środa, 24 kwietnia 2013

Four Hundred Thirty - Eight

Pomysł @Pompon_24 (I Love British Boys)

Ciemność. Chłód. Gęsta mgła.
Zupełnie nie potrafiłam odnaleźć się w terenie.
Niby skądś znałam to miejsce, a jednak było dla mnie zupełnie obce.
Ruszyłam niepewnie przed siebie.
Każdy krok stawiałam bardzo ostrożnie.
Jednego byłam pewna.
Byłam w lesie.
Nie za bardzo jednak wiedziałam po co.
Scena istnie z horroru. Jednak był jeden wyjątek. To się działo naprawdę.
Usłyszałam za sobą trzask gałęzi.
Gwałtownie się odwróciłam, jednak niczego ani nikogo nie dostrzegłam.
Sama na nią musiałam nadepnąć.
Ponownie ruszyłam przed siebie.
Tym razem mój krok stał się szybszy i bardziej zdecydowany.
Szłam na oślep, jednak pragnienie dotarcia do miejsca, w którym byłabym bezpieczna, było silniejsze ode mnie.
W tym samym momencie, kilka metrów przede mną dostrzegłam przebiegającą postać.
Automatycznie się zatrzymałam.
To na pewno nie mógł być człowiek.
Szybkość z jaką się przemieścił, była niewykonalna dla osoby ludzkiej.
Zaczęłam się powoli kręcić wokół własnej osi.
Ponownie dostrzegłam czarną sylwetkę we mgle.
Mój oddech stał się cięższy i szybszy.
W tym momencie naprawdę się bałam.
Przełknęłam głośno ślinę, po czym ruszyłam w kierunku, w którym po raz ostatni widziałam postać.
Kiedy od wybranego miejsca dzieliło mnie dosłownie kilka kroków, poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu.

