środa, 1 maja 2013

Four Hundred Fourty - Seven

Gdy Cię zobaczyłam pierwszy raz, 
Wiedziałam już, że nie jesteś zwykłym chłopakiem.

Siedziałam wtedy w parku, rozmawiałam przez telefon z przyjaciółką. Opowiadała mi o swoim najnowszym chłopaku. Wstałam z ławki i zaczęłam spacerować. Nagle pojawił się on. Nie wiedziałam jak się nazywa, co tu robi, gdzie mieszka, ile ma lat, ale zainteresował mnie swoją osobą bez konkretnego powodu. Tak po prostu. Wyglądał na chłopaka, który nigdy nie skrzywdziłby dziewczyny, delikatne rysy twarzy, brązowe włosy i duże, czekoladowe oczy. Szedł za rękę z wysoką, piękną brunetką o wielkich lokach. Uśmiechnięci, zakochani w sobie. To takie słodkie i urocze, ale na ich widok coś mnie ukuło w sercu. Może to świadomość, że ja nie mam na kim polegać? Doskwiera mi samotność. Westchnęłam i dalej kontynuowałam 'ciekawą' konwersację z Lauren. Nagle zasłabłam i poczułam jak opadam bezsilnie na ziemię. Jedyne co potem słyszałam to krzyki, żeby ktoś wezwał karetkę i mi pomógł. Ledwie otworzyłam oczy i to co mi się rzuciło w nie to ten chłopak, a potem ogarnęła mnie ciemność.

Usłyszałam Twój głos,
Był to jedyny dźwięk, który chciałam słyszeć przez resztę życia.

Poczułam silny ból w okolicy brzucha, co zmusiło mnie do otwarcia oczu. Zamrugałam kilka razy, aby przyzwyczaić się do światła, po czym pierwszą osobą, która ujrzałam po obudzeniu był brązowooki chłopak z parku. Zobaczyłam, jak odetchnął z ulgą, gdy się obudziłam. Nie wiedziałam co się dzieję. Nieznajomy się do mnie uśmiechnął i wyszedł. Po chwili wrócił z lekarzem.

- Panno, [T.I] wszystko w porządku? - zapytał mnie znany mi już doskonale lekarz - który to już raz w tym miesiącu się tu widzimy?
- Piąty? Szósty? - wysiliłam się na lekki uśmiech, a brunet nie wiedział o co chodzi - co tak właściwie mi się stało? Nic nie pamiętam. 
- Zemdlałaś, ale tym razem miałaś dużo gorzej niż przedtem - zamyślił się doktor Smith - musisz zacząć...
- O co tutaj chodzi? - zdenerwował się chłopak - co jest [T.I]?
- Ma... białaczkę - odpowiedział mu lekarz - i niestety nie wiadomo czy przeżyję.
- Jestem na tyle silna, że dam radę - zmrużyłam oczy - przecież nie jest znowuż tak tragicznie.
- Jasne - zironizował Smith - dobra, ja muszę iść do innych pacjentów, a wy sobie tutaj pogadajcie.
- Jestem Liam - przedstawił mi się chłopak.
- [T.I], ale chyba to już wiesz.

Patrzyliśmy sobie w oczy, nie wiem ile czasu, ale mogłam tak cały czas. Miał takie piękne, brązowe oczy, a te usta. Miałam ochotę go pocałować, ale odmówiłam sobie tej przyjemności. I tak od tamtej pory zaczęła się nasza przyjaźń.

Byłeś dla mnie wszystkim,
Ja dla Ciebie przyjaciółką.

- Wróciłem do Danielle! - krzyknął uradowany wchodząc do mnie do domu. Kilka dni temu z nią zerwał, ponieważ ciągle się kłócili, ale jak widać bycie razem jest im pisane - jestem teraz taki szczęśliwy.
- A wcześniej nie byłeś? - zapytałam śmiejąc się, choć tak naprawdę miałam ochotę płakać.
- Byłem, ale teraz mam przy sobie dwie najważniejsze osoby - przysunął się do mnie, czułam jego oddech na policzku, po chwili wyszeptał mi do ucha - Ciebie i Danielle.
- Cieszę się - odparłam udając, że naprawdę się tym cieszę - chcesz coś do picia?
- Sam sobie wezmę - zaśmialiśmy się, ponieważ Liam czuł się tutaj jak u siebie w domu - co tu mamy? Tymbark, Caprio, woda, oranżada. Hm... biorę tymbark, a ty co chcesz?
- Wodę.

Twoje oczy mnie hipnotyzowały,
Twój uśmiech powodował miłe dreszcze,
A Twój dotyk kochałam najbardziej ponad wszystko.

- To już koniec, [T.I] - spuściłam głowę, słysząc słowa doktora - nic więcej nie da się zrobić. Zostało Ci zaledwie kilka dni. Wybacz, że nie mogłem nic zrobić. 
- Nic się nie stało, panie doktorze. Na każdego kiedyś przyjdzie czas - po moim policzku spłynęła jedna, samotna łza. Miałam odejść? Zostawić Liama? To nic, że nie pokochał mnie tak jak ja jego, to nic, że miał dziewczynę. Chciałam jego obecności, nawet jeśli to tylko przyjaciel.


Tak więc oto koniec mój Liamie. Nie było nam dane być ze sobą, nie zadręczaj się moją śmiercią. Ten pamiętnik to cała historia naszej przyjaźni. Byłeś ze mną zawsze, ja również z Tobą będę. Nie ciałem, a duchem. Będę Twoim osobistym aniołem. Gdy popatrzysz na najjaśniejszą z gwiazd, wiedz, że to ja patrzę na Ciebie i Cię chronię.

Gdy Cię zobaczyłam pierwszy raz, 
Wiedziałam już, że nie jesteś zwykłym chłopakiem.

Usłyszałam Twój głos,
Był to jedyny dźwięk, który chciałam słyszeć przez resztę życia.

Byłeś dla mnie wszystkim,
Ja dla Ciebie przyjaciółką.

Twoje oczy mnie hipnotyzowały,
Twój uśmiech powodował miłe dreszcze,
A Twój dotyk kochałam najbardziej ponad wszystko.
[T.I]

Czytał to, a łzy leciały mu spod powiek. Kochał ją, bał się przyznać do tego samemu sobie. Zdał sobie z tego sprawę, kiedy umarła. Tęsknił za nią i wiedział, że już nigdy nie spotka tak wspaniałej dziewczyny, ale żył. Żył dla niej. Dla jego ukochanej, która co noc nawiedzała go w snach.

______________________________________________________________
Kolejny smutny, kolejny który mi nie wyszedł genialnie. Mam jednak nadzieję, że wam przypadł do gustu i pojawi się dużoooo, bardzo dużo komentarzy. Zapraszam na bloga <LINK> na którym jest prolog i jest opcja, że informuje o rozdziałach także zapisujcie się tam, jeśli nie obserwujecie go. Bardzo proszę o dużo komentarzy.
Martyna

6 komentarzy:

  1. Niesamowity aż się popłakałam,a to rzadkość .. aż brak mi słów, które mogły by wyrazić jaki ten imagin jest wspaniały

    OdpowiedzUsuń
  2. O Jezu, on jest niesamowity! I ta piosenka do tego! Czytać, nie umierać. Uwielbiam takie imaginy :')

    OdpowiedzUsuń
  3. to mnie powaliło na łopatki, dziękuję za takie dzieła! <33

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest mega piekny i wzruszajacy. *____*

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  5. cudowny, wzruszający, popłakałam się

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3