czwartek, 18 kwietnia 2013

Four Hundred Thirty - One


Mam do ciebie jedno pytanie. Tak, właśnie do ciebie nieznana mi osobo.
Miałaś kiedyś wrażenie, że osoba dla której zrobiłbyś wszystko, którą kochasz nad życie, kompletnie cię nie szanuje ? Że cię nienawidzi, pomimo że ty dajesz jej od siebie dosłownie wszystko ?
Jeżeli nie, to wyobraź to sobie. Wyobraź sobie moją szarą codzienność ...

Każdy zadaje sobie to jedno, podstawowe pytanie Jaki sens jest w ich związku ?
Od pewnego czasu ja też go już nie dostrzegam. Jednak nie potrafię odejść. Za bardzo go kocham. A może po prostu jestem za słaba żeby się mu sprzeciwić ...
Księżniczka i żebrak ... Arystokratka, która pokochała biedaka ...
Liam nie należał do tych najbogatszych. Jednak kiedy poznał mnie, za wszelką cenę starał się pokazać mojemu ojcu, że będzie w stanie zapewnić mi życie na tak zwanym poziomie.
Tata nigdy za nim nie przepadał. Uważał, że pociągnie mnie na samo dno. Mnie osobiście nie obchodziło to, czy ktoś był bogaty czy biedny. Najważniejszy był charakter za który go pokochałam.
Niestety Liam nieco zatracił się w tym wszystkim. Poprzez chęć zaimponowania mojemu tacie, jego blask zaczynał z każdym dniem gasnąć. Przestał być tym samym chłopakiem.
Stał się oschły, zarozumiały i bezczelny. Owszem ... Czasami miał przebłyski tego dawnego siebie, ale tych momentów było zdecydowanie za mało, aby zatuszować te wszystkie krzywdy, które mi wyrządził.
Tak jak kiedyś zapewniał, że nigdy mnie nie skrzywdzi, tak teraz nie byłabym tego taka pewna. Namacalnymi śladami były siniaki na moich ramionach, nogach, brzuchu ... Na całym ciele.
Chciał zdobywać jak najwięcej pieniędzy. Zaczął kraść. Namawiałam go nie raz żeby przestał. Zostawał nieugięty. Prawie codziennie przyprowadzał do domu swoich kolegów, którzy notorycznie próbowali, kulturalnie mówiąc, się ze mną przespać.
Nigdy żadnemu nie uległam. Nie potrafiłam skrzywdzić osoby, którą kocham ...
Pewnie myślicie sobie teraz Nie chce krzywdzić, a sama jest krzywdzona ... Gdzie tu sens i logika.
Faktycznie jest to idiotyczne, że cały czas z nim jestem, ale ja nie potrafię odejść. Cały czas wierzę, że jeszcze kiedyś wróci. Że będzie tym samym człowiekiem co kilka miesięcy temu. On po prostu potrzebuje czasu.