Ze snu wyrwał mnie irytujący dźwięk budzika. Uderzyłam dłonią w plastikowe urządzenie, po czym przeturlałam się na drugi bok, tym samym nakrywając się kołdrą dosłownie od stóp, aż po głowę.
Nie dane mi jednak było zasnąć ponownie, ponieważ moja mama jak to moja mama. Zna mnie lepiej niż ja sama. Zamaszystym ruchem ściągnęła ze mnie pierzynę, po czym zaczęła prawić codzienne kazanie na temat godziny zasypiania i porannego wstawania.
Ja jak zwykle wysłuchałam go do końca, potakując bez celu głową. Przecież to wiadome, że te prośby do mnie nie dotrą. Gdyby chciały, to już dawno nie byłoby kłopotu.
Wolnym krokiem przeszłam do łazienki, aby wykonać poranną toaletę.
Kolejny dziwny sen z serii Poczuj się niczym Bella ze Zmierzchu. Są na to dwa wyjaśnienia. Albo jem na noc za dużo cukru, albo oglądam za dużo filmów o wampirach, wilkołakach i takich tam podobnych …
Już od dłuższego czasu śni mi się dokładnie to samo. Zawsze też budzę się w tym samym momencie. Nie rozumiem tego. Czy to możliwe, żeby jeden sen powtarzał się tak w kółko i w kółko ? Chyba powinnam pójść do jakiegoś specjalisty. Psychiatra, albo coś w tym stylu. 
Z obłoków na ziemię przywołały mnie dopiero krzyki mamy, które oznajmiały iż POZOSTAŁO CI 20 MINUT DO WYJŚCIA Z DOMU !
Leniwie wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam z szafy czyste ubrania, które następnie na siebie narzuciłam. Związałam jeszcze włosy, po czym zbiegłam na dół. Chwyciłam ze stołu jabłko i skierowałam do wyjścia.
- A ta jak zwykle bez śniadania ... - usłyszałam jeszcze komentarz mamy, ale nie za bardzo się tym przejęłam. Sama powiedziała, że jak zwykle, więc wynika z tego iż słyszę to codziennie.
Szłam mokrą ulicą, ze słuchawkami w uszach.
Dlaczego taka jestem ? Opryskliwa i niemiła ... Stałam się taka, kiedy mój starszy brat uciekł z domu. Nie byliśmy takim pospolitym rodzeństwem. Co to, to nie. Nigdy się nie kłóciliśmy. Zawsze żyliśmy w zgodzie. Pomagaliśmy sobie nawzajem.
Uciekł z powodu ojczyma.
Mieliśmy różnych ojców, ale tą samą mamę.
Czy mu się dziwię ? Nie. Ja też nie przepadam za moim tatą. Już nie raz rozpatrywałam opcję wyjazdu do Tom'a, ale tak na prawdę nigdy nie miałam wystarczająco odwagi, aby to zrobić ...
Tej nocy kiedy odchodził, powiedział mi, że gdyby kiedykolwiek ojciec zrobił mi krzywdę, bądź gdybym miała go najzwyczajniej w świecie dosyć, mam do niego przyjechać.
Dzwonił do mnie dwa razy w tygodniu. Rozmawiałam z nim oczywiście po kryjomu. Gdyby rodzice dowiedzieli się, że utrzymuję z nim kontakt, lub że wiem gdzie mieszka, i ja i on nie mielibyśmy za różowo.
Teoretycznie może mieszkać sam. Ma w końcu 17 lat, a w Anglii prawo mówi wyraźnie, że samemu można mieszkać od 16 roku życia. Jednak moja mama została wychowana w Polsce i nie uznaje tego oświadczenia.
Tak, jestem na wpół Polką. Nigdy tam nie byłam. Jedyne co, to czytałam trochę o kraju w internecie, oglądałam jakieś zdjęcia, ale to wszystko.
Z jakiegoś powodu mama nie chce tam jechać. Myślę, że to ma związek z ojcem Tom'a.
Nim się zorientowałam, stałam już pod budynkiem szkoły. Weszłam po kamiennych schodach, przeskakując co drugi stopień, aby na powitanie i dobry początek dnia dostać drzwiami w nos.
- Patrz jak łazisz i otwierasz drzwi człowieku ! - uniosłam się
- Boże ... Przepraszam ... - odpowiedział jakby robił mi łaskę
- Może by tak grzeczniej idioto ?
- Może tak hamuj się wariatko ? Nie przypominam sobie żebym pozwolił ci się do mnie zwracać jak ci się żywnie podoba. - Oznajmił, po czym mnie wyminął i zbiegł ze wcześniej pokonywanych przeze mnie szarych stopni.
Zdenerwowana weszłam do szkoły. Od razy podbiegli do mnie znajomi, pytając co się stało. Dwie przyjaciółki zaprowadziły mnie do łazienki, po drodze biorąc jakieś ciuchy z szafki.
Weszłam do jednej z kabin i przebrałam T-shir't, który był poplamiony krwią. Następnie podeszłam do umywalki i zaczęłam chłodzić stłuczony nos.
- Ale jak to się stało ? - dopytywała Tara
- A mnie się pytasz ?! Ten debil nawet nie spojrzał czy ktoś idzie ! A jak mnie przepraszał to normalnie z taką łaską ... Z resztą gdybym sama się nie upomniała, to pewnie nawet by nie zauważył, że na kogoś wpadł.
- Wiesz może z której był klasy ? - zapytała Caren
- Nie. Szczerze, to widziałam go tu pierwszy raz. Może jego rodzeństwo tu chodzi, albo będziemy mieć nowego w szkole. Tylko dlaczego Bóg zesłał nam takiego bałwana ! - uniosłam się, przez co z mojego nosa zaczęło wypływać jeszcze więcej krwi.
- Wiesz ... Myślę, że powinnaś z tym pójść do higienistki.
- Sama sobie z tym chyba jednak nie poradzę ... - odparłam zrezygnowana, po czym podtrzymując pod nosem kawałek chusteczki opuściłam łazienkę i skierowałam się w stronę gabinetu szkolnej pielęgniarki.
- Kochanie, kto cię tak urządził ? - zapytała z troską, kiedy tylko przekroczyłam próg pomieszczenia
- Taki jeden. Nawet go nie znam.
- Usiądź. Zaraz to obejrzę.
Posłusznie klapnęłam na białym, wysokim łóżku lekarskim i przyglądałam się czynnościom wykonywanym przez rudowłosą kobietę.
Po chwili podeszła do mnie z tacą, na której znajdowały się przeróżne medykamenty i opatrunki. Odciągnęła moją dłoń od nosa i spojrzała na niego. Po chwili zaczęła go dotykać.
- Boli cię ?
- Troszkę ..
- Złamany nie jest. Ewentualnie może być stłuczony. Zamrożę* ci go, żebyś jakoś przetrwała z nim do końca lekcji, a po szkole pojedziesz na prześwietlenie. - Mówiła, jednocześnie przygotowując coś na tacce. Po chwili poczułam zimny spray na moim nosie.
- A teraz głowa w dół. - Rozkazała, po czym pomogła mi ją przechylić. Krwi ciekło coraz mniej aż po chwili przestała w ogóle wypływać.
- Dziękuję.
- Nie ma sprawy. - Uśmiechnęła się ciepło - Następnym razem uważaj.
- To chyba nie do mnie powinna pani kierować te słowa. - zaśmiałam się podnosząc swoją torbę z ziemi i zarzucając ją na ramię - Do widzenia.
- Miejmy nadzieję, że nie ... - oznajmiła grożąc mi przy tym palcem. Uśmiechnęłam się delikatnie pod nosem,  po czym opuściłam gabinet. Przed drzwiami cały czas czekały na mnie przyjaciółki.
- I jak ? - zapytała Caren, gdy tylko mnie zobaczyła
- Ewentualnie może być stłuczony, ale złamany nie jest na pewno.
- To dobrze. - Odetchnęła z ulgą. Wyjrzałam przez jej ramię. Mój wzrok zatrzymał się na tym samym chłopaku, przez którego będę musiała jechać do szpitala.
- To on ... - szepnęłam
- Co on. - spytała Tara z lekkim zdezorientowaniem
- To on. To ten chłopak. On uderzył mnie drzwiami. - Tłumaczyłam cały czas patrząc na nastolatka, który aktualnie grzebał w telefonie, siedząc pod ścianą
- On ? Jesteś pewna ? - dopytywała nerwowo Caren
- Na 100%. Boże, trzymajcie mnie, bo ja nie ręczę za siebie ...
Na moje słowa jedna z przyjaciółek mocno mnie złapała.
- Car ? Co ci jest ? - zapytałam
- No bo on ... To jest mój kuzyn. Mieszkał w Bradford, ale wywalili go już ze wszystkich możliwych szkół. I od dzisiaj będzie chodził z nami do klasy. Wiesz ... on jest na prawdę dziwny. Czasami się zastanawiam czy aby na pewno jesteśmy spokrewnieni. Mam wrażenie, że ktoś go podmienił w szpitalu. Jego rodzice są zupełnie inni. To samo z jego rodzeństwem. Tylko on jest taki ... Taki ... Wybuchowy ...
- No to może powinien nieco ostudzić ten swój temperament ... - zaproponowałam zdenerwowana - Wiesz ... Tak tylko mówię ... - dodałam sarkastycznie.
Usłyszałyśmy dzwonek, który informował nas o rozpoczęciu lekcji. Podeszłyśmy pod salę, w której zaczynałyśmy nasze dzisiejsze zajęcia.

