sobota, 27 kwietnia 2013

Four Hundred Fourty - One

Pomysł @DancingAjkaF


22.09.2012 ; 4:35 pm.

Kolejny dzień. Kolejna doba. Kolejna godzina, minuta, sekunda tego bezbarwnego życia.
Wszyscy uważają, że przelatuje nam między palcami. Jak dla mnie to płynie ono za wolno.
Gdyby ktoś wszedł w historię mojej internetowej przeglądarki, mógłby się przerazić i to nie na żarty. Co drugi termin był związany z samobójstwem.
Jak na razie nie mam odwagi żeby je popełnić, ponieważ nie chce opuszczać osoby, którą kocham całym sercem. Tylko i wyłącznie Harry trzyma mnie przy życiu. On jako jedyny wprowadza do niego cień barw na to szare tło.
Jednak muszę się przygotować odpowiednio wcześnie. Przecież on prędzej czy później także ode mnie odejdzie. Jak wszyscy …

Kolejne popołudnie, które spędzam na pisaniu pamiętnika. Kolejna strona zapisana innym tekstem, jednak o tym samym przesłaniu.
To nie tak, że chcę umierać bez powodu. Jestem po prostu za bardzo zmęczona życiem. Wiem, że jestem jeszcze bardzo młoda, ale pomimo to przeszłam bardzo dużo.
Moi rodzice … Co tu dużo o nich mówić. Biznes był ważniejszy od własnego dziecka. Nigdy ich nie było w ważnych dla mnie chwilach. Nie potrafili mi poświęcić chociażby 5 minut. Ja naprawdę nie wymagałam dużo. Jedynie buziaka na dobranoc. Niestety nigdy się go nie doczekałam.
Przewróciłam stronę, aby rozpocząć nowe zdanie. Niechcący przecięłam się ostrą krawędzią kartki na nadgarstku. Syknęłam z bólu, jednak po chwili poczułam ulgę. Tak jakby wszystkie moje problemy odeszły w niepamięć. Spojrzałam za cieniutką, czerwoną linię z zaciekawieniem.

To coś nieznanego
Słodycz i szał

Nie przypuszczałam, że jeden przypadek może tak bardzo pomóc. Odłożyłam zeszyt na stół i pobiegłam do łazienki. Wyciągnęłam z szafki nowe żyletki Harry’ego i odpakowałam jedną z nich. Przyjrzałam się jej dokładnie. Światło odbijało się w jej metalicznej postaci. Chwyciłam ją pewniej, a następnie przyłożyłam do nadgarstka. Wykonałam delikatnie cięcie, nad tym poprzednim. Ponownie to samo uczucie. Ulga. Tym razem przycisnęłam cienką blaszkę mocniej do skóry. Moje ciało momentalnie zrobiło się za ciężkie do utrzymania. Zjechałam po ścianie na podłogę.
- Na dzisiaj wystarczy [T.I] … - powiedziałam sama do siebie.
Odczekałam jeszcze chwilę, aby do siebie dojść. Po minionym czasie wstałam, schowałam jeszcze nierozpakowane żyletki do szafki, natomiast swoją ukryłam w mojej kosmetyczce.
Opłukałam zimną wodą zakrwawioną rękę, którą następnie zabandażowałam. Ściągnęłam poplamioną koszulkę. Wrzuciłam ją do pralki, natomiast na swoje ciało narzuciłam szary sweter Harry’ego. Uwielbiałam chodzić w jego ubraniach. Zawsze, niezależnie od tego czy były świeżo wyprane, czy już noszone, były przesiąknięte jego zapachem, który tak jakby dawał mi siłę, aby następnego ranka jednak się obudzić.

