wtorek, 7 maja 2013

Four Hundred Fifty-Eight

Pomysły Irresistible.♥

+pojawiają się przekleństwa (nie często ale ostrzegam wrażliwców) 
~*~

-Jezu jesteście kochani-zapiszczałam głośno na podjeździe patrząc na prezent od rodziców.
Przed domem stało auto. Nowiutkie auteczko. Moje i tylko moje. Mój pierwszy pojazd.
-Kochanie przestań-zaśmiała się mama którą zbyt mocno ściskałam-należało Ci się zdałaś za pierwszym razem kurs.
-Więc będziesz rozsądnym kierowcą-zatrząsł mi przed nosem tata kluczykami.
-Oczywiście,że będę-pocałowałam go w policzek-mówiłam jak bardzo was kocham ?-zaśmiałam się patrząc na przytulonych rodziców.
-Mówiłaś skarbie.Jedziesz na przejażdżkę ?
-Jadę-uśmiechnęłam się i pilotem otworzyłam swoje cacko.
-Tylko ostrożnie skarbie,proszę.
Przekręciłam srebrny kluczyk z kolorowym breloczkiem w stacyjce i wyjechałam na londyńskie ulice. Jechałam powoli dokładnie zwracając uwagę na wszystko co się dzieje na ulicach. Nie chciałam już pierwszego dnia zawieść rodziców. Jechałam przepisowo,nie przekraczając dozwolonej prędkości, stosując się do znaków. Nie pamiętam nawet kiedy rozległ się przeraźliwy sygnał klaksonu i rozpędzona ciężarówka jadąca prosto na mnie. Przekręciłam kierownicę i ostatnie co pamiętam to krzyk ludzi na ulicy i mocne uderzenie w głowę.

~*~

Obudziłam się w nieznanym mi miejscu. Dookoła poustawiane były różnego rodzaju aparatury. Do mojej dłoni wpięty był wenflon przez który do organizmu płynęła nieznana mi ciecz. Byłam w szpitalu.
-Gdzie ja jestem ?-spytałam na tyle głośno na ile starczało mi sił.
Czułam suchość w gardle. Moje spierzchnięte usta strasznie piekły a ręce drętwiały.
-Jesteś w szpitalu-do łóżka podeszła pielęgniarka-Twoi rodzice pojechali jakiś czas temu do domu.
-Czy..-chciałam się dowiedzieć czy komuś coś się stało. Sama jedyne co pamiętam to jedna wielka czarna plama.
-Spokojnie, nie wolno Ci się denerwować, odpoczywaj..
Widać,że chciała jeszcze coś powiedzieć ale po korytarzu rozniósł się męski krzyk, krzyk przepełniony bólem.
-Gdzie ona jest, gdzie do cholery leży Perrie....
-Bardzo Cię przepraszam-spojrzała na mnie kobieta i wyszła z sali.

~*~

Za zgodą lekarz wyszłam na korytarz. Jego zdaniem powinnam rozchodzić nogi, pozwolić im na wysiłek jaki również sobie. Spacerując tak pod jedną z sal na plastikowym krzesełku zobaczyłam męską sylwetkę. Nieśmiało przysiadłam się do chłopaka. Był przystojny, wyraziste rysy twarz, idealnie ułożone włosy, nienaganne ubranie. Innymi słowami ideał. Czy to możliwe,żeby zakochać się od pierwszego wejrzenia ? Chyba amorek właśnie trafił w moje serce jedną ze swoich strzał.
-Stało się coś ?-ostrożnie zwróciłam się do smutnego chłopaka-może mogę pomóc.
-W niczym mi nie możesz pomóc-chłopak odwrócił głowę w moją stronę a w jego czekoladowych oczach można było dostrzec łzy-jestem Zayn.
-[T.I]-uśmiechnęłam się do niego ciepło-wszystko będzie dobrze.
-Mam taką nadzieję,musi być dobrze. Ona musi żyć-wlepił spojrzenie w drzwi.
Ona ? Jego dziewczyna ? Jego siostra ? Jego matka ? Nie ważne,byleby on nie cierpiał. Nie zasługiwał na to.
-Co się stało ?-spytałam.
-Jakaś wariatka straciła panowanie nad kierownicą-mówiąc zacisnął dłonie w pięści-tak to jest dać gówniarstwu samochód.
Tą wariatką byłam ja. To ja swoją osobą sprawiłam że cierpiał.
-Ja już lepiej pójdę-wstałam z krzeseł kierując się z powrotem do sali-trzymaj się.
-Do zobaczenia ?-mruknął za mną Zayn ale nie słuchając już co mówi uciekłam do sali.

