piątek, 1 marca 2013

Three Hundred Eighty - Seven



Poczułam jak palcami delikatnie przesuwa w dół po moim ramieniu wywołując gęsią skórkę na całym moim ciele. Uśmiechnęłam się nieznacznie czując jak splata nasze dłonie w kurczowym uścisku.
Drugą ręką zaczął przesuwać po moich plecach, przechodząc pod ramieniem, aż w końcu docierając o mojego pokaźnego brzucha. Subtelnie gładził go kciukiem opierając podbródek na moich drobnych barkach. Czułam na swojej szyi jego ciepły i równomierny oddech przez co moje kolana zmiękły - zawsze tak na mnie działał, to już chyba tradycja. 
-Jak się dziś czują moje księżniczki? - spytał, niezauważalnie zostawiając ślad swoich malinowych ust na mojej bladej skórze.
-Teraz? Idealnie. - stwierdziłam i odwróciłam się zręcznie spoglądając prosto w jego oczy, dotykając dłonią rozgrzanego policzka bruneta. 
Po chwili poczułam jak napiera na mnie swoimi wargami. Znów te młodzieńcze motylki w brzuchu rozrywające od środka, przyspieszone bicie serca i dreszcze. 
-Usiądź sobie, przyniosę coś do zjedzenia - odparł wesoło i nim się obejrzałam chłopak krzątał się w kuchni.
Za jego prośbą ruszyłam do salonu i usiadłam wygodnie na puchowej kanapie oraz włączyłam telewizor. Ku mojemu zaskoczeniu jeden z programów mnie zaciekawił, dlatego odłożyłam pilot z powrotem na stolik.
-Jestem z całą zastawą - odpowiedział poważnie, a ja spojrzałam na to co przyniósł z wielkimi oczami. Otóż chłopak przyniósł kilkadziesiąt kanapek, różnorodne sałatki, sosy oraz coś słodkiego czyli kilka paczek pianek i chipsów.
-Niall? - spytałam niepewnie.
-Hej. Jest nas trójka, chociaż jakby to przekalkulować to poczekaj - chłopak zaczął wykonywać w powietrzu jakieś obliczenia, wystawiając język. Zaśmiałam się delikatnie - to jest nas piątka. Bo ja jem za trzech, więc skarbie nie marudź. - zrobił niewinną minę, a ja buchnęłam śmiechem.
-Kocham Cię, żarłoku. - powiedziałam słodko, klepiąc miejsce obok siebie.
Blondyn w błyskawicznym tempie dotarł na miejsce i usiadł trzymając talerz kanapek w ręku.
-Co oglądasz? - spytał.
-Ciekawy program. Jak urodzić i nie zwariować - odparłam biorąc gryz.
Na ekranie pojawiła się składanka krótkich filmików, na których przedstawiani byli mdlejący tatusiowie.
-Nie rozumiem, czemu oni tak reagują - odpowiedział dość obojętnie mój partner.
-A ty co chojraku? Myślisz, że dasz radę bez tego? - spytałam podstępnie.
-Jasne, że tak.
Mruknęłam sarkastycznie na tak i powiedziałam w myślach 'Jeszcze zobaczymy'
-Matko. Nie mogę się już doczekać, kiedy ten kochany stworek będzie tu biegał.. - powiedział rozmarzonym głosem Niall.
-Ja też nie, uwierz mi. Ale już niedługo. W końcu za dwa tygodnie mam się stawić w szpitalu, lekarze raczej wiedzą co mówią.. - odpowiedziałam i przytuliłam się do torsu chłopaka.
-Niesamowite. Chyba nie mogłem sobie wyobrazić lepiej swojego życia - po tych słowach pocałował mnie w czubek głowy.
-Życie lubi zaskakiwać - zaśmiałam się delikatnie - Ja pójdę się umyć i potem spać, bo jestem zmęczona.
-Dasz sobie radę? - spytał troskliwie.
-Tak skarbie, poradzę sobie - powiedziałam przez uśmiech.
-Może jednak Cię zaprowadzę? - pytał lekko nerwowo.
-Kochanie. Ja jeszcze nie rodzę i mogę normalnie funkcjonować - powiedziałam czochrając jego włosy.
-Niby tak, ale się o was martwię. To źle?
-To cudownie, jednak wszystko jest w porządku, gdyby coś...- nie było mi dane dokończyć, gdyż poczułam mocny skurcz - Auuuu! - zawyłam z bólu, który nie ustawał.
-Boże, <t.i.> - krzyknął Niall łapiąc mnie pod ręce i sadzając na kanapę.
-Bolii!. Aaaa! Niall!
Zrobił pytającą minę.
-Wody mi odeszły... - powiedziałam mrużąc oczy.