Dzisiaj za domem rozgląda się ten
Kto ulicę domem zwał

Uciekłam od rodziców. Nie potrafiłam z nimi dłużej wytrzymać pod jednym dachem. Pierwszą noc spędziłam w londyńskim metrze. Dopiero następnego dnia postanowiłam coś ze sobą zrobić. Poszłam do pracy. Później zaczęłam studia, na których poznałam mojego obecnego chłopaka. Wynajęliśmy wspólne mieszkanie.
Pewnie większość ludzi  nie potrafi pojąć dlaczego próbuję się zabić. Przecież moje życie jest wprost idealne. Tu jednak nie chodzi o teraźniejszość. Tu chodzi o moja przeszłość.
Odkąd pamiętam w mojej rodzinie były konflikty, których chcąc, bądź też i nie, byłam świadkiem.
Jeśli chodzi o szkołę, to w środowisku moich rówieśników nie zostałam przyjęta najlepiej. Zawsze byłam tym przysłowiowym workiem do bicia.
Moja samoocena gwałtownie spadała, aż doszło do całkowitego braku samoakceptacji. Tak, nie akceptuję siebie, nawet pomimo słów Harry’ego. Po prostu nie potrafię. Widzę w sobie tylko i wyłącznie kogoś, kto nie zasługuje na nic dobrego. Kogoś, kto jak najszybciej powinien się usunąć z drogi innym.
W końcu doszło do tego, że zachorowałam. Na bulimię. W zasadzie z własnej woli.
Nawet nie myślę o tym żeby się leczyć. Im szybciej wykończę swój organizm tym lepiej.

O naszych snach nikt nie wie...
Zbudź mnie już czas na samotność i żal

Harry oczywiście o niczym nie wie. Przed nim udawałam, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Gdyby się dowiedział, od razu zmusiłby mnie do poddania się leczeniu, a ja naprawdę tego nie chcę.
Harry jest wspaniałym chłopakiem i zasługuje na wspaniałą dziewczynę. On twierdzi, że to ja nią jestem. Niestety ja tego zdania nie podzielam.
Powinien mieć kogoś kto na niego zasługuje. Kogoś kto da mu wsparcie, gdy go będzie potrzebował. A co ja mogę zrobić ? Ja sama potrzebuję pomocy. Nie będę w stanie pomóc jemu, skoro nie potrafię sama sobie.

Nikt nie zna mnie i ciebie
Oto jest powód marzenia

Cały czas się zastanawiam dlaczego jeszcze ode mnie nie odszedł. Chciałam mu to ułatwić. Wywoływałam potężne kłótnie o bzdety. Dosłownie. Jednak zawsze kończyło się to tylko na kilku krzykach. Po 15 minutach już siedzieliśmy wtuleni w siebie na kanapie.
W zasadzie to ja go mogłam zostawić, ale tam gdzieś głęboko, jednak tlił się ten płomyczek nadziei, który zakładał, że Harry pozostanie ze mną na zawsze.

O tak, to ciała nasze winne są
Ich sny
Po nocach się śnią
Noc aż drży
Kiedy my
Cicho opadamy z chmur
I szepcze srebrzysty nasz chór
'Oooooooooooooo ...'