Nigdy nikomu nie mówiłam o tym, że Liam od czasu do czasu mnie uderzy. W zasadzie to on mi zabronił, ale ja i tak nigdy bym go nie wydała. Nawet najlepszej przyjaciółce do której miałam stuprocentowe zaufanie.
Weszłam do domu i od razu skierowałam się do kuchni aby rozpakować zakupy. Usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi na górze. Chłopak zbiegł po schodach, aby po chwili znaleźć się w tym samym pomieszczeniu co ja. Uśmiechnęłam się na jego widok, jednak moja mina automatycznie zrzedła, gdy zobaczyłam złość malującą się w jego oczach oraz na jego twarzy.
- Liam, co się stało ? - Zapytałam troskliwie tym samym podchodząc do niego bliżej. Wyciągnęłam rękę aby przyłożyć ją do jego policzka, jednak chłopak skutecznie uniknął mojego dotyku, co nieco mnie zdziwiło.
- Ty już dobrze wiesz .. - Syknął oschle
- Ale kochanie ...
- Żadne kochanie ! - Przerwał mi - Obiecałaś, ja prosiłem, błagałem, ale oczywiście ty musisz zawsze dopiąć swego ! – Krzyknął, po czym mocno szarpnął mnie za ramię. Pod wpływem jego mocnego uścisku na jeszcze świeżych siniakach, mocno zacisnęłam oczy aby opanować napływające do nich łzy.
- Spójrz na mnie ! - Wykrzyczał, tym samym chwytając mocno moją twarz i nakierowując ją tak abym mogła swobodnie na niego patrzeć - Zadowolona jesteś z siebie ?!
- Ale Liam ... Ja nawet nie wiem o co ci chodzi ...
- Nie kłam ! - Ponownie podniósł głos. Popchnął mnie mocno na jedną z szafek. Znowu uderzyłam w jeszcze nie do końca zagojone miejsce, co wywołało kolejną, ostrą falę bólu.
- Ale ja ...
- Ale ja, ale ja ... - Zaczął mnie naśladować - Jak zwykle zgrywasz niewiniątko ! A przyjaciółkom zwierzają się pchły !
- Słucham ? - Zapytałam przez łzy, niedowierzając w to co słyszę
- Wiesz, wątpię w to żeby Kiera była na tyle mądra, żeby domyślić się wszystkiego. Ktoś jej to musiał powiedzieć. A ty przecież właśnie od niej wróciłaś ! - Krzyknął, ponownie chwytając mnie za nadgarstek. Syknęłam z bólu gdy zaczął go wykręcać.
- Proszę ... Puść ...
- Boli ? Już wiesz jak się teraz czuję ?
- Liam proszę cię, puść mnie ... - Błagałam. Szarpnął mnie, tym samym powodując mój upadek na podłogę.
- Myślisz, że tylko ty jesteś biedna ? Że tylko ty cierpisz ? Pfff ... Arystokracja ... Wszyscy jesteście tacy sami ! Nie widzicie niczego innego poza czubkiem własnego nosa !
- Liam, Liam błagam ... Nie ... - Prosiłam, gdy po raz kolejny podniósł rękę, aby mnie uderzyć. Po moich policzkach zaczęły spływać gorzkie łzy bólu i rozpaczy. Schowałam twarz w dłoniach z bezsilności. Chłopak przykucnął przede mną i oderwał moje drżące ręce od buzi. Następnie mocno mnie przytulił. Od razu go objęłam i rozpłakałam jeszcze bardziej. Poczułam jak jego jedna dłoń zaczęła delikatnie głaskać mnie po głowie. Druga natomiast, gładziła mnie po plecach. Usłyszałam cichą melodię, którą zaczął mi nucić do ucha. Bardzo dobrze wiedział, że to zawsze mnie uspokajało.
