piątek, 1 lutego 2013

Three Hundred Seventy - Five

Witajcie!
Przepraszam, że tak długo niczego nie dodawałam, ale ja jestem z tych co na ferie dopiero czekają. Obiecuję, że jak wreszcie nadejdą, odrobię wszelkie zaległości!
Ostatnio wiele osób pytało mnie, dlaczego zawsze krytykuję swoją twórczość? Dlaczego mam tak niską samoocenę? Czemu w siebie nie wierzę?
Jak już kiedyś napisałam - od dawania wiary naprzód i popychania w przyszłość są przyjaciele!
Z ręką na sercu przyznaję, iż mam najlepszych przyjaciół na świecie, chociaż CZĘSTO! tego nie doceniam.
Doskonale wiem, że praktycznie nikt z nich tego nie przeczyta, ale i tak dziękuję im za to, że są, że pchną mnie w tą przyszłość, podnoszą na duchu jeśli trzeba, że wytrzymują ze mną, po prostu, że są ze mną i w każdej sytuacji mogę liczyć na ich wsparcie!
Dzisiejsze opowiadanko dedykuję jednym z najważniejszych osób w moim życiu, Joasi i Kindze! Dziękuję Wam, że bez względu na wszystko jesteście ze mną i wytrzymujecie moje fochy!
Dedykację otrzymuje również Ariel - dziewczyna, która kilka postów wcześniej prosiła mnie o nią.
Uprzedzam, że imagin wyszedł dość długi, więc nie chcę mieć nikogo na sumieniu, jeśli zanudzi się na śmierć!!!

Początek czerwca. Jak na londyńską aurę, pogoda tego dnia zapowiadała się fantastycznie. Obudziłam się, a mój wzrok od razu pokierował się w stronę śpiącego jeszcze słodko obok mnie bruneta. Rozradowałam się na widok uśmiechającego się przez sen Liama, z którym to parę tworzyłam blisko trzy lata. Nasze pierwsze spotkanie było wyjątkowe. Oboje szliśmy tą samą ulicą, jednak w przeciwnych kierunkach. Niosłam kawę, wpatrując się przy tym w ekran telefonu. Skutek był następujący, zderzyliśmy się. Swoją kawą oblałam śnieżnobiałą koszulę i czarny, dopasowany garnitur bruneta. W taki oto sposób rozpoczęła się nasza znajomość, która z biegiem czasu przerodziła się a prawdziwą miłość. Jednak nie o tym teraz mowa!
W ten wieczór spodziewaliśmy się gości. Odwiedzić miał nas Louis ze swoją narzeczoną Eleanor. Z tą dwójką łączyła nas wielka przyjaźń. Wszystko było już przygotowane, pozostało tylko czekać, że usłyszymy dzwonek do drzwi. Nie trwało to długo. Stanęłam przed lustrem, aby poprawić sukienkę i fryzurę. Po chwili w pokoju zjawił się Liam i przybyli goście. Przywitaliśmy się pocałunkiem w policzek, po czy wspólnie zasiedliśmy do stołu by zjeść posiłek przygotowany przez mojego chłopaka.
- Chcieliśmy Wam coś powiedzieć. - zaczął Louis łapiąc za dłoń Eleanor, kiedy siedzieliśmy już w salonie
- Zamieniamy się w słuch. - odpowiedział za nas oboje Liam
- Zapraszamy Was na nasz ślub. - spojrzała na Louisa brunetka
- Ale to nie wszystko. Chcielibyśmy, abyście zostali świadkami na naszym ślubie. - uśmiechnął się. - Decyzja należy do Was.
Kiedy skończył mówić, wręczył Liamowi białą kopertę, w której jak myślałam, znajdowało się zaproszenie. Brunet zwinnie wyjął z jej środka zawartość i zaczął czytać na głos. Zgodziliśmy, ponieważ był to dla nas wielki zaszczyt.