- Na dzisiaj koniec [T.I] … - powiedziałam sama do siebie, jednocześnie zamykając zeszyt. Podniosłam się z kanapy. Podeszłam do wysokiego regału z książkami. Stanęłam na taborecie i odłożyłam brudnopis na samą górę, gdzie od kilku miesięcy było jego stałe miejsce. Następnie przeszłam do kuchni. Wstawiłam wodę w czajniku, a do kubka nasypałam liściastej herbaty. Usłyszałam jak drzwi mieszkania się otwierają, a następnie szybko zamykają. Po chwili poczułam na swoim policzku lodowate usta.
- Harry … Jesteś zimny … - zaśmiałam się, jednocześnie wyrywając z jego uścisku, w którym zdążył już uwięzić moje ciało
- Nie dostanę nawet króciutkiego całuska ? – zapytał zasmucony, z miną zbitego szczeniaka
- No chodź tu.
Na moje słowa szeroko się uśmiechnął i w ułamku sekundy znalazł się przede mną. Szybko się nachylił, aby po chwili czule mnie pocałować.
Poczułam jego zimne, duże dłonie na moich biodrach.
- Harry ! Błagam cię ! Wiesz, że nie znoszę zimna !
- Przepraszam. – Zaśmiał się, po czym po raz ostatni złożył na moich ustach krótki pocałunek
- Chcesz herbaty ?
- Tak. – Wyszczerzył się jak pięcioletnie dziecko. Ten chłopak naprawdę potrafił nanieść koloru na płótno życia. Szkoda tylko, że kiedy znikał, przeszłość bardzo szybko je zamazywała szarością. – Co dzisiaj robiłaś ? – zapytał, tym samym siadając na krześle przy stole i porywając jedno ciastko z talerzyka
- Różne rzeczy … Uczyłam się do egzaminów, ogarnęłam trochę nasz pokój, bo przypominał on jedną, wielka krainę makulatury. Poza tym to nic .. No na pewno nie wychodziłam na dwór … - zaśmiałam się
- [T.I] … Na zewnątrz jest +10 stopni. Nie przesadzaj znowu …
- Jak dla mnie to o 15 stopni za mało.
- Ach, no tak. Przecież ty musisz mieć tropiki żebyś była usatysfakcjonowana.
- Wystarczy mi +20 …
Na moje słowa obydwoje się zaśmialiśmy.
- Ładnie wyglądasz w tym swetrze …
- Dzięki … - odpowiedziałam speszona. Zawsze tak reagowałam na jego komplementy. Usłyszałam jego cichy chichot wywołany zapewne moją reakcją. Po chwili poczułam jak jego silne ramiona oplatają moją talię. Oparł swoją brodę na moim ramieniu i zaczął się delikatnie kołysać.
- Dlaczego zawsze się peszysz, kiedy powiem ci coś miłego ? – wyszeptał rozbawiony
- Bo tak już na mnie działasz … Nie zmienisz tego …
Na moje słowa ponownie się zaśmiał, po czym złożył na moim policzku soczystego buziaka. Następnie powrócił do swojej poprzedniej pozycji z brodą na moim ramieniu.
- Wiesz, że cię kocham, prawda ? - zapytał
- Tak.
- I że nigdy cię nie zostawię.
- Harry … - zaczęłam, odwracając się do niego przodem. Jedną dłoń położyłam na jego karku, a drugą zaczęłam się bawić jego włosami – Nie obiecuj mi rzeczy niemożliwych.
- Ja mówię prawdę [T.I]. Zawsze z tobą będę. – Wyszeptał, tym samym opierając swoje czoło o moje. Tą przyjemną chwilę czułości przerwał gwizd czajnika. Chłopak szybko zakręcił gaz i długo oraz namiętnie mnie pocałował. Jeszcze nigdy nie zrobił tego w taki sposób. Ten pocałunek był przepełniony silnym uczuciem, ale i desperacją oraz strachem. Wiedziałam, że były one spowodowane moją osobą. To przeze mnie był zdesperowany. To ja sprawiłam, że się czegoś obawiał.
Poczułam jak jego palce powoli wplątują się w moje. Od razu odwzajemniłam ten uścisk.
Pod moimi przymkniętymi powiekami zaczęły się gromadzić łzy.
Jak ja mogłam krzywdzić tak wspaniałego człowieka jakim był Harry. Jak ja go mogłam tak traktować. Nie zasługuję na niego nawet w najmniejszym stopniu. Im szybciej zejdę mu z drogi, tym mniej krzywdy zdołam mu wyrządzić.

