piątek, 21 czerwca 2013

Five Hundred Eleven

- Musimy coś zrobić, by wygryźć One Direction z konkurencji - zaczęła Lili - któraś musi rozwalić ten zespół - uważnie zaczęła rozglądać się po swoich przyjaciółkach, gdy jej wzrok padł na... mnie - może Ty, [T.I], dałabyś radę, hm?
- Lili, dlaczego akurat ja?
- Ponieważ to na Ciebie najwięcej chłopaków leci, więc mogłabyś no wiesz... poderwać, któregoś z tych gejów, i po prostu sprawić, by się zakochał, a potem byś go rzuciła, jakby nigdy nic, w ten sam sposób sprawiając, że załamię się.
- Którego? - Zapytałam ciężko wzdychając.
- Hm... - zaczęła przeglądać zdjęcia zespołu w Google grafika. Najdłużej swój wzrok zatrzymała na brunecie z lokami o iście zielonych oczach - Harrego  - blondynka uśmiechnęła się szeroko, na co kiwnęły jej Jade oraz Patricia, dwie pozostałe członkinie zespołu Red&Blue.
- Zgoda.

~*~

- Działaj - Jade popchnęła mnie w stronę baru, przy którym siedział Harry - tylko nie zepsuj tego, okey?
- Ta - mlasnęłam ustami i poprawiając swoją kremowo czarną sukienkę do kolan, podeszłam do baru.

Siedział tam. Smutny, przygnębiony, tak jakby właśnie stracił sens życia. A co ja miałam zrobić? Nienawidzę krzywdzić innych, ale przecież to konkurencja. A konkurencję trzeba szybko wycofać. I moim zadaniem było sprawić, by jego zespół się rozpadł. Najgorsze zadania zawsze trafiały się akurat mnie. To nie fair. 

- Pies zadaję ból, tylko wtedy, gdy umiera - nagle powiedział, a ja praktycznie parsknęłam śmiechem, choć myślę, że to nie był odpowiedni moment.
- Birgitte Bardot - usiadłam obok niego, na co popatrzył na mnie i obdarował miłym uśmiechem.
- To niewiarygodne, jak można czuć się szczęśliwym przez tyle lat, mimo tylu kłótni, tylu upierdliwości i tak naprawdę nie wiedzieć, czym jest miłość - kolejny cytat? Mądry jesteś, panie Styles.
- Gabriel Garcia Marquez - szepnęłam dobrze znając każdy jego cytat, i doskonale wiedząc, iż ten brunet pominął jedno słowo w tym cytacie. A słyszałam nieraz, że często przeklina, a w marnym tekście nawet tego nie zrobił - widzę, że lubisz cytaty wielkich i mądrych ludzi.
- A no ma się tą wiedzę - parsknął śmiechem, co i mnie się udzieliło - Harry jestem.
- [T.I] - chwyciłam jego dłoń, którą mi podał - a więc Harry, pies Ci umarł, czy straciłeś 'żonę'? - Dałam nacisk na 'żonę', na co uśmiechnął się szeroko.
- Ani to, ani to. Po prostu życie mnie męczy - odpowiedział biorąc łyka drinka - ciągła i ta sama rutyna.
- A więc zróbmy coś innego, coś na spontana, coś czego być może będziemy potem żałować, ale i tak będziemy się cieszyć, że nam się uda - wyskoczyłam z pomysłem - chodź ze mną.
- Gdzie?
- Zobaczysz - odpowiedziałam tajemniczo i chwilę potem nie było nas w barze. Zza krzaków Pat pokazała mi, że dobrze się spisuję.

~*~

- Jesteś niesamowita - wybuchł kolejny raz śmiechem - jak Ty? Przecież prawie nas złapali.
- Oj tam, oj tam. 
- Właśnie zabiłaś jednorożca - powiedział udając zrozpaczonego.
- Oj tam, oj tam, oj tam, oj tam, oj... - nie skończyłam, bo przerwały nam syreny policyjne - spadamy - zaśmiałam się, po czym wraz z brunetem dalej biegliśmy w kominiarkach.

Zmęczeni, rozbawieni, i Bóg jeden wie co jeszcze, dobiegliśmy na łąkę.

