poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Four Hundred Twenty-Seven

Pomysł Tynia, mam nadzieję,że Ci się spodoba.

~*~

-Ty sobie żartujesz ?-wrzasnąłem-wszystkich was już totalnie popieprzyło ? Ja mam być wolontariuszem ? Ja...słynna gwiazda Louis Tomlinson ma pomagać innym ?
-Siadaj na miejsce-warknął Paul-koniec Louis, za długo znosiliśmy Twoje krnąbrne zachowanie, nie możemy Cię wydalić z zespołu wiec tylko w ten sposób możemy Cię utemperować.
-Jak, Ty to sobie kurwa wyobrażasz ?! Ja mam nagrania, wywiady, koncerty.
-Jutro o 8:00 widzę Cię pod tym ośrodkiem. Życie zespołu jest na jakiś czas zatrzymane  i możesz sobie tego gratulować.
-Kurwa-mruknąłem pod nosem.
-Louis, Eleanor nie chciałaby, żebyś tak żył.-podniósł wzrok znad pliku kartek-to dla Twojego dobra, uwierz.
-Nie wiem co chciałaby Eleanor, rozumiesz-wrzasnąłem podnosząc się z krzesła-zostawiła mnie rozumiesz ? Umarła, odeszła i nigdy się kurwa nie dowiem czego by ode mnie chciała.
-Usiądź i się uspokój,nerwy nic nie dadzą.-mężczyzna podniósł się z krzesła i stanął za biurkiem.
-Spierdalajcie wszyscy-wyszedłem trzaskając drzwiami.
Skierowałem się na parking szukając wzrokiem samochodu kiedy zorientowałem się,że od czterech miesięcy nie siedziałem za kołkiem po tym jak policja zabrała mi prawo jazdo za jazdę po alkoholu. Odpalając papierosa skierowałem się na cmentarz. Nie zwracałem uwagi na szpecąc dookoła dziewczyny, na gadania jakiś kobiet. Byłem we własnym świecie. Pogrążony w żałobie po ukochanej. Już nigdy nie będę starym,roześmiany Louis'em. On umarł. Umarł razem z dziewczyną leżącą kilkanaście metrów pod ziemią.
-Dlaczego mnie zostawiłaś samego ?-szepnąłem patrząc na roześmiane zdjęcie Eleanor na nagrobku-tęsknie za Tobą.
Zdjąłem uschnięty bukiet herbacianych róż a na ich miejsce położyłem nowy.
-Moja miłość do Ciebie zgaśnie wtedy kiedy uschnie ostatnia róża w tym bukiecie-westchnąłem patrząc na sztuczny pączek róży pośród jedenastu innych.

~*~

Roztrzęsiona dziewczyna, trzymająca w ramionach małe zawiniątko szła przez długi kremowy korytarz prowadzona przez dwie przemiłe kobiety w obecności dwóch policjantów. Tą dziewczyną byłam ja [T.I]. Zwykła nastolatka. Nastolatka z dzieckiem bez jakiejkolwiek szansy na spełnienie marzeń.
-Tutaj będziesz bezpieczna-odezwała się do mnie dyrektorka ośrodka-nic nie grozi.
Tutaj ? Czyli w domu samotnej matki ? Dlaczego ?  Ojciec mojej półrocznej córeczki znęcał się nad nami. Do dziś, do kiedy nie zabrali mnie tam i nie przywieźli tutaj. Boję się, boję się,że mój prześladowca mnie znajdzie i zabije. Zabije mnie i moją malutką kruszynkę.
-Będę bezpieczna-szepnęłam kiedy kobieta kluczem otwierała drzwi.
Moim oczom ukazało się duże jasne pomieszczenie. Dwuosobowe łóżko, koło niego drewniane łóżeczko, szafa oraz komoda.
-Od dziś to Twój pokój-wręczyła mi klucz-tam masz łazienkę, a zaraz wolontariusz przyniesie Ci twoje rzeczy-uśmiechnęła się do mnie i odeszła.
-Dziękuje-szepnęłam i zamknęłam za sobą drzwi-tutaj będziemy bezpieczne-szepnęłam do śpiącej w moich ramionach dziewczynki.

