czwartek, 2 maja 2013

Four Hundred Fifty

Witam.
Znalazłam ciekawy pomysł w zakładce i postanowiłam podjąć się wyzwania. Chyba nie zawiodłam...
Mamy maj, mam nowe wakaty do wypełnienia, więc muszę szybko trafiać na wasze pomysły lub sama na coś wpadać! Muszę znaleźć sposób na wyprzedzenie majkeliny22, bo ta dziewczyna zabiera najlepsze kąski spod nosa! Jak ona to robi ja się pytam?!
Ach i jeszcze coś! Szukam All. To taki fajny stworek i gdzieś mi zaginął. Jeśli się nie odnajdzie to szykujcie się na mój wjazd do Warszawy, a w tedy nawet Luftwaffe się zawstydzi!

Pomysł rhineville.

[wulgaryzmy]
Spojrzałam spode łba na mężczyznę maszerującego nerwowo po pokoju. Jego skórzane buty wyryły już ścieżkę w brązowym dywanie rozłożonym na podłodze. W ręce trzymał kartkę i co kilka chwil rozkładał ją i ponownie śledził napisany tam tekst. Zrobił to raz jeszcze i prychnął. Zatrzymał się nagle i obrócił do mnie, siedzącej z założonymi rękami na skraju łóżka.
- Wiesz, że to trzecia w tym tygodniu? - rzucił na pościel wspomnianą kartkę z uwagą od nauczyciela. Kiwnęłam głową. - Wiesz, że kara cię nie ominie?
Wstałam. Szybko i niespodziewanie sprawiłam, że stałam z nim oko w oko. Wbiłam w mężczyznę wrogie spojrzenie.
-Ostatnio dostałam w lewy. Teraz proszę bij prawy policzek. - warknęłam. 
Na jego twarzy dostrzegłam poirytowany grymas. Zdawał sobie sprawę ze swojej dominacji, bez problemu, więc ściskaniem moich nadgarstków doprowadził mnie do płaczu. Olbrzymie grochy spływały mi po twarzy lecz wciąż mój wzrok był chłodny i gardzący. Plunęłam mu w twarz. Puścił mnie, opadłam na łóżka. Zamachnął się i jego potężna dłoń odbiła się czerwonym śladem na moim policzku. Zapiekło.
- Może to cię czegoś nauczy smarkulo. - mruknął pod nosem, wychodząc z pokoju. Wybiegłam za nim. Wyminęłam go w korytarzu i zbiegłam na parter. Wpadłam do salonu, jak burza mając nadzieję, że zastanę tam matkę. Nie ma. Obrót na pięcie i w bieg do kuchni. Nie ma! Cholera!
- Wróci wieczorem. Przestanie boleć i nie uwierzy kochana. - usłyszałam niski, chrapliwy głos przy uchu. Wzdrygnęłam się. Znów posunie się za daleko? Poczułam palce na bokach. Tak.
- Twoje zachowanie wykracza poza...
- Twoje obowiązki rodzicielskie. - dokończył. - Wiem, ale nie jestem Twoim ojcem. - dodał łapiąc zbolałe nadgarstki i krzyżując mi ręce, jak bandycie.
Skrzywiłam się z bólu, gdy pociągnął mnie za sobą na górę. Ledwo wtaczałam się po schodach na piętro. Z jednej strony wymagał ode mnie, aby tam weszła, a z drugiej ciągnął mnie w dół utrudniając mi poruszanie się. Chciał mnie zmęczyć. Doprowadzić do granic wytrzymałości, bym uległa. Nie tak łatwo. Ostatni stopień. Teraz może być tylko gorzej. Otworzył drzwi łokciem i wepchnął mnie do środka. Zamknął pomieszczenie na klucz, który ukrył w kieszeni spodni. Podniosłam się z ziemi.
- Nawet nie wie, jak się cieszę z tego, że wspólnie spędzimy czas. - wyszczerzył się i podszedł do okna, aby spuścić żaluzje. W końcu zasiadł na fotelu. - Chodź tu. - rzekł spokojnie.
Nie posłuchałam go. To chyba oczywiste, gdy jest się zamkniętym w jednym pokoju ze swoim ojczymem, którego się nie lubi. Się nienawidzi wręcz. Ciekawe, czy matce robi to samo? Wrzasnął, aby do niego podeszła. Nie podeszłam. Wstał, trzepnął mnie w głowę. Złapał za włosy i przystawił usta do ucha.
- Albo zrobisz co ci karzę, albo urządzę ci takie piekło, że nie poznasz się w lustrze. - wycedził zaciskając pięść w moich włosach. Zawyłam z bólu.
- Dobrze! Puść mnie do jasnej cholery! - krzyknęłam przez płacz. Mężczyzna odpuścił z triumfem.
Wytarłam łzy. Pchnął mnie do ściany. W ostatniej chwili powstrzymałam się od pisku. Chwycił brzegi koszulki i szybko zdjął ze mnie. Jego oczy błyszczały w obłędzie, gdy płacząc pozwalałam mu na dotykanie miejsc, które sobie upodobał. Nagle znów złapał moje włosy i przerzucił na łóżko. Usiadł na fotelu. Nie przejął się nawet moim lamentem i płaczem. Nie przejął się krwią i czerwonym śladom na moim ciele. W końcu dzisiaj pobiłam się z koleżanką. Miał wytłumaczenie.


