niedziela, 12 maja 2013

Four Hundred Sixty - Four


Rodzice...To oni powinni zadbać o dobro swoich dzieci, ich dobre wychowanie. To oni powinni nauczyć ich odpowiedzialności, uczciwości i prawdziwej miłości. Przede wszystkim powinni stanowić dla swojego potomstwa fundament, podporę nie do zdarcia. W końcu w każdej rodzinie tak jest. Wyjątkiem była moja.
Kiedy miałam zaledwie 4 lata rodzice rozwiedli się. Doprowadziło do tego ciągłe pijaństwo mamy oraz fakt, iż była niewierna ojcu. Na moje szczęście sąd przekazał tacie pełne prawo do opieki nade mną, to znaczy, że od czasu rozwodu miałam u niego zamieszkać. Tak też było. Wyprowadziliśmy się z centrum Londynu do prowincjalnego miasteczka o nazwie Doncaster. Początkowo mocno zraziłam się do taty, nowego miejsca zamieszkania. Zamknęłam się w sobie. Tata zmienił pracę, aby ciągle nie wyjeżdżać, tylko zostać ze mną. Starał się, spędzał ze mną cały swój wolny czas. Nigdy nie związał się z żadną kobietą, twierdził, że od jego rozstania z mamą należy już tylko do mnie, w prawdzie byłam jego jedynym dzieckiem, w dodatku córką o której zawsze marzył.
Pomimo iż był bardzo troskliwym i opiekuńczym rodzicem, był też moim przyjacielem. Miałam w nim ogromne wsparcie, pomoc, osobę, która potrafiła wysłuchać i doradzić. Pokazywał mi ten lepszy świat. Starał się aby i mój świat był piękniejszy.
Dzisiaj, mam 18 lat. Niecałe dwa tygodnie temu tata zmarł. Od dłuższego czasu chorował na raka, jednak za późno podjął się leczenia. W dniu swojej śmierci powiedział słowa, które na zawsze pozostaną w mojej pamięci : '' To, że człowiek umiera nie znaczy, że przegrał. Oznacza to zwycięstwo nad samym sobą... ''.

~*~

Mroźne, grudniowe przedpołudnie. Kilka minut temu przyszłam na grób taty. Jestem tutaj drugi raz od kiedy on odszedł. W dalszym ciągu nie potrafię pogodzić się z tym, że jego już nie ma. Że jego płomyk zgasł. Że nie było dla niego żadnego ratunku...Mówią ludzie, że nadzieja umiera ostatnia. I chyba właśnie moja nadzieja umarła. Mówi się też, że nadzieja jest matką głupich. Być może to prawda, ale uważam, że lepiej być głupim i mieć nadzieję, niż być mądrym i nie okazywać uczuć...
Z kieszeni płaszczu wyciągnęłam pudełko zapałek. Zapaliłam jedną, po czym od jej żaru zapaliłam znicz. Po raz kolejny złożyłam ręce do modlitwy, tyle, że tym razem rozmawiałam z tatą. Może i brzmi to niemądrze, ale tak, prowadziłam dialog z nieżyjącym ojcem.
- Czemu mi to zrobiłeś? Dobrze wiedziałeś, że potrzebuję Twojej pomocy... - słona ciecz, która nagromadziła się pod moimi powiekami spłynęła po policzkach dając ulgę oczom.
- Nie zrobił Ci tego specjalnie...Każdy z nas czasami zostaje wystawiony na próbę. - usłyszałam za sobą zachrypiały męski głos. Kroki stawiane na zmarzniętej, puchowej pierzynie i dotyk dający nieopisaną ulgę. Nie patrzyłam na mojego rozmówcę. Swój otępiały wzrok wbijałam w wygrawerowane na nagrobku imię i nazwisko taty oraz datę narodzin i śmierci. Chłopak wykonał znak krzyża, po czym skupił się na modlitwie. Milczeliśmy, a kiedy ponownie się przeżegnał odwróciłam twarz zalaną łzami w jego kierunku.
- Wiem jak bardzo boli Cię strata Twojego ojca. Uwierz mi, wiem co to znaczy mieć kogoś przy sobie, a później nauczyć się żyć bez niego. Równo dwa lata temu również straciłem tatę. Nie potrafiłem przyjąć tego do świadomości, wmawiałem sobie, że on żyje, tylko wyjechał gdzieś daleko i już nigdy go nie zobaczę. Później chciałem poczuć ulgę i zaczęła się moja przygoda z narkotykami. Teraz żałuję, że tak postępowałem. Mam nadzieję, że nie popełnisz mojego błędu. - powiedział co leży mu na sercu. Analizowałam każde jego słowo, aż udało mi się z siebie wykrztusić :
- Przykro mi...Na prawdę bardzo mi przykro. Może i jestem samolubna myśląc tylko o sobie, ale jak rozważę sobie ile ludzi jest w podobnej sytuacji do mojej, to... - nie potrafiłam powiedzieć ani słowa więcej, a po mojej twarzy zaczęły spływać po raz kolejny słone łzy. Chłopak widząc mój płacz, zbliżył się do mnie i przycisnął mnie do swojej piersi.
- Wszystko się ułoży. Zobaczysz, tylko daj losowi na to szansę. Bądź cierpliwa...Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy (T.I.). - mówił nadal mnie tuląc
- Skąd znasz moje imię? Przecież nie mówiłam Ci jak się nazywam. - zdziwiłam się
- Kilka domów dalej obok Ciebie mieszka moja mama z siostrami. Opowiadała mi, że w okolicy zamieszkała młoda dziewczyna, która ma ponoć bardzo dobry kontakt z moim rodzeństwem. - uśmiechnął się lekko. - Ty mnie nie znasz, pewnie widzisz mnie po raz pierwszy na oczy, a to dlatego, że nie mieszkam tutaj. Na co dzień przebywam w Londynie. Tam mam mieszkanie. W sumie to nawet tam rzadko bywam. Tu jestem pierwszy raz od 3 miesięcy. Powoli zaczynam zapominać te wszystkie piękne miejsca jakie znajdują się w sąsiedztwie. Jeśli będziesz miała ochotę to Ci je pokażę.
- Z wielką przyjemnością, ale może dopiero na wiosnę jak nie będzie już śniegu? - spojrzałam na niego ocierając łzy
- I właśnie tutaj jest pewien problem. W połowie lutego wyjeżdżam na kilka miesięcy. Nie będzie mnie ani w Doncaster, ani w Londynie, ani nawet w Anglii. - spochmurniał.
- Jeszcze to kiedyś nadrobimy. - powiedziałam przyjaźnie. Było mi już trochę zimno, jednak nie zachowałabym się kulturalnie, gdybym sobie poszła. Zaczęłam ocierać dłonie, tak żeby choć troszeczkę bardziej się ogrzać.
- Widzę, że jest Ci zimno. - zdjął swój szal i owinął mi go wokoło szyi. Materiał był jeszcze ciepły, dzięki czemu nieco szybciej się zagrzałam. - Teraz powinno być lepiej.
- Dziękuję Ci bardzo.
- Nie ma za co. Wracaj już do domu, nie ma sensu żebyś tutaj marzła.
- Zaczekam na Ciebie. Wrócimy razem. - bardziej rozkazałam niżeli zaproponowałam. Chłopak przytaknął i ruszył do grobu swojego taty.