Drogi Pamiętniku. 

Jestem dopiero pięć godzin w domu samotnej matki, nigdy nie pomyślałaby,że spotka mnie taki los. Panie są na etapie poszukiwania jakiejś rodziny który by mnie przygarnęła ale nie wiem czy im się uda. Poznałam parę dziewczyn, z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że miałam strasznie dużo szczęścia,że udało mi się skończyć to piekło. Rose śpi sobie spokojnie w łóżeczku, możesz sobie wyobrazić że ani razu dziś nie zapłakał ? Myślisz,że spotka mnie w życiu coś jeszcze dobrego, czy już zawsze będę skazana na cierpienie ? Wracam do oglądania gwiazd na niebie z szerokiego parapetu. Dobranoc. 


~*~

-Louis, życzę Ci powodzenia. Tylko proszę Cię zachowuj się jakoś, te dziewczyny wiele przeszły.-zwrócił się do mnie Paul, kiedy zostaliśmy w gabinecie dyrektorki sami.
-Oczywiście-mruknąłem.
-Za trzy tygodnie odzyskasz prawo jazdy.-spojrzał na mnie
-Świetnie-mruknąłem i wyszedłem na korytarz.
Dwóch chłopców ganiało się po korytarzu, głośno się śmiejąc ignorując przy tym prośby matek żeby byli ciszej. Zupełnie jak ja i Harry. Uśmiechnąłem się na wspomnienie tych starych chwil w roli głównej  z moim lokowanym przyjacielem. Zamyślony szedłem dalej do momentu kiedy na kogoś wpadłem. Dziewczyna zachwiała się i upadła do tyłu. Przestraszony,że jej się coś stało kucnąłem przy niej i delikatnie pomogłem wstać.
-Ja..ja przepraszam-zaczęła się jąkać mrużąc przy tym swoje kocie oczy.
-Nie, to moja wina, mogłem patrzeć jak chodzę-uśmiechnąłem się do dziewczyny. Przepraszam, nie do dziewczyny tylko do anioła. Puściła moją dłoń i ruszyła przed siebie, odwracając się jeden jedyny raz i posyłając mi uśmiech. Całe wspomnienie Eleanor minęło a pojawiła się twarz nieznajomej. Czy to możliwe,żebym się zakochał ? Żebym odżył na nowo ?

Drogi Pamiętniku. 

To już 156 dzień bez niej. 155 przepłakanych nocy. Siedzę na białej kanapie, i przyglądam się bawiącym dzieciom. Czyżby ten wolontariat był mi pisany ? Czy nieznajoma dziewczyna to dar zesłany z góry aby uleczyć mój ból i cierpienie po stracie Eleanor. Ona, na pewno chciałaby żebym był szczęśliwy,ale czy można zakochać się w kimś na kogo się przez przypadek wpadło ? I czy to nie jest dziwne,że pierwszy raz chce być w miejscu, w którym jeszcze wczoraj nie miałem ochoty być ? Nie wiem. Ale wiem jedno, pamiętniczku, muszę ją poznać.



~*~

Drogi pamiętniku.

Jestem tu już 10 dni 15 godzin 7 minut i 36 sekund. Uśmiecham się ? Cały czas. Pamiętasz tego chłopaka o oczach w kolorze oceanu ? To Louis, jeden z wolontariuszy. Prze miły chłopak, i dasz wiarę,że starszy ode mnie ? Jest mega świetny i cholernie przystojny. Tylko sobie nie pomyśl,że się zakochałam, przecież ja nie mogę się zakochać, prawda ?