Trzasnął drzwiami samochodu. Wyminął mnie szybko szturchając dodatkowo i wszedł do środka. Oplotłam boki rękoma. Rzuciłam tylko okiem na swój dom. Znienawidzony budynek. Obróciłam się w stronę ulicy. Kilka metrów ode mnie stał chłopak. Znałam go. Był kilka lat starszy i miał na imię Zayn. Podobno mieszkał gdzieś niedaleko. A teraz stał przede mną i patrzył z politowaniem.
- Cześć. - odezwał się. Umiał mówić. To już coś.
- Hej. - odparłam.
- On cię nie lubi, prawda? - spytał wzrokiem wskazując samochód, z którego przed momentem wysiadłam. Skinęłam głową. - Możemy o tym porozmawiać jeśli chcesz. - zaproponował nieco nieśmiało, wyciągając doń dłoń. Chwyciłam ją i ruszyliśmy razem chodnikiem.
- Jestem Zayn. - nie, jesteś moim aniołem stróżem.

Wpadłam do jego pokoju, jak oparzona. Drogę do jego domu znałam na pamięć, więc nawet z załzawionymi oczyma potrafiłam tam trafić bez problemów. Zastałam go przy biurku. Odłożył ołówek widząc w jakim jestem stanie.
- Jebany zasraniec. - fuknął, wstając z fotela i podchodząc do mnie. - Obiecuję, że jeśli jeszcze raz cię tknie to pożałuje.
Chłopak posadził mnie na fotelu i wyszedł z pokoju. Wrócił po momencie z mokrą gazą i plastrami. Nie odzywał się ni słowem. Jego twarz zrobiła to za niego. Nie był zachwycony. Kto by był, wiedząc, że jego przyjaciel właśnie oberwał od ojczyma? Zamiast tego wycierał krew, wypływającą mi z nosa i przyklejał plastry na policzkach. I nie bolało. Jego palce mogły wszystko, a i tak mnie nie bolało. Opatrywał mnie lepszą opieką niż szkolna pielęgniarka po wszystkich bójkach. Zakrywał rany lepiej niż lekarz na izbie przyjęć. Jego palce czynił ze mną cuda, a on nawet nie zdawał sobie z tego sprawy.
- O co poszło tym razem? - spytał.
- O ciebie Zayn. - szepnęłam po bardzo długiej chwili wspólnego milczenia. - Nie chcę, abyś tam jechał. Jesteś za dobry.
- Jak to o mnie? - oburzył się.
- Jak cię przepuszczą to cię stracę. - zachlipałam.
- O czym ty pieprzysz do cholery?! - wybuchł. - Dziewczyno! Twój ojczym leje cię, gdzie popadnie, a ty dalej nic z tym nie robisz! Czemu nie powiesz matce?!
- Dobrze wiesz czemu Zayn. - odpowiedziałam. Położyłam dłoń na jego policzku. - Nie jedz tam. Jesteś za dobry. 
Zerknęłam na stolik nocny chłopaka. Karta zgłoszeniowa.
- Nawet o tym nie myśl. - ostrzegł.
- Ja sobie bez ciebie nie dam rady! - zaniosłam się jeszcze większym płaczem, a moje nogi zaczęły nerwowo podskakiwać. - Nie wytrzymam tu! 
Coś wstrząsnęło moim ciałem i zaczęłam się wić w jego ramionach. Pięści atakowały go i nogi też nie chciały pozwolić, by je uspokoić. Nim się spostrzegłam, a targające mną emocje sprawił, że Zayn wylądował na podłodze z podbitym okiem, a ja wybiegłam z jego domu. W tedy to się stało. Pierwszy raz wystrzeliłam. Ojczym padł w kałuży krwi. 