- Gdzie ty to wszystko mieścisz dziewczyno … - zaśmiał się kiedy pochłaniałam kolejną kanapkę
- Nie wiem …
- Ty jesz za dwoje, a wcale nie tyjesz … Czy to jest w ogóle możliwe ?
- Tyję, tylko że ty jak zwykle tego nie widzisz … - oznajmiłam. Odłożyłam talerz do zmywarki, po czym zmierzyłam do naszego pokoju. Wyjęłam z szafy dres, w który szybko się przebrałam. Związałam włosy w wysokiego kucyka. W tym samym momencie do pokoju wszedł Harry. Szybko opuściłam ręce i naciągnęłam na nadgarstki rękawy bluzy.
- Znowu idziesz biegać ? – zapytał najwyraźniej niezadowolony tym faktem
- Wrócę zanim się obejrzysz … - uśmiechnęłam się, po czym dałam mu krótkiego całusa w policzek. Następnie go wyminęłam i opuściłam pokój. W korytarzu założyłam jeszcze buty. Zauważyłam, że chłopak bacznie mi się przygląda. Modliłam się tylko żeby przypadkiem niczego nie zauważył.
Wyprostowałam się. Uśmiechnęłam się do niego ostatni raz, po czym wyszłam z mieszkania.
Pobiegłam do pobliskiego parku, gdzie było miejsce do wykonywania ćwiczeń na świeżym powietrzu.
Na każdym z wynalazków spędziłam po pół godziny. Następnie wykonałam jeszcze pięć okrążeń wokół parku.
Około 12 w nocy wróciłam do domu.
Od razu skierowałam się do naszej sypialni. Na łóżku dostrzegłam spokojnie śpiącego, cudownego chłopaka. Kiedy był pogrążony we śnie, wyglądał jak małe, niewinne dziecko, pomimo, że miał już prawie 19 lat.
Uśmiechnęłam się pod nosem. Cicho zamknęłam drzwi, aby go nie obudzić. Następnie wolnym krokiem skierowałam się do łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz, po czym uklękłam przed sedesem. Palicami jednej ręki chwyciłam moje włosy, z kolei palce drugiej powędrowały do moich ust. Po chwili cała zawartość mojej kolacji została przeze mnie zwrócona. Spłukałam za sobą wodę. Chwyciłam do ręki szczoteczkę i pastę. Dokładnie umyłam zęby oraz twarz. Następnie ściągnęłam z siebie ubranie. Odwinęłam bandaż, który wyrzuciłam do kosza. Weszłam pod prysznic, aby zmyć z siebie ciężar dzisiejszego dnia.
Owinięta ręcznikiem podeszłam do lustra. Spojrzałam w swoje odbicie. Podkrążone oczy, gdzieniegdzie wybroczyny na policzkach. Wyglądałam okropnie. Wyciągnęłam z szafki nowy opatrunek, którym owinęłam poraniony nadgarstek. Założyłam na siebie koszulkę Harry’ego, której rękawy były idealnie za duże.
Po raz ostatni upewniłam się, że zostawiłam po sobie porządek, a następnie ruszyłam do pokoju.
Bezszelestnie wślizgnęłam się pod kołdrę, tak aby nie wyrwać chłopaka ze snu. Po chwili poczułam jak przywiera do moich pleców i oplata mnie swoją ręką w pasie. Delikatnie musnął ustami moją szyję. Następnie mocniej się we mnie wtulił i ponownie odpłynął do krainy snów.

Rano obudziły mnie potworne mdłości. Szybko zerwałam się z łózka i pobiegłam do łazienki. Wymiotowałam wodą. Czemu tu się dziwić. Kolację zwróciłam wieczorem, a od tego czasu niczego nie jadłam.
- [T.I], wszystko w porządku ? – zapytał, tym samym kucając przede mną
- Tak. Po prostu coś mi musiało zaszkodzić. Albo po prostu za dużo wczoraj zjadłam … - oznajmiłam z bladym uśmiechem. Szybko wstałam w celu umycia zębów. Harry cały czas mi się przyglądał. Widziałam po jego minie, że się o mnie martwił.
- Nie wyglądasz najlepiej. Zostań dzisiaj w domu. Odpocznij jeden dzień.
- To nie jest potrzebne …
- Proszę … - westchnął, przymykając przy tym na chwilę powieki
- Jak sobie życzysz …
Zanim wyszedł na uczelnię, przygotował mi jeszcze herbatę oraz jakieś leki.
W zasadzie cały dzień przeleżałam w łóżku. Nie jadłam ani nie piłam. Jedynie przygotowany rano napój, żeby nie było niepotrzebnych zmartwień.
  