- Zayn, dosyć tego. Usiądź z [T.I] ... - odrzekł zdesperowany nauczyciel, gdy już po raz enty uciszał chłopaka
- Panie profesorze, ale ja siedzę z Tarą ...
- W takim razie Tara się przesiądzie na miejsce nowego kolegi i wszyscy będą zadowoleni. - Oznajmił na jednym oddechu. Moja przyjaciółka niechętnie zebrała swoje rzeczy z ławki. Wymieniła krótkie za to znienawidzone spojrzenie z Zayn'em, po czym przeszła na sam początek sali.
- Jak tam nosek ? - zapytał, rozsiadając się wygodniej na krześle
- Ty sobie ze mnie szydzisz ?
- Och ... Jak ty szybko rozgryzasz ludzi ... Jestem normalnie pod wrażeniem ... - odpowiedział udając jakąś denną blondi plastic-fantastic.
- Psychicznie chory idiota ... - skomentowałam pod nosem
- Słucham ?! - uniósł się tak, że w tym momencie cała klasa obserwowała naszą dwójkę
- Panie Malik ... Przypominam panu, że został pan wyrzucony ze wszystkich szkół w Bradford, a ta szkoła, w Londynie, jest pana ostatnią szansą, więc proszę zachowywać się godnie i uważać na lekcjach, aby nie kiblować już 4 rok z rzędu ... - poprosił nauczyciel, dosłownie zabijając chłopaka wzrokiem
- Nie moja wina, że ona - wskazał na mnie palcem - mnie obraziła !
- Wcale, że nie !
- A wcale, że tak !
- Nie prawda !
- A własnie, że prawda !
I tak oto zaczęła się nasza zacięta kłótnia. Ani jednemu ani drugiemu, przez myśl nie przeszło żeby odpuścić.
- Dosyć tego ! [T.N], Malik ... Do dyrektora ! Ale to w trybie natychmiastowym !
Chwyciłam pasek swojej torby i wymijając chłopaka z pogardą opuściłam salę. Słyszałam jak za mną idzie. Co gorsza doskonale czułam na sobie jego wzrok.
- Czy możesz przestać się na mnie gapić ?! - warknęłam, tym samym się zatrzymując i odwracając do niego przodem
- Idziesz przede mną ... Przeźroczysta też nie jesteś ...
- To patrz pod nogi matole ! - krzyknęłam po czym ruszyłam dalej
Gabinet dyrektora był aktualnie zajęty, więc obydwoje usiedliśmy na krzesłach w tak zwanej poczekalni.
- Mogę się zapytać dlaczego jesteś taka wkurzająca ?
- Hmmm ... Pomyślmy ... Pewien ciołek uderzył mnie dzisiaj drzwiami na dzień dobry i w dodatku robił łaskę, że mnie przepraszał. Później zaczął się ze mnie nabijać, a teraz przez niego wylądowałąm na dywaniku ... Hmmm ... Ale czy to aby na pewno powody do bycia wkurzoną ?
- Ja się nie pytam dlaczego jesteś wkurzona, tylko wkurzająca, a to jest pewna różnica ...
- Możliwe, ale jedno z drugim ma i tak wiele wspólnego ...
Zanim zdążył cokolwiek odpowiedzieć, drzwi pokoju pod którym siedzieliśmy otworzyły się. Po chwili pojawił się w nich Joey.
Był moim kumplem z klasy. Dwa dni temu zrobił taką mini imprezę urodzinową. Troszeczkę przekorczył granicę zabawy, przez co na następny dzień przyszedł do szkoły ... Zalany troszenienieńkę w trzy trupy ...
- I jak ? - zapytałam podchodząc do niego
- Zawiesili mnie w prawach ucznia ...
- Co na to rodzice ?
- Ich to jak zwykle obchodzi tyle, co zeszłoroczna zima ... - zaśmiał się
- No tak. - Uśmiechnęłam się - Zobaczysz, że będzie dobrze ...
- Wiem, wiem ... A ... I mam nadzieję, że pamiętasz o tym, że musisz iść jutro do lasu ...
- W celu ? - zapytałam nieco zdezorientowana
- Emmm ... Zakład ?
- Ach no tak ! Kurde ... - przypomniałam sobie, następnie wykonując tak zwanego facepalm'a
- Także kotku ... Jutro, o godzinie 00 idziesz po świeżutkie, leśne boróweczki. Specjalnie dla mnie ... - zaśmiał się zwycięsko, po czym dał mi krótkiego całusa w policzek i ruszył do wyjścia
- Masz dziwnych zbnajomych ... - skomentował Zayn, o którego istnieniu niemalże zapomniałam
- A ty nadal tu jesteś ... - oznajmiłam poirytowana - Niech to szlag ...
- Wiesz ... Lepiej by było gdybyś trzymała się z daleka od lasu. Przynajmniej w nocy.
- Och uważaj, bo na pewno cię posłucham ... - odpowiedziałam, po czym pewnym krokiem weszłam do gabinetu dyrektora
- Więc co wy zrobiliście ? - zapytał wyraźnie zmęczony dzisiejszym dniem
- Na początku on prawie złamał mi drzwimi nos, później się z tego nabijał, następnie ja nazwałam go psychicznie chorym idiotą, przez co nauczyciel wysłał nas do pana. Załatwmy to najszybciej jak się da. Pan nam wlepi karę. Załóżmy, że zostaniemy dzisiaj po lekcjach i posprzątamy caluuuutką szkołę, wyręczając przy tym nasze zmęczone panie sprzątaczki, a pan się w końcu zrelaksuje, bo nie będzie miał z nami problemu ... - zaproponowałam
