czwartek, 11 kwietnia 2013

Four Hundred Twenty-Two

Wstawiam go, ponieważ w zakładce "pomysły" pojawiła się sugestia imagina, o podobnej tematyce :) 
Od razu zaznaczam, że wkradła się tu mała wzmianka o Larrym.

Siedząc tu czułam się jakbym była zamknięta w pokoju bez wyjścia, gdzie byłam zmuszona do użalania się nad swoją przeszłością. Miałam ochotę wybiec, powiedzieć, że go nienawidzę, że mam już tego dość. Ale tego nie zrobiłam, dlaczego? Ponieważ go nadal kochałam, nie mogłam zaprzepaścić tego, co pomiędzy nami się wydarzyło. Mimo tych wszystkich krzywd, które mi wyrządził, miałam ochotę rzucić mu się na szyję i wybaczyć mu. Ale nie zrobiłam tego, nie mogłam. Nie mogłam tego tak łatwo zapomnieć. Ale to miejsce, to zdarzenie, zmusiło mnie do współczucia, do siedzenia tu z nim. Już sama siebie nie rozumiem. Kochałam go, miałam ochotę mu wybaczyć, przytulić się do niego, ale jednocześnie wybiec, zapomnieć, wyjechać, zacząć nowe życie z poczuciem, że straciłam ukochaną osobę i pozwoliłam jej odejść.
Jego oczy były nadal zamknięte, jego wyraz twarzy nieobecny, taki niewinny, za to mój? Mój ślepy. Nie wiedziałam czego chciałam. No bo w końcu, jak się kogoś naprawdę kocha, to się jest przy nim, prawda? A ja byłam tam z przymusu, najchętniej bym uciekła. Za każdym razem gdy zamykałam oczy, ukazywała mi się scena, podczas której mnie zdradzał mnie z nią. Z Eleanor.
Całowali się. Obściskiwali. To było obrzydliwe. Wybiegłam. Nie chciałam nic czuć. Stałam na środku jezdni patrząc się na tir. Na tir, który za moment miał mnie potrącić. Nic wtedy bym nie czuła. A on byłby z nią szczęśliwy. Ale mój opiekun, tak zwany pan stróż, który ostatnio nie miał zamiaru się ode mnie odczepić, przysłał jego. Louisa. Rzucił się na mnie i sam został potrącony. Wybudziłam się z transu gdy poczułam dreszcze, dreszcze wywołane nadmiarem emocji, strachu, żalu i smutku. To ja powinnam tam leżeć. Nie on. Kochałam go, ale już nie na tyle, żeby mu wybaczyć i z nim być. Myślałam, że lepiej by było, jakby wrócił do Eleanor i powiedział jej jak bardzo ją kocha. W końcu przez rok się pewnie stęsknił. Co z tego, że miał dziewczynę? On na pewno wolałby wrócić do tej, z którą się poznał przez Modest!, która miała być tą cholerną ustawką, żeby kryć Larry'ego! Może wytłumaczę, ponieważ pewnie nie rozumiecie. W roku 2010, kiedy Louis poszedł do The X Factor i poznał Harry'ego, zakochali się w sobie. Byli gejami, ale ponieważ kontrakt Modestu! przedstawiał, iż geje nie są tam tolerowane, Eleanor zatrudnili jako przykrywkę. Przez 3 lata wszystko było po myśli, ale Harry znalazł sobie dziewczynę, uczucie między nimi wygasło. Louis spotkał później mnie, wszystko nam się dobrze układało, chodziliśmy już rok. Niestety widocznie stęsknił się za swoją przykrywką, za jej wargami, ramionami i uściskiem. Całował się z nią. Ba! Do tego tak, jak nigdy ze mną. Było to widać w jego oczach, gdy mnie zauważył. Miałam już tego dość. Wybiegłam na korytarz, osunęłam się po ścianie i wybuchnęłam płaczem. Nie potrafiłam żyć z myślą, że chłopak, który potrafił mnie rozśmieszyć do płaczu, pocieszyć do rumieńców na policzkach i opiekować się do tego stopnia, że wzbudzał uczucie nadopiekuńczego, po prostu mnie zdradził i obściskiwał się z inną... Do tego ten cholerny rak, który jest ze mną od półtora roku. Nie wiem ile tu siedziałam, czas się nie liczył. Liczyły się tylko moje wspomnienia i piosenka, która chroniła mnie przed samobójstwem.
*jakiś czas później*
- Pani... - lekarz przekartkował plik dokumentów -[T.N]? - Nie miałam sił na odpowiedź, jedynie skinęłam głową i podniosłam się z ziemi.
- Pan Tomlinson jest w ciężkim stanie. Wymaga wielu operacji i długiej rehabilitacji. Jest szansa, że wyciągniemy go z tego, ale jego serce niedługo przestanie poprawnie pracować i potrzebujemy przeszczepu.