Zamknęłam zeszyt w serduszka i wsunęłam go pod poduszkę. Rose wierciła się w łóżeczku i przygryzała swoją piąstkę. Swędziały ją dziąsła, to podobno norma przy ząbkowaniu a moje małej księżniczce rosną właśnie pierwsze ząbki. Wpatrywałam się w ścianę,przyozdobioną za zgodą dyrektorki przez mnie w kolorowe kwiatki. Jeżeli ja opuszczę ten pokój komuś innemu będzie się przyjemnie spędzało tu wieczory.
-Mogę-w szparze w otwartych drzwiach pojawiła się głowa Louis.
-Jasne-uśmiechnęłam się do szatyna-co Cię do mnie sprowadza.
-Nie mogę,przyjść porozmawiać z ulubioną osobą tutaj ?-usiadł koło mnie na łóżku.
-Jasne,że możesz-uśmiechnęłam się-jestem Twoją ulubioną osobą ? -spojrzałam na niego.
-Ładnie ozdobiłaś tą ścianę.
-Louis-szturchnęłam go w ramię.
-Czy...czy ty mnie właśnie szturchnęłaś ?-spojrzał na mnie swoim niebieskimi oczami.
-Tak, a co ?-spytałam unosząc brwi do góry.
Chłopak nie odpowiedział tylko przysunął się koło mnie i delikatni popchnął tak,że upadłam na poduszki a on sam usiadł na mnie okrakiem i zaczął gilgotać. Jego ręce były wszędzie, jego zwinne palce doprowadzały mnie do śmiechu który powodował przyjemne bóle brzuch.
-Loooouis-zaśmiałam się-proszę przestań.
Chłopak oderwał się na chwilę i spojrzał na mnie. Swój wzrok przeniósł na moje usta. Uśmiechnęłam się do niego triumfalnie. Szatyn pokręcił przecząco głową i uśmiechnął się cwaniacko. Swoją twarz przysunął niebezpiecznie blisko mojej tak,że stykaliśmy się nosami. Moją twarz owiała świeżość jego oddechu a oczy były wpatrzone w te hipnotyzujące niebieskie tęczówki. Pocałował mnie. Pocałował tak,jak jeszcze nigdy nikt. Byłam w niebie. Chciałam być wtedy w niebie, w niebie z nim. Z Louisem.

~*~

Siedziałem przed marmurowym pomnikiem w dłoni trzymając znicz w kształcie serca.
-Mam nadzieję,że rozumiesz, prawda ? Sama chciałaś żebym był szczęśliwy. Zmieniłem się znów. Znów jestem starym Louis'em,wiesz ? Szkoda,że nie ma Cię już ze mną, ale wiem,że polubiłabyś [T.I]. Jest pełna życia,choć tak wiele przeszła. Chłopcy ją polubili, a wiesz,że to nie lada wyczyn zdobyć zaufanie Liam'a-mówiłem do Eleanor-ma córeczkę, Rose. Jest uroczym dzieckiem, a nawet ostatnio pierwszy raz się odezwała. Trzymałem ją na rekach, a [T.I] składał jej ciuszki.Wiesz co powiedziała ? Tata-uśmiechnąłem się-mam nadzieję,że niedługo będę mógł je zabrać. Zabrać i stworzyć z nią rodzinę. Wiem co teraz powiesz: Louis znasz ją tak krótko.I co z tego,że znam ją tak krótko ? Ważne,że ją kocham. Ją i Rose.

~*~

Siedziałam z otwartym na kolanach zeszycie i wpatrywałam się w spakowane walizki stojące przy drzwiach. Czemu się nie cieszę,że znaleźli moją rodzinę ? Że opuszczę ten budynek ? Dlatego,że opuszczę też Louis'a. On będzie tu w Anglii a ja daleko w Polsce. Przeglądałam wyjątkowe wpisy spisane w przeciągu tych dwóch miesięcy.

12 maja.

Drogi Pamiętniku

Jego usta na moich. Jego dłonie błądzące po moim ciele. Zakochałam się. Ja, rozumiesz. Louis tego wieczoru siedział do późna.Do niczego między nami nie doszło, nie myśl sobie. Opowiedział mi szczegółowo co się stało,że tu trafił. Jego dziewczyna zginęła, potrącił ją samochód, podobno ktoś ją popchnął ale nic nie ustalono, to przykre. Powiedział,że dzięki temu,że mnie spotka odzyskał wiarę w życie, rozumiesz ? Aww...

