niedziela, 17 marca 2013

Three Hundred Ninty - Five

UWAGA! IMAGIN +18!



~*~

Uchyliłam lekko powieki, ale szybko je zamknęłam, bo jasność, jaka panowała w pokoju była nie do zniesienia dla moich oczu. Leżałam leniwie na łóżku. Odwróciłam głowę, a obok leżał mój Harry. Wpatrywał się swoimi hipnotyzującymi zielonymi oczkami w moje, niebieskie. Słodko się uśmiechał, przez co było widać jego urocze dołeczki.
- Dzień dobry, kochanie. Byłaś wczoraj cudowna.- Wyszeptał mi na ucho. Ach, ten mój tygrysek...- Może to dziś powtórzymy, co...?- Zaczął wsuwać rękę pod kołdrę.
-  Haroldzie!- Uderzyłam go w ramię, a on szybko wyciągnął dłoń, która już zataczała kółka na moich udach.
- No dobrze...- Powiedział, widocznie smutny.
- Która godzina?- Zmieniłam temat. Hazz odwrócił się i spojrzał na zegarek.
- Jest... 11:30.
- O matko!- Zerwałam się z łóżka. Szybko podbiegłam do szafy. Zaczęłam przerzucać sterty ubrań, aby znaleźć odpowiedni strój.
- Jakiś problem?
- Na 12:30 jestem umówiona na rozmowę kwalifikacyjną! A co, jeśli nie zdążę?!- Zaczęłam panikować.
- Zdążysz, zdążysz, tylko się uspokój. Wszystko będzie dobrze.
- Przestań! Ty nigdy nie widzisz powagi sytuacji!- Byłam na niego wściekła.
- No i? Taki już jestem i takiego mnie kochasz.- Głośno westchnęłam, pokręciłam głową i jeszcze szybciej przerzucałam nieodpowiednie ubrania.
- Nie mam się w co ubrać!- Spanikowałam. Mój ukochany wstał, podszedł do mnie, odwrócił, położył ręce na moich ramionach i przemówił do mnie:
- Skarbie... Ogarnij się! Uspokój, wdech, wydech, wdech, wydech...- Instruował mnie. Niestety to nic nie zmieniło. Ale liczą się chęci. Kochany głupeczek.- Już dobrze?
- Nadal nie.- Rzuciłam od niechcenia i wróciłam do poprzedniej czynności. W końcu znalazłam! Wyciągnęłam białą sukienkę na ramiączkach, do kolan, a do tego czarny żakiet, podwijany do łokci z białymi mankietami. Pobiegłam do łazienki i zaczęłam przemianę z porannej [T.I.] na [T.I.], która może pokazać się przy ludziach. Włosy porządnie rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Gdy pojawiłam się w pokoju, Hazz siedział dokładnie w tym miejscu, gdzie był przed 15 minutami. Jak mnie zobaczył, jego kąciki ust uniosły się jeszcze wyżej. Spojrzałam na zegarek. 11:50.
- Na pewno zdążysz.- Powiedział uśmiechnięty, widząc moją reakcję.
- Nie ważne.- Rzuciłam i szybko poleciałam do kuchni. Wpadłam do niej, przyszykowałam płatki, które zjadłam dość szybko, po czym poszłam wybierać buty. W końcu moją zdobyczą okazały się czarne, wysokie szpilki. Dobrałam do tego jeszcze małą torebeczkę, tego samego koloru co buty, jeszcze raz się przejrzałam w lustrze, po czym wyszłam na spotkanie.