Chłopak przez chwilę stał jak zaklęty, a gdy już się wybudził zaczął biegać jak szalony po całym domu szukając telefonu:
-Boże! Zaczęło się! Matkoo, to już. Nie wierzę, jezu... Gdzie? A tu jesteś. - złapał telefon do ręki i zadzwonił na pogotowie.
Po wykonanym telefonie ukucnął przede mną i ciągle powtarzał:
-Jezu, zaczęło się, zaczęło się, cholera zaczęło się.
Podirytowana jego gadaniem krzyknęłam
-Niall! Zamknij się! Panikujesz gorzej niż ja!
Po tych słowach nieco się uspokoił chcąc zachować męski honor i głaskał mnie po plecach.
***
-Tatuś wchodzi na salę? - spytała pielęgniarka. 
-Tak - odparł nieco przerażony spoglądając na mnie, siedzącą już na fotelu i wykrzywiająca twarz w bólu.
-W takim razie proszę to założyć - kobieta pokazała fartuch.
Jednak jakby to było. Nawet nie zdążył wziąć go do rąk, a już runął na ziemie nieprzytomny. A mówił, że da radę. Ehhh..mężczyżni...Auuuć. Już skarbie, zaraz wyjdziesz, nie denerwuj się i mamy. Damy radę same - mówiłam do siebie w myślach chcąc się nieco uspokoić.
***
Właśnie wjechałam na salę, jestem wykończona. Jedyne na co mam ochotę to spanie, jednak nie mogę. Muszę najpierw ją zobaczyć. 
-Jak się domyślam, nie zaśnie pani bez córeczki? - spytała uśmiechnięta pielęgniarka.
-Nie ma takiej opcji - odparłam ściszonym głosem.
Minęło parę chwil, a w drzwiach stanęła kobieta z maleństwem na ręku. Na sam widok łzy napłynęły do moich oczu, a kąciki ust uniosły się maksymalnie do góry. 
-A oto pani pociecha - podała mi ją do rąk, a ja najdelikatniej jak umiałam objęłam ją głaszcząc delikatnie po zaczerwienionym policzku. 
To niesamowite. Właśnie trzymałam w ręku istotkę, która jest owocem miłości mojej i Niall'a. Moment. Cholera. Gdzie Niall? 
-Przepraszam, może to dziwne pytanie. Ale widziały panie mojego męża? - zapytałam nieco rozbawiona przypominając sobie jego minę, kiedy patrzył na mnie i pielęgniarkę. 
-Powinien się zaraz zjawić - odparły również rozbawione.
Nagle w drzwiach pojawił się szukany przeze mnie blondyn. Miał szeroko otwartą buzię, a w oczach widziałam łzy wzruszenia.
-Matkoo..- odparł zakrywając usta dłonią. 
-I jak tatuśku? - spytałam spoglądając na małą.
Chłopak nic nie odpowiedział tylko podszedł do nas, usiadł na skraju łózka i z niezwykle wielkim i szczerym uśmiechem pogłaskał złączone dłonie - moją i dziecka. 
-Kocham...
_________________________________________
Tak, tak .. nic ciekawego i temat oklepany. Jednak matko, ja nie mogę patrzeć na te pustki. ;o Więc napisałam coś na szybkiego. Za błędy - przepraszaaam!. :) 
Następny imagin obiecuję, że będzie lepszy - już zaczęty, jednak czekam aż jakaś inna autorka może pokusi się o dodanie czegoś..bo to już mój 4 pod rząd. -,- . Troszkę nie halo . 
LarryShippers zapraszam tutaj: *klik*   Za każdy lajk, dziękuję bardzo w imieniu obu autorek .;3
Do następnego misiaczki. xx 

6 komentarzy:

  1. Zgadzam sie z tobą, ostatnio tylko Ty si o nas troszczysz i cos tu dodajesz :) reszta nie wiem na co czeka ;D

    lubie takie imaginy słodkie :) więcej takich

    OdpowiedzUsuń
  2. kocham wasze wszystkie imaginy, ale do Twoich chyba mam naj sentyment :) a ten o Niallu jest cudny, mało powiedziane... kocham <3

    Klaudia Citylondon

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam tego imagina. Jesttaki słodki. ;)
    Ps. Dziękuje że go napisałaś, bo ostatnio nie ma tu co czytać ;(

    OdpowiedzUsuń
  4. kocham Twoje imaginy! *.*
    + lajknęłam na fejsie! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Boski *.* Pierwszy raz czytałam Twojego imagina z udziałem Niall'a nie wiem jak to się stało ;o

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3