Dzień ślubu
Obudziłam się wcześnie rano, aby ze wszystkim zdążyć na czas. W biegu przywitałam się z Liamem i zabierając sukienkę, udałam się do domu Eleanor, by pomóc dziewczynie w przygotowaniach do uroczystości. Natomiast Payne pojechał do Louisa, aby dodać mu otuchy i pomóc przy wyborze krawata.
Po zaledwie kilku minutach byłam już w domu przyjaciółki i wtedy zaczęły się wielkie przygotowania. Najpierw kosmetyczka, później fryzjer, a na sam koniec ubieranie się w piękną, śnieżnobiałą suknię ślubną. Eleanor stanęła naprzeciw dużego lustra, natomiast moja osoba znajdowała się tuż za nią, aby poprawić wszelkie dodatki.
- Wyglądasz ślicznie. - powiedziałam, kiedy uznałam, że niczego nie trzeba poprawiać już w wyglądzie brunetki
- To wszystko dzięki Tobie. Dziękuję Ci. - odwróciła się w moją stronę i przytuliła mnie
- Przepraszam, że przeszkadzam dziewczęta. - przerwał nam ojciec Eleanor. - Chciałem powiedzieć, że samochód z Panem Młodym i drugim świadkiem stoją już na podjeździe. Córeczko...pięknie wyglądasz. - widać było, że pan Calder się wzruszył
-To Twój wielki dzień, pamiętaj o tym. - uśmiechnęłam się i poszłam otworzyć drzwi Louisowi i Liamowi. Chłopcy ubrani byli znakomicie. Oboje mieli czarny garnitur i krawat, oraz białą koszulę. Tomlinson w lewej dłoni trzymał bukiet dla swojej ukochanej, a Payne mu wtórował.
Nim się obejrzeliśmy rozpoczęła się ceremonia w kościele. Razem z państwem młodym siedzieliśmy z Liamem przy samym ołtarzu. Od czasu, do czasu spoglądałam na bruneta, a on tylko delikatnie się uśmiechał.
- Czy Ty, Louisie Tomlinsonie, bierzesz sobie za żonę tę oto Eleanor Calder i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że jej nie opuścisz aż do śmierci? - kapłan zwrócił się do Louisa
- Tak. - jego odpowiedź była szybka i zdecydowana
- Czy Ty, Eleanor Calder, bierzesz tego oto Louisa Tomlinsona i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że go nie opuścisz aż do śmierci? - zwrócił się do dziewczyny
- Tak. - odpowiedziała pewnie
- Zatem ogłaszam Was mężem i żoną. - powiedział triumfalnie duszpasterz i pozwolił, aby zebrani wyszli z kościoła
Razem ze świeżymi małżonkami i Liamem pod rękę, udałam się na zewnątrz kościoła, gdzie na młodą parę poleciało mnóstwo ryżu. Wszyscy goście złożyli parze życzenia, po czym wspólnie udaliśmy się na wesele, które odbywało się w hotelu na obrzeżach miasta.
Usiedliśmy naprzeciw Louisa i Eleanor, i zaczęliśmy spożywać obiad. Długo nie trwało, zanim zespół grający podczas uroczystości weselnej zaprosił wszystkich na parkiet do odtańczenia tradycyjnego, pierwszego tańca przez młodą parę. Uśmiechnięci państwo Tomlinson trzymając się za ręce, weszli do środka okręgu, które utworzyli pozostali goście. Zaczęliśmy się kołysać w rytm muzyki, a małżonkowie wtuleni w siebie stawiali małe, ale bardzo rytmiczne kroki. Spojrzałam na ujmującego moją dłoń Liama. Chłopak również patrzył na mnie. Posłaliśmy sobie piękne uśmiechy i wzmocniliśmy uścisk naszych dłoni. Kiedy pierwszy kawałek dobiegł końca, Payne poprosił mnie do tańca. Uległam jego namowom. Brunet swoją dłoń ułożył na mojej talii, zaś drugą złapał moją rękę. Zaczęliśmy się poruszać po parkiecie, wśród kilkudziesięciu innych par ludzi.
- Patrz jak oni razem ślicznie wyglądają. - zachwycałam się widokiem tańczących, ale patrzących w swoje oczy Louisa i Eleanor
- Czy mi się wydaje, czy Ty jej zazdrościsz? - zaśmiał się pod nosem
- Po części tak. - przyznałam się niechętnie. - W końcu taki piękny dzień trafia się tylko raz w życiu każdego człowieka.
- Zatem Twój dzień dopiero nadejdzie. - musnął moje wargi i zaczęliśmy tańczyć dalej
Po kilku godzinach wspólnej zabawy, razem z nowożeńcami udaliśmy się na zdjęcia plenerowe. Pojechaliśmy na plażę. Przed wejściem na sypki piasek, wszyscy zdjęliśmy swoje buty i trzymając je w rękach ruszyliśmy przed siebie. Po drodze do skał znajdujących się na plaży, fotograf zrobił nam kilka ujęć. Kiedy doszliśmy do wniosku, że na kolejnych zdjęciach powinni pojawić się wyłącznie nowo poślubieni, ja i Liam usiedliśmy na piasku, w odpowiedniej odległości aby móc porozmawiać.
- Oni pasują do siebie jak dwie krople wody. - powiedziałam tuląc się do bruneta, a zarazem patrząc na pozujących do zdjęć