Rozłączyłam się z Harrym, po czym przyśpieszyłam. Chciałam być jak najszybciej w domu. Co prawda facet, z którym byłam umówiona nie dał mi dokładnej odpowiedzi "tak" lub "nie", tylko że się odezwie, ale mam nadzieję, że dostanę tą pracę. Będzie dobrze... Mam taką nadzieję.
Przekręciłam kluczyk w drzwiach. Wydały one charakterystyczny dźwięk, po czym je otwarłam. Było ciemno.
- Harry!- Krzyknęłam, brak odpowiedzi.- Harry!- Nadal nic. Chciałam zaświecić światło... Wodziłam ręką po ścianie, szukając kontaktu. W końcu go znalazłam, kliknęłam i... I nic.- Harry!- Nikt się nie odezwał. Ściągnęłam buty i po omacku podążyłam do swojego pokoju. Pech chciał, że musiałam chcieć go na piętrze. Kilka razy się wywróciłam, ale co tam. Bywało gorzej.
Lekko pchnęłam drzwi, a moim oczom ukazał się mój pokój, ale nie przypominał tego, która zapamiętałam, wychodząc. Ten był jak z bajki. Po całym pomieszczeniu były poustawiane świeczki zapachowe, przez które teraz tutaj pięknie pachniało. O dziwo oświetlały one mój kącik. Omiotłam wszystko wzrokiem i zatrzymałam go na łóżku. Leżał tam Harry... Był w samej bieliźnie, zadziornie uśmiechał się do mnie. To wszystko jego sprawka.
Mój ukochany wstał, podszedł do mnie, łapiąc mnie za pośladki. Podniósł i ułożył na łóżku. Ściągnął ze mnie kamizelkę, rozsunął zamek od sukienki, a ona po chwili leżała już w kącie. Chciał mi już rozpiąć stanik, ale ja na to nie pozwoliłam. Pchnęłam go zdecydowanym ruchem, przez co to teraz on leżał na pościeli. Całowałam jego usta, niżej szyję, klatkę, brzuch. Niczym lwica zerwałam jego bokserki. Oblizałam się na widok jego "hazzakondy", która stała już na baczność. Na początku zabawiałam się nią ręką. Złapałam ją. Pocierałam w górę i dół. Chłopak nie mógł wytrzymać.
- Czemu mi to robisz?!- Krzyczał, ale ja nie reagowałam. Wręcz przeciwnie - podniecało mnie to. Później delikatnie lizałam. W końcu wzięłam jego przyrodzenie do buzi. Hazza cicho pojękiwał. Sprawiało mu to ogromną przyjemność.
Po mojej zabawie to on przejął pałeczkę. Wykonał obrót, przez co to teraz ja byłam na dole. Chwilę zmagał się z zapięciem mojego koronkowego, czerwonego stanika. Uwielbiał ten kolor, on jeszcze bardziej go podniecał, działał jak płachta na byka. Zataczał kółka po moim ciele, które z każdym razem stawały się coraz mniejsze. Masował, lizał, przygryzał moje piersi. Po prostu sprawiał mi przyjemność. On był już w tym wyćwiczony, a ja byłam jedynie jego uczennicą. Swoimi gestami doprowadzał mnie do skrajności. Powolnym ruchem ściągnął moje majtki. Spojrzał jeszcze raz na moje oczy, jak zawsze, aby się na pewno upewnić. Mój skarbeczek. Skinęłam głową na "tak", pocałował mnie w usta, po czym ponownie zaczął wodzić po moim brzuchu swoim językiem. Nie wiedziałam, czemu to ma skutkować, ale nie powiem, było to przyjemne. Zjechał z brzucha niżej. Bawił się moją kobiecością językiem. Myślałam, że eksploduję! Nie mogłam wytrzymać. Jego język latał wszędzie. Gdy go wyciągnął, włożył we mnie palec, potem dołożył drugi i trzeci. Poruszał nimi szybko. Ale to był tylko początek. W końcu i je wyciągnął, a wtedy do akcji wkroczył  on. Wszedł we mnie, na początku delikatnie poruszając biodrami. Z czasem było to coraz szybsze i szybsze. Wykrzykiwałam jego imię oraz inne słowa... Głośno sapałam, on sam nie mógł złapać oddechu. Nie zdziwię się, jeśli jutro sąsiedzi będą się skarżyć, byliśmy naprawdę głośno. Jęczałam z rozkoszy, a Hazzę to tylko motywowało. Wiedział, jak na mnie działa, i że nie mogę mu odmówić. Ale nic nie pobije tego, jak nasze łóżko skrzypiało. Chyba trzeba będzie kupić nowe.
Jeszcze przez jakiś czas bawiliśmy się sobą nawzajem, po czym usatysfakcjonowani upadliśmy na pościel. Mój chłopak przykrym nas kołdrą, pocałował mnie w policzek i wyszeptał do ucha:
- Kocham Cię. Byłaś doskonała...
~*~
I co? To pierwszy mój taki imagin +18. Mam nadzieję, że nie jest taki zły. Sorry, za błędy, jeżeli takowe się pojawiły.
Wracam po długiej nieobecności. 
Następny imagin wolicie w jakiej kategorii i z kim? ;D 
Ps. Zapraszam oczywiście do siebie ;D Koszmar minionego lata...