~*~

Weszliśmy do ciepłego przedpokoju. Rozebraliśmy się i poszliśmy w głąb budynku.
Niosąc gorącą czekoladę w kubkach do pokoju gościnnego, kątem oka ujrzałam, że mój towarzysz nadal stoi w holu i przygląda się wiszącym tam zdjęciom. Wszystkie przedstawiały mnie. Najpierw jako noworodek, później jako przedszkolak, kolejne pokazywały mój pierwszy dzień w szkole, inne natomiast mnie jako nastolatkę. Było ich mnóstwo. Czasami kiedy przechodziłam przez hol patrzyłam na te zdjęcia z nadzieją o to, że te czasy jeszcze powrócą. Że znowu będę miała przy sobie tatę, będę dzieckiem, które nie martwi się o jutro.
- Nadal nie wiem jak masz na imię. - powiedziałam, kiedy chłopak zaszczycił mnie swą obecnością wchodząc do salonu i siadając tuż obok mnie.
- Zupełnie zapomniałem. - stuknął się w czoło. - Miło mi. Jestem Louis.
Uśmiechnął się przyjaźnie wyciągając i kierując ku mnie swoją dłoń. Kilka sekund później uścisnęłam ją delikatnie, mamrocząc pod nosem niezrozumiałe słowa.
- Obiecałaś,że pokażesz mi album ze zdjęciami. - dodał
- Zaczekaj tutaj. Zaraz przyjdę, tylko przyniosę z mojego pokoju ten album. - wstałam z kanapy ruszając w stronę schodów prowadzących na piętro. Zdawało mi się, że czułam na swoim ciele wzrok Louisa, aczkolwiek mogło być to tylko złudzenie. Z szafki nocnej wyciągnęłam ów przedmiot i ponownie zeszłam na dół. W duchu uśmiechałam się sama do siebie, ponieważ przyjaźń jaka zrodziła się pomiędzy mną, a Louisem zamieniła się w silniejsze uczucie, miłość. Bynajmniej było tak z mojej strony.
Zegar wiszący na ścianie wybył godzinę 22:00. Chłopak, którego poznałam dzisiaj w dość nietypowej sytuacji nadal był przy mnie. Ogarnęło mnie ogromne zmęczenie, któremu nie byłam się w stanie oprzeć. Oglądaliśmy jakąś denną komedię romantyczną, ale i tak bardziej śmieszyły mnie komentarze Tomlinsona niż fabuła filmu. Oparłam głowę o ramię chłopaka i nawet nie wiedziałam kiedy odpłynęłam w krainę snu.
Obudziło mnie, dopiero delikatne układanie na łóżku w wykonaniu szatyna. Wzdrygnęłam się lekko przestraszona, jednak po chwili zajarzyłam o co chodzi. Odchyliłam powieki i wzrokiem zaczęłam wodzić za chłopakiem. Nigdzie nie mogłam go znaleźć. Ujrzałam jak zasłania rolety w oknie. Przyglądałam się mu chwilę, czego on ewidentnie nie zauważył, ponieważ zaczął zmierzać w kierunku drzwi wyjściowych z mojego pokoju. Gdy jego ręka nawiązała bliższy kontakt z klamką ja postanowiłam, że jednak się odezwę.
- Louis... - szepnęłam cicho. Aż tak cicho, że byłam pewna, iż chłopak do którego mówiłam zdołał usłyszeć tylko jakiś bełkot.
- Tak? - odwrócił się w moją stronę, lekko uśmiechając. - Stało się coś? Potrzebujesz czegoś?
- Nie, to znaczy tak...Zresztą mało ważne. A Ty, dokąd idziesz? - zapytałam
- Jak to gdzie? Do domu... - powiedział, jakby było to coś nadzwyczaj oczywistego. - Jest już prawie 23:00. Pewnie chcesz odpocząć, masz za sobą ciężki dzień, a jutro czeka na Ciebie kolejny dzień pełen wrażeń...
- Proszę...Wiem,że głupio to zabrzmi, ale zostań ze mną. Tutaj. Nie wracaj do domu. - dodałam robiąc ''maślane oczy''. - To będzie ostatnia rzecz, o jaką mam czelność Cię prosić...