- Sądzisz, że my do siebie nie pasujemy? - zapytał
- Tego nie powiedziałam...Doskonale wiesz, że nikogo nigdy nie pokocham równie mocno jak Ciebie. - pocałowałam go w policzek
- Nie mów rzeczy, które są nierealne do spełnienia. - odpowiedział obejmując mnie umięśnionym ramieniem
- Liam... - posmutniałam
- Przepraszam...Ja nie to miałem na myśli. Chodziło mi o to, że kiedyś będziemy mieć dziecko i je też będziesz musiała kochać tak bardzo jak mnie. - uśmiechnął się przepraszająco
- Kocham Cię... - szepnęłam
- Ja Ciebie też... - przejechał kciukiem po mojej twarzy
- Dobra zakochańce! Wracamy, by bawić się dalej. - chwilę czułości przerwał nam radosny krzyk Louisa, jednak zanim zdążyliśmy wstać, fotograf zrobił nam zdjęcie, kiedy patrzyliśmy sobie w oczy.
Ledwo przekroczyliśmy próg dużego pomieszczenia, na którym bawili się wszyscy goście, a podbiegła do mnie Lux, córeczka stylistki chłopaków. Kucnęłam do niej i wzięłam małą na ręce. Zanim udaliśmy się do stolika, przy którym siedzieliśmy, poszliśmy z Liamem i słodką Lux do jej matki. Cały czas czułam dłoń Payne'a na moich plecach. Nie ukrywam, było to przyjemne uczucie. Chwilę rozmawialiśmy, po czym Lou i jej mąż ruszyli na parkiet by trochę potańczyć, natomiast my z brunetem zobowiązaliśmy się zająć ich córeczką.
- Może zatańczymy? - spytał Liam trzymając uroczą blondyneczkę na swoich kolanach
- Z Tobą zawsze. - uśmiechnęłam się i ruszyłam za nim
Payne jedną ręką trzymał Lux, która położyła się na jego ramieniu, a drugą mnie w pasie, przyciągając do siebie. Podobnie jak córka Lou, położyłam głowę na drugim barku Liama. Wiedziałam, że chłopak w tym momencie się uśmiecha.
Wyglądaliśmy wtedy, jakby Lux była naszym dzieckiem. Niejedna para ludzi podchodziła do nas i gratulowała tak słodkiego owocu miłości. Jednak my za każdym razem mówiliśmy, że to niestety nie nasze dziecko. Przetańczyliśmy we trójkę kilka piosenek, kiedy to mama dziewczynki zabrała ją. Wtedy kołysaliśmy się na parkiecie już bez małej Lux.
- Jak na prawdziwe wesele przystało, - zaczął Louis do mikrofonu. - chcielibyśmy podziękować wielu osobom. Na początku naszym rodzicom, którzy w nasze wychowanie włożyli tyle czasu, emocji, a niejednokrotnie z naszej strony spotykała ich jakaś przykrość. Chcemy Was za to przeprosić i podziękować za razem. Musicie wiedzieć, że w wychowaniu naszego potomstwa, które na świat przyjedzie już za niedługo, - Tomlinson dotknął dłonią brzucha swojej żony. - będziemy kierować się waszym przykładem.
W oczach rodziców Eleanor i Louisa pojawiły się łzy. Wszyscy goście zaczęli bić gromkie brawa, które skierowane były do matek i ojców państwa młodego. Dziękowali chrzestnym, dziadkom, jednak najbardziej zdziwiły mnie i Liama ostatnie podziękowania.
- Na sam koniec serdecznie dziękujemy naszym świadkom, (T.I.) i Liamowi. - uśmiechnęła się ciepło w naszym kierunku mówiąca Eleanor. - To dzięki Wam nasze wesele jest takie piękne. Zadbaliście o sprawy, które nam nie mieściły się w głowie. Jesteście naszymi przyjaciółmi i zawsze nas wspieracie, dlatego chcieliśmy mieć was za świadków. Nawet dzisiaj już od samego rana byliście w naszych domach i pomagaliście nam, za co gorąco Wam dziękujemy.
- Wasze zdrowie! - krzyknął Louis, po czym uniósł do góry i przechylił kieliszek z czerwonym winem, zaś wszyscy goście mu wtórowali i nagrodzili mnie i Liama owacjami na stojąco. Poczułam mocniejsze ściśnięcie na dłoni. Moje spojrzenie pokierowałam na stojącego obok mnie bruneta. Uśmiechał się on w moim kierunku ciepło. Zbliżył swoją twarz do mojej, delikatnie musnęliśmy swoje wargi.
- Zatańczymy? - szepnął wprost do mojego ucha
- Tobie nie da się odmówić. - odpowiedziałam równie cicho i ruszyłam za chłopakiem mojego życia na parkiet
Przetańczyliśmy wspólnie kilka kolejnych piosenek. W objęciach Payne'a czułam się niezwykle bezpiecznie i wyjątkowo. Co chwilę mówił jak bardzo mnie kocha i obiecywał również, że i my będziemy mieć taki wspaniały ślub.
Wpatrując się w prześliczne tęczówki bruneta, miałam wrażenie, że świata poza naszą dwójką nie ma. Uśmiechaliśmy się do siebie przepełnieni miłością. Nic nie może przecież wiecznie trwać, ponieważ nasz moment czułości przerwali sami państwo młodzi, a w szczególności Louis.