Oderwałam się od niego i spojrzałam w oczy.
- Liam ... Nie będziesz miał nic przeciwko jeśli ... - Urwałam, aby przełknąć wielką gulę rosnącą w moim gardle - Jeśli wyjadę ?
Widać było, że jest w szoku. Nie spodziewał się takiego ruchu z mojej strony. Opadł bezsilnie na miejsce obok mnie, plecami opierając się o jedną z szafek.
Bez słowa wstałam i ruszyłam na górę. Weszłam do naszego wspólnego pokoju, wyjęłam dużą walizkę, do której po chwili zaczęłam wrzucać wszystkie moje rzeczy. Gdy z szafy oraz półek zniknęły wszystkie moje akcesoria, dopięłam torbę do końca, po czym ruszyłam z nią na dół. Weszłam jeszcze na chwilę do kuchni, w której nadal siedział Liam. Położyłam swój pęk kluczy na stole, po czym po raz ostatni spojrzałam na zdruzgotanego chłopaka. Gdy zobaczyłam jego łzy miałam ochotę podbiec do niego, przytulić, pocałować. Jednak tym razem rozum wziął górę nad sercem. Chwyciłam drżącą dłonią rączkę walizki. Dźwięk kółek rozniósł się echem po mieszkaniu. Przed wyjściem jeszcze raz się zatrzymałam, zastanawiając się nad tym co ja właściwie robię. Ja ? Odchodzę ? Zostawiam go ?
Chwyciłam chłodną klamkę, przez co przez moje ciało przeszedł lodowaty dreszcz.
Wyszłam. Odeszłam. Zostawiłam go samego.
Z każdym nowym krokiem oddalałam się coraz bardziej.
Autobusem dotarłam na Heathrow, skąd miałam samolot do Irlandii. Wracałam do domu. Do rodziny. Nie wiedziałam jak mnie przyjmą. W zasadzie od nich uciekłam. Co prawda kontaktowałam się z nimi, ale bardzo rzadko. Mój wyjazd tak jak i związek z Liam'em był wbrew ich woli. Nie pochwalali tego, a już tym bardziej nie akceptowali.
Na lotnisku nie czekałam długo, ponieważ gdy na nie dotarłam do przylotu samolotu zostało niecałe 30 minut. Kupiłam bilet, oddałam bagaż, po czym sama przeszłam do odprawy. Gdy dotarłam do terminala ludzie zaczęli się ustawiać do kolejki odprawy paszportowej. Stanęłam na samym jej końcu i spojrzałam na wielką, szklaną ścianę, za którą stała ogromna maszyna, która za chwilę zabierze mnie do rodzinnej Irlandii.
Cały przelot nie myślałam o nikim innym, jak o Liam'ie. Zastanawiałam się co teraz robi. Czy jakoś sobie radzi. Z zamyślenia wyrwał mnie dopiero męski głos.
- Halo ... Jesteśmy już na miejscu ... - Uśmiechnął się - Wszystko w porządku ? - Zapytał z troską
- Tak , tak ... - Zaśmiałam się lekko pod nosem - Po prostu się zamyśliłam.
- Aha ... No to w takim razie dziękujemy za wybór naszych linii lotniczych. Życzymy udanego pobytu i zapraszamy ponownie ... - Oznajmił puszczając do mnie oczko, następnie odchodząc z uśmiechem na ustach.