- Jeżeli tego właśnie chcesz... - odpowiedział niepewnie. - Więc skoro mam tutaj zostać, to zrób mi trochę miejsca. Wolę spać z Tobą, w ciepłym łóżku, niż w zimnym salonie.
Przesunęłam się, robiąc tym samym przestrzeń dla szatyna. Chłopak położył się zaraz obok mnie. Moja głowa spoczęła na jego barku, a jego męskie ramię objęło mnie i przyciągnęło bliżej do siebie. Wpatrywaliśmy się w sufit nic nie mówiąc. Poprzez milczenie przekazywaliśmy sobie najistotniejsze informacje takie jak bardzo jest nam źle, że dziękujemy za swoją obecność.
- Wiesz...Gdyby ktoś wcześniej powiedział mi, że spotkam taką osobę jak Ty i będę mógł tak wiele się od niej nauczyć to bym mu nie uwierzył. Teraz wiem, że warto wierzyć. Że warto pogłębiać swoją wiarę. Dziękuję Ci za to i za wiele innych wniosków jakie dzięki Twojej obecności zrozumiałem, ale o których nigdy się nie dowiesz...
- Ty mi dziękujesz? - nie dowierzałam. - To ja powinnam podziękować Tobie za to, że pojawiłeś się w moim życiu w tym właśnie momencie kiedy prawie podupadłam na duchu. Kiedy chciałam poddać się bez walki. Dziękuję Ci, że otworzyłeś mi świat na innych, na problemy, które mają Ci wszyscy ludzie w moim otoczeniu. Po prostu dziękuję Ci, że jesteś. Dziękuję Ci za Twoją obecność.
- Nie chcę psuć nastroju, ale to wszystko co mówimy brzmi tak, jakbyśmy widzieli się ostatni raz i właśnie w tym momencie się żegnali... - powiedział po chwili milczenia
- A co jeśli naprawdę tak będzie? Jeśli to jest nasze ostatnie spotkanie? - dopytywałam się niczym małe dziecko. Na samą myśl, że los okazałby się znowu tak srogi dla naszej dwójki, moje emocje stały się silniejsze ode mnie i moje policzki zrobiły się wilgotne...
- Nie mów tak. Nie możesz. - rozkazał ocierając swoją delikatną dłonią moja twarz.



~~~~~~~~~~
Dawno nie dodałam żadnego postu, więc postanowiłam to zmienić! Ostatnio nie miałam ani czasu, ani weny na pisanie, chociaż miałam wiele pomysłów.
Mam cichą nadzieję, że komuś spodoba się ten imagin. Napisałam go kilka miesięcy temu, ale zapomniałam o nim, dlatego też dodaję go dopiero dziś.
Pochwalę się również, że przed tygodniem, dokładnie 4 maja minął rok od kiedy udzielam się na blogu. Dziękuję wszystkim, którzy czytają moje imaginy, komentują je, tym samym dając mi motywację do dalszego pisania.
Przepraszam za wszystkie błędy jakie pojawiły się w powyższym poście i sądzę, że na przełomie kilku dni pojawi sie następny imagin :) 

6 komentarzy:

  1. cudowny, będzie 2 część? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PROSZĘ O 2 CZĘŚĆ !!

      Usuń
  2. mam nadzieje że druga częśc powstanie xx

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaaa, fantastyczny :) aż się popłakałam. Masakra dziewczyno !
    Pisz i dodawaj cześciej ;D Bo już się nie mogłam doczekać :)

    Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
  4. https://www.facebook.com/pages/Keep-Calm-And-My-One-Direction-Infection/311213639010040?ref=hl Lajkniesz ??? :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3