7 komentarzy:

  1. Kolejny? Zaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaayn! Taki z kategorii normalnych, ale jednocześnie mający to wzruszające coś na końcu. :)
    Mnie akurat nie kręcą świeczki, róże i te sprawy, ale i tak cieszę się, że wreszcie coś dodałaś. Nie jestem, nigdy nie byłam i nie chcę być hejterką, ale dziewczyny ostatnio skrajnie olewają sobie bloga. Rozumiem, że można mieć gorszy okres, dużo roboty, ale nigdy chyba jeszcze nie pojawiały się dwa imaginy w tygodniu, jak na dwadzieścia parę autorek to raczej cienko moim zdaniem. To tylko świadczy o Waszym zaangażowaniu.
    Liczę, że jeszcze o nas pamiętacie i że ta sytuacja się zmieni, bo uwielbiam Wasze imaginy :)

    Fajny imagin, wciągnął mnie, nie powiem. Przeczytałam jednym tchem :) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przestrzegając regulaminu, każda z autorek musi dodać minimum 2 imaginy miesięcznie. Patrząc po liście po prawej stronie bloga i nie licząc Elizy, jest Was 21. Mnożąc przez dwa imaginy wychodzi 42 na miesiąc i ok.10-11 na tydzień.
      W lutym (no dobra, ma tylko 28 dni) dodałyście łącznie (o ile się nie mylę) 14 imaginów. 14 na 42? coś jest chyba nie tak :/
      Albo usuńcie niektóre autorki, albo zmieńcie regulamin, bo same go nie przestrzegacie :/

      Usuń
    2. Ja niestety muszę przygotowywać się do egzaminów i nie mam czasu. Ale obiecuję, teraz postaram się dodawać przynajmniej raz w tygodniu.

      Usuń
    3. Rozumiem, że każda z Was ma jakieś obowiązki, ja też dużo się uczę i nie raz nie starcza mi czasu na pisanie. Ale po liczbie imaginów widać, że wszystkie zaniedbujecie bloga. Nie wiem czym to jest spowodowane, ale kiedyś tak nie było. Smuci to, bo naprawdę lubię waszego bloga :(

      Usuń
  2. Zdecydowanie popieram All :) faktycznie jak na ponad 20 autorek to na blogu pojawia sie bardzo malo imaginow, a co do usprawiedliwien sprawdzianami: nie wydaje mi sie ze 21 autorek w tym samym czasie ma tak duzo nauki ze nic nie moze napisac, w koncu od czego sa weekendy? imagin super jak zawsze. Wiki xo xo

    OdpowiedzUsuń
  3. O JA PIERDOLE !!! zajebisty ! :D
    "hazzakondy" ~~haha, ryk ze śmiechu xD

    jeśli chodzi o powyższe komentarze: heloł! owszem jest ich ponad 20, imaginów coraz mniej niz kiedys, ale rozumiem te dziewczyny, które niestety nie mają czasu itd. i tez mają swoje życie a nie tylko blog ! więc nie wciskajcie kitu że zaraz w weekendy pisać, bo może niektóre chcą tez odpocząć co ?

    Klaudia CityLondon

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeej ;3 Jest cudnyy <333 Pisz takich więcej ^^
    A przy okazjii zapraszam do nas http://onedirection-my-perfection.blogspot.com/
    Dopiero się rozkręcamy.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3