- Joey ? - Zapytałam słysząc głos osiemnastolatka po drugiej stronie telefonu.
- Kto mówi ?
- Misio Gogo ...
- [T...T.I] ?
- Na serio nie potrafiłeś sobie zapisać mojego numeru przez te wszystkie lata ?
- O mój Boże ! [T.I]
- Ciszej idioto ... - Skarciłam bliźniaka - Nie zależy mi na tym żeby rodzice dowiedzieli się o tym, że jestem w Dublinie ... Przynajmniej na razie ...
- Jesteś w Dublinie ?!
- Joey, do kogo ty tak krzyczysz ? - Usłyszałam głos mamy
- Emmm ... To ... Mike przyjechał ... Wiesz ... Nie widzieliśmy się długo i się po prostu ucieszyłem ...
- No dobrze, ale nie musisz tak krzyczeć ...
- Jasne ... Przepraszam ... - Powiedział, po czym zamilkł. Zapewne czekał aż mama wyjdzie.
- Joe, możesz po mnie przyjechać ?
- Oczywiście ... Jeszcze się pytasz. Za 20 minut będę na lotnisku. - Oznajmił. Sekundę później usłyszałam dźwięk przerwanego połączenia.

- Nawet nie wiesz jak bardzo tęskniłem. - Zaśmiał się, mocno mnie przytulając
- Ja też braciszku młodszy, mój kochany ...
- Ej ... To tylko pięć minut ...
- Tylko ? Chyba aż ! - Uśmiechnęłam się - Włosy ci znowu pociemniały ... - Zauważyłam spoglądając na jego lekko zaczesaną do góry blond czuprynę
- No wiem ... Już nie jestem tym twoim słodziutkim blondaskiem. Teraz to ja jestem mega przystojnym ciemnym blondynem.
- Za szybko dorastasz, Mały.
Co mogę o nas powiedzieć ... Byliśmy identyczni. Te same usta, nosy, ciemnobrązowe oczy, rysy twarzy ... Nawet charaktery. Jedyne co nas różniło to kolor włosów. Joey był ciemnym blondynem, po mamie. Ja brunetką, po tacie.
- W takim razie co robimy ? - Zapytał biorąc moją walizkę i obejmując mnie ramieniem
- Może odwiedzimy nasze stare miejsca ?
- Myślisz o tym samym co ja ?
- Red Pepper - Oznajmiliśmy jednocześnie, na co wybuchliśmy głośnym śmiechem.
Po 10 minutach siedzieliśmy już w kafejce. Jej nazwa wzięła się od tego, że do wszystkiego, do kawy, herbaty, czekolady, czy też ciasta, dodawano odrobinę czerwonego pieprzu.
Zawsze przychodziliśmy tu po szkole. Dzień bez naszej ulubionej latte był dniem straconym.
- Więc jak leci życie w Londynie ... – Zaczął, rozsiadając się wygodniej na krwistoczerwonej sofie
- Szybko, gwałtownie ... Wiesz ... Wbrew pozorom to duże miasto. Ono cały czas tętni życiem. Nigdy nie śpi.
- No tak .. Oj ... Czekaj ... Masz coś na ręce ... - Zauważył, po czym zaczął mocno pocierać miejsce, aby zmazać brud. Syknęłam z bólu gdy okazało się to być jednym z wielu siniaków. Brat podwinął rękaw mojego swetra. Na widok, który pod nim zastał jego źrenice rozszerzyły się do granic możliwości - O mój Boże ... [T.I] ! Co to jest ? Czy to ... Nie ... Jezu ... Liam ? - Zapytał niedowierzając. Ja jedynie niemrawo pokiwałam głową. - Zgłosiłaś to na policję ?
- Nie. - Zaprzeczyłam gwałtownie
- W takim razie musimy to zrobić ...
- Nie ! - Krzyknęłam, czym przykułam uwagę niektórych osób - Joey, ja nie mogę tego zrobić ...
- Ale [T.I] ! On cię bije !
- On nie chciał ..
- Taaa ... A ja jestem kobietą ... [T.I], to co on robi jest przestępstwem …
- Wymądrza się, bo studiuje prawo ... - Westchnęłam
- No i widzę, że dobrze zrobiłem wybierając ten kierunek ... On powinien za to zapłacić ... Zobaczysz ... Za tydzień będzie siedział ...
- Nie Joe ... - Przerwałam mu
- Ty chcesz go tak zostawić ?!
- Tak ... Właśnie dlatego tu przyjechałam ...
- To znaczy, że nie wracasz do Londynu ?
- Nie ...
- Szczerze to po tym co teraz zobaczyłem, chyba nie puściłbym cię z powrotem. Siostrzyczko ... Nie zasługujesz na takie traktowanie. Na pewno nie ty ... - Oznajmił, jednocześnie mnie przytulając
- Kocham cię Joey
- Wiem ... - Zaśmiał się, obejmując mnie jeszcze mocniej- Co masz zamiar teraz zrobić ?
- Chciałam wrócić do domu, ale nie wiem czy to ..
- To bardzo dobry pomysł ... - Przerwał mi, wyciągając tym samym moją postać na długość swoich ramion - [T.I], ty nawet nie wiesz jak bardzo rodzice za tobą tęsknili ... Codziennie o tobie rozmawialiśmy, a jak już dzwoniłaś to ... Niczym święto narodowe ...
- Naprawdę ? - Zapytałam z niedowierzaniem
- Tak ... Posłuchaj ... Nieważne co zrobiłaś, tu nadal jest twój dom, a my nadal cię kochamy tak jak dawniej.
- Myślisz, że rodzice mi wybaczą, że nie przywiozłam im żadnego prezentu z Londynu ?
- Dla nich najlepszym prezentem, który przywiozłaś, jesteś ty .. - Zaśmiał się całując mnie w czubek głowy
- To co ... Jedziemy ?
- Oj nie, nie, nie, nie ... Bez naszej kawy to ja się nigdzie nie ruszę
- No to bierzemy na wynos. - Wyszczerzyłam się