14 maja

Louis chce mnie przedstawić swoim przyjaciołom. Wiedziałeś,że wraz z nimi tworzy zespół i jest gwiazdą ? Ja też nie. Mam nadzieję,że mnie polubią. Mnie i Rose. To taki pakiet wiązany.

18 maja.

Rose zaczęła mówić, co prawda dopiero jedno słowo ale i tak jestem dumna. jak każda matka. Wiesz co powiedział ? Tata, możesz w to uwierzyć ? I to wtedy kiedy była u Louis'a na rękach. Byłam speszona i przeprosiłam go za małą ale ten tylko machnął ręką i zaczął ją podrzucać do góry zachęcając do kolejnego razu wypowiedzenia tego słowa. Mała cały wieczór powtarzała tata a z twarzy Louis'a nie schodził uśmiech. Wyglądali jak ojciec i córka. To słodkie. 

22 maja.

Louis nie jest już wolontariuszem ale często mnie odwiedza, jak tylko oczywiście może. Czasem przychodzi nawet z przyjaciółmi. Przyjaciele Louis'a są naszymi przyjaciółmi tak przywitali mnie wtedy chłopcy i dzięki temu mam kolejną czwórkę bliskich mi osób. O przyszła mi wiadomość...to Louis, piszę,że tęskni ? Czy to nie jest słodkie. Wiesz co Ci powiem ? KOCHAM GO.

23 maja

KOCHAMKOCHAKOCHAMKOCHAMKOCHAMKOCHAMKOCHAMKOCHAMKOCHAMKOCHAM.

-Jesteś gotowa ?-w pokoju pojawiła się dyrektoka, lekko skinęłam głową i starłam łzy z policzka.
-Żegnaj-szepnęłam w głąb pustego pokoju.
Żegnałam się z pokojem, ze wspomnieniami...z Louis'em.

~*~

Siedziałem za kierownicą swojego ukochanego Range Rovera i parkowałem właśnie pod domem samotnej matki w momencie kiedy spod ośrodka wyjeżdżała taksówka. Do kolejnej kobiety uśmiechnął się los. Niedługo taki sam uśmiechnie się do mojej [T.I]
-Louis, a co ty tu robisz ?-uśmiechnęła się stojąca w progu dyrektorka.
-Przyjechałem do [T.I] i Rose-wyjaśniłem krótko.
-Ale ona-spojrzała w miejsce gdzie przed chwilą za zakrętem zniknęła taksówka.
Nie one. Nie moje dziewczyny.
-Gdzie ?-zapytałem kierując się do samochodu.
-Na lotnisko-krzyknęła za mną.
Z piskiem opon ruszyłem spod budynku kierując się na najbliższe lotnisko. Łamiąc tysiące przepisów gnałem przez ulice, miedzy drzewami goniąc osobę której na nowo pomogła mi odzyskać siebie i ogarnąć się po stracie bliskiej osoby. Podjechałem na lotnisko w momencie kiedy taksówka już dawno zniknęła mi z polu widzenia. Nie zawracałem sobie głowy tak błahymi sprawami jak zamknięcie samochodu, teraz najważniejsze było odnalezienie ich. Podszedłem do tablicy odlotów. Najbliższy za 20 minut do Polski. To musi być to. Chodziłem między ludźmi witającym się w ciepłych uściskach oraz tych samotnych udających się na odprawę. Jest . Stała przy bramce, trzymając zapłakaną Rose na rękach.
-[T.I]-krzyknąłem-poczekaj.
Nie liczyło się to,że zostałem rozpoznany. Biegłem ile sił w nogach do dziewczyny. By ją zatrzymać, by wyznać jej swoje uczucia,by zawsze była już przy mnie.
-Louis-odwróciła się zdziwiona-co Ty tu robisz.
Nie odpowiedziałem. Po prostu chwyciłem jej policzki w dłonie i pocałowałem. Pocałowałem tak jak pierwszy raz. Byłem w niebie. Znów byłem w niebie.
-Zostań, nie wyjeżdżaj-szepnąłem patrząc jej w oczy-kocham Cię.