Chorobę było mi ukrywać coraz ciężej. Bardzo często wymiotowałam podczas obecności Harry’ego. Tłumaczyłam, że to nic takiego, ale on z każdym dniem wierzył mi coraz mniej. Martwił się o mnie. Nie chciał żebym cierpiała. Jak na razie uważał, że jest to tylko wirus, ale bądźmy szczerzy … Przecież taka infekcja nie może trwać w nieskończoność.

Puls szalony goni
Wstał nowy świt

,,[…] pozostanie ze mną na zawsze.
Zamknąłem zeszyt i odrzuciłem jak najdalej od siebie. Usiadłem na kanapie i zacząłem się wpatrywać w przestrzeń. Nie wierzyłem w to co waśnie przeczytałem. To nie może być prawda.
Schowałem twarz w dłoniach i najzwyczajniej w świecie rozpłakałem się jak małe dziecko.
Nie chciałem tego czytać, jednak coś mnie tknęło. Coś mi mówiło żebym otworzył ten cholerny zeszyt i dowiedział się tej okropnej prawdy. Usłyszałem jak drzwi sypialni się otwierają. Wiedziałem, że biegnie do toalety. Wolnym krokiem podszedłem do pamiętnika. Podniosłem go, po czym skierowałem cię do pomieszczenia, w którym przed chwilą zniknęła dziewczyna.
Oparłem się o framugę i patrzyłem jak wymiotuje wodą, bo niczym innym nie była już w stanie.
- Paskudny ten wirus, co ? – zapytałem jak gdyby nigdy nic
- Do najlepszych to on nie należy …
- Hmmm … A może to wcale nie wirus, tylko na przykład, no nie wiem … Bulimia ?
Dostrzegłem na jej twarzy zakłopotanie
- Bulimia ? Skąd ten pomysł ? – zapytała, nerwowo się uśmiechając
- Wiesz … Znalazłem taki bardzo ciekawy fragment … Poczekaj … Tylko go znajdę. – Oznajmiłem tym samym wyciągając zza pleców zeszyt – O, jest … ,,W końcu doszło do tego, że zachorowałam. Na bulimię. W zasadzie z własnej woli.
Nawet nie myślę o tym żeby się leczyć. Im szybciej wykończę swój organizm tym lepiej.
Bardzo interesujący był też ten kolejny ,, Harry oczywiście o niczym nie wie. Przed nim udawałam, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Gdyby się dowiedział, od razu zmusiłby mnie do poddania się leczeniu, a ja naprawdę tego nie chcę.”. To takie miłe, że o mnie wspomniałaś … - dodałem załamującym się głosem. Po moich policzkach ponownie zaczęły spływać łzy

Ty lśniącym okiem zaglądasz do okien
Dorosły jesteś jak nikt

Wiem, że nie zachowałem się najdojrzalej, ale [T.I] postąpiła dokładnie tak samo.
- Skąd to masz …
- Wyobraź sobie, że znalazłem to zupełnie przez przypadek. Gdyby nie to, że szukałem swoich notatek na regale, do teraz nie wiedziałbym o istnieniu tego czegoś. Cały czas uważałbym, że złapałaś jakąś grypę żołądkową, a ty nadal żyłabyś w kłamstwie.
- Harry, to nie tak … - mówiła również płacząc
- A jak ! – krzyknąłem – Z tego co tu napisałaś, to nie miałaś mi zamiaru o tym powiedzieć ! Chciałaś się sama wykończyć ! Pisałaś, że niby chcesz tylko i wyłącznie mojego dobra … Czy ty wiesz, jak ja bym się czuł gdybym cię stracił ?! Gdybyś odeszła ?! Z przyjemnością sam bym sobie odebrał życie. Tyle razy ci mówiłem jak bardzo jesteś dla mnie ważna, ale oczywiście musiałaś wyimaginować sobie coś sama. Coś co nigdy nie było, nie jest i nie będzie prawdziwe !
Zacząłem do niej powoli podchodzić. Chwyciłem jej rękę i odwinąłem do góry rękaw. Zauważyłem na jej nadgarstku bandaż. Niedbale go rozwiązałem, po czym rzuciłem na ziemię. Moim oczom ukazała się jej drobna ręka, w czerwonych, cienkich kreskach. Na sam widok do moich oczu napłynęła kolejna fala łez.
- Co ja zrobiłem źle. Co przeoczyłem, że nie zobaczyłem, że z tobą się coś dzieje. Przecież musiało być w twoim zachowaniu coś, co pozwoliłby mi dostrzec to, że jesteś chora. Że masz bulimię.

