piątek, 5 kwietnia 2013

Four Hundred Eight

Siedziałam na samym tyle autokaru wycieczkowego. Tępo wpatrywałam się w okno, gdzie kropla deszczu toczyła wyścig z drugą. Gdzieniegdzie można było dopatrzyć się płatków śniegu. Ściągnęłam buty i cichutko podkuliłam nogi pod brodę. W ręku ściskałam jeszcze gorący - zakupiony niedawno na stacji - kubek owocowej herbaty. Opatuliłam się brązowym kominem na szyi i zaciągnęłam rękawy łososiowego sweterka. Niżej jechały samochody - większość luksusowych, lecz znalazły się też małe ople. Minęliśmy wieżowiec, gdzie londyńczycy śpieszyli się na ważne spotkania. Osoby za mną żartowały, lecz ja siedziałam cicho. Przyglądałam się tętniącemu życiem Londynie. Omijając ostatnią alejkę, bus zatrzymał się. Ubrałam kurtkę, buty i czapkę. Tutejszy klimat dawał się we znaki. Na ramię założyłam torebkę i jako ostatnia wyszłam z pojazdu. Na ogół zabawna i towarzyska ja, zamieniła się w cichą i samotną osobę. A to wszystko przez śmierć przyjaciółki... Najważniejszej i najbliższej mi osobie. Nikogo nie udaję - dzięki niej - co kiedyś mi się zdarzało.
Gdy wyszłam, moje policzki uderzył siarczysty mróz. Lekko chrząknęłam, czując jak mój nos robi się czerwony. Poprawiłam torbę na ramieniu, która lekko spadała i ruszyłam za grupą. Wszyscy krzywo się na mnie patrzyli, nie mogli zrozumieć, jak bardzo się zmieniłam. Opuściłam głowę na dół, ignorując ich wredne i ironiczne spojrzenia. Wraz z nauczycielką mojej licealnej klasy, trzeciej b, weszliśmy do Muzeum Madame Tussaud. Cała klasa rozebrała się, jednak ja zostałam w kurtce, jedynie ściągając czapkę. Wszyscy czekaliśmy aż podejdzie do nas przewodnik.
Postanowiłam, że nie będę bezczynnie czekać, więc udałam się do łazienki. Niestety nie tak łatwo ją znaleźć. Mijałam różne rogi, aż w końcu się poddałam. "Przewodnik mi później powie" - pomyślałam i zawróciłam, usiłując znaleźć moją grupę. Mijałam róg, gdy nagle poczułam uderzenie i natychmiastowo znalazłam się na podłodze. Z mojej torebki wysunął się telefon i notes, gdzie rysowałam różne twarze i martwą naturę. Pomasowałam się po lekko bolącym kolanie i już chciałam pozbierać moje rzeczy, gdy ktoś mnie wyprzedził i sam to zrobił. Chłopak w kręconych włosach pomógł mi wstać i podał torebkę. Ubrany był w biały t-shirt i czarne rurki. Na jego ciele można było zauważyć tatuaże. Miło się uśmiechał i wpatrywał się w moją osobę.
- Hej, jestem Harry.
- Cześć, ja [T.I] - lekko się speszyłam i opuściłam głowę. - Przepraszam, że na ciebie wpadłam, powinnam uważać.
- Przecież nic się nie stało, to ja powinienem cię przeprosić.
- Nie prawda...
- Chcesz się kłócić, czy wolisz wyjść na kawę? - Lekko poruszał brwiami, a ja poczułam jak palę się rumieńcem. Odkąd umarła [I.T.Przyjaciółki], prawie w ogóle nie rozmawiałam z chłopakami, a co dopiero wychodziła na kawę. Szybko szukałam pretekstu do odmowy, jednak sam mi się nasunął, gdy zobaczyłam nauczycielkę.
- Wybacz, ale jestem na wycieczce klasowej... Do zobaczenia.
- Czekaj - poczułam jego rękę na moim barku i spojrzałam głęboko w jego zielone, hipnotyzujące, pełne blasku zielone tęczówki.
- Ja... Ja, ja - zaczęłam się jąkać, nie mogąc wymówić konkretnego słowa. - Ja muszę naprawdę już iść.
- Poczekaj chwilę - powiedział i wyciągnął z kieszeni karteczkę. Zapytał się mnie czy mam długopis, wziął go i napisał cyferki na białym skrawku kartki. - Jeżeli będziesz chciała i miała ochotę, zadzwoń - uśmiechnął się i po chwili zniknął za drzwiami.
~*~
Minął tydzień odkąd wpadłam na Harry'ego. Nie wiem dlaczego, ale nie mogę o nim zapomnieć. Siedzę na parapecie wraz z książką Nicholasa Sparksa i trzymam telefon w ręku. Dzisiaj mija rocznica, odkąd umarła [I.T.P].
- [T.I], nie wiem ile jeszcze pożyję, czuję się coraz gorzej...
- Nie mów tak... Dobrze wiesz, że z tego wyjdziesz i ja też to wiem. Musisz być silna - mówiłam ocierając łzy. Wygląda tak słabo... 
- Skarbie, to jest rak, zaawansowany, mam przerzuty. Proszę, posłuchaj mnie, zanim będzie za późno - zaczęłam lamentować. Płaczę jak małe dziecko, ona nie może odejść. Tyle osób wygrało z rakiem, ona też wygra. - Zrozum. Pogódź się z tym. Pamiętaj, że ja zawsze będę na ciebie patrzeć z góry i czuwać przy tobie. Nie zamykaj się w sobie, ja będę przy tobie.
- Ale ty nie umrzesz, prawda? - Ścisnęłam jej dłoń. Po drugiej stronie łóżka siedzi jej tata, przyglądając się temu wszystkiemu. Stracił żonę, córki nie może. Tego będzie za dużo.
- [T.I]... Ześlę ci kogoś, tylko nie zamykaj się w sobie.
- Nie zmieniaj tematu... - Zaczęłam jeszcze gorzej płakać. Widzę jak jej oczy powoli opadają. Nie, tak być nie może!
- Spotkasz jeszcze przyjaciela, a ja tego dopilnuję. Kocham cię, jesteś dla mnie jak siostra. Tato, kocham cię.
Ciągła linia, pisk, pielęgniarki, płacz i żałoba.
Otarłam łzy i sięgnęłam po telefon.
- Cześć Harry, to ja, [T.I]. Pamiętasz mnie jeszcze?
~*~
Dzisiaj jestem mężatką. Mam dwójkę dzieci i najwspanialszego partnera na świecie. Kto by pomyślał, że [I.T.P] miała rację? Dotrzymała słowa. Zesłała mi największe szczęście, jakie kiedykolwiek mogłam dostać. Tęsknię za nią, lecz wiem, że ona nie chciała, abym ubolewała. Muszę zająć się dzisiejszym dniem, jutrzejszym, nie patrzeć w przeszłość.
Do pokoju wszedł Harry, objął mnie ramieniem i szepnął do ucha.
- Dzisiaj dziesiąta rocznica naszego ślubu. Najlepszego skarbie, kocham cię.
"I piętnasta rocznica śmierci [I.T.P]" - pomyślałam.

Hej, jak podoba się imagin? :3 Liczę na szczere opinie z waszej strony :) Jeżeli chcielibyście poznać mnie bliżej, zapraszam do zakładki "o autorce", gdzie niedawno się pojawiłam.
Całuję, faith was strong. xoxo

7 komentarzy:

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3