czwartek, 20 czerwca 2013

Five Hundred Eight

Przekleństwa. Dużo przekleńst. W ciul dużo przekleństw.
- Charnij. Się. W. Dupę - powiedziała, na co chłopak przewrócił oczami.
- Nie bądź taka i się po prostu zgódź! - wyrzucił ręce w górę.
- Nie.
***
- A jednak tak! - stwierdził i wystawił do niej język. Dziewczyna skrzyżowała ręce na piersiach.
- Jestem ciekawa, po jaką cholerę przywiozłeś mnie do Arizony?! - krzyknęła, wskazując rękami na pustynię otaczającą ich zewsząd.
- Bo w Arizonie jest... - zaczął. Chwycił ją za rękę i pociągnął do metalowej barierki, uniemożliwiającej ludziom spadnięcie w przepaść. - Vegas - dokończył cichutkim głosem, chcąc dodać temu słowu odrobinkę tajemniczości.
- Jakbym nie widziała - odpowiedziała, wciąż podirytowana. - Czemu nie zostawiłeś mnie w domu?
- Bo musisz się trochę zabawić koleżanko! - krzyknął z wielkim uśmiechem na twarzy. Dziewczyna wciąż zostawała niewzruszona. Louis stanął obok niej i co kilka sekund trącał ją łokciem. Co oczywiście nie zostało bez odpowiedzi. I tak po wymianie kilku kuksańców dziewczyna znalazła się na jego plecach.
- Jesteśmy w Vegas słonko! Przebierzesz się w coś bardziej skąpego i obrabujemy jakieś kasyno! - krzyknął.
***
Późny ranek, penthouse, hotel... W cholerę drogi. Znaczy on wyglądał na drogi zanim nie pojawił się w nim...
- Lou? - rozniosło się cichym echem po apartamencie. - Loueh? - powtórzyła dziewczyna.
Stała po środku pokoju, który wcześniej był salonem, a teraz wyglądał, jak pobojowisko. Głowa wydawała jej się pękać na kilka części, a w brzuchu wszystko wirowało. Wczoraj przesadzili.
-  Cholera, Tomlinson. Gdzie cię wywiało? - syknęła, przymykając z bólu oczy.
Podreptała do kanapy. Wtem zalegająca na niej kupka dmuchanych przedmiotów poruszyła się, a po chwili wynurzyła się z nich blondynka. Nie wyglądała na skacowaną.
- Cześć - przywitała się nieznajoma.
- Hej? - odpowiedziała nieufnie dziewczyna.
- Fajnie się z wami wczoraj bawiło.
- Z nami? Znaczy, że...
- Znaczy, że z tobą maleńka i pewnym brązowowłosym przystojniakiem z boysbandu - odparła ze cwaniackim uśmiechem blondynka. - Swoją drogą, gdzie on jest? Musi mi zapłacić - poinformowała i wygramoliła się ze sterty czegoś.
- Zapłacić? - zdziwiła się dziewczyna. - Za co? - Blondynka westchnęła.
- Nic nie pamiętasz, co nie? - spytała, chociaż wiedziała jaka będzie odpowiedź.
Podniosła ze stolika aparat cyfrowy i podała dziewczynie. Ta włączyła urządzenie, a jej oczom ukazały się ostatnie zdjęcia z nocnej imprezy. Ona, Louis i ta laska. Razem w łóżku...
- Cholera - zaklęła dziewczyna i schowała twarz w dłoniach.
- Nie było źle. Jesteś całkiem dobra w te klocki. - Blondynka poklepała ją po plecach. - Okej, nic tu po mnie. Skoro nie ma tego chłoptasia. Przynajmniej miałam fun...
- Czekaj! - zatrzymała ją dziewczyna. - Zapłacę ci potrójnie, ale pomóż mi znaleźć Louisa. Byłaś z nami tej nocy i wiesz co się z nami działo.
Blondynka spojrzała na nią zdumiona. W co te dzieciaki się wplątały? Gdzie jest ten chłopak, był tu parę godzin temu. Przecież to Vegas!
- Dobra - zgodziła się. - Jestem Brooke.
- [i.]
***
- To jak zaczęliście imprezę? - spytała Brooke, gdy stały w windzie.
- W kasynie Interpool. - odparła.
Ściany windy były lustrami, przez co ogarnęła ją jeszcze większa rozpacz. Wyglądała, jak siedem nieszczęść. Przed wyjściem przebrała się tylko w coś wygodniejszego i związała włosy, za to Brooke lśniła, jakby dopiero co wyszła z salonu piękności. Zadzwonił jakiś dzwoneczek i drzwi windy otworzyły się.
- Zapytajmy się w recepcji co... - zaczęła blondynka, ale głos ugrzązł jej w gardle na widok burdelu urządzonego w hallu.
Wszystkie kryształowe żyrandole pokryte były papierem toaletowym, który zwisał, jak serpentyny. Wielkie palmy zostały połamane i poprzewracane, przez co ziemia z doniczek przykryła kamienną posadzkę. Kanapy poprzestawiano, poduszki porwano, a kilku kolesi od walizek bezskutecznie próbowało uwolnić w obrotowych drzwi czarnego grubasa.
- Wy! - krzyknął w ich stronę pewien starszy mężczyzna. - To wasza wina bachory! - krzyknął raz jeszcze i w trymiga znalazł się przy dwóch zdezorientowanych dziewczynach.
