wtorek, 12 marca 2013

Three Hundred Ninty - Three

Hej!
Wiem, wiem... Ostatnio dużo Harry'ego. Jednak od kilku dni na blogu nic się nie pojawiało i postanowiłam dodać kolejny imagin ze Styles'em w roli głównej.
Uprzedzam wszystkich, nie ukrywam, że podczas pisania wzorowałam się trochę na historii przedstawionej w filmie ''Notting Hill''. Według mnie, nie jest to plagiat, ale to Wasze zdanie jest najważniejsze :)
Przepraszam za wszystkie błędy i niedogodności!

''Jeżeli nie wychodzi Ci coś w życiu nie przejmuj się tym. Staraj się żyć, bo w końcu wszystko co wydarzy się w Twoim życiu jest po coś...''

Punktualnie o 6:00 rano, po pobudce budzika, jak zwykle niechętnie zwlokłam się z łóżka i poczłapałam do łazienki, aby jak to nazywam, doprowadzić się do stanu względnego. Zastanawiające jest pewnie, dlaczego dwudziestoletnia dziewczyna tak szybko jest na nogach. Otóż pracuję. W prawdzie nie jest to praca na wysokim poziomie, ale chociaż w miarę dobrze płatna. A pracuję w małej kwiaciarni w centrum Londynu. Nie przepadam za swoją pracą, jednak lepiej taka praca niż żadna. Wracając do rzeczy, po przemyciu twarzy, uczesałam się i pomalowałam. Następnie zmieniłam piżamę na coś wyjściowego i wolnym krokiem ruszyłam schodami na parter, w kierunku kuchni. Śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia – ciągle te słowa mojej mamy chodziły mi po głowie. Dlatego zjadłam odgrzewaną w mikrofalówce zapiekankę z poprzedniego dnia, gdyż moja lodówka świeciła pustkami, co akurat nie było nowością. Miejsce mojej pracy znajdowało się po przeciwnej stronie ulicy, więc mając wzgląd na godzinę, że była dopiero 6:33, a normalnie opuszczałam budynek o 6:50, miałam jeszcze trochę czasu w zanadrzu, aby przeczytać prasę z minionego dnia. Tak wiem, brzmi to głupio, ale niestety nigdy nie mam czasu na takie przyjemności. Oznacza to również, że na miłość i zakochanie również nie zwracałam uwagi, ponieważ moje życie toczyło się w ciągłym biegu. Skoro już o biegu mowa, to nie daj Boże spóźnię się jeszcze do pracy. Odkładając talerzyk do zlewu zabrałam z krzesła torbę i klucze leżące na komodzie, a kolejno szybko przebiegłam przez ruchliwą ulicę, aby czym prędzej znaleźć się w kwiaciarni. Nie musiałam się martwić o to, że naczynie, którego nie zdążyłam zmyć przed wyjściem, po moim powrocie będzie sprzątnięte, wręcz przeciwnie, ono jako jedyne będzie czekało na mój powrót, gdyż od dwóch lat mieszkam sama, bez rodziców, dziadków, rodzeństwa.
- Dzień dobry panie Smith. - powiedziałam zamykając za sobą drzwi
- Witaj młoda damo. - uśmiechnął się przyjaźnie siwowłosy starzec, wychodząc ze swojego kabinetu. - Mam dla Ciebie wieść,
- Zamieniam się w słuch. - odpowiedziałam odkładając na moje krzesło przy ladzie torebkę, a na jego oparcie odwieszając sweter
- Około drugiej po południu muszę wyjść po wnuczkę do przedszkola i chciałem Cię prosić, abyś mogła zamknąć kwiaciarnię o czwartej, bo ja raczej tutaj nie wrócę? - spojrzał na mnie z pod wachlarza siwych rzęs
- Oczywiście, proszę pana. To będzie dla mnie przyjemność. - zdecydowałam, chociaż sama liczyłam na wcześniejsze wyjście z pracy ze względu na fakt iż muszę wreszcie wybrać się na zakupy. W końcu człowiek długo nie pożyje o samej wodzie i suchym chlebie. Wróć! U mnie w domu nawet suchego chleba nie było, nie wspominając już o wodzie, no chyba, że chodzi o kranówkę.