Czego w sobie nienawidziłam? Nienawidziłam mojego płaczu. Nie znosiłam smaku własnych łez. Nie znosiłam, gdy moczyły mi policzki. Wtedy płakałam jeszcze bardziej dlatego, że płakałam. Błędne koło, wiem... A kiedyś powiedziałeś, że nie lubisz, gdy płaczę, więc jeszcze bardziej znienawidziłam płacz. Wpadałam w gniew, gdy płakałam, a tego dnia beczałam, jak głupia. Naprawdę nie chciałam cię stracić. Sama się do tego przyczyniłam... Tego właśnie dnia.

- Cholera. - przeklął pod nosem. i schylił się by podnieść rozrzucone na ziemi ręczniki. Rzucił je w kąt i ruszył do kolejnego pokoju. - Co jest? - spytał sam siebie, gdy zauważył że wszystkie jego płyty znalazły się na podłodze. Westchnął. Poszedł do sypialni.
- Hej! - krzyknął ktoś dziecięcym głosikiem.
- Co?! - zaczął rozglądać się na boki, jednak nikogo nie zauważył. Przetarł oczy.
- Nie przywitasz się ze mną? - oburzył się głosik.
Chłopak ostrożnie schylił się po leżącą na podłodze gazetę i zwinął ją w rulon. Jego serce zaczęło bić szybciej, a dłonie pocić się z nerwów. W ustach nagromadziły się ogromne ilości śliny, ręce ściskały kurczowo gazetę gotowe by zadać cios. Wtem coś za nim zaszurało, a następnie ciężki przedmiot spadł na jego głowę. Zayn padł na ziemię.

Obudził się z czymś, co zgniatało jego klatkę piersiową. Otworzył szeroko oczy, gdy zorientował się, że nie może poruszać kończynami. Leżał na swoim łóżku przywiązany do jego ramy, a na jego torsie spała pewna dziewczyna. Zaczął się wiercić, próbował poluzować węzły, ale roztargane prześcieradło zaciskało się jeszcze bardziej.
- Cholera. - zaklął, dając sobie spokój.
- Nie przeklinaj. - mruknęła dziewczyna i podniosła zaspaną twarz. Zaczęła mu się dokładnie przypatrywać. Kawałek po kawałeczku studiowała jego twarz, aż napotkała jego rozszerzone ze strachu spojówki. - Pewnie mnie nie pamiętasz. - stwierdziła smutno.
- Nie przypominam sobie, abym poznał kiedyś wariatkę. - odgryzł się. W oczach dziewczyny zaczęły zbierać się łzy. Podniosła się szybko z łóżka i usiadła na podłodze.
- Mnie nikt nigdy nie pamięta. - wychlipała. Jej głos był piskliwy, słaby. Tak jakby nic nie piła od wielu dni i zdolna była tylko do pisku. - Nikt nie pamięta, że mnie znał.
- Hej, ej! Może przestałabyś płakać i rozwiązała mnie, co? - spytał wstrząsając łóżkiem. Postać dziewczyny wyrosła tuż przed nim.
- Przestałbyś może zachowywać się, jak rozwydrzona panienka i posłuchał mnie, co?! - krzyknęła tak okropnie charczącym głosem, że wszystkie szklanki schowane w barku zatrzęsły się. Chłopak westchnął.
- Jak masz na imię? - spytał.
- [i.]. - odpowiedziała.
- Skąd się znamy?
- Jesteś moim aniołem. - rzekła. Teraz dla Zayna wszystko było jasne. Wiedział już kto napadł go we własnym domu.
- Jak wydostałaś się z ośrodka? Jak tu trafiłaś? - zaczął jej wyrzucać. Był wściekły na nią za wszystko co kiedyś zrobiła. [i.] znów wybuchła płaczem i padła na podłogę.