- Wydaje mi się, że przeholowaliście. - szepnęła Brooke. No co ty nie powiesz, pomyślała [i.].
- Proszę - powiedział nieco spokojniej mężczyzna i wyciągnął w ich stronę kluczyki. - Wczoraj tym się tutaj dostaliście. Teraz proszę to zwrócić, a następnie porozmawiamy na temat odszkodowania, dobrze?
Kluczyki wpadły do otwartej dłoni Brooke, która z podniesioną głową wyminęła pracownika hotelu i podążała do głównych drzwi.
- Na co czekasz? - obrzucił ją gniewnym spojrzeniem. - Komisariat jest kilka przecznic stąd.
Komisariat?!
***
- Kurwa - mruknęła [i.], gdy z parkingu wyjechał policyjny Ford SUV*. - Jak my go tu?
- Tego to już nie wiem maleńka. Wyjechaliśmy nim spod Carabiean - powiedziała beznamiętnie Brooke, wsiadając do radiowozu.
[i.] zauważyła, że blondynka nawet jak na dziwkę, jest bardzo wyrafinowana. Chodzi z podniesioną głową, wielkimi okularami na nosie i prawie wcale się nie uśmiecha. Przypomina te wszystkie blond piękności z Plotkary.
- Okej maleńka - zaczęła Brooke. - Porozmawiamy grzecznie z panami policjantami, a jeśli oni będą chcieli nam coś zrobić to bierzemy nogi za pas i jedziemy do Carabiean, okej?
Carabiean - klub, do którego poszliśmy po wygranej w kasynie.
- Okej. - odparła [i.], chociaż wewnątrz wcale nie czuła się pewnie.
Pierwszy raz znalazła się w tak gównianej sytuacji. Gdyby nie dała się tu zaciągnąć, pewnie siedziała by w swoim mieszkaniu w San Diego i piła herbatę, a nie  jeździła po Vegas w kradzionym radiowozie! Louis jeśli cię znajdę, jeśli żyjesz to obiecuję ci, że pożałujesz.
Kilka minut później były już pod komisariatem. [i.] próbowała w jakiś sposób zasłonić twarz, by policjanci jej nie poznali lecz Brooke kompletnie to olewała. Wyszła z Forda jakby nigdy nic, trzasnęła z gracją drzwiami i stukając obcasami weszła do komendy. [i.] podążyła za nią.
Komisariat niczym nie różnił się, od apartamentu i hallu. Ewidentnie przeszło przez nie tornado. Tony różnorakich papierów walało się po całym pomieszczeniu, a na biurkach, krzesłach i podłodze leżeli nieprzytomni funkcjonariusze.
- Czy jest tu ktoś żywy?! - zawołała Brooke. Odpowiedziało jej echo. Ruszyły wgłąb budynku, omijając rozłożonych na ziemi mężczyzn. - Mamy wasz samochód. Może chcecie go z powrotem, co?!
Nikt im jednak nie odpowiadał. Wtem jedna z żaluzji jakiegoś biura poruszyła się.
- Panie komendancie! - krzyknęła uradowana blondynka i otworzyła szklane drzwi do jego gabinetu. Wydawał się być jedynym ocalałym pomieszczeniem w całej komendzie. - Co się tutaj stało?
- Co się stało?! - spytał drobny mężczyzna, wyłaniając się zza biurka. - Oni się stali! - wskazał palcem na [i.].
Cholera Louis! Jesteś martwy! Coś ty narobił?!
- Może nam pan opowiedzieć co się tu wczoraj stało? - spytała dziewczyna uprzejmie, podczas gdy Brooke rozsiadła się na skórzanym fotelu.
- Ty, twój kolega i cała zgraja pijanej młodzieży wparowaliście do komisariatu około pierwszej w nocy i doprowadziliście go do takiego stanu! - krzyknął komendant i podniósł jedną żaluzję, za którą leżał bez koszulki zalany w trupa, gruby policjant. Dziewczyny skrzywiły się z odrazą. Funkcjonariusz zasłonił drażniący widok.
- I zabraliśmy Forda, tak? - upewniła się [i.]. Komendant przytaknął.
- Cóż proszę pana - zaczęła Brooke - bardzo nam przykro z tego powodu i jestem pewna, że nasz przyjaciel się tym zajmie, gdy go tylko odnajdziemy.
Tak zdziro, zwal wszystko na Louisa.
- Nie wie pan, gdzie on może być? - spytała blondynka.
***
- Nie musiał nam od razu dawać mandatu! - krzyknęła [i.], rzucając papierkiem. - Cholera, gdzie jest ten dupek?
- Próbowałaś do niego zadzwonić?
Cholera.
- A niby to ja jestem blondynką. - westchnęła teatralnie Brooke.
[i.] wygrzebała telefon z kieszeni i wybrała numer Louisa.
- Halo? - odezwał się cichy głos po drugiej stronie.
- Lou! - krzyknęła uradowana dziewczyna. - Gdzie jesteś skurwielu?!
- Ja... - Jego głos urwał się. - Nie mam pojęcia.
- Jak to nie masz pojęcia. Rozejrzyj się dookoła - rozkazała.
- Ciemno i ciasno. Ja chyba jestem w jakimś schowku, czy innym gównie - mruknął, próbując się rozciągnąć.