O naszych snach nikt nie wie.
Zbudź mnie już czas na samotność i chłód

- To co przeczytałem było dla mnie jak kubeł zimnej wody. Myślałem, że cię znam. Że wiem o tobie prawie wszystko. Jednak okazało się, że żyję z osobą, która jest mi zupełnie obca. Czuję się jakby mi się przyśniło to, że byłaś taka jaka byłaś, a po przebudzeniu powróciłem do rzeczywistości, w której osoba, którą kocham całym sercem jest poważnie chora i chce umrzeć.

Nikt nie zna mnie i ciebie

- Ty wiedziałaś o mnie wszystko, a pomimo to i tak uważałaś, że jestem inny. Nigdy nie udawałem przed tobą kogoś innego. To właśnie przy tobie zawsze byłem sobą. Przy innych grałem. To inni mnie nie znają.
Jeśli chodzi o ciebie to już wiem, że ciebie nie zna nikt. Ale teraz pytanie. Czy ty znasz samą siebie. Czy ty wiesz, kim tak naprawdę jesteś …
Otarłem swoje policzki z łez. Jednak na nic to się nie zdało bo na ich miejsce wpłynęły nowe. Odwróciłem się, po czym jak najszybciej wybiegłem z mieszkania.

Oto jest powód marzenia

25.03.2013 ; 5:43 pm.

Mam 19 lat. Jednak nie zawsze czuję się dorosły.
Kiedy przeczytałem zawartość zeszytu, w którym sam teraz piszę miałem wrażenie, że byłem małym, przerażonym chłopcem, który stracił to, co było dla niego najważniejsze.
Czułem jak cały świat, w jednej sekundzie się zawalił. Wszystko zniknęło w jednej chwili. Moje zachowanie nie było odpowiedzialne. [T.I] mogła sobie przecież zrobić krzywdę. Już i tak była na granicy nerwowej wytrzymałości.
Pamiętam, że zastałem ją nieprzytomną w łazience. Zemdlała z wycieńczenia. W drodze do szpitala modliłem się żeby tylko wyszła z tego cało. Nie przeżyłbym gdyby mnie zostawiła. Gdyby ode mnie tak po prostu odeszła.
Zdecydowała się leczyć.
Obiecałem jej, że przejdziemy przez to razem. I przeszliśmy.

- Harry, idziesz ? – usłyszałem zniecierpliwiony głos dziewczyny – Elena i Trevor nie będą czekać na nas całych wieków …
- No już … - zaśmiałem się.
Zamknąłem zeszyt, który chwilę później chwyciłem w rękę. Szybkim krokiem skierowałem się do wyjścia, gdzie czekała na mnie [T.I].
- Ślicznie wyglądasz. – Oznajmiłem, tym samym oplatając jej talię ramieniem. Dziewczyna na moje słowa delikatnie się uśmiechnęła oraz zarumieniła, co próbowała ukryć – Nie rób tego. – Wyszeptałem, chwytając jej podbródek tak, aby mogła na mnie spojrzeć – Zawstydzona wyglądasz jeszcze piękniej. – Zaśmiałem się, następnie czuje ją całując.
- Co chcesz z tym zrobić ? – zapytała wskazując na brudnopis
- Zostawię to … Na przykład tutaj … - powiedziałem, tym samym zostawiając przedmiot pod drzewem i ruszając dalej.
- Ktoś to może przeczytać …
- I dobrze. W tym zeszycie został przedstawiony obraz prawdziwej miłości, której nic nie było w stanie pokonać. Ten ktoś będzie nam za to wdzięczny. Zobaczysz … - zaśmiałem się, ponownie czuje i namiętnie całując moją najwspanialszą księżniczkę na świecie, bez której nie wyobrażam sobie życia.

