poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Four Hundred

Zakład psychiatryczny. Sala numer 17. Smutna dziewczyna siedząca na łóżku wpatrująca się w sufit.
-Jak się dziś czujesz ?-zwrócił się do niej mężczyzna w białym kitlu.
-Normalnie-wybełkotała dziewczyna.
Oddział dla osób uzależnionych. Była uzależniona, od leków, od leków o bardzo silnym działaniu. Pomagały jej zapomnieć,aż za skutecznie. Rodzina i przyjaciele martwili się o nią, a ona nie widziała już sensu życia.
-Może pójdziemy się przejść, jest taka ładna pogoda ?-zwrócił się do niej lekarz.
Dziewczyna skinęła lekko głową i podała mu rękę. Spacerowali wąskimi ścieżkami otoczonymi zielenią. Dookoła poustawiane drewniane ławki. Małe stoliczki z parasolką.
-Poznaliśmy się w wakacje. Przyjechałam na studia, pewnego razu wpadłam na niego w parku a on wylał na mnie swojego shake.Był z kolegą.-pociągnęła nosem dziewczyna.
Lekarz zdziwiony wpatrywał się w [T.I], pierwszy raz od swojego pobytu tutaj otworzyła się.
-Grzecznie przeprosił i ruszył dalej. Już myślałam,że nigdy go nie spotkam ale los chciał inaczej-kontynuowała-Louis, bo tak miał na imię, wpadłam na niego w galerii, znów był z kolegami. Uznał,że tego nie można zmarnować i zaprosił mnie na randkę. I tak właśnie zaczęła się nasza przyjaźń-[T.I] usiadła na ławce podciągając nogi pod brodę-widywaliśmy się co kilka dni. Jak się okazało był członkiem zespołu. Sławnego zespołu.
-I co było dalej ?-wtrącił się lekarz.
-Zaczęłam studia, medycynę. Zawsze to mnie interesowało i właśnie do tego mnie ciągnęło. Louis mnie wspierał a ja wspierałam jego. Tyle,że z każdym dniem się w nim zakochiwałam a on kogoś miał. Wiedziałam,że jestem na straconej pozycji, ale zawsze byłam blisko niego, jako przyjaciółka.
-Miał kogoś ?
-Do czasu, Eleanor zdradziła go. Lou dowiedział się o tym z prasy, nie pozwoliłam wraz z chłopakami z zespołu mu się załamać. Byłam z nim dniami i nocami.
-Powiedziałaś mu o swoich uczuciach [T.I] ?
-Tak pewnego wieczoru po zbyt dużej ilości alkoholu-zaśmiał się pierwszy raz od kilku miesięcy dziewczyna-popatrzył na mnie przerażony a potem mnie pocałował. Całował mnie zachłannie, jakby był spragniony bliskości.
-Posunęliście się dalej tego wieczoru ?-spojrzał na dziewczynę.
-Nie tego, Louis chciał czasu. Dwa tygodnie później usłyszałam od niego te dwa magiczne słowa i wtedy to się stało. Jak się okazało sprzyjał nam ogromny pech bo okazało się,że wpadliśmy-uśmiechnęła się blado przykładając ręce do brzucha-Louis wyjeżdżał w trasę,ale zawsze na weekend wracał, tak było też wtedy-z jej oczu wypłynęły łzy.-jechał sam samochodem z lotniska prosto do mnie. Do dziś pamiętam jego czuły głos kiedy rozmawiałam z nim parę minut wcześniej przez telefon.
-Co Ci wtedy powiedział ?
-Że nie może się doczekać kiedy mnie przytuli i nacieszy mną. Chciał już dotknąć brzucha. Cieszył się,że zostanie ojcem. ale...-dziewczyna przełknęła ślinę.
-Ale ?
-Na drodze było ślisko, ciężarówka nie zdążyła wyhamować  uderzyła prosto w stronę kierowcy, Loueh zginął na miejscu-pociągnęła nosem-wraz z jego śmiercią straciłam sens życia. Wraz z nim umarło całe moje życie.
-[T.I], Louis nie odszedł, jego cząstka zawsze będzie przy Tobie-spojrzał na brzuch dziewczyn-a on sam będzie przy tobie zawsze, masz go w sercu. 
[T.I] była zaskoczona wypowiedzią lekarza, a na jej twarzy pojawił się szczery uśmiech. Pierwszy raz szczerze się uśmiechnęła od śmierci ukochanego.
-Mam dla kogo żyć-przyłożyła dłonie do brzucha- zawsze będę Cię kochać Louis-szepnęła a na niebie rozbłysły promienie słońca, wiedziała,że chłopak już zawsze przy niej będzie i nigdy jej nie zostawi.

Przepraszam za swoją długą nieobecność, nie będę się tłumaczyć, szkoła, problemami i czym innym bo to mnie nie usprawiedliwia ? To jest życie. Postaram się pisać częściej. Choć nie obiecuje, jak już niektóre zauważył coraz rzadziej się tu pojawiają nasze prace. To jest życie. My-autorki, nie mamy na to wpływu kiedy coś nam wena podpowie. Da się zauważyć,że niektórzy zarzucają nam,że imaginy są słabe, są takie jaki dałyśmy radę napisać. Więc zrozumcie również nas, pod pracami pojawia się coraz mniej komentarzy co pewnie jeszcze bardziej zniechęca do pisania bo mało osób czyta nasze prace. Liczę na jakąkolwiek wyrozumiałość :) Bez was, nie ma nas :) 

Napisałam coś takiego nijakiego mam nadzieję,że komuś się spodoba i zostawicie po sobie jakiś ślad :) 

Do następnego :* 

13 komentarzy:

  1. Muszę przyznać,że bardzo lubię twoją twórczość, a ten imagin jest taki... oryginalny

    OdpowiedzUsuń
  2. Great post. I used to be checking continuously this
    blog and I am inspired! Extremely useful info specially the closing part :
    ) I handle such info a lot. I used to be seeking this certain information for
    a long time. Thank you and good luck.

    my web blog - make money working from home for free

    OdpowiedzUsuń
  3. inny ale cudowny.
    wyjątkowy sam w sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten imagin jest taki... prawdziwy? Nie wiem jak to nazwać. Mimo że krótki to świetny :3

    OdpowiedzUsuń
  5. I always emailed this webpage post page to all
    my contacts, as if like to read it next my friends will
    too.

    Here is my weblog :: make money from home free

    OdpowiedzUsuń
  6. o Boże to takie piękne *.* popłakałam się

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo wzruszajacy, piękny i wgl wszysto co najlepsze :))) <3

    OdpowiedzUsuń
  8. nominowałam Cię do The Versalite Blogger ------>http://onedirectionbloger.blogspot.com/ :DD

    OdpowiedzUsuń
  9. mi sie ten bardzo podoba, choć krótki, ale śliczny, z małą lezką w oku :)
    ja osobieście Cię bardzo rozumiem.. i nie tylko blogiem żyjecie... choć szkoda że powoli blog sie wali.. :(

    Klaudia CityLondon

    OdpowiedzUsuń
  10. Po płakałam się !

    OdpowiedzUsuń
  11. DZIEWCZYNY, GRATULUJE 400 NOTKI!

    Tylko dlaczego to musiałbyć taki smutny imagin na tą 400 notke? ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3