- Obiecujecie, że to się już nigy nie powtórzy ?
- Tak ... - odpowiedziałam szybko
- Zayn ?
- Emmm ... Tak.
- W takim razie zostajecie dzisiaj sprzątać szkołę. To wszystko, dziękuę ... - pożegnał nas, ciężko wzdychając
Obydwoje w trybie natychmiastowym wyszliśmy z pokoju, aby z powrotem udać się na lekcje. Poczułam, że ktoś łapie mnie za ramię i odwraca w swoim kierunku.
- [T.I] ja mówiłem na poważnie. Nie zbliżaj się do lasu w nocy.
- Zayn ... Doceniam twoją troskę, która w niewiadomy sposób, nagle cię ogarnęła, ale ja i tak zrobię swoje. Nie będziesz mi mówił co mam robić, a czego nie.
- To jest niebezpieczne ...
- Jak długo żyję w Londynie, tak nigdy nie zabito tam żadnego człowieka.
- Proszę cię ... - mówił niemal błagalnym tonem, co mnie zdziwiło
- A coś ty się tak nagle martwić o mnie zaczął ?! - uniosłam się, po czym wyrwałam swoje ramię z jego uścisku i ruszyłam przed siebie.
Nie było mi z tym najlepiej, że zachowałam się tak w stosunku do niego. Racja ... Może nie zrobił na mnie najlepszego wrażenia i zapewne nigdy się przyjaźnić nie będziemy, ale nie powinnam była na niego tak naskakiwać. Chciał dobrze ... Martwił się ... Przynajmniej teraz.
Gdy zajęcia dobiegły końca, pożegnałam się z przyjaciółmi i ruszyłam do podziemi gdzie znajdował się schowek na miotły. Zayn już tam czekał. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w jego kierunku.
- Emm ... Zayn ? - zaczęłam, aby przykuć uwagę chłopaka - Ja ... Chciałam cię przeprosić za to, że tak na ciebie naskoczyłam. Po prostu byłam na ciebie wściekła  za ten nos i twoje wcześniejsze zachowanie.
- Rozumiem .. - odparł nieco speszony, co zdziwiło mnie już totalnie. On ? Ten Bad Boy, którego poznałam rano ?
- Zaskakują mnie twoje diametralne i szybkie zmiany nastroju ... Rano byłeś opryskliwy, na lekcji wredny. Z kolei po wizycie u dyrektora bardzo troskliwy, a teraz ? Ty się najzwyczajniej w świecie wstydzisz ... - zaśmiałam się delikatnie
- Wcale nie ...
- Wcale, że tak ... - zaśmiałam się jeszcze bardziej, następnie do niego podchodząc i obejmując go ramieniem - Ale nie martw się. Nie powiem nikomu. Nie zniszczę ci reputacji, chociaż jest to bardzo kusząca propozycja ... Jesteś strasznie gorący ... - zauważyłam - Znaczy w sensie, że ciepły ...
- Mhmmm ... Na pewno ... - uśmiechnął się szeroko, po czym przejechał nosem wzdłuż mojej szyi. Zaśmiałam się nerwowo
- Nie, nie, nie ... Nie pociągasz mnie w żaden sposób kolego ... - oznajmiłam, próbując się wyrwać z jego uścisku. Jednak on mi na to nie pozwolił. Przyciągnął mnie jeszcze bliżej, tak że nasze twarze dzieliły zaledwie minimetry. Mój wzrok nie mógł się oderwać od jego spojrzenia. Było cudowne. Hipnotyzujące.
- Nie martw się ... Ja też nikomu nie powiem, że lecisz na moje oczy ... - zaśmiał się głośno, tym samym stwaiając mnie na ziemi, w bezpeicznej odległości
- Ty na serio jesteś psychicznie chory ...
- Możliwe. - Wyszczerzył się
Usłyszeliśmy czyjeś kroki. Nasz wzrok od razu powędrował w stronę dobiegającego dźwięku. Po chwili ujrzeliśmy sprzątaczkę, która schodziła po schodach. Kiedy do nas doszła otworzyła schowek, wyciągnęła potrzebne rzeczy, wytłumaczyła co i jak, po czym zostawiła nas samych.
- Skąd wiedziałeś, że podobają mi się twoje oczy ? - zapytałam, jednocześnie myjąc podłogę już chyba w trzeciej sali
- To było widać w twoich ... - uśmiechnął się słodko
- O ... To ... Fajnie ... - skometnowałam speszona, gdy przypomniałam sobie tamten moment - Jutro pełnia ... - szybko zmieniłam temat. Jednak na moje słowa Zayn się spiął - Coś nie tak ?
- Nie, tylko ... Mam z tym złe wspomnienia ... - rzucił krótko, po czym powrócił do pracy
Sprzątanie szkoły zakończyliśmy około 11 wieczorem. Od momentu mojego wspomnienia o jutrzejszej fazie księżyca, odezwaliśmy się do siebie kilka razy, ale nie wciągaliśmy się w żadne dłuższe dyskusje. Widziałam, że chłopak stał się też ostrożniejszy w swowich wypowiedziach. Nie wnikałam co się stało, że pełnia źle mu się kojarzy. Będzie chciał to sam mi o tym opowie.

