sobota, 2 lutego 2013

Three Hundred Seventy - Seven


     Wbiegła do pokoju, cały czas piszcząc. Nie chciała, żeby ją złapał, jednak nie miała się również gdzie schować w sypialni. Nerwowo rozglądała się na wszystkie strony, próbując znaleźć jakieś miejsce schronienia. Zrezygnowana zaczęła coraz bardziej panikować, kiedy usłyszała, że Tomlinson już tutaj idzie.
- Tutaj jesteś - zachichotał, po czym podbiegł do niej, powalając ich oboje na łóżko.
     Zaczął ją gilgotać, a ona nie mogła przestać się śmiać. To był jej słaby punkt, miała gilgotki dosłownie wszędzie, a on jeszcze podstępnie to wykorzystywał. Czując jak zaczyna brakować jej tchu, zaczęła się wiercić.
- Proszę, haha, zostaw mnie - zapiszczała przed kolejną salwą śmiechu.
     Louis, jak zauważyła, doskonale się bawił i ani mu przez myśl nie przeszło, żeby zaprzestać swoim działaniom. Śmiał się razem z nią, ciesząc się beztroską chwilą.
- Proszę Louie, haha, zrobię wszystko!
     Bezskutecznie próbowała wydostać się spod chłopaka. Była od niego dużo niższa i na pewno też dużo słabsza, więc pozostało jej tylko wiercenie się i błaganie. Dłonie położyła na klatce piersiowej Tomlinsona, zaczynając próby zrzucenia go, jednak na marne.
     Ku jej zaskoczeniu jak i również uldze przestał ją gilgotać. Otworzyła oczy zdając sobie sprawę, że wlepił swoje ślepia w nią, posyłając szerokie uśmiechy. Mimo tego, że przerwał swoje działanie, ani myślał żeby z niej zejść i nadal gniótł ją swoim ciężarem. O dziwo nie przeszkadzało jej to, a nawet cieszyła się, że może być tak blisko swojego chłopaka.
- No więc, co chcesz? - zapytała przypominając sobie o złożonej obietnicy sekundę wcześniej.
     Louis uśmiechnął się jeszcze szerzej, po czym przybliżył się, by złożyć pocałunek na bladych ustach dziewczyny. Nie trwał on długo, bo zaledwie chwile potem oderwał się od niej, ponownie rażąc ją swoimi błękitnymi oczyma.
     Na jej policzkach pojawił się lekki róż, sygnalizujący jej zawstydzenie. Mimo iż często ją całował, nadal nie przyzwyczaiła się do tej czynności, zawstydzając się niemal za każdym razem, gdy łączyli ze sobą usta. W dodatku, w jej brzuchu zaczęło się uruchamiać stado motylków.
- Nie chcę nic - posłał jej kolejny uśmiech.
     Dźgnął lekko palcem jej nos, chichocząc. Kochała takiego beztroskiego i uśmiechniętego Tommo, chociaż tego naburmuszonego i zmęczonego też. Po prostu miała ochotę tańczyć i śpiewać, niczym księżniczki z bajek Disney'a, kiedy był obok niej i uśmiechał się, tak niebiańsko, tak czarująco.
     Była w nim zakochana po uszy, z resztą on odczuwał do niej to samo. Czuła się jak w siódmym niebie, kiedy przypominał jej o tym, przecież nie ma lepszego uczucia, jak wiedza, że osoba którą kochasz, odwzajemnia to.
- Jak to nic, huh? - zmarszczyła delikatnie brwi - Nie spodziewałam się tego - udała zawiedzenie, by zaraz potem wybuchnąć lekkim śmiechem.
     Śmieli się razem, na wielkim łóżku w ich sypialni. Zdawali się być tacy wolni, tacy szczęśliwi. Obserwując ich z daleka nie można by było się nie zacząć uśmiechać razem z nimi. To jest magia miłości, i tylko ci, którzy jej zaznali, wiedzą jak to jest.
- Mam ciebie, o nic więcej nie muszę prosić - musnął delikatnie palcem jej policzek, którzy ponownie się zaczerwienił - Jesteś taka piękna, kiedy się rumienisz - dodał, co spotęgowało tą czynność.
     Onieśmielał ją w każdym calu, i doskonale o tym wiedział.
- Po prostu powiedz, że mnie kochasz - spojrzał głęboko w jej oczy.
     Kochała go, jak kochała słońce. Kochała go, jak kochała śpiew ptaków. Kochała go, jak kochała kwiaty. Kochała go, jak jeszcze nikogo nie kochała, i mogłaby mu to mówić codziennie.
- Kocham cię - wyszeptała.
     Tomlinson ponownie się do niej przybliżył, by złożyć pocałunek na jej ustach. Niczym nie przypominał te, które zawsze dostała, on był długi, pełny uczuć. Wiedziała, że on ją też kocha, wiedziała i czuła to. Nie potrzebowała, żeby jej to mówił, nie potrzebowała, żeby jej to pokazywał. Wiedziała, po prostu wiedziała.
- Ja ciebie też kocham, [T.I] - zaśmiał się, po czym zaczął ją od nowa gilgotać.
***
Taki króciutki, ale wesoły na dobranoc. No dobrze, przecież nikt nie chodzi spać o dziewiętnastej, ale powiedzmy, że to taki na dobranoc. :) 

9 komentarzy:

  1. Hejo ;D Nominowałam Cię na moim blogu do - the versatile blogger ;D (opowiadanieoonedirection5.blogspot.com) ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Suuuuuuuuuper imagin! Uwielbiam Cię Glimmer! Dodaj coś o Zaynie plosimy ... :) Dobranoc kochana!

    OdpowiedzUsuń
  3. Awww jaki słodziutki <3 Twielbiam ciebie i twoje imaginy ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. słodziuutko! <33

    OdpowiedzUsuń
  5. http://fanbaseawards.com/index.php Głosujcie na chłopaków!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. króciutki, a taki słodki i taki kochany ! :) jak zaczęłam czytać to juz myślałam że ktoś chce ją zgwałcić, a to tylko zabawa xD bardzo takie lubie, kocham je :) i ten zwrot Louisa "jestes piekna kiedy sie rumienisz" :')

    Klaudia CityLondon

    OdpowiedzUsuń
  7. Jakie to słodkie ;) Uśmiechałam się do monitora cały czas. Szkoda tylko, że takie krótkie, bo czuję niedosyt, ale cóż...i tak go kocham <3 Mogę tylko powiedzieć, że po przeczytaniu tego imagina jestem jeszcze bardziej dumna, że jesteś 1/6 Mixers Gang ;D Kocham Xx

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3