Chłopak chwycił klamkę, którą następnie pociągną w dół, tym samym otwierając duże, dębowe drzwi. Gdy weszłam do domu, od raz uderzył mnie przyjemny zapach jabłek i cynamonu, który doskonale pamiętałam z dzieciństwa.
- Dzisiaj sobota ...
- Mama piecze szarlotkę ... - Przerwałam mu z uśmiechem na ustach. Kątem oka zauważyłam, że na twarzy brata także zagościł szeroki uśmiech.
Szybkim i energicznym krokiem ruszyłam w stronę kuchni. Jednak zatrzymałam się przed samym wejściem. Joey chyba zauważył moje zakłopotanie i lęk, bo od razu do mnie podszedł i dodał otuchy poprzez wplątanie swoich długich palców w moje. Razem przekroczyliśmy próg pomieszczenia, w którym nasza rodzicielka właśnie kończyła swoje dzieło.
- Mamo ...
- Dobrze, że jesteś Joe. Trzeba pomóc oj .... - Urwała kiedy mnie dostrzegła. Jej ręce zadrżały, co spowodowało wymsknięcie się talerza z jej rąk. Automatycznie podbiegłam bliżej i uratowałam ciasto przed zmarnowaniem. Następnie postawiłam je na stole. Dostrzegłam w oczach mamy łzy. Nic nie robiła, tylko stała i się we mnie wpatrywała. Jednak po chwili rzuciła mi się na szyję i mocno we mnie wtuliła.
- [T.I] ... Nawet nie wiesz jak tęskniliśmy. Jak nam ciebie brakowało. Dlaczego nie zadzwoniłaś, że przyjedziesz ?
- W zasadzie to była nieprzemyślana decyzja. Podjęta pochopnie.
- Ech ... Nieważne ... Joey zawołaj tatę ... - Zarządziła - Chodź. Pomożesz mi nakryć do stołu. - Uśmiechnęła się
Wzięłam wcześniej przygotowane talerze i przeszłam do dużej jadalni. Rozstawiłam wszystkie naczynia, po czym wróciłam do kuchni.
- Dziecko ściągnij ten płaszcz, bo się zagotujesz ... - Zaśmiała się. Po kilku minutach moje okrycie już wisiało na wieszaku w przedpokoju.
Zrobiłyśmy jeszcze herbatę z odrobiną whiskey, którą razem z szarlotką doniosłyśmy na stół.
- Ależ tu pięknie pachnie ... - Oznajmił tata, wchodząc tym samym z ogrodu do domu. - No, no, no ... Whaila i [T.I] się dzisiaj postara ... Chwila moment ... Co tu robi [T.I] ?!
- Też cię miło widzieć tato ... - Odparłam z ironią
- Znaczy nie ... Ja się bardzo cieszę, ale ... Skąd ty się tu wzięłaś ...
- Z samolotu ... - Zaśmiałam się po czym podeszłam do niego i mocno przytuliłam.
- Dobra ... Dosyć tych czułości, bo głodny jestem ... - Wyznał mój brat bliźniak, na co wszyscy się zaśmialiśmy.
Usiedliśmy do stołu. Mama pokroiła szarlotkę, natomiast ja rozlałam herbatę.
Gdy rodzice zaczęli rozmawiać między sobą moje myśli automatycznie powróciły do Liam'a. Od czasu kiedy wyszłam z mieszkania, nie zadzwonił ani razu. Chociaż niby czemu tu się dziwić ... Pewnie od razu spotkał się z kumplami albo umówił z jakąś kolejną laską ...
- Nie smakuje ci ? - Zapytała mama
- Nie, jest przepyszna. Jak zawsze ... - Uśmiechnęłam się niemrawo, biorąc mały kęs do ust
- Skubiesz to ciasto jak taki mały ptaszek ... Dziecko ... A może ty w ciąży jesteś ?
- Mamo ... - Skarciłam ją - Nie jestem. Możesz być spokojna.
- Właśnie ... - Zaczął Joey - Ja nie chcę was niepokoić, ale Liam ...
Szybko kopnęłam go nogą pod stołem, aby nie powiedział rodzicom prawdy. Nie chciałam żeby się o wszystkim dowiedzieli.
- Liam co ? - Dopytywał ojciec
- My ... Zrobiliśmy sobie przerwę ... - Dokończyłam
- Czyli zerwaliście ?  
- Znaczy ... Nie. My ... Znaczy ... - Zaczęłam się plątać we własnych słowach. Westchnęłam - Chyba pójdę się położyć. Jestem zmęczona po podróży.
- Oczywiście. Tym bardziej, że jutro musisz być śliczna i wypoczęta. Przyjeżdża Grayson Wildford. - Oznajmiła mama, puszczając mi oczko
- Oh ... To ten, który przezywał mnie małolatą w aparacie na zębach ? Po prostu fantastycznie ...
 - Ale [T.I] ... Ty się zmieniłaś i on się zmienił ...
- Wątpię ... Ale zachowam się jak dobrze wychowany człowiek i będę dla niego miła. A tym czasem dobranoc ...
Wspięłam się po schodach na górę, do swojego pokoju. Walizka już na mnie czekała. Wyciągnęłam z niej piżamę, po czym chwyciłam jeszcze kosmetyczkę i ruszyłam pod prysznic.
Zmyłam z siebie dzisiejsze przeżycia i doświadczenia.
Leżąc bezczynnie na łóżku cały czas myślałam tylko o nim. Zastanawiałam się czy będzie walczył, czy może jednak odpuści.
Po ciężkich godzinach przemyśleń w końcu znużył mnie sen.