- [T.I] ... Jesteś pewna, że chcesz to zrobić ? - dopytywał coraz bardziej przerażony
- Joey ... Przestań się cykać i rusz w końcu ten tyłek, bo ja nie mam zamiaru spędzać w lesie całej nocy ... -
 skarciłam go, tym samym przystpieszając kroku. Nie powiem, że ta noc należała do najcieplejszych.
Gęsta mgła otulała wysokie drzewa. Gdzieniegdze widać było prześwitujące przez korony światło księżyca, które oświetlało wąską dróżkę, po której szliśmy
- Nie [T.I] ... Wracam ...
- Joe ... Ja mam zamiar wykonać to zadanie, czy ci się to podoba, czy też nie ...
- Dlaczego ty zawsze musisz być taka uparta ?!
- Bo taka moja natura.
- Ja wracam. Ty rób co chcesz ... - oznajmił, po czym się odwórcił i ruszył w przeciwnym kierunku
- Cykor ! - krzyknęłam za nim, jednak nic go to nie ruszyło
Rozejrzałam się dokoła. Las nocą zupełnie nie przypominał tego za dnia.
Jedno było pewne. Zgubiłam się.
Wolnym krokiem ruszyłam przed siebie. Słyszałam moje serce, które biło ze starchu jak oszalałe. Usłyszałam za sobą trzask gałęzi. Gwałtownie się odwróciłąm, jednak nikogo ani niczego za mną nie dostrzegłam. W tym momencie mnie olśniło. Mój sen. Był dokładnie taki sam. Przyjżałam się miejscu jeszcze raz, tyle że dokładniej. Było identyczne.
Strach zawładnął całym moim ciałem. Nie potrafiłam się ruszyć. Mój oddech stał się cięższy i szybszy, kiedy pomyślałam co się zaraz stanie. Poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Niepewnie i powoli się odwróciłam.
Przed sobą ujrzałam Zayn'a. Jednak coś było nie tak. Jego oczy. Dziwnie błyszczały. Można by powiedzieć, że nawet świeciły jak jakieś lampki.
- Zayn ? - zapytałam niepewnie, na co chłopak momentalnie ode mnie odskoczył
- Prosiłem cię żebyś nie przychodziła tu w nocy ! - uniósł się
- Ale Zayn ... Uspokój się ... - mówiłam spokojnie, następnie podchodząc do niego i chwytając jego rękę. Szybko ją jednak wyrwał. Siła była tak ogroma, że upadłam na ziemię.
- Mówiłem, że nie będziesz tu bezpieczna ! Dlaczego ty zawsze musisz postawić na swoim ! Czy ty chociaż raz nie możesz posłuchać innych ?
- Przecież nic mi się nie stało ... - uspokajałam go, jednocześnie podnosząc się ze ściółki
- Ale mogło, gdybym się nie zorientował, że to ty !
- Co to znaczy ? - zapytałam lekko przerażona
- Nie ważne ... - oznajmił, po czym zaczął się wycofywać
- Proszę cię ... Porozmawiaj ze mną !
- Po co ! - krzyknął, tym samym ponownie do mnie podchodząc i stając niebezpiecznie blisko. W tym momencie autentycznie się go bałam - Wytłumacz mi ! Przecież ty mnie nienawidzisz, więc nie udawaj, że cię interesuję !
- Ja nie powiedziałam, że cię nienawidzę ...
- Taak ... Bo jak dostałaś ode mnie drzwiami, to byłaś cała w skowronkach
- A to co było później, po lecjach ... To się dla ciebie nie liczy ?! Pamiętasz tylko to co złe ?! A może pamiętasz to co jest ci wygodnie zapamiętać ! Jesteś niemożliwy ! - wykrzyczałm mu prosto w twarz, po czym odwróciłam i ruszyłam przed siebie. Moje policzki momentalnie zrobiły się mokre. Widziałam iskierkę nadzieji dla naszej przyjaźni pomimo nienajlepszych początków. Jednak dzisiaj zaprzepaścił tą szansę doszczętnie
- [T.I], zaczekaj ! - usłyszałam jego głos za sobą
- Zostaw mnie palancie ...
Poczułam jak chwyta mnie za nadgarstek i odwraca do siebie przodem
- Tak, masz rację. Jestem palantem. Nie potrafię uszanować, ani zachować niczego dobrego co mam przy sobie. Ale ... Ja nie jestem sobą ...
- Nie jesteś sobą ! W takim razie kim ! Sierotką Marysią, czy jak !?
- Jestem wilkołakiem.
Na jego słowa wybuchłam niepohamowanym śmiechem
- Coś ty się ze Zmierzchu urwał ? Wiesz Joey też był wampirem przez dwa tygodnie ...
- Ja mówię teraz na poważnie. - Przerwał mi - Jestem wilkołakiem.
Mój uśmiech automatycznie zniknął, kiedy zobaczyłam szczerość z jaką wypowiadał te słowa. Ze strachu zrobiłam krok do tyłu, tym samym wyswobodzając swój nadgarstek z jego uścisku.
- N...Nie ... Nie wierzę ci. Takie istoty nie żyją. To tylko fikcja ...
- A nie zastanawiałaś się, dlaczego moje ciało jest takie gorące ? Dlaczego tak szybko zmieniają mi się nastroje ? Dlaczego niechętnie rozmawiam o pełni ? Co się stało z moimi oczami, że świecą niczym jakieś halogeny ?
- To jest niemożliwe. Nie zrobisz ze mnie idiotki.
- Nie chcę jej z ciebie robić. Skoro mi nie wierzysz, to ci to udowodnię. Chodź ... - oznjamił, po czym wyciągnął rękę w moim kierunku. Niepewnie na nią spojrzałam - Boisz się mnie. [T.I], proszę. Musisz mi zaufać. Obiecuję, że cię nie skrzywdzę ...
Powoli i delikatnie chwyciłam jego dużą dłoń. Jego uścisk momentalnie się zacieśnił, jakby bał się, że ucieknę.
Szliśmy na pobliskie wzgórze, które jako jedyne nie było pokryte bęstą mgłą oraz zarośnięte drzewami. Usiadłam na dużej skale. Miałam nadzieję, że Zayn usiądzie koło mnie, jednak on tego nie zrobił. Wyplątał swoje palce z moich i stanął przede mną.
- Co ty robisz ? - zapytałam zdezorientowana
- Na prawdę niczego nie widzisz ?
- Nie ...
- Przyjżyj się uważniej ...
Dowrócił się tak, że księżyc lepiej go oświetlił. Zaniemówiłam. Cały był pokryty przesóżnymi bliznami. Jego oczy świeciły jeszcze badziej. Otworzył usta. Wtedy też dostrzegłam dwa wilcze kły, na miejscu tych ludzkich. Wpatrywałam się w niego z zafascynowaniem, ale i ze strachem.
- Podejdź. - Szepnął. Od razu wykonałam jego polecenie - Dotknij mnie. Na ręce, na twarzy ... Obojętnie.
Niepewnie przejechałam opuszkami po jego policzku. Moje palce pozostawiły po sobie długą szramę, na której widok gwałtonie od niego odskoczyłam.