- Liam, pozwoliłbyś mi na tę przyjemność zatańczenia z Twoją partnerką? - zapytał. - W zamian otrzymasz moją żonę.
- Tylko pamiętaj, ona nadal jest moja. - podszedł do Eleanor i objął ją w podobny sposób jak mnie
- Wszystko w porządku? - zapytał z czułością Tomlinson, widząc jakie spojrzenie kieruję brunetowi
- Tak, oczywiście. - zmieszałam się. - Dlaczego miałoby być inaczej?
Młody Pan nic nie odpowiedział, jedynie przycisnął mnie bliżej do siebie, jakby dając do zrozumienia, że to tylko zwykły taniec.
Usiadłam przy stoliku rodziców pary młodej, ponieważ prosili mnie o tę przysługę. Z uśmiechem wraz z rodzicielkami komentowałam jak to Louis i Eleanor do siebie pasują. Ojcowie zaś zachwycali się faktem, że za kilka miesięcy spotkają się na równie hucznej uroczystości, jaką będzie chrzest nowo narodzonego dziecka Tomlinson'ów.
- Skarbie. - usłyszałam za sobą głos należący do Liama, i poczułam dotyk ciepłej, a zarazem delikatnej dłoni spoczywającej na mojej talii, która jak mniemam również jest jego własnością
- Tak? - odpowiedziałam odwracając się w jego kierunku
- Wiem, że jest już późno, ale czy nie wyszłabyś ze mną na zewnątrz, gdyż bardzo źle się czuję? - zapytał, a na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia
- Oczywiście. - wstałam z krzesła. - Przepraszam państwa bardzo, ale sami rozumiecie, muszę już iść. - wskazałam ręką na bruneta, który oparł się o ścianę.
Opuściliśmy wzniosły budynek i spacerem, trzymając się za ręce ruszyliśmy w kierunku parku, znajdującego się po przeciwnej stronie.
- Jak się czujesz? - zwróciłam się do Payne'a, kiedy ten rozluźnił uścisk naszych splecionych jak dotąd razem dłoni
- Teraz już w porządku, po prostu zrobiło mi się słabo. - usiadł na jednej z ławek
Ja jednak nie przystanęłam, tylko poszłam kilkadziesiąt metrów naprzód, gdzie znajdował się strumyk, który poruszany był przez wolny nurt wody. W jego tafli pięknie odbijał się księżyc, bo w końcu było już grubo po północy. Zatrzymałam się, nie mogąc napawać się widokiem cudów, jakie tworzy Matka Natura, kiedy to ja w nawyku mam już spać. Zachwycałam się wszystkim tym co znajdowało się wokoło mnie, a Liam dokładnie lustrował każdy mój ruch, nawet ten najmniej widoczny. W końcu przemógł się. Podszedł do mnie, objął od tyłu i splótł swoje dłonie na moim brzuchu. Swoją głowę zaś oparłam o jego kark, tak aby móc poczuć woń jego perfum. Nie używaliśmy zbędnych słów, które mogłyby tylko zniszczyć tą cudowną harmonię, jaka tworzyła się między nami, a środowiskiem naturalnym.
- Wiem, że nie jestem idealny. - zaczął najciszej jak tylko mógł. - Wiem, że mam wiele wad. Wiem, że czasem nie potrafimy się dogadać, ale pomimo wszystko kocham Cię jak wariat. Wiem, doskonale wiem, ile wycierpiałaś mojego powodu, z powodu mojej kariery, moich humorków i niedotrzymanych obietnic, ale pomimo wszystko kocham Cię jak wariat i wiem, że Ty mnie też. Dlatego chcę złożyć Ci jeszcze jedną obietnicę, której nigdy nie złamię. - odwrócił się do mnie przodem i złączył ze sobą nasze prawe dłonie. - Obiecuję Ci bezgraniczną miłość, nieogarniętą wierność, zawsze uczciwość i lojalność, oraz to, że aż do śmierci będę z Tobą...To są tylko moje obietnice, ale decyzja, czy mi zaufasz należy co Ciebie. - nie puszczając mojej dłoni, uklęknął przede mną uprzednio wyjmując z kieszeni marynarki czerwone, wykonane z zamszu pudełko w kształcie serca. Otwierając je, w moich oczach pojawiły się łzy. - Cholernie Cię kocham, dlatego nie mogę dłużej czekać...zostaniesz moją żoną, a tym samym uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi?
- Nie musisz składać mi żadnych obietnic, wystarczy, że będziesz mnie kochał... - z moich oczu popłynęły słone łzy. Widząc to chłopak szybko wstał i mocno przytulił mnie do swojej piersi. Złapałam jego delikatne policzki w swoje dłonie i złożyłam na jego malinowych ustach pocałunek. Brunet oddał go i pogrążeni we wzajemnych czułościach zapomnieliśmy o wszystkim prócz nas.
- Czyli zgadzasz się? - zapytał niepewnie, gdy oderwaliśmy się od siebie
- Oczywiście głuptasie. - musnęłam jego wargi, rozpoczynając tym samym kolejny, zachłanny pocałunek...

