środa, 3 kwietnia 2013

Four Hundred Two

Wszyscy pewnie zauważyli, że wróciła do nas Eliza. Cieszę się z tego bardzo, podobnie jak wy. Powód, dla którego wróciła znacie - dowiedziała się, że nasz blog się wali. Nie mam zamiaru tego ukrywać.
Znaczna większość uważała, że to moja wina, bo zaniedbuję bloga. W dużej mierze wina leży po mojej stronie, jednak ja wiekszość czasu spędzałam na blogu. Nie byłam tutaj jedyną redaktorką, więc nie rozumiem dlaczego sądzicie, że ja olewałam bloga. Z drugiej strony bardzo mi przykro, że w momencie kiedy na blogu nie było za kolorowo, niektóre autorki po prostu zrezygnowały.
Z Elizą ustaliłyśmy, że zaczniemy budować blog od nowa! Wiele zależy od was, czytelników. Mamy nadzieję, że będą pojawiać się komentarze motywujące nas do dalszej pracy :)

 piosenka

- ...i pamiętaj Louis, aby dziewczynki nie kładły się spać później, niż o 22:00! - skończyła swój monolog Jay
- Tak, tak. - szybko odpowiedział jej syn. - O nic się nie musisz martwić, a teraz już wsiadaj do tej taksówki, bo Twój samolot na Teneryfy Ci ucieknie. - ucałował matkę w policzek, po czym zamknął drzwi pojazdu. Pomachał jej jeszcze, kiedy to samochód był już kilkadziesiąt metrów od posesji, przy której mieszkał.
- Od teraz mamy dwa tygodnie urlopu od naszej rodzicielki! - powiedział wchodząc do budynku. Ledwo przekroczył próg domu skierował się do kuchni, gdzie ja, Phoebe, Daisy i Lottie kończyłyśmy śniadanie. Byłam dziewczyną Louisa Tomlinson'a. Jego matka właśnie wyjechała wraz z nowym partnerem na dwutygodniowe wczasy z okazji jej urodzin. Kobieta nie zabierała ze sobą dziewczynek, ponieważ razem z Lou zdeklarowaliśmy się przez ten czas zająć rodzeństwem chłopaka.
- Dzisiejszy dzień spędzimy moje drogie panie wspólnie. - powiedział siadając obok mnie i gładząc moje kolano
- Co będziemy robić? - zapytała Phoebe
- Mam w planach... - nie dokończył, gdyż naszą dyskusję przerwał dzwonek do drzwi
- To pewnie listonosz, pójdę otworzyć. - wstałam z miejsca i ruszyłam do przedpokoju, zaś Louis w dalszym ciągu kontynuował rozmowę ze swoją młodszą siostrą.
- Cześć Liam. - uśmiechnęłam się wpuszczając bruneta do domu
- Hej. - pocałował mój policzek. - Jest Louis?
- Oczywiście. - odpowiedziałam. Nie musiałam nawet wołać mojego narzeczonego, ponieważ słysząc głos swojego przyjaciela sam przyszedł
- (T.I.) chyba nie obrazisz się, jeśli porwę Twojego mężczyznę na kilka godzin? - puścił do mnie oczko Payne
- Czyli gdzie? - zdziwił się Lou
- Paul dzwonił do mnie i kazał nam przyjechać na próbę. Dlatego po drodze postanowiłem wstąpić do Ciebie, abyśmy pojechali razem. - wytłumaczył
- Przecież dzisiaj mieliśmy mieć dzień wolny. - zirytował się
- Masz racje, ale Paul doszedł do wniosku, że jednak musimy się spotkać. - mówił spokojnie brunet
- Nie mogę (T.I.) zostawić samej z dziewczynkami. - upierał się
- Louis jedź, zajmę się nimi. - uśmiechnęłam się
- Ty jesteś w ciąży. - był nieugięty
- Skarbie, ciąża to nie choroba. Poza tym to dopiero szósty miesiąc, więc o nic martwić się nie musisz. - zapewniałam go
Mój narzeczony nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ w przedpokoju pojawiła się Lottie.
- Cześć Liam. - powiedziała zakładając buty
- A panna dokąd się znowu wybiera? - zdenerwował się Tomlinson