- Nie bój się ... - zaśmiał się delikatnie - To mnie nie boli. Nieśwaidomie pozostwiłaś na mnie swój ślad już niejeden raz.
- Ale ... Jak ?
Zayn chwycił moją rękę i ponownie posadził na skale. Tym razem usiadł koło mnie.
- Tak po prostu jest. Ślady widać tylko wtedy, kiedy stanie się pod światłem księżyca. Na codzień są niewidoczne. Oczy nam świecą, żebyśmy mogli lepiej widzieć w ciemności. Kłów chyba nie muszę wyjaśniać. Jeśli chodzi o wzrost temperatury ciała i zmianę nastroju, to dzieje się to zawsze dzień przed pełnią. Przemiana jest dosyć ... Bolesna ...
Na jego ostatnie słowo zadrżałam. Nie potrafiłam sobie tego wyobrazić. Zayn wijący się z bólu. To było dla mnie za dużo. Nigdy nie chciałabym doświadczyć tego widoku.
- Za niedługo najpewniej nastąpi ...
- C..Co ?- prawie pisnęłam z przerażenia, na co chłopak się zaśmiał - Śmieszy cię to, że się o ciebie martwię ?
- A martwisz ? Chyba raczej boisz ...
- Po części też, ale ... Nie potrafię przyswoić myśli, że ... Taki ktoś jak ty ... Może tak cierpieć ...
- Czyli ?
- Sam powiedziałeś, że przemiana jest bloesna ... Nie mogłabym na to patrzeć ... - wyznałam tym samy spuszczając wzrok, aby Zayn nie dostrzegł zbierających się w moich oczach łez. Usłyszałam jego śmiech.
- [T.I] ... Zapomniałem powiedzieć, że potrafię też wyczuwać ludzkie reakcje, więc nie musisz się ukrywać z płaczem.
- Chyba nie muszę zadawać kolejnego pytania ...
- Wyczuwamy to po pulsie. Każdej reakcji jest przypisany inny rytm bicia serca.
Księżyc zaczął powoli zachodzić, natomiast na jego miejsce zaczęło leniwie wsodzić słońce. Chłopak cały czas mi się przyglądał. Po kilku minutach w końcu zebrałam w sobie na tyle odwagi, aby na niego spojrzeć. Zmienił się. Wyglądał już normalnie.
- Zayn ... Ty ... Przemieniłeś się ...
- Nie ... Przeceiż niczego nie odczułem ... - zaprzeczył
- Na prawdę. Wszystko wróciło do normy. Z resztą księżyc już dawno zaszedł.
Chłopak spojrzał na swoje dłonie, a później na rozprzestrzeniające się przed nami granatowo pomarańczowe niebo.
- Ale ... To niemożliwe ... - wyszeptał sam do siebie, po czym na mnie spojrzał - To dzięki tobie. Sprawiłaś, że nie cierpię ..
- Niby jak ...
- Chyba wolisz nie znać odpowiedzi ...
- Chyba jednak tak ...
- Legenda głosi, że przemiana wilkołaka może przestać być bolesna, kiedy ktoś go obdarzy szczerym i silnym uczuciem. Nie wiem jak, a tym bardziej jakim cudem, ale ... Ty to zrobiłaś ...
- Nie, nie ... To jest raczej niemożliwe.
- A jednak ...
- Możemy wracaćdo domu ? - zapytałam szybko zmieniając temat. Zayn jedynie przytaknął. Zeszliśmy ze wzgórza i główną sicieżką ruszyliśmy w stronę centrum.
Po drodze zastanawiałam się nad tym o czym powiedział mi Zayn. Legenda głosi, że przemiana wilkołaka może przestać być bolesna, kiedy ktoś go obdarzy szczerym i silnym uczuciem. Owszem ... Darzyłam go sympatią, ale to nawet nie była przyjaźń. Więc niby jak.
Nim się zorientowałam staliśmy już pod moim domem.
- Zayn ? - zapytałam niepewnie
- Tak ?
- Może to dziwnie zabrzmi, ale ... Możesz zostać na noc ?
- A twoi rodzice ?
- W piątki zawsze wyjeżdżają na weekend, więc ich nie ma.
- W taki razie czemu nie ... - uśmiechnął się niepewnie
Obydwoje weszliśmy do białego budynku. Sciągnęliśmy kurtki i buty, po czym skierowaliśmy się na górę do mojego pokoju.
- Łazienka jest tu za drzwiami ... - wskazałam - Idź wziąć prysznic, albo coś, a je przyniosę ci jakąś koszulkę mojego taty.
- Dzięki ... - uśmiechnął się, następnie znikając za białymi drzwiami.
Szybko pobiegłam do sypialni rodziców i otworzyłam wielką szafę. Wygrzebałam z niej pierwszy lepszy T-shirt, po czym z prędkością światła pobiegłam z powrotem do swojego królestwa. Przebiegając przez drzwi, potknęłam się o próg, co tylko świadczyło o bliskim spotkaniu z ziemą. Jednak poczułam, że ktoś w ostatniej chwili mnie łapie.
- Uważaj, bo mi się tu jeszcze zabijesz ... - zaśmiał się, jednocześnie nade mną nachylając. Spojrzał na moje usta, następnie przygryzając delikatnie swoją dolną wargę. Zaczął się do mnie powoli i niepewnie przybliżać. Spanikowałam.
- Zayn ... Proszę ... Nie ...
- [T.I] nie bój się mnie. Błagam ...
- Jest mi ciężko po tym o czym się dzisiaj dowiedziałam.
- Wiem. Rozumiem cię, ale proszę ... Zaufaj mi. Nigdy bym cię nie skrzywdził. Nie potrafiłbym. Za bardzo cię kocham ...
- T...Ty mnie kochasz ?- zapytałam niedowierzając w to co słyszę
- Tak. Od kiedy po raz pierwszy na ciebie wpadłem. Zachowałem się tak, jak się zachowałem, bo najzwyczajniej w świecie spanikowałem. Dlatego tak to wyglądało ... Przepraszam ... - wyszeptał, po czym ponowił próbę pocałunku
- Zayn ... - szepnęłam, kiedy nasze usta dzieliły minimetry - Jak to sobie wyobrażasz. Ja jestem człowiekiem, ty wilkołakeim ...
- Nie sądzisz, że pora przełamać stereotypy i spróbować czegoś nowego ? - zaśmiał się, po czym nie czekając dłużej, czule i delikatnie wpił się w moje wargi.
Koszula od razu wypadła z moich rąk. Poczułam jak świat zaczyna wirować. Odpłynęłam do innej rzeczywistości. Jego dotyk i smak ... Był niesamowity. Nie potrafiłam pojąć tego, jak w takim silnym chłopaku może być tyle czułości i delikatność. To było niezwykłe.
Jedną dłoń przyłożyłam do jego policzka, natomiast drugą położyłam na jego karku, tym samym przyciągając go bliżej siebie. Zayn jedynie szeroko się uśmiechnął na ten gest. Po chwili się od siebie oderwaliśmy.
- Ale i tak nadal uważam cię za psychicznie chorego idiotę.
- Wiem ...
- I nie przeszkadza ci to ?
- Dopóki mnie kochasz, nigdy.
Na jego słowa tylko się zaśmiałam, po czym ponowiłam pocałunek.