- [T.I] ... - Usłyszałam bardzo dobrze znany mi głos. Jednak z powodu mojego porannego kontaktowania nie byłam w stanie rozszyfrować, do kogo on należał. Poczułam chłód na swojej skórze, dzięki czemu przypomniało mi się, że do spania ubrałam koszulkę na ramiączkach. Szybko zakryłam się kołdrą i gwałtownie otworzyłam oczy.
- Spokojnie. To tylko ja ... - Uśmiechnął się rozczochrany jeszcze Joey
- Przestraszyłeś mnie. Myślałam, że to rodzice.
- Przepraszam .. – Wyszeptał, delikatnie odsuwając kołdrę - Widzę, że jest tego więcej ... [T.I], nie rozumiem ... Dlaczego nie chcesz zgłosić tego na policję ?
- Zakochasz się, to zrozumiesz ...
- Wątpię ... - Westchnął - Dobra ... Wstawaj, bo Diabeł z dzielnicy Piekło przybędzie tu za jakieś 45 minut ... - Oznajmił niczym jakiś szofer
- Na prawdę muszę ?
- Wola rodziców ...
- Mhmmm ... Jak zwykle. - Powiedziałam zrezygnowana, po czym wstałam z łóżka i skierowałam się do łazienki, aby wykonać poranną toaletę. Po jej zakończeniu nadeszła pora na ubranie. Na nogi naciągnęłam cieliste rajstopy. Następnie narzuciłam na siebie granatową sukienkę, a posiniaczone ramiona zakryłam czarnym sweterkiem na guziczki. Stopy wsunęłam w czarne, klasyczne baleriny. Rozczesałam jeszcze włosy, które spięłam w luźnego koczka, i zeszłam na dół.
- Dzień dobry skarbie. - Przywitał się ze mną całusem w policzek
- Cześć tatku. Gdzie mama ?
- Pewnie jeszcze w kuchni. Idź do jadalni. Ja jej pomogę.
- Dzięki. - Uśmiechnęłam się. W tym samym momencie usłyszeliśmy donośny dzwonek - Ja otworzę ...
Pobiegłam do drzwi frontowych, które po chwili otworzyłam. Moim oczom ukazał się nie kto inny jak Grayson.
- [T.I i N.] ... Jak miło cię znowu widzieć ...
- Wzajemnie ... - Oznajmiłam z wymuszonym uśmiechem - Wejdź ... - Niechętnie zaprosiłam go do środka. Nastolatek ściągnął płaszcz i powiesił go na wieszaku.
Grayson Wildford ... Najprzystojniejszy chłopak w całym hrabstwie, najcudowniejszy chłopak w całej szkole. Zapewne nadal taki był. Jednak mnie nie za bardzo to obchodziło. Nigdy nie pałałam do niego jakąś większą sympatią. Byłam dla niego miła tylko i wyłącznie z grzeczności.
- Zjesz z nami śniadanie ?
- Bardzo chętnie. - Uśmiechnął się, następnie krocząc za mną do jadalni
- O, Grayson! Jak miło znowu cię widzieć. - Przywitała go mama z ciepłym uśmiechem na ustach
- Wzajemnie pani [T.N]. Panie [T.N] - Skinął głową w kierunku mojego taty - Joey ... Nie mówiłeś, że [T.I] przyjedzie.
- Przyleciała wczoraj, bez zapowiedzi. Jasnowidzem nie jestem ...
- Joe ... Zachowuj się dziecko. - Skarciła go mama - Siadajcie do stołu.
Rodzice usiedli razem po jednej stronie, natomiast ja po ich przeciwnej, między bratem a drugim chłopakiem.
- [T.I] ... Dlaczego tak mało jesz ? - Zauważył, gdy po jednej kanapce odsunęłam talerz
- Po prostu nie jestem głodna. Chyba pójdę się przejść.
- To ja pójdę z tobą ... - Oznajmił, tym samym wstając gwałtownie od stołu
- Emmm ... Jasne .. Tylko skoczę jeszcze po telefon. - Powiedziałam po czym szybko pobiegłam na górę. Chwyciłam komórkę ze stolika nocnego, aby ponownie zbiec na dół - Możemy iść ...