~*~

- Dziękuję - uśmiechnął się do mnie, gdy leżeliśmy na łące patrząc w gwiazdy i jedząc moje ukochane maliny, które rosły niedaleko nas.
- Za co?
- Sprawiłaś, że znów chcę żyć, że nie warto myśleć o złych rzeczach i cieszyć się tym co jest, bo tylko to nam zostało - odwzajemniłam uśmiech.
- Spoko - westchnęłam - a czy Ty... myślałeś o... no wiesz - nie wiedziałam jak obrać to w słowa.
- Samobójstwie? - Uniósł brew - śmiało o tym mów Nie bój się. A odpowiadając na Twoje pytanie, to zdarzało mi się o tym myśleć. Ale po chwili mijało, no bo czy warto stracić to wszystko, co ma się teraz? Tą sławę, fanów... dobrze wiesz o czym mówię.
- Tak, doskonale wiem, o czym mówisz. Ale wiesz? Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - poklepałam go po plecach, po czym zapytałam tak czysto teoretycznie - Harry. Co byś zrobił, gdyby, na przykład Twoi przyjaciele, kazali Ci zrobić coś, co jest wbrew Tobie, dla dobra zespołu? - To było chyba dobrze zadane pytanie, miejmy nadzieję, że zrozumiał, o co mi chodzi.
- Hm... miałbym do wyboru zrobić coś dla przyjaciół, albo iść za głosem serca i tego nie zrobić, tak? - Kiwnęłam głową - myślę, że dla przyjaciół jestem w stanie zrobić wszystko, chyba, że to coś w stylu morderstwa, albo czegoś podobnego, czego skutkiem byłoby pójście do więzienia, wtedy bym podziękował.

~*~

- Dobrze grasz [T.I] - pochwaliła mnie Lili - on na serio myśli, że go lubisz.
- A jeśli naprawdę bym go lubiła? To źle?
- Nie bądź głupia - prychnęła - to nasza konkurencja. Wierz mi, że polubienie ich byłoby największą głupotą Twojego życia.

~*~

- Muszę Ci coś powiedzieć - zaczął nerwowo Harry - od dawna chciałem to zrobić, ale jakoś nigdy nie miałem tej odwagi. Jesteś inna, niż te dziewczyny, które dotąd znałem. Ty nie liczyłaś na kasę, nie patrzyłaś na to, kim jestem w świecie show biznesu, tylko... poznałaś mnie Nie sławnego Harrego Stylesa z X Factora, tylko tego, którym byłem przed programem. Dlatego chciałbym Cię poprosić, byś została moją dziewczyną. Znam Cię doskonale - nie byłabym tego taka pewna - i wiem o Tobie wszystko, Ty o mnie również. Podobasz mi się, więc...
- Zamknij się - uciszyłam go, na co zrobił przerażoną minę, a chwilę później zbliżyłam się do niego i z czułością pocałowałam - Ty też mi się podobasz.

~*~

- Chodź, chcę poznać Twoje przyjaciółki - nalegał po raz enty.
- Harry, myślę, że nie ma takiej potrzeby - zrobiłam minę szczeniaczka - proszę Cię, kochanie. 
- Nie. Czasami czuję, jakbyś się mnie wstydziła, i jakbyś nie chciała bym poznał Twoje koleżanki z zespołu - bo nie chcę, czy to takie trudne do zrozumienia?
- Harruś - jęknęłam - proszę Cię.
- Idziemy i koniec. Udowodnij, że naprawdę mnie kochasz i przedstaw swoim koleżanką - uśmiechał się, on ciągle się uśmiechał, i wiedział, że wymięknę, przez ten jego zniewalający uśmiech, wiedział to już od dwóch miesięcy, kiedy to jesteśmy razem.
- Dobra - przeczuwałam, że coś się stanie, ale mimo to, zgodziłam się.