To na pewno nie mógł być człowiek.
Szybkość z jaką się przemieścił, była niewykonalna dla osoby ludzkiej.
Zaczęłam się powoli kręcić wokół własnej osi.
Ponownie dostrzegłam czarną sylwetkę we mgle.
Mój oddech stał się cięższy i szybszy.
W tym momencie naprawdę się bałam.
Przełknęłam głośno ślinę, po czym ruszyłam w kierunku, w którym po raz ostatni widziałam postać.
Kiedy od wybranego miejsca dzieliło mnie dosłownie kilka kroków, poczułam czyjąś dłoń na moim ramieniu.
Nie żałowałam tego, że się odwróciłam.
Ujrzałam jego.
Tego, którego pokochałam.
Tego, który pokochał mnie.
Tego, któremu pomogłam.
Tego, który pomóg mi.
Tego, który pozostanie ze mną już na zawsze ...

-----------------------------------------------
*,,Zamrożę ci go" - w mojej podstawówce tak się potocznie mówiło, jak ktoś coś zkręcił, złamał, zwichnął itp. Później psikało się to takim spray'em, który chłodził stłuczone miejce.

Napisałam. Mam tylko nadzieję, że go nie zmaściłam. W takich tematach chyba nie jestem najlepsza :/ Do połowy jeszcze jako tako będzie, ale później ... Maskakra ...
Ten imagin wydaje mi się taki ... pospolity ...
Takie są włąśnie efekty kiedy piszę coś o godzinie 12 w nocy + jeszcze znajomi zawracają mi głowę na TT i FB ... Nie mogę pisać przy tych portalach xD
Za wszystkie błędy PRZE-PRA-SZAM, ale na te trzy dni wolnego jestem u taty i ... Ma okropną klawiaturę ... Na tym się pisać w ogóle nie da O.o