- Słyszałem, że zerwaliście z Liam'em ... - Zaczął
- Jesteśmy w separacji ... Tak jakby ... Ale nikt z nikim nie zerwał ... Nie wiem skąd masz takie informacje.
- Twoi rodzice mi mówili.
- Wiesz ... Oni w zasadzie sami nie znają prawdy ... - Zaśmiałam się delikatnie pod nosem

***

- No i wiecie ... On jest taki przystojny, czuły i opiekuńczy ... Po prostu niesamowity ... - Zakończyła swoje opowiadanie o nowym chłopaku z klasy.
Lora ... Zawsze miała słabość do płci przeciwnej.
- A wiesz chociaż jak ma na imię ?
Dziewczyna się zatrzymała.
- Kurde ! Nie !
Na jej reakcję cała nasza pozostała trójka zaczęła się śmiać.
- Z czego tak rżycie ... Zobaczycie, że jeszcze się dowiem ... - Skarciła nas
- Właśnie [T.I] ... A jak ci się układa z Grayson'em ? - Dopytywała Molly
- Wiesz jak jest ... - Westchnęłam - Ja nie widzę najmniejszego sensu w tym związku. Znaczy nieoficjalnym związku. Rodzice próbują nas połączyć, ale ja go nie kocham. Nie chcę być nieszczęśliwa ...
- Czyli nie obrazisz się jak go wyciągnę na weekend nad jezioro ?
- A bierz go sobie gdzie chcesz ... - Zaśmiałam się
- O ! To on ! To ten chłopak ! - Krzyknęła Lora, pokazując na jednego z nastolatków. Odwrócił się do nas przodem. Gdy mnie zobaczył, jego usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu. Zaczął do nas podchodzić. Ja natomiast nie potrafiłam ruszyć się z miejsca. Jego spojrzenie totalnie mnie zahipnotyzowało. Z resztą jak zwykle.
- [T.I] ... - Odparł tak jakby z ulgą
- Li ... Liam ..
- To wy się znacie ? - Zapytała lekko zdezorientowana przyjaciółka
- Tak ... - Odpowiedzieliśmy jednocześnie, nie odrywając od siebie wzroku ani na moment
- [T.I] ... Możemy się przejść ?
- J ... Jasne ... - Przystałam na jego propozycję. Niepewnie chwycił moją dłoń i wplątał swoje palce w moje. Dopiero kiedy odwzajemniłam jego uścisk, stał się pewniejszy w swoich ruchach.
Nogi poniosły nas na pobliskie wzgórze. Usiedliśmy okrakiem na ruinach jakiegoś muru i zacięcie się w siebie wpatrywaliśmy. W końcu postanowiłam przerwać panującą między nami ciszę.
- Przez te pół roku nie zadzwoniłeś ani razu. Nie pofatygowałeś się nawet ten jeden głupi raz, aby dowiedzieć się czy żyję. Nie zastanawiało cię to co zrobiłam kiedy wyszłam z mieszkania ?
- Chciałem wiedzieć. - Przerwał mi - Bałem się o ciebie. I to cholernie. Jednak wiedziałem, że jesteś na tyle inteligentna, że nie zrobisz sobie żadnej krzywdy. Nie dzwoniłem, bo ... Bo nie mogłem. Byłem zamknięty.
- Gdzie ?
- Gdy wyszłaś, pierwsze co zrobiłem to spakowałem swoje rzeczy i pojechałem do kliniki.
- Kliniki ?
- Na odwyk.
Dwa słowa, a w zasadzie jedno, odwyk, potrafiły zmienić wszystko. Cały mój świat, który jako tako odbudowałam przez te sześć miesięcy. Wszystko legło w gruzach.
- Kiedy odeszłaś ja ... Ja byłem załamany. Wiem, że to ja jestem wszystkiemu winien. Gdy sobie przypomnę to co ci robiłem ... - Przerwał. Po jego policzkach zaczęły spływać słone, lśniące kropelki - Twoje łzy ... To dla mnie za dużo żeby to znieść.
- Liam ... Liam spójrz na mnie. - Poprosiłam, tym samym chwytając jego twarz w dłonie i nakierowując jego spojrzenie na mnie
- Żadne słowa nie są w stanie oddać tego, jak bardzo żałuję. [T.I] ja cię kocham.
- Ja ciebie bardziej ... - Wyszeptałam z delikatnym uśmiechem, opierając tym samym swoje czoło o jego, a jedną z dłoni kładąc na karku chłopaka.
- Nie chcę się z tobą kłócić, więc tym razem pozwolę ci wygrać, ale kiedyś się odegram. - Zaśmiał się, następnie delikatnie muskając moje usta.
- Będziesz miał na to dużo czasu ... - Odparłam z szerokim uśmiechem. Przygryzłam dolną wargę i tym razem to ja pocałowałam chłopaka.
Teraz wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. Nie mogło być inaczej. Zaczęliśmy z Liam'em nowy rozdział w naszym życiu. Ten z nadzieją na lepsze jutro ...