- Na zakupy. - odpowiedziała, jakby było to coś oczywistego. - Masz jakiś problem w związku z tym?
- Owszem mam. - uniósł głos. - Muszę Cię zmartwić, ale zostajesz w domu. Ja pilnie wychodzę na próby, a Ty pomagasz (T.I.) zajmować się siostrami. Zrozumiano?
- Louis, ale dlaczego ja... - nie dokończyła
- Pytałem czy zrozumiano? - przerwał siostrze, a ta ledwo zauważalnie kiwnęła twierdząco głową. - Do zobaczenia dziewczynki. - pocałował w policzki swoje siostry i mnie
Nie zdążyłam zamknąć drzwi, a Daisy i Phoebe pobiegły do ogrodu. Lottie zaś gniewnym krokiem ruszyła na piętro do swojego pokoju. Wiedziałam to stąd, iż po całym budynku rozniósł się wielki huk zamykanych drzwi. Wolnym krokiem pokonywałam kolejno stopnie, aż dotarłam na górę. Stanęłam przed odpowiednim pokojem i biorąc w płuca dużo powietrza, zapukałam o brązowy prostokąt.
- Nie chce mi się z Tobą gadać. - usłyszałam głos siostry narzeczonego. Nacisnęłam na klamkę, a ta ruszyła w dół i otworzyła mi drzwi do pokoju nastolatki, siedzącej obecnie na swoim łóżku. Podeszłam bliżej i zajęłam miejsce obok niej. Długo nic nie mówiłam, aż w końcu się przełamałam.
- Nie gniewaj się na brata.
- Z jego powodu muszę zostać w domu. - odpowiedziała
- Nie zostajesz w domu. - powiedziałam uśmiechając się. - Idziesz na te wymarzone zakupy.
- Przecież Louis się nie zgodził. - spojrzała na mnie smutnymi oczami
- Louisa nie ma w domu, poza tym teraz to ja was pilnuję.
- Nie będziesz miała nic przeciwko jeśli wybiorę się na te zakupy? - zapytała po chwili, aby się upewnić
- Pewnie, że nie. - zapewniałam ją. - Zbieraj się, a ja już Ci nie przeszkadzam.
Opuściłam pokój nastolatki i od razu odetchnęłam z ulgą. Doskonale wiedziałam, że nie przepada ona za moją osobą.
Ponownie wróciłam na parter. Usiadłam wygodnie w salonie i zaczęłam przeglądać świeżą prasę. Daisy i Phoebe grzecznie bawiły się w ogrodzie, więc miałam czas dla siebie.
Po kilku minutach usłyszałam zbieganie Lottie po schodach. Dziewczyna nawet nie pojawiła się w salonie, aby pożegnać się ze mną. Chcąc nie chcąc, musiałam ją zawołać.
- Lottie! - krzyknęłam. - Możesz pozwolić na moment?
- Tak? - uśmiechnęła się sztucznie, a ja wstałam i podeszłam do niej
- Proszę. - wręczyłam jej kilkadziesiąt funtów. - Kup sobie coś ładnego.
- To miłe z Twojej strony (T.I), ale ja nie powinnam. - próbowała mi oddać pieniądze
- Nie myśl, że chcę Cię przekupić, ja po prostu chcę żebyś przyjemnie spędziła dzień. - odsunęłam jej rękę wyciągniętą w moim kierunku. - Miłego popołudnia.
Dziewczyna odwróciła się i już chciała iść w stronę wyjścia, jednak coś jej na to nie pozwoliło. Westchnęła ciężko, po czy odwróciła się do mnie.
- A może razem z dziewczynkami miałybyście ochotę pójść ze mną? - zapytała, a ja nie kryłam zdziwienia
- Nie chcę, abyśmy Ci przeszkadzały. - odpowiedziałam dopiero po chwili milczenia
- Zapewniam, że nie będziecie mi przeszkadzać. To będzie dla mnie przyjemność, w końcu jesteś dziewczyną, to znaczy narzeczoną mojego brata. Sądzę, że nadszedł czas, byśmy się lepiej poznały i polubiły. Zatem wybierzecie się ze mną? - mówiła błagalnie
Moja odpowiedź była jasna, uśmiechnęłam się w jej kierunku ciepło po czym ruszyłam do ogrodu, aby sprowadzić do domu bliźniaczki. Obie pobiegły się umyć i przebrać, a ja zrobiłam to samo. Po blisko 15 minutach mogłyśmy wyjść z domu.

