo po ślubie. Kochałam go, jak nikogo innego. To co potrafił zrobić ze mną i moim umysłem nie mieściło się w głowie. Nie widziałam świata poza nim. To on zawsze był najważniejszy. Byłam wręcz uzależniona od jego dotyku, zapachu, bliskości, od całej jego osoby. Z nim przeżyłam wszystkie najprzyjemniejsze chwile. Jednak w dzień, kiedy urodziłam naszego synka, zginął przechodząc na pasach przed szpitalem. - westchnęła głośno - Pewnie teraz dziwi Cię, czemu mówię to tak spokojnie - zaśmiała się delikatnie- Z czasem przyzwyczajasz się do faktu, że już go przy tobie nie ma ciałem. Ale wiedz, że zawsze będzie duszą.
Kobieta umilkła, a ja przeanalizowałam jej słowa. To wszytko było takie...prawdziwe.
-Jak długo zajęło pani opanowanie "tego" do takiej swobody? - spytałam.
-Do tej pory, bywają momenty że nie daje rady powstrzymać łez i zażaleń, jednak moje życie się nieco ustabilizowało kiedy wbiłam sobie do głowy myśl, że teraz żyje, aby po śmierci znów być z nim w tym lepszym świecie.
Uśmiechnęła się pogodnie i wstała.
-Jak to mówią. Miłość przezwycięży wszystko, nawet śmierć.
__________________________________
Jest imagine z Lou. :D . Mam nadzieję, że się podoba. :) .
Zapraszam na blogi gdzie już jutro znajdziecie nowe rozdziały. :D
*blog1*  *blog2*  *blog3*
Do następnego miśkiii. xoxox

4 komentarze:

  1. niesamowity ;D dawno nie czytałam takiego dobrego ;)
    zapraszam do mnie http://and-live-while-we-are-young-1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. jest imagin z Lou, który jest przepiękny i smutny, wpsaniały. xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaki cudownyyy.! *,* ... tylko tyle teraz jestem wstanie powiedzieć <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Robisz mi nowy makijaz, bo sie poplakalam! ;D Cudowny <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3