--------------------------------------
Tak, wiem ... Miałam dodać imagina dopiero jutro, ale ja jak to ja (czyli masakryczna sklerotyczka) zapomniałam iż, takoż, ponieważ, że jutro przyjeżdża do mnie na obiad mój wujek ... Z Francji, więc chyba rozumiecie ... Cały dzień wyjęty z życiorysu :/
Imagin, jak imagin. Normalny, najzwyklejszy w świecie ... Mam jednak nadzieję, że nie odbierzecie go jako napisany na odwal się.
Faktycznie ... jest on trochę długi, ale nic na to nie poradzę ... Taki mam styl pisania i nie potrafię się ograniczyć ... Niestety ...
Chcę też podziękować @Alexia Lee Heady za cenną uwagę pod moim ostatnim imaginem :) Mam nadzieję, że poprawiłam błędy, o których mi pisałaś :)
Za trzy dni postaram się dodać tego jednoparta z Pomysłów, ale nie obiecuję ... To wszystko zależy od tego, kiedy i ile będzie tych spotkań z wujkiem ...
Ale i tak za trzy dni coś wstawię ^^
Jeszcze raz przepraszam + do zobaczenia :*

11 komentarzy:

  1. Normalnie nie mam w zwyczaju komentować imaginów, ale ten naprawdę mi się spodobał. Lubię takie długie, napisane z sensem. Pisz więcej, bo masz talent do rozwinięcia, z opowiadania na opowiadanie może powstawać coś lepszego i treściowo i stylistycznie. Nie mogę się doczekać innych Twoich prac. Jeśli chodzi o błędy, to nic konkretnego nie zauważyłam poza błędami interpunkcyjnymi i narratorem między dialogami.
    "- Bla, bla, bla - powiedział", nie używaj po pauzie dużej litery. Innych zastrzeżeń nie mam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie o to chodziło dziewczynie pod poprzednim imaginem. Napisała, że poprawnie jest zacząć od dużej litery. Sprawdzałam w książkach i faktycznie tak jest, więc raczej jest to napisane poprawnie :)

      Usuń
    2. To nie jest reguła ;) dużą literą zaczyna się wtedy, kiedy narrator nie używa czasownika nawiązującego do wypowiedzi, tylko wyraża osobę, czy jakąś inną rzecz. Kiedy piszesz "bla bla - powiedział" powinno się zaczynać małą literą, z kolei kiedy piszesz "bla bla - Mama cośtamzrobiła", wtedy używa się dużej litery. Mam nadzieję, że nie jest to napisane zbyt chaotycznie i coś zrozumiałaś ;)

      Usuń
    3. Wiesz ... Ja o tej porze nie za bardzo kontaktuję, ale ... Coś chyba zrozumiałam xD

      Usuń
    4. Imagin świetny, ale muszę się zgodzić z hazzą.
      Tamta dziewczyna albo źle wytłumaczyła o co jej chodzi, albo Ty źle zrozumiałaś. Najlepiej by było, gdybyś poczytała o zasad poprawnego zapisu dialogów, np. tu:
      http://www.ekorekta24.pl/proza/130-interpunkcja-w-dialogach-czyli-jak-poprawnie-zapisywac-dialogi
      Pozdrawiam,
      Aurelia

      Usuń
  2. mam dzisiaj taki melancholijny dzień, a jeszcze ten imagin, to za dużo, poryczałam się :) jest piękny, bardzo kocham Twoje imaginki <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny!
    Tak, nie zauważyłam już tego błędu ;) Generalnie chodziło mi właśnie o tą wielką literę, że stawia się ją po tym, jak na końcu wypowiedzi danego bohatera jest ".". Możliwe, że źle ci to wytłumaczyłam, więc jakby co, to sorry xd

    OdpowiedzUsuń
  4. ojejcia juz myslałam że sie strasznie skończy... Liaś mój cudowny! Ty taki nie jestes właśnie :) ale najlepsza była reakcja przyjaciółek :D
    no właśnie, nie ma to jak wybieranie partnera przez rodziców.. ale Liam wygrał :)

    K.CL

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3