~*~

Chowałam właśnie ostatnie ciuchy do torby. Dziś opuszczałam ten budynek. Już nigdy nie spotkam Zayn'a. Codziennie siedział pod salą nieznajomej dla mnie osoby której o mały włos nie zabiłam. Nie chodziłam do niego choć chciałam. Chłopak jednym spojrzeniem skradł moje serce nawet o tym nie wiedząc, tak miłość nieodwzajemniona.
-Gdzie ona jest ?-taki sam ryk tym bardziej jeszcze bardziej groźniejszy rozniósł się po korytarzu jak niespełna cztery dni temu-gdzie ona kurwa jest !.
-Tam nie wolno-kolejny głos tym razem spokojniejszy.
Wszystko to działo się niebezpiecznie blisko mojej sali. W pewnym momencie drzwi do sali z hukiem się otworzyły. Odwróciłam się i wpadłam w ramiona jakiegoś rozwścieczonego mężczyzny.
-Mówiłem panie Malik,że tu nie wolno wchodzić-podszedł do niego mężczyzna w białym kitlu.
-[T.I]-mruknął Zayn odsuwając się ode mnie-no kurwa nie wierzę !-krzyknął złowrogo się na mnie patrząc-znalazłem osobę odpowiedzialną za jej śmierć-podszedł i złapał mnie za ramiona.
-O co Ci chodzi ?-spytałam się przestraszona.
-O wszystko-syknął zaciskając dłonie mocniej na moich ramionach.
-Niech pan ją puści-krzyknął lekarz-wzywam ochronę.
Zayn jednak nie przejął się jego słowami tylko dalej prowadził monolog skierowany w moją stronę.
-Zabiłaś ją ! Jak nie umiesz jeździć to nie wsiadaj do samochodu ! Odebrałaś mi moje szczęście-ryknął puszczając w końcu moje ramiona-zapłacisz mi za to ! słono mi za to zapłacisz-sykną i zdenerwowany opuścił  salę.
Po moich policzkach leciały łzy. Nie dlatego,że bolało mnie ciało. Tylko dlatego,że bolało mnie serce. Chłopak którego nieświadomie pokochałam już pierwszego dnia mnie nienawidzi.

~*~

-Po rozpatrzeniu dowodów oraz wysłuchania naocznych świadków oraz biegłych lekarzy, oczyszcza się [T.I i N] z zarzutu spowodowania śmierci Perrie Edwards i oddala się tym samym powództwo Zayn'a Malika obciążając go kosztami rozprawy. Śmierć panny Edwards spowodowany była nieszczęśliwym wypadkiem którego oskarżona również była ofiarą. Dziękuję to wszystko.-zakończył swoją mowę postawny mężczyzna w todze i wraz z asystentem opuścił salę.
Zayn siedział naprzeciwko mnie obok swojego pełnomocnika i ze złością się we mnie wpatrywał. Moja pani adwokat wynajęta przez rodziców poklepała przyjaźnie mnie po ramieniu dając tym samym znak,że to pora na opuszczenie sali. Chłopak ze sztabem swoich adwokatów również wyszedł z sali.
-Zayn-podeszłam do niego kiedy skończył z nimi rozmawiać-Zayn to nie było celowe. Ja nie wiedziałam !
-Chuj mnie to obchodzi  zabiłaś ją. Dla mnie jesteś skończona-z każdym jego słowem rana w moim sercu powiększała się jeszcze bardzie.
-Zayn ja przepraszam...-zacisnęłam zęby żeby się przy nim nie rozpłakać.
-Zniknij [T.I] , po prostu się ode mnie odczep,okej ?  A teraz żegnam-odwrócił się na pięcie i wyszedł z gmachu sądu zostawiając mnie tam na środku samą.
-Żegnaj-starłam łzy lecące po policzkach.
Żegnaj. Wyraźnie nie pisana mi jest w życiu miłość z Happy End'em.


Mam nadzieję,że i wam i pomysłodawczyni prac się spodoba ♥

Znów jest nas o jedną osobę mnie w załodze ;c smutne. Jak widzę ile osób odeszło w ostatnich czasach też coraz częściej nachodzi mnie tak myśli ale skutecznie ją przeganiam. Trzymajcie się i do następnego ♥

7 komentarzy:

  1. omggg boskie o,0
    Wiem, że pewnie tego nie planowałaś ale będzie kolejna część? ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie no ja chcę kolejną część! To jest cudowne!

    OdpowiedzUsuń
  3. To miała być fabuła do mojego opowiadania, ale bardzo dobrze zrobiłam, że napisałam ten pomysł tutaj. To jest świetne, naprawdę wyszedł Ci idealnie. ;) Zupełnie jak po mojej myśli. Pozdrawiam cieplutko. ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. łeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee :((((((((( ale smutne :( ale jednocześnie piękne :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, Weś napisz kolejną część! <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  6. właśnie, czy napisałabyś kolejną częśc ? może nawet z jakimś innym chłopakiem z 1D ale tez cos z Zaynem ? bardzo bardzo prosze :**

    Klaudia CityLondon

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3