***

- (T.I) sądzisz, że w której sukience wyglądam ładniej? Czerwonej, czy kremowej? - zapytała mnie Lottie trzymając w dłoniach dwa wieszaki
- Myślę, że z Twoją karnacją lepiej będzie współgrać kremowa. - wyraziłam swoje zdanie
- Dziękuję. - uśmiechnęła się w moim kierunku
- Nie ma za co. - odwzajemniłam uśmiech. - Przymierz ją sobie, a ja pójdę poszukać dziewczynek.
Sama ruszyłam w kierunku działu z odzieżą dziecięcą. Znalazłam tam również dziewczynki, które bardzo zawzięcie, jak na sześciolatki, przeglądały ubrania. Podeszłam do nich i zaczęłam się przyglądać ich poczynaniom.
- To jak dziewczynki, wpadło Wam coś w oko? - zapytałam po kilku minutach
- Jest kilka takich rzeczy. - odpowiedziała roześmiana Daisy
- Weźcie je do przymierzalni, przymierzcie i jak będą pasować to ruszamy do kasy. - poszłam za biegnącymi, do wcześniej wymienionego pomieszczenia, dziewczynkami. Kiedy one kolejno przymierzały sukienki i Bóg wie jakie jeszcze cuda, ja ruszyłam w kierunku działu z ubraniami dla noworodków i niemowląt, z którego miałam świetną widoczność na przebierające się rodzeństwo mojego narzeczonego. Przeglądałam śpioszki, bluzeczki, spodnie i body. Włożyłam nawet kilka sztuk do koszyka sklepowego.
- Te są świetne. - usłyszałam głos Lottie, która dokładnie przyglądała się śpiochom w paski. - Louisowi pewnie się spodobają.
Nastolatka ponownie spojrzała na mnie i następnie zabrała ubranko z zamiarem kupna.
- Chyba nie chcesz tego kupić? - zapytałam, ruszając tuż za nią w kierunku przebieralni
- Dlaczego nie? - oburzyła się. - W końcu będę ciocią, prawda?
- Oczywiście, ale Ty nie zarabiasz pieniędzy i nie chcę, a Louis tym bardziej, narażać Cię na jakiekolwiek koszta.
- Wasze zdanie się teraz dla mnie najmniej liczy. Mam swoje oszczędności. - nie ustępowała
- Daj spokój. Kup lepiej coś dla siebie, a nie naszego dziecka. - w dalszym ciągu stałam po mojej stronie
- To Ty daj spokój.
- No cóż... - westchnęłam. - Widzę, że ja już nic nie zmienię. Wy ten zawzięty charakter macie rodzinny, czy jak?
- Nie rozumiem. - zaśmiała się.