- Dziękuję. Obiecuję, że doliczę do Twojej pensji kilka funtów. - rozradował się mój pracodawca. Chociaż kwiaciarnia którą nazywał interesem życia wcale nim nie była, a pan Smith do bogatych ludzi nie należał, zawsze był sprawiedliwy i w miarę swoich możliwości starał się podwyższać moje wynagrodzenie. Był dla mnie jak ojciec, którego nigdy nie było dane mi poznać. Doskonale wiedział, że moim marzeniem jest zacząć studiować, dlatego dopingował mnie i moje konto bankowe najbardziej jak tylko się dało.
Ten dzień był kolejnym równie nużącym dniem w pracy jak wszystkie pozostałe. Ludzie niby wchodzili i wychodzili, jednak nic nie kupowali. Trochę szkoda, bo z moich przeliczeń wynikało, że ciężko będzie z podwyższeniem płacy, gdyż ledwo co wystarczy zapłacić za czynsz.
Pan Smith przed kilkoma minutami opuścił lokal, w którym mieściła się jego ''żyła złota''. Zostałam sama, jak palec. Chociaż nie, bo nawet palec, czy to u nogi, czy u ręki ma czworo towarzyszy. Aby nie popaść w jakąś chorobę osamotnienia, próbowałam włączyć radio. Jednak i ono było wrogo nastawione do mojej osoby. Cisza jaka mnie otaczała, była tak ujmująca, że moje powieki prawie się zamykały. Zanim zasnęłam na dobre wpadłam na znakomity pomysł. W końcu od czego jest bar szybkiej obsługi za rogiem? Odkąd pamiętam podawali tam najmocniejszą kawę jaką kiedykolwiek piłam. Szybko zebrałam swoje rzeczy, zamknęłam kwiaciarnię i ruszyłam do baru za rogiem.
Wracając do pracy już delektowałam się gorącą cieczą. Będąc na rogu ulicy, nie zauważyłam idącego z naprzeciwka wysokiego bruneta. Z moim szczęściem wpadłam na niego, a gorąca kawa poplamiła jego śnieżnobiałą koszulę.
- Jasna cholera! - krzyknął. - Jeszcze tego brakowało...
- Przepraszam. - zarumieniłam się, szukając w torebce chusteczek. - Nie zauważyłam pana, to wszystko moja wina. - tłumaczyłam się, podczas gdy nieznajomy szemrał przeciwko mnie pod nosem
- To nie pani wina. Sam chodzę jakbym był ślepy. - karcił sam siebie na głos
- Trzeba pańską koszulę jak najszybciej zaprać, aby nie zostały plamy. - starałam się jakoś załagodzić sytuację. - Mieszkam po przeciwnej stronie. Może pójdziemy do mnie, a ja panu tą koszulę wypiorę?
***
- Przepraszam za bałagan. - powiedziałam wpuszczając nieznajomego do środka
- Proszę się nie przejmować, widziałem gorszy. - uśmiechnął się ciepło
- Niech pan zdejmie koszulę, a ja się nią zajmę. - zaprowadziłam przystojnego bruneta do salonu
- Jak tylko sobie pani życzy. - posłusznie wykonał moje polecenie, a wręczając mi element swojej garderoby, delikatnie przejechał opuszkami swoich palców po mojej dłoni. Przez moje ciało mimowolnie przeszedł mocny dreszcz przyjemności, co nie tak łatwo dałam po sobie poznać.
- Może napije się pan kawy? - zaproponowałam wchodząc do pokoju, w którym przebywał chłopak
- Jeśli nie byłby to problem, z przyjemnością. - odpowiedział z błyskiem w oku. - Gdzie moje maniery, nawet się nie przedstawiłem. Jestem Harry.
- Miło mi, (T.I.). - uścisnęłam dłoń chłopaka. - Wiem, że zabrzmi to in racjonalnie, ale czy Ty przypadkiem nie jesteś tym sławnym Harrym Styles'em, za którym uganiają się tłumy nastolatek z całego świata?
- Myślałem, że zachowam to przed Tobą w tajemnicy. - powiedział z zawodem