Teraz mam sprawę do jednej z autorek ... Mianowicie do Char ... Kochanie ... Jeżeli to czytasz ... Czy ja mam ci coś zrobić ?! Ty piszesz WSPANIALE (z resztą jak cała reszta dziewczyn). W zasadzie to ja bym się mogła uczyć od ciebie, a nie ty ode mnie ...
(taki tam mały OPR xD)

Do soboty :)

10 komentarzy:

  1. Może to głupie, ale zaczęłam czytać tego imagina wczoraj jak pisałaś, dosłownie gwałciłam odświeżanie. To jest genialne ! Dziewczyno i ty mówisz że ja pisze lepiej ?! A tak poza tym to dziękuję <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahahhahaha ... Niegrzeczna gwałcicielka refresh'a xD
      Dziękuję ci bardzo :)
      Opinie osób, które piszą tu dłużej niż ja są dla mnie na prawdę motywujące :)
      Z resztą jak i komentarze całej reszty :)

      Usuń
  2. JENYJENYJENYJENY *,* jejku, dziękuję ci jest niesamowity <3 koocham was <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem wielką fanką tej tematyki i normalnie nie mogłam odciągnąć się od cztania *.* Ten imagin jest rewelacyjny i pobudził moją wyobraźnie jeszcze bardziej, za to jestem ci wdzięczna, bo zainspirowałaś mnie do pisania *.* Masz talent i wyobraźnie, a to się w tym wszystkim liczy najbardziej. No i muszę cię ochrzanić, bo się kochana nie doceniasz :) więcej wiary w siebie, a osiągniesz jeszcze więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. wow, to się nazywa talent :) mogłabyś z tego zrobić opowiadanie :D to było boskie i cudowne, a choć nie przepadam za tego rodzaju literaturą, to z przyjemnością czytało się mi tego imagina :)

    OdpowiedzUsuń
  5. genialny jest ten imagin xx Zayn idealnie pasuje tu na wilkołaka. :3 i ten sen, i te końcowe słowa... są cudne xx

    Klaudia CityLondon

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy nowy rozdziaĺ na :temptationisourdrug.blogspot.com/?m=1 ? xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Very nice (bardzo fajny) jak to mówi Niall hahahahaha

    OdpowiedzUsuń
  8. zamrożę. to nie jest, że u Ciebie się tak mówi. tak mówi się ''fachowo''. To jest lód w sprayu. Więc lodem się zamraża :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Zajebiste, romantyczne i kocham imaginy o wampirach, wilkołakach itp... <333 Zayn świetnie do tej roli pasuje <3 Kocham gooo <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3