                                                                             ***

- Trochę w prawo...i do góry. - podpowiadałam Liamowi, gdy ten zawieszał nasze zdjęcia ślubne na ścianie w salonie. - Teraz idealnie!
Brunet schował wszystkie narzędzia jakich używał do skrzynki i poszedł zanieść ją do garażu. Ja natomiast w dalszym ciągu stałam w gustownie urządzonym salonie i lustrowałam kolejno wszystkie zdjęcia, jak zostały powieszone. Chociaż każde z nich widziałam nie jeden raz, nadal uwielbiałam na nie patrzeć i wspominać.
Wpatrując się w zdjęcie, które otrzymaliśmy od Louisa i Eleanor wróciło wspomnienie tego cudownego ślubu naszych przyjaciół, momentu zrobienia ów zdjęcia i tych nieziemskich oświadczyn przy blasku księżyca. Rozmyślając tak poczułam ciepłe dłonie, przytulające mnie od tyłu i przyjemny oddech, który otulał mój kark i policzki.
- Chciałam Ci przypomnieć, że za niedługo będziesz musiał wygospodarować jeszcze trochę miejsca na ścianie, aby zawiesić zdjęcia nowego członka naszej rodziny... - szepnęłam cicho, a brunet swoje dłonie ułożył na moim wypukłym brzuchu i delikatnie pogłaskał go.
- Nie martwcie się, tata wszystkim się zajmie. - ucałował mój policzek.

Nie minęły dwa tygodnie, a my zostaliśmy rodzicami Jacoba Martina Payne. Ojciec małego był bardzo dumny ze swojego potomka i codziennie powtarzał mi jak bardzo kocha mnie i nasze dziecko. Każdego wieczoru, kiedy wspólnie kładliśmy się spać, Liam odnawiał obietnicę jaką złożył mi w dniu ślubu Tomlinson'ów...

10 komentarzy:

  1. Cudowny, naprawdę cudowny ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. cudny, wzruszyłam się *.* ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. a niech mnie... jeden z najcudowniejszych imaginów z Liamem w roli głownej, które ubóstwiam. *____*

    OdpowiedzUsuń
  4. cudaśny :**

    OdpowiedzUsuń
  5. Śliczny imagin, chociaż czytam go po trzy linijki, wciąż ktoś coś ode mnie chce! Ale z tym imieniem to walnęłaś! ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. http://fanbaseawards.com/index.php Głosujcie na chłopaków!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeden z nielicznych imaginów przy, którym się wzruszyłam *.*
    Dziękuję Ci bardzo - wiesz, za co ;*;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham Cię, kocham to jak piszesz, kocham to co piszesz ! :) Po prostu Cię ubóstwiam. Ten imagin jest wspaniały ! Ryczę jak głupia ! I dziękuję Ci za dedykacje ;*** Za te słowa ! ;**********

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3