- Możesz wstać?
Chłopak uniósł górną część ciała, ale zaraz upadł z powrotem, gdyż przywalił głową w coś metalowego.
- Nie - odpowiedział, masując się w obolałe czoło. Wtem połączenie zostało przerwane.
- Cholera, bateria mi padła - przeklęła dziewczyna i cisnęła nieużytecznym urządzeniem w podłogę.
- Wiesz, że tam mogły być połączenia, zdjęcia i notatki dotyczące wczoraj? - spytała ironicznie Brooke.
***
- Pojechaliśmy do Interpoolu, potem do Carabiean. Jak zatem znaleźliśmy się na komisariacie z jakąś młodzieżą?
[i.] i Brooke szły w stronę klubu, w którym bawili się zeszłej nocy. Możliwe, że tam jest Lou.
- Słuchaj, byliście nieźle najarani. Może po naszej zabawie poszliście, gdzieś jeszcze?
- Powiedziałaś, że przyjechałaś z nami radiowozem, więc... - przewróciła oczami.
- Może pomiędzy kasynem, a klubem coś się zdarzyło. Przecież twoja pamięć i tak jest niekompletna - dodała blondynka.
- Jego samochód! - krzyknęła dziewczyna, zatrzymując się w miejscu.
- A oto i Carabiean. - Brooke wzruszyła ramionami.
- Chodź! - ponagliła, ją [i.], chwytając za rękę i ciągnąć w stronę auta wbitego w słupek.
Z bagażnika zdawały się dobiegać głosy i stuki.
 - Cholera on tam jest! - spanikowała dziewczyna. Ogarnęła ją słabość. Jest tak blisko odnalezienia przyjaciela, ale nie wie co zrobić dalej.
- Eh - westchnęła blondyna i otworzyła swoją wielką torebkę, z której wyłoniła łom.
- Po co ci łom? - spytała zdezorientowała [i.]. Kto nosi łom w torebce?
- Czasami drzwi do mojego mieszkania lubią się zablokować - odparła.
[i.] zrobiła jej miejsce, a Brooke przystawiła przyrząd w odpowiednim miejscu i naparła na jego drugi koniec. Klapa bagażnika strzeliła i otworzyła z charakterystycznym dźwiękiem.
- Loueh?! - zawołała dziewczyna i znalazła się przy aucie. W bagażniku leżał zmarkotniały Tomlinson. - Loueh żyjesz!
- Pora zliczyć odszkodowania panie T - skwitowała Brooke z zawadiackim uśmiechem.
***
- Ogólny plan przedstawia się tak - zaczęłam. - Poszliśmy do kasyna Interpool. Tam wygraliśmy trochę na automatach i wypiliśmy kilka drinków.
- Wtedy odbiła nam szajba! - zawołał Louis, unosząc ręce. - Chyba coś nam wcisnęli w te drinki, bo wbiliśmy się na szkolną imprezę, upiliśmy uczniów i nauczycieli.
- Zgarnęła nas policja i trafiliśmy na izbę wytrzeźwień, ale prawdopodobnie musieliśmy mieć niezłą banię, skoro upiliśmy i policjantów - skrzywiła się [i.] i nerwowo podrapała po głowie.
- Porozpierdzielaliśmy szafki z aktami i zabraliśmy Forda SUV'a! - emocjonował się chłopak, jakby zabranie policyjnego auta było niemożliwe.
- Chyba w drodze do klubu powstały te cudeńka - dodała dziewczyna pokazując na ich brzuchy, gdzie jak na Harrym widniały tatuaże motyle.
- O kurwa! - krzyknął Liam i zasłonił oczy, a reszta wybuchła śmiechem.
- W Carabiean bawiliśmy się do bardzo późna i tak spotkaliśmy tą Brooke. Pojechaliśmy do hotelu, urządziliśmy balangę w apartamencie i poszliśmy z nią do łóżka. - Louis ściszył głos.
- Zaliczyłeś dwie panny jednej nocy! - wyśmiał go Zayn, na co dostał poduszką od [i.].
- Potem chyba temu skurwielowi coś odbiło, bo hotel praktycznie nie stanął w płomieniach, przez jego imprezę w hallu. Prawdopodobnie kierownik chciał zadzwonić po gliny, które i tak by gówno zrobiły, więc Tomlinson postanowił przespać się w swoim samochodzie - wytłumaczyła, rozkładając niewinnie ręce.
- Mamy dożywotni zakaz wstępu do Vegas... - dorzucił chłopak.
***
Taki trochę dłuższy ode mnie :)
Tak Kac Vegas :)
Zwykle nie piszę imaginów z Lou, ale kolejka mnie do tego zmusiła. Z resztą...
Nie ma tu miłości, ale chyba nie każdy imagin musi jej dotyczyć, cnie? Przeżyłyśmy jhgfghyj imprezę z Tomlinsonem to jest kuźwa coś! ;D
Witamy nowy wakacyjny szablonik, który bardzo mi się podoba.
Będę się reklamować KLIK
Mam nadzieję, że się pokapowaliście w tej historii ;)
Majkelina rochę zaburzyła tę naszą kolejkę, a ja już napisałam z Lou i postanowiłam go jednak dodać, bo... Bo obowiązuje kolejka. Ale i tak cię kocham Majkelina <3
Pozdrawiam Was ogórasiątka!
Też zdychacie z upałów?!