***

Obładowane reklamówkami z różnych sklepów, po kilku godzinach opuściłyśmy centrum handlowe.
- A może pójdziemy do parku? - zapytała Phoebe
- W sumie to czemu nie? Do powrotu Louisa zostały ponad dwie godziny. - odpowiedziałam spoglądając na zegarek, a młodsze rodzeństwo narzeczonego zaczęło skakać dookoła mnie.
Razem z Lottie usiadłyśmy na ławce w pobliżu placu zabaw, gdzie udały się bliźniaczki. Słońce nas ogrzewało, chociaż siedziałyśmy w cieniu, pomiędzy wysokimi drzewami. Uniosłam twarz w górę, skierowałam ją w kierunku żarzącej się kuli na niebie, wcześniej zamykając powieki. Trwałam tak kilka minut, a gdy opuściłam głowę zobaczyłam, że nastolatka dokładnie mi się przygląda.
- Będzie z Ciebie wspaniała matka. Dla Louisa będziesz cudowną żoną. - uśmiechnęła się. - Ja wiem, że zachowywałam się w stosunku do Ciebie bardzo nieuprzejmie. Żałuję tego i przepraszam. Nie chciałam Cię wtedy poznać, bo ze względu na to, że Louis znalazł sobie dziewczynę, ja nie mogłam wchodzić z domu, spotykać się z przyjaciółmi. Mama twierdziła, że znajdę sobie chłopaka, a tego nie chce. Byłam ograniczana, dlatego za wszelką cenę dążyłam do waszego zerwania. Teraz wiem, że to było głupie zachowanie, bo przecież nic nie może stanąć na drodze prawdziwej miłości. Jeszcze dzisiaj rano miałam totalnie inne zdanie na ten temat, ale po kilku godzinach spędzonych z Tobą, dowiedziałam się, że jesteś wspaniałą dziewczyną. Mam nadzieję, że mnie choć trochę polubisz.
- Lottie... - objęłam nastolatkę ramieniem. - Ja bardzo Cię lubię. Wiem jak się czułaś, rozumiem to. Pamiętaj, że zawsze mając problem możesz z nim do mnie przyjść.
- Zostało mi tylko porozmawiać z Louisem. - głośno nabrała powietrza do płuc
- Będzie dobrze. Louis bardzo Cię kocha. - usłyszałam dzwonek mojego telefonu. - O wilku mowa...Słucham.
- Gdzie wy jesteście? - usłyszałam zmartwiony głos mojego narzeczonego w słuchawce
- W parku. - odpowiedziałam, jakby było to coś oczywistego. - Byłyśmy z dziewczynkami na zakupach.
- Myślałem, że coś się stało. - odetchnął z ulgą
- Nie musisz się martwić. - pocieszyłam go
- Zaraz do was dołączę. Kocham Cię.
- Będziemy czekać. Ja Ciebie też. - powiedziałam, po czym się rozłączyłam.
Po około 15 minutach ujrzałam zbliżającą się sylwetkę Louisa. Uśmiechnęłam się do niego. Szatyn pocałował mnie w policzek na powitanie, pogłaskał mój brzuch, po czym podszedł do Lottie i przytulił ją. Dziewczyna chwilę siedziała zszokowana, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
- Więc co moje panie sobie kupiły? - zwrócił się do nas
- Dziewczynki wybrały sobie kilka rzeczy. Ja za to postawiłam na coś praktycznego. - odpowiedziałam, a chłopak spojrzał na mnie pytającym spojrzeniem. - Powoli trzeba zacząć kupować ubrania dla naszego maluszka.
- A Ty Lottie? - zwrócił się do siostry
- Ja? - zdziwiła się, gdyż Louis rzadko z nią rozmawiał
- Tak. Wiem, że nie za często bywał w domu, a już tym bardziej rozmawiam z Tobą, ale pamiętam jak nazywa się moja młodsza siostrzyczka. Wiem też jak bardzo cierpisz z mojego powodu. Przepraszam. Obiecuję, że będę lepszym starszym bratem, a po powrocie mamy porozmawiam z nią, żebyś w końcu mogła spotykać się z Mattem.
- Naprawdę? Jesteś wspaniałym bratem! - ucieszyła się
- To dowiem się w końcu jak teraz będzie się stroić moja malutka siostrzyczka? - uśmiechnął się
- Znowu nie taka malutka. - oburzyła się. - Mam w końcu 16 lat.
- Oczywiście. - podniósł ręce w geście obrony. - Jesteś już prawie dorosła.
- Chcesz wiedzieć, czy nie? - nastolatka przerwała śmiech Tomlinson'a
- Pewnie, że chcę. - spoważniał i usiadł prosto
- Z drobną pomocą twojej cudownej narzeczonej, kupiłam sukienkę. - mówiła z satysfakcją, wyciągając wymienioną część garderoby z reklamówki
- Co Ty powiedziałaś? Mojej cudownej narzeczonej? Cudownej? - wypytywał
- A coś w tym złego, że tak nazwałam przyszłą bratową? - odpowiedziała pytaniem na pytanie, a ja, bliska wybuchnięciu śmiechem przysłuchiwałam się wymianie zdań pomiędzy Louisem i jego siostrą
- Przecież ostatnio bardzo na nią narzekałaś. Chodziłaś po domu naburmuszona i ciągle na mnie krzyczałaś, niby dlatego, że mam dziewczynę i dziecko w drodze, Ty nie możesz mieć chłopaka.
- No właśnie, to było ostatnio. Teraz jest teraz. Poznałam (T.I.) bliżej i wcale nie jest taka, za jaką ją uważałam. - uśmiechnęła się do mnie
- Normalnie nie wierzę! Lottie, czy Ty właśnie powiedziałaś, że polubiłaś moją narzeczoną? - Louis ze zdziwienia otworzył usta
- Tak. - powiedziała pełna entuzjazmu
- Kocham Cię siostrzyczko! - przytulił ją
- Udusisz mnie wariacie. - skrzywiła się blondynka. - Ale to nie wszystko co dzisiaj kupiłam.
- Patrz teraz. - szepnęłam na ucho Tomlinson'owi
- To dla waszego malucha. - wręczyła Lou estetycznie złożone śpiochy
Chłopak rozwinął je bez dłuższego namysłu, po czym podniósł na wysokość swoich oczu. Przyglądał im się chwilę.
- Nie musiałaś tego kupować.
- Wiem, że nie musiałam, ale chciałam. - broniła się Lottie. - (T.I.) zrobiła mi już na ten temat kazanie, więc Twoje będzie zbędne.
- Jesteś wspaniałą siostrą. - pocałował ją w policzek, jednak abym jej nie zazdrościła mnie również ucałował.
Patrząc na bawiące się bliźniaczki, w parku spędziliśmy ponad pół godziny.
Louis, jak na prawdziwego gentelmana przystało, zabrał nasze zakupy w jedną dłoń. Zaś w drugą ujął moją rękę i całą piątką, a w zasadzie szóstką ruszyliśmy w kierunku domu.