~*~

- Musimy coś zrobić, by wygryźć One Direction z konkurencji - usłyszeliśmy, gdy wchodziliśmy do domu - któraś musi rozwalić ten zespół - o, nie. Znałam to - może Ty, [T.I], dałabyś radę, hm? - nie, proszę, tylko nie to. Spojrzałam przestraszona na Harrego, który stanął wryty przyglądając mi się z niedowierzaniem.
- Lili, dlaczego akurat ja?
- Ponieważ to na Ciebie najwięcej chłopaków leci, więc mogłabyś no wiesz... poderwać, któregoś z tych gejów, i po prostu sprawić, by się zakochał, a potem byś go rzuciła, jakby nigdy nic, w ten sam sposób sprawiając, że załamię się.
- Którego? - Myślałam, że na miejscu się popłaczę.
- Hm... - chwila przerwy - Harrego.
- Zgoda.

Harry zaczął się oddalać patrząc na mnie ze smutkiem. Już prawie wychodził, zaczęłam biec w jego stronę. Złapałam go za rękaw bluzy, ale wyszarpnął się.

- Harry, daj mi to wytłumaczyć - jęknęłam bardzo bliska płaczu.
- Co mam Ci dać wytłumaczyć? Hm? Że mnie oszukałaś? Że zabawiłaś się moim kosztem? Takie było zadanie, prawda? Zrobiłaś je, spełniłaś to, co oczekiwali od Ciebie przyjaciele. Ale co z tego? Pokochałem Cię - płakał. Harry płakał. Przeze mnie - byłaś kimś, kto mnie naprawdę rozumiał. Ale co z tego? To wszystko oszustwo. Nienawidzę Cię.

~*~

- Odchodzę z zespołu - oznajmiłam dziewczyną półtora miesiąca później, zbyt długo z tym zwlekałam.
- Jak to? - Lili wydawała się być naprawdę zdziwiona - dlaczego?
- Nie rozumiesz? Nie mogę być w zespole, przez który straciłam ukochaną osobę, gdyby nie to zadanie to tak naprawdę nigdy bym nie skrzywdziła Harrego, a ja naprawdę go kochałam. Po za tym myślałam, że się przyjaźnimy, a Ty puściłaś to nagranie, i przez Ciebie... odchodzę. Nie mogę również pracować, z kimś kto zniszczył mi życie. Przykro mi, ale to koniec zespołu Red&Blue, a bynajmniej mnie już w nim nie będzie.
- Zrobiłam to dla Twojego dobra, byś zobaczyła, że miłość, to nie wszystko, że można się nauczyć bez niej żyć. Jak widzę jesteś jeszcze bardziej głupia, niż myślałam - zakpiła - dobrze, że odchodzisz. Zespół będzie sto razy lepszy bez Twoich fałszujących dźwięków.
- Jesteś żałosna - powiedziałam wychodząc.

Czas nauczyć się żyć bez niego. Czas nauczyć się żyć bez zespołu. Czas nauczyć się żyć na nowo.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Siema!
A więc imagine taki dość smutny.
No cóż... bywa i tak.
Chciałabym abyście wyrazili swoje opinię odnośnie imagina w komentarzach, i by trochę ich było.
Oprócz tego zapraszam was na dwa blogi.
Opowiadanie z Francisco Lachowski, Barbarą Palvin oraz Sarą Sampaio w roli głównej:
Artistic Soul ~ It's me. - blog o mnie, o moim życiu.
Zapraszam do komentowania, oraz do obserwowania.
Do napisania...
Martyna

6 komentarzy:

  1. Piekny troche smutny ale piekny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajny,myslalam ze skonczy sie kariera solowa i powrotem na nowo zacznie z Harrym,ale i tak jest super :)

    K.CL

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak zwykle perfekcja. tylko lepiej by było jakby był dłuższy, albo była kolejna część...

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękny a wręcz cudowny :-) tylko szkoda że smutny, liczyłam na szczęśliwe zakończenie :)
    Cellaa xD

    OdpowiedzUsuń
  5. A gdzie końcówka że wracają do siebie i są razem ever??!!!! Hmm???!!!! Zawiodłam się pfffff.... chcę ten kawałek w którym wyznają sobie uczucia,ona się tłumaczy, wybacza jej...i są razem ever forever...:(((

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za każdy dodany komentarz.
Nawet nie wiecie jak bardzo one nas motywują i ile frajdy nam sprawiacie, zostawiając po sobie jakiś ślad!
Czytamy wszystkie komentarze, za wszystkie dziękujemy<3