[wulgaryzmy! - bardzo dużo wulgaryzmów]
Tam wszystko było białe. Dosłownie wszystko. Nawet sok jabłkowy był biały. Kto jest tak bezduszny i karze ludziom pić biały sok jabłkowy? Kto wynalazł biały sok jabłkowy? Jaki cholerny zasraniec karze ludziom siedzieć w zasranej bieli, bo to zasrany kolor neutralny? Cholerny biały sędzia w białej zasranej peruce. Całe cztery lata znosiłam ten zasrany sok. I zasrane tabletki ze szpitala, które dostawałam na zasranej białej tacy. Odbębniałam głupie zadania z tablicy, bo wszyscy jesteśmy tu rodziną, a w rodzinie każdy ma swoje obowiązki. Gówno prawda. Niech przyznają, że na zasrany personel ich nie stać. Nie, lepiej żeby podopieczni w białych fartuchach myli obsrane, białe kible ćpunów cholernym białym płynem do kafelek. Dlaczego mnie tam wysłaliście? Ja przecież nie byłam chora. Nie byłam alkoholiczką, ćpunką, schizofreniczką. Raz tylko, jeden niewinny raz zabiłam swojego ojczyma, a wy od razu zamknęliście wśród czubów. Widzisz co ze mnie zostało? Cholerne zero, które potrafi tylko sprawnie uciekać i związywać swoich dawnych znajomych. A to wcale nie jest takie trudne. Wychodzisz w nocy i już cię nie ma. Recepcjonistka robi sobie kawę za ścianą, a ty po prostu wychodzisz i nikt cię nie zatrzymuje. Jesteś wolny. Zrozumiałam to dopiero po czterech latach. Zastanawiałam się, jak oni wychodzą i nie wracają? A oni po prostu wychodzili. Szli cztery kilometry prostą drogą, a na szosie łapali stopa do miasta i byli wolni. Patrz. Teraz ja też jestem wolna!
     Dziewczyna zeskoczyła z łóżka. Faktycznie, była wolna. Nie nosiła białego fartucha, przytargała ze sobą nawet stary plecak.
- Obiecałam sobie, że nigdy nie dotknę niczego co jest białe. Ale ja sama jestem biała. Nie chcę być biała, wiesz?
- [i.] rozwiąż mnie proszę. - powtórzył Malik po raz kolejny. W prawdzie słuchał historii dziewczyny, był nią zafascynowany, ale prześcieradło zostawiło na jego nadgarstkach czerwone ślady.
- Jak cię rozwiąże to uciekniesz i znów cię stracę. - odpowiedział wracając na łóżko. Położyła się obok niego zwinięta w kłębek. - Nie chcę cię znów stracić...
- Gdybyś go nie zabiła to byś mnie nie straciła.
[i.] podniosła się gwałtownie na równe nogi.
- Straciłabym cię! Poszedłbyś to tego zasranego xFactora i zostawił samą w Bradford i wciąż musiałabym się z nim użerać! - krzyknęła i ponownie upadła na pościel. - Byłeś moim przyjacielem. To dla ciebie tu jestem Zayn i tak okropnie mnie boli to co robię.
- To mnie rozwiąż. - zażądał.
- Czy ty nic nie rozumiesz?! - spojrzała na niego oczyma pełnymi bólu.
- Nie nie rozumie, bo gdy jestem związany to trudno mi się skupić! - wydarł się, szarpiąc.
Dziewczyna zeskoczyła z posłania i chwyciła do ręki swój plecak. Zaczęłam w nim grzebać.
- Szukasz czegoś, żeby mnie uwolnić? Bardzo mądrze!
[i.] nie odpowiedziała. Sięgnęła na same dno torby i wydobyła z niej czarny pistolet. Chłopak wyraźnie widział jej łzy i z jakim strachem dziewczyna obsłuchuje broń.
- Boli mnie, że cię skrzywdziłam i że teraz cię krzywdzę i że zaraz cię skrzywdzę. A ja przecież nie jestem chora, prawda? - podeszła do Malika.
- Nie rób niczego czego będziesz żałowała. - powiedział powoli. Bał się. O siebie, o nią. [i.] pokiwała jedynie głową i wycelowała w postać przywiązaną do własnego łóżka. Przeprosiła go bezgłośnie i strzeliła. Zayn padł.