~*~

Drogi Pamiętniku. 

Dziś mijają trzy lata. Dajesz wiarę ? Zostałam...i wcale tego nie żałuję. Na moim palcu błyszczy złoty pierścionek z wygrawerowanym inicjałami oraz datą. JESTEM SZCZĘŚLIWA. Kto by przypuszczał,że w takich okolicznościach poznam faceta, który zostanie moim mężem ? Nikt.  Mam wspaniałą córkę, kochającego męża, i mogę Ci zdradzić sekret. Za siedem miesięcy znów zostanę mamą, tyle,że tym razem już nie samotną. Już nigdy. 



Włożyłam w niego sporo serca, mam nadzieję,że wam się spodoba. Będziecie trzymać za mnie jutro kciuki żebym nie zawaliła diagnozy z polskiego ? Brr...wracam powtarzać lektury z pierwszej klasy :) 

14 komentarzy:

  1. O jejuśku. Jaki cudowny *-*
    Zazdroszczę talentu <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Awwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwwww *-* Cuuuudooooo!!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Po raz 64246 będę ryczeć . Jest cudowny <3 Chyba , przeczytam go jeszcze raz .

    OdpowiedzUsuń
  4. jaki słodki, kocham Cię za tego imaginka i kocham autorkę pomysłu! <3 będę trzymać kciuki :D powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  5. piekny imagin... ja również mysle że Eleanor byłaby dumna z niego :) popłakałam sie troszeczke xx

    Klaudia CityLondon

    OdpowiedzUsuń
  6. zabrakło mi słow boski<3;(

    OdpowiedzUsuń
  7. O jejku! *.* Nigdy nie pomyślałabym, że z mojego pomysłu coś tak strasznie ślicznego *_* Przy scenie, jak Louis jechał na lotnisko... miałam łzy w oczach. Niby nie przepadam za romansami, ale to jest naprawdę urocze i dziękuje, że podjęłaś się mojego pomysłu. Jestem ci strasznie wdzięczna! *.* Co prawda obiło mi się kilka literówek i braków przecinków, ale byłam pod tak wielkim wrażeniem, że nie zwracałam na nie większej uwagi.
    Serio, nie spodziewałam się, że napiszesz to w taki sposób *.* Naprawdę jestem zachwycona i nie wiedziałam, że tak szybko go dodasz :D
    No i tak, będę trzymać kciuki! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest mi miło,cholernie miło. Uśmiech sam wkradł mi się na twarz. Cieszę się bardzo, Ci się podoba,że WAM wszystkim się podoba. Też byłam zaskoczona,że napisanie go zajmie mi niecałe jedno popołudnie ale palce same aż rwały się do pisania. Co do błędów,wiem sama wyłapłam parę ale byłam w zbyt wielkiej ekstazie żeby im się dokładniej przyjrzeć. Dziękuje Tobie Tynia,duża zasługa przypadła Tobie. Ja tylko ubrałam w słowa Twój pomysł. Mam nadzieję,że jeszcze kiedyś wrócisz a może znów mnie zainpirujesz ? Dziękuje pozostałym komentatora za ciepłe słowa,kocham Was :*

      Usuń
    2. Nie wrócę już na ten blog, ale chętnie będę dodawać tu swoje pomysły jeśli na coś wpadnę :]

      Usuń
    3. Szkoda, naprawdę. A więc z niecierpliwością czekam na kolejne pomysły ;)

      Usuń
  8. cudowny !
    trzymam kciuki :)
    na pewno nie zawalisz tej diagnozy :) xx

    OdpowiedzUsuń
  9. O rany, on jest taki piękny! Miałam łzy w oczach i uśmiech na twarzy! Cudowny! <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3