piątek, 17 maja 2013

Four Hundred Sixty - Seven

Wszystkie pomysły, które miałam napisać, pojawią się za jakiś czas. Aktualnie mam go strasznie mało, no i weny również trochę mi brakuję. Zapraszam do przeczytania tego czegoś na dole, co nie wyszło mi genialnie i nie jestem za bardzo z niego zadowolona.
Martyna

[T.I] właśnie dopakowywała swoje ostatnie rzeczy. Zaraz miała wyjechać do L.A z przyjaciółmi, gdzie miała spędzić wakacje w ich gronie. Usiadła na kanapie, ciężko wzdychając. Zastanawiała się, co tam ją spotka. Nie wiedziała, czy będą najlepsze wakacje, czy może najgorsze, choć liczyła na tą pierwszą opcję. Wzięła do ręki swój niebieski puchaty zeszyt, który podchodził pod pamiętnik. Otworzyła go na ostatnio zapisanej stronie, wzięła długopis i zaczęła pisać.

08 lipca 2013
Co tu dużo mówić... za moment wyruszam na największą przygodę swojego życia. Razem ze mną będzie kilka dodatkowych osób. Mianowicie: Kate, Tina, Carlos, Stefano oraz Zayn. Będzie nas szóstka, do L.A jedziemy autem brata Carlosa - Davida. Chyba już wyjdę...
If only you... - nad tą właśnie piosenką aktualnie pracuję. Mam nadzieję, że tam natrafi mnie wena na ostatnią zwrotkę i bridge'a. Napiszę później...

[T.I] zamknęła zeszyt i z powrotem schowała go do torby. Ostatni raz popatrzyła na pokój i biorąc walizki do ręki zaczęła kierować się na dwór. Wyjeżdżała tylko na pięć dni, ale do tego domu już nie wracała. Miała zamiar zamieszkać z kuzynką Seleną, ponieważ ta ma do wynajęcia piętro w jej sporym mieszkanku, a że [T.I] podejmuję potem studia, postanowiła się usamodzielnić i zamieszkać gdzie indziej. Na podwórku czekali na nią już wszyscy. Uśmiechnęła się pod nosem i weszła do auta.

- Gotowa na wycieczkę życia? - Zapytała ją Tina, jej najlepsza przyjaciółka.
- Od urodzenia - wróciła stara, pewna siebie i idealna w każdym calu [T.I].

Zaczęli jechać. Było gorąco. Otwarte okna w aucie. Wiatr rozwiewał jej długie włosy. Zachód słońca był zdecydowanie najpiękniejszym widokiem, który zobaczyła [T.I]. Założyła słuchawki na uszy, po czym oddała się temu co kocha całkowicie - muzyce. Wszystkiemu przyglądał się Zayn. Był tak bardzo tym zafascynowany, że nie usłyszał co do niego mówi Stefano.

- Słuchasz mnie?
- Co? Przepraszam, ale nie słyszałem.
- Słuchaj, ja wiem, że Ty coś do niej czujesz już od dawna, ale czemu z nią nie pogadasz? Nie wolisz wiedzieć, czy ona czuję to samo?
- Zwariowałeś? - Zayn zapytał lekko ściszonym głosem - to nasza przyjaciółka. Moja przyjaciółka. Nie chcę stracić tego, co mam, myśląc, że zyskam więcej.
- Za dużo filozofujesz, za mało robisz - przyjaciel poklepał Zayna po ramieniu, po czym z powrotem usiadł na swoim miejscu.

Malik wiedział, że Stefano ma rację, ale mimo to nie chciał ryzykować. Wolał zostać przy swoim stanowisku flirciarza, aniżeli wygłupić się przed dziewczyną, dla której był w stanie skoczyć w ogień.
Tymczasem [T.I] dalej słuchając muzyki myślała o życiu, o tym co ją czeka. Zaczęła nagle nucić swoją piosenkę. Wszyscy uwielbiali jej głos, mogli jej słuchać cały czas. Była aniołem pod każdym względem. Miała anielsko błękitne oczy, anielski wygląd, a o charakterze jak i głosie już nie wspomnę. Ideał w każdym calu. Niestety ona sama nie zauważała w sobie tego piękna, co inni. To czyniło ją jeszcze bardziej uroczo, niż da się to wyobrazić. Każdy chciał nią być, a ona nie zdawała sobie z tego sprawy. Dla niej nie liczył się wygląd człowieka, ale to co ten człowiek miał w środku. Wyjęła z torby kolejny raz swój pamiętnik i biorąc w dłoń długopis zaczęła zapisywać słowa, które nie wiedzieć jak, wychodziły z niej tak po prostu, bez problemu.

Look where we are falling apart
And nothing seems to mend
This state of you, this state of me, mmh

Who do you think you're fooling now?
I guess we'll never find it out.
Who do you think you're fooling now, now?