-To jest Londyn, tutaj nie ma tajemnic. - podsumowałam podając towarzyszowi kubek z parująca cieczą
- Dziękuję.
- Niestety nie mam żadnych ciastek, bo moja lodówka od dobrych dwóch tygodni nie była uzupełniana. - zarumieniłam się
- Nie szkodzi.
Rozmawiało się nam całkiem dobrze. Całe szczęście, że nie brakowało nam tematów do rozmów. Nagle Harry przybrał wyraz twarzy, jakby co najmniej zobaczył ducha.
- Stało się coś? - zapytałam z zaciekawieniem
- Wywiad... Spóźniłem się na wywiad. Paul mnie zabije. - westchnął ciężko
- Chyba jednak nie będzie tak źle. - zażartowałam, a był to mało dobry moment
- Dziękuję za wszystko, ale ja muszę już iść. Przyjemnie się rozmawiało, mam nadzieję, że nie zapomnisz o mnie zbyt szybko. - wstał z kanapy, a ja ruszyłam za nim w kierunku drzwi wyjściowych
- Masz... jakieś plany na dzisiejszy wieczór? - zapytał po chwili milczenia, kiedy staliśmy naprzeciwko siebie, a nasze klatki piersiowe dzieliło może pięć centymetrów
- Raczej nie. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą
- Miałabyś ochotę pójść ze mną na urodziny siostry? Wiem, znamy się krótko, ale sądzę, że powinnaś wybrać się ze mną, bo moja intuicja mi podpowiada, że to nie będzie nasze ostatnie spotkanie.
- Ja miałabym iść na urodziny z Harrym Styles'em? - nie dowierzałam
- W końcu sama wcześniej powiedziałaś, że uganiają się za mną tłumy dziewcząt, więc powinnaś czuć się wyróżniona. - uśmiechnął się
- To będzie dla mnie wielka przyjemność. - zarumieniłam się
- Nie tak wielka, jak ta... - nie dał mi nic powiedzieć, gdyż momentalnie zmniejszył odległość, która nas dzieliła i zdecydowanym ruchem wpił się w moje wargi. Miał rację, to było najprzyjemniejsze uczucie, jakiego kiedykolwiek w życiu doznałam.
- Zatem do 19:00. - oderwał się ode mnie, uśmiechnął zadziornie i opuścił dom
                                                                         ***
- Masz świetną rodzinę. - zachwycałam się, kiedy to Harry prowadził mnie po zmroku londyńskimi ulicami do domu. Gdybym szła sama, byłabym przerażona, jednak w jego towarzystwie czułam się bezpieczna.
- A jaka jest Twoja? - zapytał niespodziewanie
- Mam starszego brata, który mieszka z rodziną w Paryżu. Nie utrzymujemy kontaktu. Ojca nigdy nie poznałam. Przed moimi narodzinami zniknął z życia mamy, a potem był już tylko jego pogrzeb. Natomiast matka kiedyś mieszkała w Londynie, zmarła półtorej roku temu. W zasadzie został mi już tylko brat, ale on ułożył sobie życie we Francji. Ostatni raz widziałam go na pogrzebie mamy. Jest jeszcze pan Smith, mój pracodawca. On jest dla mnie jak ojciec, chociaż ma siódemkę swoich dzieci. - podczas gdy ja opowiadałam o swoim życiu Harry przysłuchiwał się z zafascynowaniem.
- Nie masz chłopaka, narzeczonego? - zapytał
- Nie mam czasu na miłość. Moje życie to jakiś maraton. Nie mam chwili wytchnienia, pierwszy raz od bardzo dawna wyszłam z domu po pracy. - zatrzymałam się na środki chodnika, pocierając dłońmi o ramiona
- Nie miałaś ochoty wyjść i zrobić czegoś szalonego? - zdziwił się, po czym widząc jak robi mi się zimno zdjął swoją marynarkę i okrył nią moje barki
- Jeszcze pytasz? Zawsze chciałam coś takiego zrobić, ale nigdy nie było z kim. - posmutniałam
- Zatem czas to nadrobić. - uśmiechnął się
- Mógłbyś jaśniej?