9 komentarzy:

  1. Hahhahhaaha :D Jeszcze nigdy się tak nie szczerzyłam do imagina :D Normalnie kocham Kac Vegas <3 To jest bezbłędnie dobree ;) Huehue ;) Piszcie tak częściej !
    Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  2. od początku skojarzyłam z kac vegas! haha
    świetny :)x

    OdpowiedzUsuń
  3. hahaha boski jest ;D

    po prostu miniemy imagin z Niallem i dodamy z Zaynem, a potem znowu z Liamem, bo z Harrym tez juz jest hehe ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. hahaha dożywotni zakaz do Vegas...hahahahah ale się śmiałam..Fantaaaastyczny<3

    OdpowiedzUsuń
  5. vegas. to jest super. chce więcej takich imaginów *-*

    OdpowiedzUsuń
  6. hahahaha ;D czytając to śmiałam sie cały czas xD swietny !
    ooo, uwielbiam tego bloga ^^^

    Klaudia Citylondon

    OdpowiedzUsuń
  7. Już dawno żaden imagin tak bardzo mi się nie spodobał! Jest po prostu wspaniały i czytałam go już kilka razy... stał się moim ulubieńcem ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Początkowo nie wiedziałam czyjego autorstwa jest ten imagin, czytam, czytam - kurcze! Coś mi tu pachnie moją Ollie! No kto mógł napisać takie cudo jeśli nie ona?! Zjeżdżam na dół i mam! Knyyycio wyryte jak wół, aż wali po oczach! Och kochana, jesteś moj "boginią"!

    Chyba pierwszy raz podoba mi się zmiana wyglądu bloga ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Hahahaha jeszcze nigdy nie czytałam czegoś tak super Masz talent !!!! :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3