Co o tym sądzisz pamiętniczku? Potrzebuję drugiego głosu... tak bardzo go potrzebuję.

Poczuła, że jest śpiąca, więc odłożyła zeszyt do torby i oddała się w ręce Morfeusza.Zanim zasnęła usłyszała jeszcze czyjś stłumiony krzyk, oraz poczuła ból w okolicach brzucha, a potem nastała ciemność.

- Wstawaj śpiochu... - usłyszała szept -...mamy postój.
- Co? - Zapytała leniwie otwierając oczy. Odgarnęła z czoła grzywkę, po czym zamrugała kilkakrotnie powiekami i podniosła się do pozycji siedzącej - już? Szybko.
- Też się dziwimy co jest grane, ale chłopcy to sprawdzają - oznajmiła uśmiechając się do przyjaciółki, Kate.
- Ehm... okey.

Po chwili do dziewczyn podszedł Carlos ze skrzywioną miną.

- Jest problem. Nie mamy paliwa, a stacja jest jakieś cztery godzin od nas... - zaczął - ...autem - dodał.
- To co teraz? - Zapytała [T.I]
- Ja, Stefano i dziewczyny ruszamy, by zdobyć trochę paliwa - wskazał na butlę przeznaczoną na tą ciecz - a ty i Zayn zostajecie i pilnujecie auta oraz naszych bagaży.
- Aha - tylko tyle wydusiła z siebie, po czym wsiadła z powrotem do auta i westchnęła ciężko.

Nastała noc. Byli tylko [T.I] i Zayn. Ich przyjaciele poszli dwie godziny temu, no i wiadomo, że jeszcze nie wrócili. Mówili, że dojście tam potrwa im parę godzin, więc do dwóch dni powinni tu dojść, ponieważ pewnie w trakcie będą musieli chwilę odpocząć.
Dziewczyna poczuła, jak czyjaś ręka gładzi jej policzek. Na początku lekko się przestraszyła, natomiast nieco później, gdy ujrzała te czekoladowe tęczówki, momentalnie jej przeszło. W Jego ramionach poczuła się bezpiecznie. Tak jak nigdy przedtem, przed żadnym chłopakiem. Te jego oczy... to jego ciało... zrozumiała, że go kocha.

- Oh, [T.I], gdybyś tylko wiedziała ile dla mnie znaczysz - usłyszała jego szept.

Serce przyśpieszyło, a oddech stał się cięższy. Chciała mu powiedzieć, że ona jego też, ale w tym samym momencie coś się stało. Ona...

- Doktorze! Budzi się! - Ktoś krzyczał pełnym ulgi głosem.

Otworzyła oczy, niestety szybko je zamknęła, ponieważ oślepił ją blask światła w sali. Przyzwyczajając wzrok do codzienności najpierw zobaczyła swoją mamę, następnie Stefano i lekarza.

- Co się dzieję? - Zapytała cicho, czując jak ból w gardle jest nie do zniesienia.
- Mieliśmy wypadek - przełknął głośno ślinę Stef - jako jedyni zdołaliśmy przeżyć - odparł spuszczając głowę w dół.
- Co? A co z Tiną, Kate, Carlosem i... Zaynem? - Jej głos się załamywał.
- Przykro mi.

[T.I] poczuła jak łzy cisną się jej do oczu. Dopiero uświadomiła sobie jak bardzo ważny jest dla niej Zayn, jak bardzo go kocha, jak bardzo nie chcę go stracić, a teraz dowiaduję się, że chłopaka już nie ma.

- On Cię kochał, [T.I]... - powiedział Stefano.
- Wiem, i ja jego też - odwróciła głowę w odwrotną stronę i wtedy po jej policzku spłynął wodospad łez.

Straciła kogoś kogo kochała, ponieważ za późno sobie to uświadomiła.

~*~
Słabe, no nie?
W każdym razie nie jestem w najlepszym humorze, więc wyszło smętnie.
Ale bardzo proszę o bardzo szczere opinię na temat tego imagina.
Zapraszam was bloga, o podobnej tematyce, natomiast trochę mniej smętnej.
Pojawił się prolog, dlatego bardzo was proszę o komentowanie i dodawanie się tam do obserwatorów.
Martyna

6 komentarzy:

  1. smutny imagin, ale cudowny. czekam na inne Twoje xx
    Klaudia CityLondon

    OdpowiedzUsuń
  2. no proszę cię, nie użalaj się tak nad tym imaginem :D z takim talentem najgorszy według ciebie imagin będzie fajny :D lubię takie imaginy z przesłaniem. szkoda że taki smutny, ale mimo wszystko cudowny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiadało się tak pięknie i wszystko popsuł ten wypadei! Jak zwykle ktoś musiał umrzeć -,-
    Ale - zainspirowałaś mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudo po prostu.! Poryczałam się! :')

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3