9 komentarzy:

  1. Świetny imagin *o* Tylko szkoda, że napisałaś tu tylko o trzech siostrach Louisa, mogłaś też coś wspomnieć o Fizzy :D
    Miło się czytało :) Znalazłam tylko jeden błąd, który powtarzasz :D
    - Jest kilka takich rzeczy. - odpowiedziała roześmiana Daisy
    Jeżeli stawiasz kropkę, to potem pisz z dużej litery. Ale jak to mówiła moja pani od polaka, nie stawiaj kropki, postaw ją na końcu zdania, czyli tak:
    - Jest kilka takich rzeczy - odpowiedziała roześmiana Daisy.
    :D
    Tak, wiem, czepiam się szczegółów, ale taka już jestem :D Imagin jeszcze raz świetny *w*

    OdpowiedzUsuń
  2. Imagin bardzo , bardzo oryginalny i przecudowny <3 Uwielbiam takiego Lou - opiekuńczy , troskliwy , słodki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękny, przecudowny i nie wiem co jeszcze. Imagin jest super, zakochałam się w nim no po prostu CUDO. Gratuluję talentu :D

    OdpowiedzUsuń
  4. przyznam, że nie wszystkie imaginy komentowałam, ale postaram się to zmienić :) wasz blog jest naprawdę cudowny i rzadko można spotkać tak wyjątkowe imaginy jak tu. świetny imagin, bardzo mi się spodobał <33

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteś najlepsza! Kocham Cię za tego imagina!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesteś najlepsza! Kocham Cię za tego imagina!

    OdpowiedzUsuń
  7. śliczny imagin :) i to nie tylko Twoja wina że blog sie wali, a raczej walił, bo praca ostro ruszyła :)

    Klaudia CityLondon

    OdpowiedzUsuń
  8. To nie twoja wina, i chyba już Ci to mówiłam ! :) Nie możesz się obwiniać ;D A imagin jest cudowny ! Pisz,pisz, czekam na następne ! ;)

    Pozdrawiam, Asia ;*

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3