Bo ja nie jestem chora, prawda? Nękają mnie tylko demony własnej przeszłości.

17 komentarzy:

  1. Mega *.* To jest cudowne <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie rozumiem tego imagin'a.
    Wytłumaczyłby mi go ktoś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyna ma ojczyma, który ja gwałci, bije i wgl.
      Spotyka Zayna, który jej pomaga, ale Zayn chce spełnić swoje marzenia i pójść do XF. Dziewczyna boi się i siebie, ponieważ bez Zayna nie da rady postawić się ojczymowi. Kłóci się z chłopakiem, podbija mu oko, wybiega z jego domu, po czym wraca do swojego i zabija ojczyma. Po tym incydencie umieszczają ją w ośrodku psychiatrycznym, skąd po czterech latach ucieka, przychodzi do Zayna, przywiązuje go do łóżka, a gdy ten się budzi tłumaczy mu jak uciekła itd. Potem zabija Zayna.
      Mam nadzieję, że pomogłam :>

      Usuń
  3. Oo matko,jestem w mega szoku ! Kompletnie inny imagin niz zwykle ! Dziewczyno,napewno dalas rade go napisac !xx. Klaudia CityLondon

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialny :o Taki inny, ale jakże.... Ugh nie mam słów :( Jesteś świetna no!
    Wpadniesz? One Direction z odrobinką magii ;)
    http://i-love-you-vampire.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Jezu, zabijasz *_* Jeszcze niczego takiego nie czytałam! Niesamowite! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Jedno słowo: Niesamowitee! ;o pokłony dla Ciebie o Knyycio! Normalnie ubóstwiam Cię za to co piszesz! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahaha xd też cię kocham ;) ja na pomysły wchodzę jakoś 2 razy w tygodniu ? I jak jestem "wolna" i jest coś ciekawego, Z CZYM SOBIE PORADZĘ to "rezerwuję" ... Ale skoro tak to wygląda to chyba przestanę pisać, bo mnie znienawidzicie (załoga), a tego bym NIE chciała ...

    Imagin <3 *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli jesteś wolna cały czas! :DD oczywiście, że nie przestanę cię lubić, a nawet kochać z tego powodu, ale płakać mi się chcę, jak nie zdążę czegoś zająć i siedzę z załamanymi rękami, bo sama na nic nie umiem wpaść :) <333

      Usuń
  8. To jest wow ,niesamowite ,cudowne i jest to jeden z najlepszych imaginów jakie czytałam <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Dzisiaj juz nie w anonimie, tylko normalnie :)
    Fantastycznie Ci to wyszło, właśnie tak sobie to wyobrażałam. Mam więcej takich psychodelicznych pomysłów, mogę wam je od czasu do czasu podrzucać :)
    Ogólnie nie mam się czego przyczepić, dziękuję za realizację mojego pomysłu <3
    pozdrawiam, rhineville aka develynnx
    :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uff! jak dobrze! okropnie się bałam, bo takie dziwactwa lubię czasem trochę przedziwaczyć! cieszę się, że ci się podoba i nie krępuj się. podsyłaj takie pomysły częściej <33

      Usuń
  10. Wogóle tego nie rozumeim ;o Ona wkońcu jest poszkodowana czy chora psychicznie ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to pojebuska! niech ją w kaftan wsadzą, bo wybije pół kraju! <3

      Usuń
  11. OMG. Świetny:) Inny, ale... genialny. Boże, czemu ja tak nie umiem pisać.? Pozdrawiam, Kat:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3