- Chodź. - złapał moją rękę i zaczął ciągnąć w nieznanym przeze mnie kierunku. Przekroczyliśmy bramę jednego z najsłynniejszych parków londyńskich, Hyde Parku.
- Dlaczego tutaj jesteśmy? - zapytałam zdezorientowana
- Obiecałem, że zrobimy razem coś szalonego, a ja zawsze dotrzymuję obietnic. - odpowiedział z radością. Nie dał mi szansy powiedzieć czegokolwiek, ponieważ zaczął krzyczeć na całe gardło.
- Przestań. - uspokajałam go. - Cisza nocna jest.
- Właśnie o to mi chodzi. - przestał na moment. - Spróbuj, to fajne!
Chwile rozważałam wszystkie za i przeciw. Ostatecznie postanowiłam spróbować. Razem zaczęliśmy krzyczeć na tyle głośno, że przechodnie, którzy o dziwo o tak późnej porze byli w parku, zaczęli nas uspokajać. Nie dało to oczekiwanego skutku, dlatego sięgnęli po bardziej drastyczne środki. Nie trwało długo, a my usłyszeliśmy wycie syreny policyjnej. Nic dziwnego, w końcu to Londyn. Miasto niby bez tajemnic, ale za to do granic zasadnicze. Spojrzałam na Styles'a. Roześmiał się. Mi jednak do śmiechu nie było.
- Mieszkasz niedaleko, pobiegniemy do Ciebie. - złapał mnie za rękę, jednak moja osoba ani drgnęła, Harry stanął naprzeciw mnie
- Chyba nie sądzisz, że pobiegnę na takim obcasie? - spojrzałam na niego, jak na człowieka, który właśnie uciekł z psychiatryka
- Mogę nawet biec z Tobą na plecach, byle szybko kobieto. - ponaglał mnie.
                                                                         ***
Wpadliśmy zdyszani do mojego domu. Od razu zamknęłam drzwi za naszą dwójką, a następnie oboje usiedliśmy na zimnych kafelkach, plecami opierając się o jedyne wejście do mojego mieszkania. Głowę położyłam na ramieniu chłopaka, a ten uśmiechnął się w pustą przestrzeń.
- Znamy się kilka godzin, a przez Ciebie prawie wylądowałabym w więzieniu. - spojrzałam w jego cudowne, zielone tęczówki
- Musisz zacząć się do tego przyzwyczajać, bo znajomość ze mnę czasem bywa ryzykowna. - zbliżył swoją twarz do mojej, na niebezpieczną odległość. Trwaliśmy tak kilka sekund, jednak Harry kontynuował to co wcześniej zaczął. Przyłożył swoje wargi do moich i już po chwili złączył naszą dwójkę w czułym, acz zachłannym pocałunku. Nawet nie wiem, kiedy zaczęłam oddawać pocałunki.
                                                                        ***
Spojrzałam po raz ostatni na mój bilet lotniczy, po czym schowałam go do torby. ''Terminal A'' – powtarzałam w myślach. Kurczowo trzymając swoją walizkę weszłam do dużego budynku, szukając odprawy bagażowej. Nie trwało to długo, jednak coś przeszkodziło mi w spokojnym oddaniu walizki jednemu z pracowników londyńskiego lotniska. Dookoła mnie zbiegło się kilkudziesięciu fotoreporterów. Nic dziwnego, ponieważ dwa lata temu byłam dziewczyną samego Harry'ego Styles'a. No właśnie – byłam. Przez rok byliśmy parą idealną, a później wyszło jak wyszło. Od roku na żywe oczy go nie widziałam, jedynie na okładkach brukowców.
- Czy Twój wyjazd ma coś wspólnego z Harry'm? - dopytywał jeden z dziennikarzy
Nie odpowiedziałam, a tępo wpatrywałam się w przestrzeń przed sobą. Na samo wspomnienie spędzonej w towarzystwie bruneta nocy, przez moje ciało przechodziły niezliczone ilości dreszczy.
- Sądzisz, że można byłoby odbudować więź was łączącą? - zapytał kolejny