- Ja to zrobię. Proszę zrobić badania kwalifikujące mnie. - Powiedziałam zdanie na jednym wdechu, drugie z większą ulgą i zdecydowaniem. W końcu Faith (tak nazwałam mojego raka) i tak niedługo mnie zabije. Wolałam umrzeć z myślą, że zrobię coś pożytecznego dla osoby, którą kochałam, niż z okropnym bólem i brakiem ważnej dla mnie osoby.
- Ale....
- Proszę zrobić badania kwalifikujące mnie! - Wykrzyknęłam, czym przyciągnęłam wzrok otoczenia. Ale miałam to gdzieś. Już nie potrafiłam tak żyć. Uczucie, że nigdy nie będę szczęśliwa dawało się we znaki. Ja Louisa uważałam za tego jedynego, kochałam go, nadal kocham, ale nie miałam do niego zaufania. Tego już nie dałoby się naprawić. Ale pewnie teraz zastanawiasz się dlaczego to robię, prawda? Skoro mnie zranił, to czemu miałam mu oddawać serce? Oddałam je, ponieważ już nie chciałam tak żyć, miałam już dosyć. Odeszłam, zostawiłam Louisowi coś po sobie - zostawiłam po sobie tylko wspomnienia i serce. To on mnie uchronił przed śmiercią, ryzykując swoje życie. Dlaczego to on ma umierać? Ja chciałam. On nie może. TO WSZYSTKO JEST BEZ SENSU. Chciałam już zamknąć oczy.
*po 3 dniach, perspektywa Louis'a*
Czy ktoś może wyłączyć to pikanie?! "Pik, pik, pik" zadręcza mnie i psuje moją psychikę już od pięciu minut. Ale dlaczego ja jestem w szpitalu? Eleanor, pocałunek, [T.I.]... tir! Miałem wypadek! Ale gdzie jest [T.I.]?! Nic jej nie jest?! Otworzyłem oczy i spojrzałem na pielęgniarkę. Od razu do mnie podeszła, kazała mi się położyć i zaczęła wykonywać mi jakieś badania.
- Proszę pani... Gdzie jest [T.I.N.]? - Zapytałem się tonem ćpuna. Brzmiałem jakbym zażył tony marychy.
- Miał pan przeszczep serca. Dawcą była panna [T.N.].
Po usłyszeniu tych słów zamarłem. Ona mi oddała swoje życie, pomimo, że ją zdradziłem. Mam teraz jej serce, serce które kiedyś mnie kochało. Poczułem tylko falę gorąca i ujrzałem [T.I.]... Ale jak to?!
- Zrobiłam to dla ciebie. Zachowałeś się okropnie, nie potrafiłam ci tego wybaczyć, nie chciałam już żyć, potrzebowałeś serca. Oddałam je tobie. Nie zrób niczego głupiego, nie miej wyrzutów sumienia, wróć do Eleanor, wiem że ją kochasz. Pamiętaj, że jestem cały czas z tobą. - Podeszła do mnie, pocałowała, otarła łzy i dodała - Kocham cię, Louis.
Odeszła...
*Twoja perspektywa*
Nie ma mnie na tym świecie już 10 lat. Więc co ze mną? Jestem duchem przy Louisie, zostałam jego aniołem stróżem. Przyglądam się, jak szczęśliwie żyje z Eleanor i dziećmi. Jednak jest jedna rzecz, która mnie cieszy.
Nie zapomniał o mnie, odwiedza mnie.
~*~*~*~*~*~*~
Tak, wiem. Nie ma możliwości przeszczepu serca od osoby, która żyje, ponieważ tak czy siak, jest to zabójstwo. Ale wiecie co? Nauczyłam się jednej rzeczy; "gdy piszesz, świat wyimaginowany jest w TWOICH rękach" :))) Mam nadzieję, że się podoba. Pozdrawiam x
Informacja dla Madeleine - zaczynam pisać imagina dla Ciebie, tego wstawiłam, ponieważ był już od dawna napisany :) x

8 komentarzy:

  1. Naprawdę ładny. Lubię od czasu do czasu poczytać coś smutniejszego. Niemniej bardzo mi się podoba.
    I nie mogę się już doczekać, co tam naskrobiesz na zaproponowany przeze mnie temat,
    Madeleine

    OdpowiedzUsuń
  2. po raz kolejny przy waszym imaginie opadają mi ręce. to z wrażenia :) jestem pełna podziwu dla Ciebie, bardzo podobają mi się Twoje dzieła :D po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że ten blog to wielkie skupisko talentów! nie zmarnuj swojego :) xx

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo spodobało mi się stwierdzenie z komentarza od Anonimka powyżej. Cudownie ubrane w słowa: "ten blog to wielkie skupisko talentów!". Idealne określenie! Uwielbiam czytać Waszą twórczość. ;) xx, Nickie

    OdpowiedzUsuń
  4. Dokładnie tak jak wyżej :D Uwielbiam Was *-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jest super! Ale trochę mi się ie podoba ale to raczej przez to że nie lubię El. Masz ogromny talent i rozwijaj go ;p

    OdpowiedzUsuń
  6. Mimo zakonczenia i tak jest piekny xxX K.CL

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3