O tak, to ciała nasze winne są
Ich sny
Na jawie się śnią
Wielka czerń
Naszych serc
Zanuci żałośnie wśród chmur
I szepnie srebrzysty nasz chór
'Oooooooooooooo ...'

O tak, to ciała nasze winne są ...


------------------------------------------
*Tekst napisany kursywą to słowa piosenki z musicalu Przebudzenie Wiosny. Jest to tłumaczyenie. Oryginał to Guilty Ones.
Na pierwszy rzut oka, może się wydawać, że tekst piosenki ma się nijak do treści imagina. Jednak jeżeli wczytamy się w niego głębiej i pomyślimy trochę nad jego innym znaczeniem, dostrzeżemy, że tak na prawdę te obydwie rzeczy mogą mówić o tym samym.
Tekst piosenki musimy po prostu potraktować/czytać w przenośni :)

Jeżeli ktokolwiek mieszka w okolicach Chorzowa, to serdecznie was zapraszam do Teatru Rozrywki.
Spektakle są zaplanowane na maj :) Na prawdę warto. Muzyka jest cudowna <3
Ja będę na pewno na każdym, więc kto wie ... Może się zobaczymy :)

Co do imagina. Nie wiem czy mniej więcej o coś takiego chodziło, czy też nie. Po prostu taki pomysł miałam na tego jednoparta. Mam nadzieję, że jednak się spodobał :)
We wtorek kolejny imagin z mojej strony :)

9 komentarzy:

  1. wow. pomyślałam na początku, że będzie to kolejny denny imagin, w którym dziewczyna się tnie a potem ginie lub wychodzi z tego. a tu takie zaskoczenie! bo historia którą tu przedstawiłaś wydała mi się w pewnym sensie taka życiowa. i świetnie, że dodałaś tekst tej piosenki, razem się to idealnie komponuje! nie wiem jak inni, ale ja od razu znalazłam związek tych słów z całą historią. Naprawdę lubię to, jak piszesz, bo wywołujesz ogromne emocje :) a to duży plus, bo rzadko zdarza się, aby ktoś tak wzruszył swoim tekstem czytelnika. po raz kolejny udowadniasz swój niebywały talent!
    dziękuję Ci za napisanie czegoś tak cudownego!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdy czytalam ze chce sie one zabic ze nie wytrzymuje,plakalam. Mialam lzy w oczach,plakalam... Ale ta cudowna osoba Harrego ukazana tutaj wszystko zmienila. Kocham Cie Dziewczyno. Xx. Klaudia CityLondon

    OdpowiedzUsuń
  3. cudowny <3
    rozpłakałam się już na samym początku, no ale co poradzić, taka już jestem :) xx

    OdpowiedzUsuń
  4. O. Mój. Boże. Imagin - PRZECUDNY. Boże, dziewczyno, oddaj mi swój talent do pisania, błagam. Jak go czytałam, to płakałam, a nie łatwo jest mnie doprowadzić do tego stanu. Jak moja siostra weszła do pokoju i zobaczyła mnie płacząca na łóżku z telefonem w ręce (bo na nim miałam okazję przeczytać to cudo) to spanikowała i nie wiedziała co robić. Później stwierdziła, że jestem chora psychicznie, bla bla bla.
    Nie mogę się doczekać kolejnego cuda, który wyjdzie spod twojej ręki <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakbym czytała swoją historię... Teraz wiem jak patrzą na to moi bliscy... Dziekuję Ci :) że dałaś mi tak dużo do myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ughh... Zgin kobieto. Wtedy bedzie o jedna utaletowana osobe mniej xD

    Moja staa nazwa to @Swag_bitch nowa @kill_you_shawty

    OdpowiedzUsuń
  7. Matko kochana, PRZEBUDZENIE WIOSNY? Ten spektakl na zawsze wbił mi się w pamięć.... i to nie koniecznie dobrze. XD

    OdpowiedzUsuń
  8. Brak mi słów. Dziękuję za tego imagina.

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3