W dalszym ciągu milczałam. Jedynie odwróciłam się w ich kierunku, a mój wzrok zatrzymał się na pewnym mężczyźnie, który założone miał okulary przeciwsłoneczne, a spod kaptura widać było loki.
- Czy gdyby ten idiota Styles pojawił się tutaj i na kolanach zaczął prosić o drugą szansę, otrzymałby ją? - zabrał głos ''nieznajomy''
Nie wiele myśląc podeszłam do niego, zdjęłam kaptur i okulary. Spojrzałam w te zielony oczy, które od zawsze kochałam oglądać.
- Wcale nie musisz prosić na kolanach, wystarczy, że tutaj jesteś. - odpowiedziałam i złączyłam nasze wargi w czułym pocałunku. Takim, jakiego od roku mi brakowało.
                                                                       ***
Słońce. Jest to rzadki element londyńskiej pogody. W większości pada tutaj deszcz.
Z racji temperatury przekraczającej 25 stopni, czyli jak na stolicę Anglii bardzo dużo, leżałam na czerwonym kocu w cieniu wielkiego dębu rosnącego w naszym ogrodzie. Miejsce obok mnie zajęte było przez Harry'ego. Mojego cudownego męża.
Do moich uszu dotarł głośny krzyk Emily i Tommiego, naszych czteroletnich szkrabów, które goniły psa. Na kocu pomiędzy mną i Harrym leżał nasz roczny syn, Michael. W domu zaś swój pierwszy zawód miłosny przeżywała nasza najstarsza, czternastoletnia córka Darcy.
Swoją delikatną dłonią pogładziłam policzek śpiącego Styles'a. Otworzył powieki, a swoje zielone jak trawa tęczówki skierował w moją stronę.
- Chociaż od 15 lat jesteśmy małżeństwem, jednak rzecz w dalszym ciągu pozostała niezmienna. - przerwałam milczenie, wpatrując się w nasze podniesione w stronę nieba dłonie, a mój wzrok przykuwały złote obrączki, które oboje mieliśmy założone na serdecznym palcu prawej ręki
- Nasza miłość. - bardziej stwierdził, niż zapytał
- Na myśli miałam Twoje włosy. - zbliżyłam się w jego stronę, a on z czułością pocałował moje wargi. - Miłość też, jednak najlepszym dowodem na to niezbite uczucie jest fakt, że mamy czwórkę cudownych dzieci i piątego w drodze.
- Zastanawiałaś się kiedykolwiek co by było, gdybyś wtedy nie dała mi drugiej szansy? - zapytał nagle Harry
- Nie byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie. Nie miałabym cudownego męża, wspaniałych dzieci i pewnie nie oczekiwałabym na dzień, w którym na świat przyjdzie moje kolejne dziecko. - wtuliłam się w jego ciało mocniej
- Kocham Cię i nasze dzieci również. - pocałował mnie w czoło
- Ja was też. - uśmiechnęłam się, czego Styles nie mógł zobaczyć
- Obiecuję, że tak pozostanie już na zawsze.
- Nie musisz obiecywać, przecież ja doskonale o tym wiem. - powiedziałam, a Harry jakby na potwierdzenie tych słów zbliżył się do mnie i przytulił najmocniej jak tylko potrafił...  

7 komentarzy:

  1. Śliczny, mi Harry jak najbardziej odpowiada :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O,O *___* <333 tylko tyle co się o tym wyrażę,bo nie ma słów,które to oddadzą :) cudneee ;***

    OdpowiedzUsuń
  3. WOW SUPER!
    jakkochactojuznazawsze.blogspot.com
    zapraszam na opowiadanie o Niallu i Julii <3

    OdpowiedzUsuń
  4. piekny jest! zakochałam sie w nim ! :)

    Klaudia CityLondon xx

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten imagin jest wspaniały !! Uwielbiam go ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniały ! :) Dziewczyno tylko tak dalej ;D Trzymam mocno kciuki. ;)

    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3